08/04/2026
Wczoraj, 7 kwietnia, pożegnaliśmy śp. siostrę Marię Gorettę Spinak, która 31 marca 2026 roku zakończyła swoją ziemską pielgrzymkę w wieku 87 lat. Swoje życie oddała Bogu już jako 17-letnia dziewczyna, przeżywając w zakonie piękny jubileusz 70-lecia.
Szczególnym miejscem w jej sercu stał się Odporyszów, do którego przybyła w 1964 roku. Przez kolejne 62 lata trwała przy naszym Sanktuarium, służąc Bogu i ludziom z niezmienną pokorą. Stała się dla nas wszystkich żywą cząstką historii tej parafii, towarzysząc w wierze kilku pokoleniom mieszkańców.
Uroczystość pogrzebowa zgromadziła pełen kościół wiernych. Wspólną modlitwę koncelebrowało wielu kapłanów, w tym dawni i obecni duszpasterze, a w ławkach zasiadły siostry z różnych domów zakonnych oraz liczni parafianie. Ta wyjątkowa obecność była najpiękniejszym podziękowaniem za Jej cichą, pokorną i wierną służbę Bogu i ludziom.
Do fotorelacji dołączamy kazanie ks. Adama Kaganka CM wygłoszone podczas Mszy św. pogrzebowej👇
Siostry i Bracia,
w naszych pobożnych sercach niesiemy wspomnienie Triduum Paschalnego i wiarę w zmartwychwstanie ciał. Św. Paweł powie: „nadzieja zawieść nie może, bo miłość Boża rozlana jest w naszych sercach”. To wiara, miłość i nadzieja gromadzą nas dziś w tej odporyszowskiej świątyni.
Przy wielkanocnym stole rozmawialiśmy o tym, co się wydarzyło. Siostra Goretta umarła. Zapłonęły nasze serca. Tyle osobistych wspomnień: była przy chrzcie naszego dziecka, pamiętasz — zapomnieliśmy, a siostra przypomniała nam o obrączkach ślubnych, które zostały w domu; zauważyliście, jak siostra Goretka dyskretnie poprawiła szarfę przy katafalku, żeby było widać, że to od dzieci dla kochanej mamy… Wielkanocne rozmowy parafian.
Ci, którzy brali udział w naszych rozważaniach pasyjnych, pamiętają, jak powiedziałem: tak było i będzie — w żałobnym kondukcie będziemy przychodzić do tej świątyni, by przez łzy usłyszeć nad trumną słowa nadziei: „życie zmienia się, ale się nie kończy”. Dla siostry Goretty była to ta chwila: „jak tkacz zwinęła swoje życie, a Pan jego nić przeciął”.
Stojąc przy trumnie siostry Goretty, wsłuchując się w Boże Słowo, wznosimy się ponad to, co takie ludzkie: smutek i ból rozłąki. Myślę, że czujemy wewnętrzny pokój — siostra Goretta poszła do Domu Ojca. Można powiedzieć: siostra Goretta zawsze była w Domu Ojca. Tutaj, w tej świątyni, w cieniu Matki Bożej Odporyszowskiej, tkała swój obraz Boga — pragnień, tęsknot i nadziei. Przez 62 lata posługi w Odporyszowie w ten tkacki kilim wplotła każdego z nas, o czym świadczy nasza tak liczna obecność na tej Eucharystii. Dla młodszych wyjaśnienie: „kilim” to tkanina przypominająca narzutę na łóżko, często zdobiąca ściany w domach naszych dziadków.
Ale tyle nici połączyć w piękny obraz potrafi tylko ktoś, kto zapatrzony w Mistrza tka na Jego obraz i podobieństwo.
„Ty bowiem utworzyłeś moje nerki, Ty utkałeś mnie w łonie mej matki”.
Siostra Goretta urodziła się 5 kwietnia 1938 roku we wsi Brudzewice, w województwie łódzkim, a miesiąc później została ochrzczona w Studziannej, gdzie znajduje się cudowny obraz Matki Bożej Świętorodzinnej. Jakże nie wspomnieć jej bogobojnych rodziców: Feliksa i Aleksandry. Razem wychowali dziesięcioro dzieci. Były proboszcz odporyszowski, ks. Aleksander Bandura, wspominał, że ojciec siostry, Feliks, przyjeżdżał do Odporyszowa i pomagał w pracach polowych na plebańskich gruntach. Mama Aleksandra też miała swój krzyż — będąc w stanie błogosławionym, w wypadku straciła wzrok. Każda mama jest świętą kobietą, a ta, która dziesięć razy mówi „fiat”, podobno na rękach aniołów niesiona jest do nieba.
Siostrze Goretcie bliskie były rodzinne strony — jeśli czas pozwalał, spędzała urlop w gronie najbliższych, a potem, z wewnętrznej potrzeby, jechała, by zatrzymać się nad grobami bliskich. Pamiętam, z jaką radością opowiadała i z jakim przejęciem przedstawiała członków swojej rodziny, którzy przyjeżdżali odwiedzić ją tutaj, w Odporyszowie — z okolic Opoczna, Łodzi i Warszawy.
Kochane siostry siostry Goretty: Marylo, Alu, Regino, i bracie Marianie — najbliższa rodzino. Przyjechaliście dziś do waszej Goretki. A Goretka — jestem przekonany — wiele razy opowiadała Matce Bożej Odporyszowskiej o Was i Waszych rodzinach. Przytulcie się do Matki Bożej — Ona ukoi Wasz ból i smutek.
A Goretka — tym bardziej jestem przekonany — teraz poruszy Niebo, żeby Wam nie zabrakło Bożych łask i zadba, aby niebieska nić kiedyś połączyła Was na wieczność.
„Niewiastę dzielną któż znajdzie? Wyciąga ręce po kądziel,jej palce chwytają wrzeciono”.
W domu państwa Spinek — niewielu z nas wiedziało, że tak się nazywała, bo dla nas była po prostu naszą siostrą Goretką — pobożność i pracowitość były jak dwie nici jednej cnoty. Łódzkie tkaczki śpiewały w tamtych czasach: „kręć się, kręć wrzeciono, wić się tobie wić, ta pamięta lepiej, której dłuższa nić”. A młodziutka dziewczyna o imieniu Genowefa — bo takie imię otrzymała na chrzcie — rozpoczyna naukę w zasadniczej szkole odzieżowej.
W nić pracowitości i pobożności Genowefy Odwieczny Stwórca postanowił wpleść swoją kolorową nić. Nie znamy szczegółów powołania — zresztą, jak napisał Jan Paweł II, powołanie to dar i tajemnica: dar należy przyjąć, a przed tajemnicą uklęknąć.
W 1955 roku Genowefa wstępuje do Zgromadzenia Sióstr Służebniczek w Dębicy. Od tego momentu jej imię brzmi: siostra Maria Goretta Genowefa Spinek.
Siostra Goretta zawsze mówiła o swoim zgromadzeniu z wielką miłością — kochała swoją rodzinę zakonną, do której wstąpiła mając 17 lat. Tak zajęła się przeplataniem ludzkich nici z Bożymi, że przestawiły się liczby i zrobiło się 71 lat powołania. Czas leci jak tkackie czółenko…
Wydaje się, że na początku zgromadzenie przygotowywało ją do pracy księgowej — takie zadania podejmowała po wstąpieniu: Krynica-Zdrój, Chełm, Gostyń.
Niebo uśmiechnęło się jednak do nas i przyszedł błogosławiony czas dla odporyszowskiej parafii. 2 marca 1964 roku siostra Goretta przychodzi do Odporyszowa. Tkackie czółenko, prowadzone ręką Stwórcy, wraca do pierwotnego wzoru.
W naszym archiwum znalazłem kartkę, na której ówczesny proboszcz kreśli plan dla nowej siostry. Pisze do Najjaśniejszej Kurii w Tarnowie prośbę o misję kanoniczną do nauczania religii w najmłodszych klasach przez siostrę Gorettę, a jednocześnie na tej samej kartce jest prośba do Kurii, aby Siostry Służebniczki mogły prać palki, korporały, czyli bieliznę kielichową używaną w czasie Mszy świętej.
Myślę, że wielu z nas zachowało ten obraz: siostra Goretta stoi w zakrystii w swoim przypłowiałym fartuszku i skrzętnie coś rozpruwa, ceruje, przyszywa… Pamiętam, jak rozpromieniona pokazywała nowy ornat uszyty z materiału, który otrzymała od Polonii odporyszowskiej z Ameryki — chyba to siostra Kłodzia szyła. Jak się cieszyła, że dostała jakiś materiał, wstążki potrzebne do dekoracji… Można tylko westchnąć: eh… to były inne czasy…
„Niewiasta dzielna: o len się stara i wełnę, pracuje starannie rękami”.
Muszę powiedzieć, że moje relacje z siostrami Służebniczkami na początku nie były najlepsze. Mając sześć lat, bardzo chorowałem i ostatecznie musiałem brać zastrzyki w dość czułe miejsce. Chyba siostra Zefirynka miała takie zdolności i była powodem naszych kilku tygodni ciszy i mojej niechęci. Na szczęście doszło do ocieplenia, kiedy na katechezę w klasie pierwszej przyszła młodziutka, prawie że nowicjuszka, jeszcze „przezroczysta” siostra Goretka. Kochaliśmy naszą siostrę, a ona wplotła nas w swój tkacki kilim.
Już wtedy były Msze dla dzieci. Siedziałem w ławce i myślałem: Matko Boska Odporyszowska, uczyń cud — może siostra mnie zauważy, bo tyle dzieci wokół się tłoczy. Nie tylko nas widziała, ale też angażowała w liturgię, a często — niestety — także uspokajała, krążąc między ławkami. Z takich wspomnień pamiętam jeszcze to, że gdy pod nosem pojawiał się wąs, chowałem się za filar pod chórem — ale tam też mnie dostrzegła. Taki wstyd, żeby siostra pokazywała, gdzie moje miejsce w kościele jest…
„Niewiasta dzielna: strojem jej siła i godność, do dnia przyszłego się śmieje”.
Ulubionym miejscem siostry Goretty było wejście z zakrystii do kościoła. Miała tam szary, zwinięty ręcznik. Na nim klęczała godzinami podczas nabożeństw i Mszy świętych. Mam wrażenie, że nawet teraz tam klęczy. A gdy ktoś klękał obok niej, szybko podsuwała ów ręcznik, a sama klękała na posadzce.
Tkacki kilim siostry Goretty miał już swój kształt. Możesz zamknąć oczy, żeby zobaczyć: w centrum cudowny obraz Matki Bożej Odporyszowskiej z Dzieciątkiem na rękach, a palce, przeplecione różańcem, skrzętnie wiją kolejną nić.
– Siostro Goretto, dziękujemy za lekcje religii,
– za posługę zakrystianki,
– za uśmiech i „Zdrowaśkę”,
– za czas poświęcany naszym rodzinom i pielgrzymom…
– tylko zapytam: skąd Ty na to brałaś siły…?
„Dzielna niewiasta: dla domu nie boi się śniegu, bo cały dom odziany na lata”.
I tak mijały lata, a tkackie czółenko siostry przyspieszało. Jest jeszcze jedna nić, którą w ciągu swojego życia otaczała szczególną troską. A może to nawet przewodnia nić całego jej opowiadania.
Mój Boże, jak ja lubiłem przyjeżdżać jako kleryk z seminarium do Odporyszowa. Kiedy wchodziło się do zakrystii, miałem wrażenie, że dla siostry Goretki to święto. Na swój sposób, swoim sercem siostry–matki, kochała nas, kleryków, jak synów. Wielkim szacunkiem otaczała kapłanów pracujących w Odporyszowie i z uznaniem się o nich wyrażała. Mawiała: „Pan Bóg daje nam dobrych kapłanów”. Szeptała mi do ucha: „wie ksiądz Adam, jakiego mamy dobrego proboszcza…”. Tak, Pan Bóg daje nam dobrych kapłanów i święte siostry. I to też znak błogosławieństwa dla parafian.
Każdy kapłan, który przychodził do zakrystii, aby sprawować Eucharystię, czuł się zaopiekowany i ubrany w piękne, czyste szaty liturgiczne. Nie tylko czuł się zaopiekowany, ale i omodlony — o to każdego dnia troszczyła się siostra Goretta.
Zabiegała u Matki Bożej, by wyprosić nowe powołania do kapłaństwa. Miałem wrażenie, że po cichutku wsuwa karteczkę w modlitwę nowennową do Matki Bożej Odporyszowskiej z prośbą o powołania kapłańskie z naszej parafii.
Czuła się bardzo związana z nami, misjonarzami. Pewnie to też zasługa jej przewodnika duchowego i ojca naszej parafii, księdza Antoniego Szlęzaka. Nie tak dawno rozmawialiśmy z obecnym księdzem proboszczem Jackiem, że siostra Goretta powinna dostać medal — za oddanie dla parafii i ubogich. Wyprzedziła nasze plany i chyba pomyślała: „księża moi kochani, medal to ja już dostanę w niebie”.
Każdy z kapłanów — obecnych tu i tych, którzy przeszli już do wieczności — niesie w sercu jeszcze piękniejsze wspomnienie.
„Bada bieg spraw domowych, nie jada chleba lenistwa. Powstają synowie, by szczęście jej uznać”.
Siostro Mario Goretto — tkałaś, tkałaś… i zobacz, co masz: tylu kapłanów, sióstr służebniczek, najbliższych, z którymi łączą Cię więzy krwi i wspomnienia z dziecięcych lat — i rzeszę nas, parafian.
Głęboko wierzę, że w tej chwili dziękujesz wszystkim tu zebranym za obecność i dar modlitwy. Że uśmiechasz się teraz — z Domu Ojca — z wdzięcznością za doświadczone dobro od żyjącego rodzeństwa. Uśmiechasz się z miłością i wdzięcznością do sióstr z Twojego zgromadzenia i do tych wszystkich, których spotkałaś na swojej drodze.
Wszyscy dziękujemy dobremu Bogu za niezasłużoną łaskę i przywilej, że postawił Ciebie, siostro Goretto, na drodze naszego życia. Za wszystko niech Bóg będzie uwielbiony.
„Z owocu jej rąk jej dajcie, niech w bramie chwalą jej czyny”.
PS. Siostro Goretko, moja mama zawsze mówiła, że jesteś jej koleżanką i podobno toczyłyście spór, która którą przywita w niebie. Jak już przejdziesz przez bramę — uściskaj moją mamę.
…niech Cię przygarnie Chrystus Zmartwychwstały…
…niech w progach domu Ojca wyjdzie po Ciebie litościwa Matka…
Amen.