27/04/2026
Apel do ludzi wierzących w moc krzyża Chrystusa.
Zacznę i skończę tym samym cytatem:
"John G. Lake mawiał: „Namaszczenie Boże jest tak samo realne jak prąd elektryczny”. Dzisiejsza medycyna i technologia to wspaniałe narzędzia, ale to wiara w moc Krzyża jest „wtyczką”, która podłącza nas do źródła życia."
Czy wiecie, że było takie miasto, w którym brakowało chorych?
Jest to opisane w książce "Boży Generałowie" R. Liardona.
W latach 1915–1920 amerykańskie miasto Spokane stało się miejscem bezprecedensowego wylania Bożej mocy. Poprzez posługę modlitewną Johna G. Lake’a i powołanych przez niego „techników uzdrawiania”, w ciągu zaledwie pięciu lat udokumentowano tam ponad 100 000 uzdrowień.
Chcielibyście to widzieć dziś? Ja bardzo! Cieszy mnie ta zebrana w akcji kwota, ale wolałbym widzieć wygraną skutecznie walkę z rakiem. Wolałbym widzieć na liczniku uzdrowienia niż miliony złotych czy euro.
Wpływ Bożej obecności na tamto miasto był tak potężny, że - jak podają kroniki - lokalne szpitale zaczęły pustoszeć, a niektóre oddziały były zamykane, ponieważ nie było pacjentów, których należałoby leczyć. Władze federalne oficjalnie uznały Spokane za „najzdrowsze miasto na świecie”. To nie była zasługa nowoczesnej medycyny, ale owoc niezachwianej wiary w moc Jezusa Chrystusa.
Jako uczeń Chrystusa przyglądający się tej pięknej polskiej akcji zastanawia mnie, czy jest możliwe połączenie dwóch światów - możliwości uzdrowienia chorych, której np. masowo doświadczali ludzie 105-110 lat temu w Spokane i współczesnej mobilizacji, którą widzieliśmy u Łatwoganga. Dałoby to potężną odpowiedź. Gdybyśmy dziś połączyli duchowy autorytet, jaki mamy w Jezusie (dała temu przykład działalność Johna G. Lake’a czy Smitha Wiggleswortha oraz innych) z aktywną miłością i jednością, którą pokazał polski internet, pomoc chorym na raka weszłaby na zupełnie nowy poziom.
Oto, jak mając taką wiarę, można by dziś zacząć realnie pomagać:
1. Przywrócenie wiary w „niemożliwe”, czyli inaczej przełamywanie wyroku.
Największym wrogiem w walce z rakiem jest często "paraliżujący strach" i poczucie, że diagnoza to wyrok ostateczny.
W Spokane: ludzie wierzyli, że Słowo Boże ma wyższą instancję niż diagnoza medyczna. Czy to trudne? Czy w Zambrowie nie ma kliku, kilkunastu osób, które chciałby się zjednoczyć w wierze?
Taka wiara pozwala stanąć obok chorego nie z litością, ale z nadzieją. Pomoc polega na budowaniu wokół chorego atmosfery zwycięstwa. Zamiast mówić „módlmy się, żeby nie bolało”, wiara mówi „stajemy w autorytecie przeciwko tej chorobie”. Nie zgadzamy się na nią i niech się wynosi.
2. Utwórzmy „ 2.0" jako wsparcie modlitewne.
John G. Lake nie tylko się modlił - on szkolił ludzi (miał program Divine Healing Technicians), by służyli chorym systematycznie.
Współczesny Kościół może tworzyć grupy wsparcia, które łączą "ufną modlitwę o cud" z praktyczną pomocą: organizacją transportu na chemioterapię, zbiórką funduszy na nierefundowane leki czy wsparciem psychologicznym.
Wierzymy, że Bóg działa przez cuda, ale pomoc może też przyjść przez mądrość lekarzy i hojność ludzi. To „wiara czynna w miłości”. Niedługo w tzw. Boże Ciało będzie u nas kurs pt. "Czyń to co Jezus" i jest w nim moduł nt. uzdrowienia.
3. Duchowy „Diss na Raka” - walka w sferze ducha
Akcja Łatwoganga i Bedoesa pokazała, że raka trzeba „wyśmiać”, odebrać mu powagę i moc zastraszania.
Mając biblijną wiarę ludzi ze Spokane, patrzymy na raka jako na nielegalnego najeźdźcę w ciele, które należy do Boga. Podobnie robił Pan Jezus. Gromił choroby.
Pomoc dzisiaj to "agresywna modlitwa", która nie prosi Boga, by coś zrobił, ale - na wzór Chrystusa - nakazuje chorobie odejść. To zmiana postawy z „ofiary choroby” na „zwycięzcę w Chrystusie”. To jest świetne, a w swoim podejściu nawet Biblijne.
4. Jedność jako klucz do mocy
Zbiórka 251 mln zł udała się, bo Polacy się zjednoczyli. W amerykańskim Spokane cuda się działy, bo całe miasto zaczęło żyć atmosferą wiary. Wydaje mi się, że wiary mamy wystarczająco dużo, pewnie bardziej potrzebujemy pozbyć się osobistej niewiary i razem może nam to wyjść łatwiej.
Dzisiejsza pomoc to budowanie wspólnoty wokół , w której chory nie czuje się sam. Biblia mówi o Kościele, że kiedy jeden członek cierpi, cierpi całe ciało.
Ze świadectw ludzi wiary wiem, że kiedy ciało (Kościół) jest silne wiarą, choroba nie ma gdzie się ukryć.
Warto szukać tych Bożych rozwiązań. Nie poddawać się.
Jak można by przełożyć to na praktykę w Kościele?
Można by rzec, że fundusze zebrane przez Cancer Fighters to „paliwo” (leki, sprzęt, logistyka), ale wiara to „ogień”, który sprawia, że to paliwo przynosi życie, czyli uzdrowienie, a nie leczenie.
Mając taką wiarę, moglibyśmy w Zambrowie:
1. Stworzyć lokalny „Punkt Nadziei” - klub - miejsce, gdzie każdy chory na raka może przyjść nie tylko po modlitwę, ale po dawkę pewności, że Bóg go nie zostawił, gdzie może się spotkać z innymi, posłuchać świadectwa uzdrowienia, obejrzeć coś inspirującego razem, zostać zachęconym do jakiejś książki itp.
2. Łączyć post i modlitwę z konkretnym działaniem - np. tydzień modlitwy połączony z lokalną zbiórką na konkretną osobę z naszej okolicy. Z udziałem mediów i zaangażowaną społecznością to też możliwe, choć nie jesteśmy Łatwogangiem.
3. Uczyć ludzi autorytetu - by każdy wierzący wiedział, jak modlić się nad chorymi w swojej rodzinie, nie czekając na „specjalnego Bożego człowieka”. Chętnie tu pomogę. Mam materiały ze szkolenia DHT J.G. Lake'a i mogę kogoś poprowadzić w tym temacie.
Ktoś chętny? Piszcie. Możemy nawet zdalnie coś podziałać.
Przypomnę, co mawiał John G. Lake: „Namaszczenie Boże jest tak samo realne jak prąd elektryczny”. Dzisiejsza medycyna i technologia to wspaniałe narzędzia, ale to wiara w moc Krzyża jest „wtyczką”, która podłącza nas do źródła życia.
Ta nasze marzenia: Marek i Eliza.