01/09/2026
Dla tych którzy nie mogli z oczywistych powodów być ani dzisiaj ani wymienioną niedzielę w klasztorku Nie zapomniałem o was i nie zapomnę o. Marek
Dzisiaj coś bardzo trudnego... nie tylko do przeczytania....
Nawiązując do niedzielnej Ewangelii (Mt 16, 21–27), w której Jezus odsłonił przed nami podstępną przyczynę zła, warto przyjrzeć się Jego gwałtownej reakcji na słowa Piotra: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! (…) nie myślisz po bożemu, ale po ludzku”.
Pokazuje ona, że zły duch najczęściej nie zaczyna od spektakularnych ataków. Działa w ukryciu, żerując na naturalnym ludzkim lęku przed cierpieniem i pragnieniu wygody.
Podsuwa subtelną pokusę odrzucenia krzyża pod płaszczykiem „dobrej rady” i ludzkiej troski, próbując zastąpić logikę Bożą logiką czysto ludzką. To właśnie w tym przestawieniu akcentów kryje się duchowy korzeń wszelkiego zła: w przedłożeniu własnej woli, majątku i spokojnego życia ponad wolę Boga.
To duchowe prawo ilustruje cała historia Kościoła – widział je i odpierał już święty Antoni z Padwy.
Na początku jego drogi zakonnej szatan nie straszył go, ale sączył w jego myśl niepokój i fałszywy rozsądek: „Po co ci ten rygor, po co te posty? Zostaw tę trudną drogę, pomyśl o swoim zdrowiu, oszczędzaj się!”. Zły duch próbował uśpić go troską o własny komfort i ludzką logiką, odciągając go od całkowitego oddania się Bogu i pójścia drogą krzyża.
Z kolei dzisiejsza Ewangelia (Łk 4, 31–37) przedstawia moment, w którym maska zostaje zrzucona i następuje otwarta manifestacja zła.
Gdy Jezus naucza w synagodze w Kafarnaum z prawdziwą mocą i autorytetem, obecny tam duch nieczysty nie jest w stanie znieść obecności Prawdy. Wybucha agresją i krzykiem: „Och, cóż my z Tobą mamy, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić?”. Wydarzenie z synagogi pokazuje, że światło Bożej nauki zmusza zło do wyjścia z ukrycia. To, co zaczęło się od cichej pokusy i „ludzkiego myślenia”, w konfrontacji ze Świętością ujawnia swoją prawdziwą, niszczycielską i pełną lęku naturę.
Święty Antoni doświadczył tego na własnej skórze. Gdy zaczął głosić Słowo Boże z potężną łaską nawracania grzeszników, zły duch zrzucił maskę. W klasztornej celi szatan zaatakował go fizycznie, rzucając się na niego i próbując go udusić. Święty ocalał tylko dlatego, że zaczął kreślić na piersi znak krzyża i wzywać Maryję hymnem O Gloriosa Domina. Innym razem, gdy Antoni głosił płomienne kazanie we francuskim Limoges, zły duch, nie mogąc znieść nawracających się tłumów, wywołał gwałtowny chaos i zniszczył dach świątyni. Gdy Boże światło uderza w królestwo ciemności, zło zrywa maskę „życzliwego doradcy” i wybucha furią.
Egzorcyzm św. Antoniego
OTO KRZYŻ PAŃSKI! USTĄPCIE, WROGOWIE JEGO! LEW Z POKOLENIA JUDY, POTOMEK DAWIDA ZWYCIĘŻYŁ! ALLELUJA!
Ta sama duchowa walka – od subtelnej pokusy ucieczki aż po otwartą manifestację zła – rozegrała się niemal na naszych oczach w XXI wieku. W sierpniu 2014 roku wojska tak zwanego Państwa Islamskiego zajęły Karakosz na Równinie Niniwy – największe historycznie chrześcijańskie miasto w Iraku. Terroryści postawili mieszkańcom bezwzględne ultimatum: przejście na islam, płacenie upokarzającego podatku albo śmierć. Dziesiątki tysięcy ludzi musiało w ciągu jednej nocy opuścić dorobek całego życia.
W sercach tych ludzi najpierw odezwał się głos niedzielnej pokusy: „Przecież zrób cokolwiek, podpisz papier, wyprzyj się zrezygnuj na chwilę Jezusa..., uratuj dom, uratuj życie! Pomyśl po ludzku!”.
Zły duch żerował na naturalnym lęku przed cierpieniem. A zaraz potem nastąpiła dzisiejsza manifestacja zła – niszczycielska siła, która zrzucała z wież kościelnych krzyże, niszczyła ołtarze i paliła święte księgi, nie mogąc znieść obecności Chrystusa.
I w tym momencie piekielnego chaosu wydarzyło się coś, co zapisało się w pamięci świadków na zawsze. Gdy napastnicy niszczyli miasto, jedna ze starszych kobiet odmówiła zdjęcia z szyi prostego, drewnianego krzyżyka. Gdy terrorysta zerwał go siłą i rzucił w błoto, ona nie zadrżała. Podniosła go, ucałowała i powiedziała oprawcy prosto w oczy: „Możecie odebrać mi dom, majątek i życie, ale nie wydrzecie mi z serca Chrystusa”.
Ta prosta kobieta dała dokładnie taką odpowiedź, jakiej uczy nas dzisiaj Ewangelia i postawa Chrystusa. Nie weszła w dyskusję ze złem. Nie dała się zastraszyć jego krzykliwej, agresywnej manifestacji. Przytuliła krzyż – ten sam krzyż, od którego Piotr chciał uciec, a który dla niej stał się jedyną wartością, jakiej nie da się zniszczyć.
Zauważmy ten sam mechanizm, który działa i dzisiaj: pokusa odrzucenia trudu, ucieczka od odpowiedzialności, negacja Krzyża. Świat oferuje nam drogę taniej ucieczki – obietnicę życiowego „Eldorado”, złudzenie, że da się przeżyć życie lekko, łatwo i przyjemnie. Ta droga zawsze jednak kończy się rozczarowaniem i wewnętrzną pustką. Droga Boża bywa trudna i wymagająca, ale to jedyna droga, która prowadzi do życia pełnego nadziei, sensu i nieprzemijającego piękna.
Niezwykłym świadectwem tej prawdy jest historia sławnego francuskiego malarza Auguste’a Renoira. W ostatnich latach życia artysta zmagał się ze straszliwym, paraliżującym artretyzmem. Każde pociągnięcie pędzlem sprawiało mu niewyobrażalny ból. Jego dłonie były tak zniekształcone, że asystenci musieli wsuwać mu pędzel między sztywne palce. Mimo że inny wielki malarz, Henri Matisse, był 28 lat młodszy od Renoira, obaj artyści głęboko się przyjaźnili. Kiedy stary mistrz nie opuszczał już pracowni, Matisse odwiedzał go codziennie. Pewnego razu, patrząc na fizyczną mękę przyjaciela, Matisse nie wytrzymał i wykrzyknął: „Auguste, dlaczego nadal malujesz, skoro dręczy cię tak okropny ból?”. Renoir odpowiedział z prostotą, która przeszła do historii: „Ból przemija, a piękno pozostaje”. I tak, niemal do dnia swojej śmierci, nakładał farbę na płótno. Jeden ze swoich najsłynniejszych obrazów – „Kąpiące się” – ukończył tuż przed odejściem z tego świata, po kilkunastu latach heroicznej walki z chorobą.
Oba te fragmenty Ewangelii – poparte życiem św. Antoniego, krwią współczesnych męczenników z Iraku oraz świadectwem wybitnych artystów – tworzą nierozerwalną całość duchowej diagnozy.
Zły duch działa dwutorowo: najpierw próbuje nas uśpić, podpowiadając łatwe życie i oszczędzanie siebie bez Boga, a gdy napotyka opór i moc Ewangelii, przechodzi do otwartego ataku, próbując zasiać chaos oraz strach.
W obu sytuacjach jedyną odpowiednią reakcją pozostaje postawa Chrystusa.
On w niedzielę stanowczo przywołuje Piotra do porządku, a dzisiaj rozkazuje demonowi krótko: „Milcz i wyjdź z niego!”.
Pokazuje to jasno, że niezależnie od tego, czy zło działa w naszym codziennym życiu pod postacią subtelnej pokusy wygody i kompromisu z grzechem, czy pod postacią otwartego ataku i cierpienia – jedynym ocaleniem dla człowieka jest przylgnięcie do autorytetu Jezusa i odwaga pójścia drogą Jego Krzyża.
Jeśli zrobisz to z prawdziwą miłością, nie ma siły, która mogłaby cię zatrzymać. Cierpienie i trud przeminą, ale piękno i dobro, które przez nie zrodzisz, pozostaną na zawsze.
Pamiętajmy, że to, co najważniejsze, nie leży na powierzchni… Dlaczego zamykamy oczy, gdy się modlimy, gdy płaczemy, całujemy czy śnimy? Ponieważ najpiękniejsze rzeczy w życiu nie mogą być widziane oczami ciała, ale oczami serca. Zobacz dzisiejszego wieczoru Jezusa właśnie w ten sposób – czystym sercem, a wszystko zrozumiesz.