Misja Kambia, Sierra Leone

Misja Kambia, Sierra Leone Contact information, map and directions, contact form, opening hours, services, ratings, photos, videos and announcements from Misja Kambia, Sierra Leone, Church, Sembu Street 7 st, Kambia.

W środę nigdzie dalej nie wyjeżdżałem z misji, bo było co robić na miejscu. Tym bardziej,  że był to dzień wolny od prac...
29/05/2026

W środę nigdzie dalej nie wyjeżdżałem z misji, bo było co robić na miejscu. Tym bardziej, że był to dzień wolny od pracy, z powodu muzułmańskiego święta Ofiary Izaaka, szkoły były zamknięte, urzędy nie pracowały, a i wiele sklepów zrobiło sobie wolne. Po Mszy św. poprosiłem dwóch młodych parafian, żeby umyli samochody, co po śniadaniu uczynili. Ja w tym czasie zająłem się konserwacją swojego motorka, ale okazało się, że potrzebuję części, których ostatecznie nie mogłem kupić bo sklep był zamknięty. Po myciu samochodów przyszedł czas na kąpanie psów, a że mamy ich teraz pięć, to trochę zajęło to czasu. Po tych wszystkich pracach zajedliśmy obiad i wydawało się, że można już odpocząć. Jednak błoga sielanka nie trwała zbyt długo, bo dostałem wiadomość, że tego dnia mija termin zgłoszenia kandydatów na przyszłych dyrektorów, w szkołach gdzie będą wakaty. Zaskoczyło mnie to bardzo i zmobilizowało do szybkiego działania. Przygotowałem dokumenty i zorganizowałem na prędce spotkanie z Mr. Edwinem i Mr. Buzumbelo, którzy są w parafii asystentami od spraw szkolnych. Omówienie wszystkich spraw trwało prawie do 19. Zostało tylko przygotować kazanie, nakarmić zwierzęta, pomodlić się i iść spać. Następnego dnia po Mszy św. odmówiłem brewiarz, zjadłem śniadanie i już o 8.30 wyruszyłem z Mr. Buzumbelo do kolejnych szkół na wioskach, żeby spotkać się z nauczycielami i przekazać im wsparcie od Caritas Polska. Po powrocie ze szkół, od razu pojechaliśmy do odpowiedzialnej w naszym dystrykcie za szkoły kurator. To spotkanie traktowałem jako formalność, jednak okazało się, że spędziłem tam ponad godzinę i to nie była najprzyjemniejsza rozmowa. Pomimo zmęczenia podróżą do szkół, udało mi się zachować cierpliwość. Za to po powrocie do domu czułem, że już dziś za dużo nie zrobię. Przyszła porozmawiać jeszcze dyrektorka jednej z naszych szkół, bo potrzebuje nowych ławek do dwóch klas. Czasami przytłacza mnie ilość potrzeb, z którymi zgłaszają się do mnie różni ludzie, ale się nie poddaje. Wierzę, że da się to wszystko zorganizować. W nocy z czwartku na piątek spadło sporo deszczu. Na szczęście bardzo nie wiało. Jednak po Mszy św. przyszła nauczycielka z przedszkola i poinformowała, że oderwało kawałek blachy z dachu. Nie mogłem tam jechać od razu, ale po zakupach na markecie, wziąłem blachę z garażu i pojechałem ją zawieźć do przedszkola, przy okazji zobaczyłem szkody. Na szczęście nie ma dużo do naprawy. Po powrocie na misję zająłem się sprawami domowymi i po 16 pojechałem na lotnisko po ks. Olgierda, który wrócił z Polski. Już jesteśmy w pełnym składzie.

W piątek dowiedziałem się z rana, że zmarła parafianka z Gbalamyi. Przed wyjazdem do banku, ustaliliśmy szczegóły pogrze...
26/05/2026

W piątek dowiedziałem się z rana, że zmarła parafianka z Gbalamyi. Przed wyjazdem do banku, ustaliliśmy szczegóły pogrzebu z Mr. Buzumbelo, który jest tam katechistą i dałem pieniądze na trumnę. Po powrocie z banku czekałem na informację, że trumna jest już gotowa i mogę ją zabrać. W międzyczasie przyszło kilku dyrektorów, którzy się spóźnili do banku. Po 14 odebrałem trumnę i razem z s. Gianną pojechaliśmy do Gbalamuyi. Po 15 rozpoczęła się Msza św. pogrzebowa, po której ciało zostało pochowane na lokalnym cmentarzu. Wróciliśmy do Kambii późnym popołudniem. Przygotowałem materiały na katechezę i kazanie na następny dzień. W sobotę rano, jeszcze przed Mszą św. rozpętała się potężna burza. Wiatr narobił trochę szkód w okolicy, choć na szczęście na naszym terenie złamała się tylko jedna gałąź. Po Mszy św. odbyły się katechezy. Tematyką było Zesłanie Ducha św. Po powrocie z Bamoi Lumy popołudnie spędziłem na domowej krzątaninie. W Niedzielę Zesłania Ducha św. odprawiłem Msze św. w kaplicy St. Mary i u nas w kościele. Po obiedzie za długo nie odpocząłem, bo o 14 Szkoła Podstawowa Św. Augustyna w Kambii poprosiła o Mszę św. dziękczynną, która rozpoczynała świętowanie istnienia szkoły. Po Mszy św., która była w kaplicy St. Mary nauczyciele, uczniowie i rodzice wyruszyli przy akompaniamencie orkiestry w pochód do szkoły. Do przejścia mieli ok. 3 km, ale pogoda im sprzyjała, bo przestało padać i była przyjemna temperatura. Popołudnie się wypełniło, a wieczorem przygotowałem kazanie, nakarmiłem zwierzęta, obejrzałem film, pomodliłem się i poszedłem spać. W nocy znowu zaczęło padać i skończyło dopiero przed 10, co opóźniło trochę pracę. Po zakupach na markecie, zabrałem Mr. Adamsa, naszego zaprzyjaźnionego stolarza, żeby wymienił siatki w oknach, które już przerdzewiały, a sobotnia burza mocno je pokiereszowała. Praca nie należała do najprostszych, bo okna były wysoko, więc trzeba było posłużyć się rusztowaniem. Zeszło cały dzień. Przed 17 pięć okien dostało nowe siatki, które będą chronić przede wszystkim przed komarami, ale też przed wszelkimi innymi owadami, których ostatnio obserwuję bardzo dużo. Po całej pracy trzeba było jeszcze posprzątać, szczególnie gwoździe, żeby żaden nie przebił opon w naszych pojazdach. W międzyczasie zrobiłem pranie, napompowałem wodę do tanków i podjąłem nierówną walkę z jaskółką, która niewiadomo jak wleciała do domu i nie za bardzo dawała się z niego wyprosić. Ostatecznie się poddałem i zostawiłem tyko otwarte okno, żeby mogła wyfrunąć z domu. Dopiero przed wieczorem udało się jej opuścić mieszkanie. Okazem miejscowej przyrody, którą mogłem podziwiać też tego dnia była ćma wielkości mojej dłoni. Wieczór minął szybko na codziennych obowiązkach. Dziś po Mszy św. korzystając, że nie padało pojechałem do szkół na wioskach. Szczególnie zależało mi, żeby odwiedzić Kampudiee, gdzie wymiana dachu przedłuża się z powodu lokalnej społeczności, która nie dostarczyła desek, a bez nich nie mogę zawieźć blachy, żeby Mr. Feliks położył ją na dach. Podczas spotkania z dyrektorem i przedstawicielami lokalnej społeczności zostałem zapewniony, że przyśpieszą swoje działania. Mam taką nadzieję, bo jak jeszcze trochę będą zwlekać, może się okazać, że z powodu dreszczów niemożliwe będzie dowiezienie blachy. Z Kampudiee pojechaliśmy z Mr. Buzumbelo do Mapotolon, czyli najbardziej oddalonej wioski od misji. Celem było zawiezienie wsparcia dla nauczycieli społecznych przyznanego przez Caritas Polska. Po przekazaniu pieniędzy i wspólnym zdjęciu, zaproponowałem skoro nie jest bardzo późno, to może pojechalibyśmy nad ocena, który jest zaledwie 5 km od wioski, a dotarcie tam w porze deszczowej jest niemożliwe, gdyż jedzie się po ścieżce wytyczonej na grobli, którą zalewa. Mr. Buzumbelo się zgodził i pojechaliśmy nad ocean z naszym lokalnym przewodnikiem. Dotarliśmy do wioski rybackiej nad oceanem. Taka moja mała przygoda dzisiejszego dnia. Wróciłem na misję przed 15. Zjadłem obiad i zabrałem się za napisanie posta, który wyszedł dość długi, bo od piątku trochę wydarzeń nazbierało się do opisania.

W poniedziałek po Mszy św. było kilka spraw, którymi trzeba było się zająć. Zacząłem od napompowania wody do tanków. Póź...
21/05/2026

W poniedziałek po Mszy św. było kilka spraw, którymi trzeba było się zająć. Zacząłem od napompowania wody do tanków. Później zająłem się panelem fotowoltaicznym, w którym rozpadła się skrzynka przyłączeniowa. Panel na szczęście jest sprawny, ale żeby działał muszę zdobyć zepsutą część. Schowałem panel do garażu i zająłem się generatorem, w którym wymieniłem filtr paliwa na nowy, bo poprzedni przeciekał. Po obiedzie pojechałem do wulkanizatora. Przy odkręcaniu koła urwała się jedna szpilka. Co prawda opona została naprawiona, ale wymiana szpilki trafiła na listę kolejnych napraw. Prosto od wulkanizatora pojechałem kupić potrzebne części. We wtorek po Mszy św. zająłem się naprawą samochodu. Obawiałem się, czy bęben hamulca da się zdjąć, ale nie stawiał dużego oporu. Ostatecznie udało się wymienić szpilkę i można już bezpiecznie jeździć. Po obiedzie przyszło kilku nauczycieli i dyrektorów z różnymi sprawami. Na 18 pojechałem do Sióstr na tradycyjne polskie nabożeństwo majowe. Odśpiewaliśmy Litanię Loretańską i wróciłem na misję, gdzie czekały już na mnie głodne psy i kot, które nakarmiłem. W środę miałem zaplanowane, żeby pojechać do trzech szkół na wioskach, żeby zawieźć wsparcie dla nauczycieli społecznych, które przyznane zostało przez Caritas Polska i plan zrealizowałem. Jednak musiałem szybko wracać, bo przyszły fundusze dla szkół, i żeby można było je wypłacić w banku potrzebny był mój podpis. Zabrałem potrzebne dokumenty i pojechałem do banku. Po wypłaceniu pieniędzy przez dyrektorów wróciłem na misję, zjadłem obiad i chwilę odpocząłem. Przed wieczorem przyszła informacja, że są już gotowe dokumenty zezwalające na mój pobyt czasowy w Sierra Leone. Pojechałem je odebrać. Po powrocie nakarmiłem zwierzęta i mogłem iść spać. Dziś po Mszy św. pojechałem znowu do banku uczestniczyć w wypłatach środków finansowych dla kolejnych szkół. Czeka mnie to jeszcze jutro. Po powrocie zająłem się drobnymi sprawami na misji. Na koniec chcę przedstawić naszego nowego pieska.

Zawody sportowe w szkole Police Barracks zakończyły się w czwartkowe popołudnie. W piątek krzątałem się na misji. Zawioz...
17/05/2026

Zawody sportowe w szkole Police Barracks zakończyły się w czwartkowe popołudnie. W piątek krzątałem się na misji. Zawiozłem rusztowanie do przedszkola Sióstr. Przy okazji zajrzałem znowu do elektryki pompy, żeby wypompować wodę po czyszczeniu studni. Po powrocie napompowałem wody do naszych tanków, choć nie udało się ich napełnić, bo woda w studni się skończyła. Po południu przygotowałem się do katechez i wieczór upłynął bez większych atrakcji. W sobotę po porannej Mszy św., przed którą spadł deszcz, odbyły się katechezy u nas i w Bamoi Lumie. W drodze powrotnej zajechaliśmy z s. Gianną na market, a po powrocie wypiliśmy kawę. Po pożegnaniu Siostry zrobiłem mus z mango i bananów, który trafił do zamrażalnika. S. Gianna z przygotowanych wiórków kokosowych upiekła ciasto. Niedzielny obiad dziś obfitował w desery. Jednak przed obiadem byłem w Bamoi Lumie odprawić Mszę św., po której wróciłem na misję, żeby odprawić kolejną Mszę św. Po południu chwilę odpocząłem i pojechałem do Sióstr na Godzinę Miłosierdzia. Niebo dzisiejszego popołudnia dziwnie zaciągnięte chmurami, jakby chciało popadać i jest duszno. Ewidentnie zmienia się pora sucha na deszczową.

W poniedziałek po Mszy św. czekałem na specjalistów od studni, ale skoro nie przychodzili, pojechałem z Augustynem na za...
14/05/2026

W poniedziałek po Mszy św. czekałem na specjalistów od studni, ale skoro nie przychodzili, pojechałem z Augustynem na zakupy. Po powrocie zacząłem wypompowywać wodę ze studni, która była chlorowana. Przyszli pracownicy i nałożyli wieko na studnie. Po południu chwilę odpocząłem i poszedłem na finał ligi piłkarskiej, którą zorganizował Augustyn. W tym samym czasie s. Gianna spotkała się z kandydatami do I Komunii św. Wróciłem przed zmrokiem, nakarmiłem zwierzęta, pomodliłem się i poszedłem spać. We wtorek zająłem się naprawą Toyoty, bo hamulce przestały prawidłowo działać. Odpowietrzyłem je i to pomogło. Później zająłem się dokumentami dla nauczycieli, żeby mogli podnieść swój stopień rozwoju zawodowego. Przyszła też jedna dyrektorka, żeby wydrukować jej pisma potrzebne do otrzymania emerytury. Augustyn z Chrisem przygotowali samochód to wyjazdu następnego dnia do Makenii. Po południu napompowałem wody do tanku, przygotowałem kazanie i wieczór wyglądał standardowo. W środę w naszej Diecezji była Uroczystość Matki Bożej Fatimskiej, patronki naszej Diecezji oraz 3 rocznica objęcia Diecezji przez bp. John Boba. Po Mszy św. w parafii razem z Siostrami i szóstką parafian pojechaliśmy do Makenii. Msza św. w katedrze rozpoczęła się o 11 i skończyła przed 15. Zrobiłem drobne zakupy rzeczy, które u nas w Kambii nie są dostępne i po 18 wróciliśmy do parafii. Dziś jest u nas Uroczystość Wniebowstąpienia i Msza św. będzie o 17, dlatego z rana pojechałem z Augustynem na zakupy, przy okazji zawożąc napoje i nagrody do jednej z naszych szkół, w której trwają dni sportu. Po powrocie rozpakowaliśmy kupione produkty i pojechałem do Sióstr, bo przestała działać p***a w przedszkolu i pękła rura do tanku przy ich domu. Po naprawieniu pompy i wstawieniu nowej rury wróciłem na misję, gdzie czekało na mnie kupione rano mięso, żeby je przygotować do zamrożenia. Na 14.30 pojadę do szkoły, żeby pobłogosławić uczestników zawodów sportowych. Później o 17 jest Msza św. i znowu pojadę do szkoły, żeby wręczyć nagrody. Tak się przedstawia plan na dzisiejsze popołudnie.

W piątek świętowałem swoje 40-ste urodziny. Po Mszy św. zostałem mile zaskoczony przez parafian, którzy odśpiewali Happy...
10/05/2026

W piątek świętowałem swoje 40-ste urodziny. Po Mszy św. zostałem mile zaskoczony przez parafian, którzy odśpiewali Happy Birthday, bo za bardzo nie chwaliłem się tym faktem, a jednak skądś się dowiedzieli. Ten dzień postanowiłem spędzić wypoczynkowo. Zrobiłem sobie prezent i pojechałem nad ocean. Przy okazji odwiedziłem salezjanów. Mile spędziłem ten dzień. Dziękuję za wszystkie życzenia, które otrzymałem, modlitwę w mojej intencji i pamięć. Wróciłem już po zmroku na misję, nakarmiłem zwierzęta i poszedłem spać. W sobotę po Mszy św. dostałem prezent od ministrantów z naszej parafii. Zaskoczyli mnie bardzo. Szybko zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie, bo trzeba było iść na katechezę, po której zjadłem z Siostrami wspólnie śniadanie, podczas którego złożyły mi życzenia i wręczyły prezent. Mógłbym powiedzieć, że kosz, ale w rzeczywistości to była miska z 40 owocami oraz obrazek wygenerowany przez AI, który bardzo przypadł mi do gustu. Tym bardziej, że został wygenerowany ze zdjęcia z mojej pierwszej, choć krótkiej, ale samodzielnej wyprawy nad rzekę motorkiem. Po śniadaniu pojechałem z s. Gianną do Bamoi Lumy na kolejną katechezę, a później do Rokupur, skąd pochodzi Jenor, która podczas Wigilii Paschalnej przyjęła chrzest. Powodem była jej pierwsza spowiedź, po której odprawiłem Mszę św., żeby jej i zgromadzonym wiernym udzielić Komunii św. Wróciliśmy na misję, gdzie już czekała Emilia z ks. Gerardem, którzy odwiedzili nas w drodze do granicy z Gwineą, skąd mieli odebrać jedną osobę. Zjedliśmy obiad i przed 16 pojechali dalej, a ja poszedłem na spotkanie z ministrantami. Co prawda spóźnili się pół godziny, ale ostatecznie zbiórka się odbyła. Wieczorem przygotowałem wszystko do niedzieli i mogłem już odpocząć, bo dzień był wyjątkowo napięty. Dziś po modlitwie brewiarzem pojechałem do kaplicy St. Mary odprawić Mszę św., po której wróciłem na misję, gdzie już zgromadzili się wierni, żeby uczestniczyć w Eucharystii. Wyjątkowo dziś była w kościele jeszcze jedna Msza św. Poprosiły mnie o nią pielęgniarki, które dziś świętowały. Wspólnie pomodliliśmy się. Podziękowałem za ich służbę i zrobiliśmy pamiątkowe zdjęcie, po którym przy akompaniamencie bębnów i trąbek, wyruszyły na kolejny etap swojego świętowania. Popołudnie się wypełniło. Teraz mogę trochę odpocząć.

We wtorek po Mszy św. zjadłem śniadanie, odmówiłem brewiarz i pojechałem do szkół ze wsparciem dla nauczycieli społeczny...
07/05/2026

We wtorek po Mszy św. zjadłem śniadanie, odmówiłem brewiarz i pojechałem do szkół ze wsparciem dla nauczycieli społecznych, które zostało przyznane przez Caritas Polska. Odwiedziłem trzy szkoły, w Gbalamuyi, Mafarey i Fodayi. Po powrocie na misję zacząłem organizować specjalistów od czyszczenia studni. Przyjechali po południu i umówiliśmy pracę na następny dzień. Dodatkowo okazało się, że wieko studni jest w słabym stanie i trzeba zrobić nowe. W nocy spadł deszcz, który już teraz będzie padał coraz częściej. W środę po Mszy św. wypompowałem wodę ze studni, żeby można ją było wyczyścić. Przed 9 przyszli specjaliści i od razu wzięli się do pracy, a ja z Augustynem pojechałem po potrzebne materiały budowlane. Jak już studnia była wyczyszczona i wieko zrobione, pracownicy dostali obiad przygotowany przez Augustyna i przed 15 prace zostały zakończone. Chwilę odpocząłem, porozmawiałem z kilkoma nauczycielami, którzy przyszli na misję z różnymi potrzebami, wieczorem nakarmiłem psy i poszedłem spać. Dziś do południa odwiedziłem 6 szkół, żeby przekazać wsparcie nauczycielom społecznym. Jak zwykle towarzyszył mi Mr. Buzumbelo. Dodatkowo w każdej szkole spotkałem się z szóstoklasistami, żeby się z nimi pomodlić i pobłogosławić ich przed egzaminem kończącym podstawówkę, który rozpocznie się w sobotę. Po powrocie na misję zrobiłem mały serwis samochodów, sprawdzając powietrze w kołach, poziom oleju i innych płynów eksploatacyjnych. Dodatkowo naprawiłem cieknący filtr paliwa w generatorze. Nastał wieczór i przyniósł kolejny niewielki deszcz. Nakarmiłem zwierzęta i siadłem do laptopa, żeby uaktualnić fb.

W sobotę po Mszy św. były katechezy. Najpierw u nas, a później w Bamoi Lumie. Po powrocie na misję zacząłem przygotowani...
04/05/2026

W sobotę po Mszy św. były katechezy. Najpierw u nas, a później w Bamoi Lumie. Po powrocie na misję zacząłem przygotowania do niedzieli, bo wiedziałem, że popołudnie będę miał zajęte. Po 16 zabrałem s. Giannę i pojechaliśmy do szkoły św. Augustyna, żeby obejrzeć zmagania młodych sportowców i wręczyć najlepszym dyplomy i nagrody. Po dekoracji zwycięzców wróciłem na chwilę na misję, ale ten dzień jeszcze się nie skończył, bo umówiłem się z dj'em, że jak zawody dobiegną końca, pomogę w transporcie nagłośnienia. Przed 21 sprzęt był już w magazynie, a ja mogłem iść spać. W niedzielę odprawiałem Msze św. w kaplicy St. Mary i u nas na misji. Po Mszy św. wspólny obiad z Siostrami, po południu zabrałem się za lekturę historii obrazu Jezu ufam Tobie, bo w Wielki Czwartek dostałem książkę opisującą wydarzenia z nim związane. Idealnie skończyłem po 15 i pojechałem do Sióstr na Godzinę Miłosierdzia. Po powrocie na misję znalazłem film o św. Barbarze z 2012 r., który serdecznie polecam, bo jest dobrze nakręcony i wciąga, a przy okazji daje ogląd sytuacji chrześcijan na przełomie III i IV wieku. Dodatkowo zainspirowałem s. Giannę, która takie imię otrzymała na chrzcie, żeby też obejrzała ten film. Tak upłynęło popołudnie i wieczór, bo w międzyczasie nakarmiłem zwierzęta i przygotowałem kazanie na poniedziałek. Dziś nie miałem bardzo dokładnego planu, ale dzień wypełnił się po brzegi. Po śniadaniu pojechaliśmy z Augustynem na zakupy, bo lodówka już świeciła pustkami. Po powrocie z marketu on zajął się sprzątaniem domu gościnnego, a ja brewiarzem. Jak już się pomodliłem, zadzwoniłem do Mr. Buzumbelo, czy nie pomógłby mi kupić linki do szybkościomierza w moim motorku, bo w lokalnym sklepie nie mają, a najbliższy jest za granicą, w Gwinei, gdzie ja nie pojadę, bo nie mam wizy, a on może. Zgodził się i przy okazji odwiedziliśmy szkołę w Gbalamuyi. Udało mu się kupić linkę i po powrocie na misję od razu ją zamontowałem, przy okazji naciągając łańcuch w moim motorku. Dostałem też informację, że Caritas Polska przyznał kolejne środki finansowe na pomoc nauczycielom społecznym. To duże wsparcie i bardzo za to jestem wdzięczny. Po południu chciałem też napompować wody do naszych tanków, ale po napompowaniu jednego i połowy drugiego, skończyła się woda w studni. Mam nadzieję, że do jutra uzupełni się poziom. Mam też dziś w pamięci wszystkich strażaków, którzy obchodzą swoje święto, z racji wspomnienia św. Floriana. Choć u nas nie ma tego wspomnienia, ale ze względu na moje osobiste duże związki za Strażą Pożarną zapewniam o moim duchowym wsparciu i pamiętam w modlitwie o wszystkich strażakach i życzę im tyle samo wyjazdów, co powrotów. Dziś było bardzo upalnie, ale wieczór przyniósł ukojenie i korzystając z niego, taki dość długi post powstał.

W środę po Mszy św. pojechałem do szkół na wioski. W Kampudee zobaczyłem jak posuwają się prace związane z wymianą dachu...
01/05/2026

W środę po Mszy św. pojechałem do szkół na wioski. W Kampudee zobaczyłem jak posuwają się prace związane z wymianą dachu i czy prowadzone są zajęcia. W warunkach polowych zostały zorganizowane klasy i lekcje się odbywają. Dalej pojechałem do Rosinor, spotkałem się z nauczycielami, a później do Gbalamuyi. Wróciłem ok. 15, chwilę odpocząłem, wyprałem strój motocyklowy i o 17 poszedłem na spotkanie rady parafialnej. Spraw było sporo do omówienia, więc wszystko skończyło się przed zmierzchem. W czwartek mieliśmy spotkanie dekanatu z nowym dziekanem, które zakończyliśmy wspólnym obiadem. Po obiedzie nie miałem zaplanowanych żadnych zajęć, więc trochę odpocząłem, znalazłem czas, żeby poczytać i iść na adorację. Dziś po Mszy św. zająłem się sprzątaniem mieszkania. Zeszło mi prawie do południa i idealnie się wyrobiłem, bo zadzwoniła Mrs. Lora, która poprosiła mnie, żeby przewieźć sprzęt nagłośnieniowy do szkoły. Sprzęt ten był potrzebny, żeby o 15 mogły rozpocząć się zawody sportowe. Pojechałem do szkoły, żeby razem z zawodnikami, organizatorami i publicznością pomodlić się. Pobłogosławiłem ich i każdej z drużyn wręczyłem zgrzewkę napojów i wodę. Zawody wystartowały. Potrwają do jutra. Wróciłem na misję, bo o 17 rozpoczęła się pierwszopiątkowa adoracja Najświętszego Sakramentu. Po nabożeństwie nakarmiłem zwierzęta, choć od wczoraj nasz najmłodszy pies coś choruje. Nawet skórka od boczku nie zachęciła go, żeby ją zjeść. Mam nadzieję, że wyzdrowieje.

W niedzielę odprawiałem Msze św. w Bamoi Lumie i w Rokupur. Z racji na Dzień Niepodległości w Sierra Leone, który wypadł...
28/04/2026

W niedzielę odprawiałem Msze św. w Bamoi Lumie i w Rokupur. Z racji na Dzień Niepodległości w Sierra Leone, który wypadł następnego dnia, frekwencja w kaplicach nie była największa, ale za to mogłem zobaczyć jak używane są wózki, które rozdysponowywałem w zeszłym tygodniu, bo trzech z obdarowanych dotarło do kaplicy właśnie korzystając z nowego sprzętu. Dodatkowo w Bamoi Lumie zainteresowała mnie fryzura jednej z parafianek, aż zrobiłem zdjęcie. Wyjątkowo tej niedzieli nie pojechałem do Sióstr na Godzinę Miłosierdzia, ale wykorzystałem ten czas na ostrzyżenie siebie. Po strzyżeniu pojechałem tego dnia jeszcze raz do Bamoi Lumy zawieźć wózki dla kolejnej trójki niepełnosprawnych. Zdążyłem wrócić jeszcze przed zmierzchem, nakarmiłem zwierzęta, przygotowałem kazanie na następny dzień i na koniec obejrzałem film "Zmartwychwstały". W poniedziałek było wolne z okazji Dnia Niepodległości. Modliłem się na porannej Mszy św. za Sierra Leone za kraj, w którym teraz przebywam i za jego mieszkańców, a po Mszy św. zjadłem razem z Siostrami wspólnie sniadanie. Chociaż był to dzień wolny od pracy, to nie od obowiązków. Po śniadaniu przyszedł Chris, który miał tego dnia urodziny. Złożyłem mu życzenia i wręczyłem prezent. Po czym z Augustynem pojechałem na market, żeby zrobić zakupy. Po powrocie na misję już czekał na mnie dyrektor z Mafarey, z którym byłem umówiony. Po spotkaniu z nim przyszedł jeszcze Mr. Buzubelo, który przyniósł dokumenty, które powinienem przygotować dla dyrektorki, która przechodzi na emeryturę. Jak go pożegnałem, zapakowałem na samochód kolejny wózek i pojechałem dostarczyć go dla Mabinty, z którą umówiłem się, że będzie na mnie czekała w Polio Center. Po sporządzeniu dokumentacji odwiozłem ją na wioskę, z której pochodzi. Dopiero po południu dałem radę usiąść do brewiarza. Na misje przyszła żona Chrisa z ich małą córeczką - Margaret. Posiedziałem z nimi trochę, porozmawiałem. Taki to Dzień Niepodległości. Dziś natomiast imieniny ma s. Gianna. Modliliśmy się za nią podczas Mszy św. Po śniadaniu zająłem się wymianą kłódki w jednej z naszych bram, bo nie można jej było otworzyć. Chris przepiłował starą kłódkę i założył nową. Teraz już brama się otwiera. Później pojechałem z Augustynem na zakupy. Po powrocie Augustyn zajął się prasowaniem, a ja dokumentami szkolnymi. Po obiedzie chwilę odpocząłem i za chwilę wybieram się do Sióstr na kolację imieninową.

Po dystrybucji wózków w środę, w czwartek trzeba było dokończyć sprzątanie. Kartony zabrała s. Gianna, przydadzą się w p...
25/04/2026

Po dystrybucji wózków w środę, w czwartek trzeba było dokończyć sprzątanie. Kartony zabrała s. Gianna, przydadzą się w przedszkolu, a inne zabezpieczenia oddałem sąsiadom. Szybko rozebrali to, co dostali. Ponadto przygotowałem wniosek o sfinansowanie wózków do Miva Polska. Po południu pojechałem na wioskę, gdzie Siostra zawiozła wózki, ponieważ jedna część z dostarczonych wózków została na misji. Teraz już właściciel może w pełni korzystać z jego możliwości. W piątek po Mszy św. pojechałem z Mr. Buzumbelo do szkół na wioskach. Zawiozłem wsparcie finansowe dla nauczycieli społecznych i zobaczyłem jak idzie remont dachu w Kampudiee. Wróciłem przed 15, bo wiedziałem, że został nadany rano wózek dla Ibrahima z Rokupur, który odebrałem z parkingu, gdzie kończą swój kurs miejscowe taksówki. Wróciłem z wózkiem na misje i odpocząłem, bo po ponad 100 km motorkiem po lokalnych drogach czułem się dość obolały. Dziś po Mszy św. odbyły się katechezy, które wróciły po przerwie spowodowanej feriami. Po spotkaniu w Bamoi Lumie pojechałem do Rokupur, żeby dostarczyć wózek dla Ibrahima. Niby tylko wózek, a dla niego i jego mamy duże ułatwienie w poruszaniu się i docieraniu do szkoły i gdzie tylko będzie potrzebował. Wróciłem na misję, po drodze robiąc małe zakupy. Trzeba mi teraz przygotować się do niedzieli, jak już napisałem posta.

Address

Sembu Street 7 St
Kambia

Alerts

Be the first to know and let us send you an email when Misja Kambia, Sierra Leone posts news and promotions. Your email address will not be used for any other purpose, and you can unsubscribe at any time.

Share

Category