27/05/2026
Serdecznie zapraszamy! 🙏
NASZ BÓG UZDRAWIA - ZAPROSZENIE NA MSZĘ POŁĄCZONĄ Z SAKRAMENTEM NAMASZCZENIA CHORYCH I ŚWIADECTOWO UZDROWIENIA:
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
W sierpniu 2025 roku podczas rekolekcji w Zaniemyślu na spotkaniu modlitewnym, ludzie ze wspólnoty Hallelujah modlili się za osoby doświadczające w tamtym czasie jakiegoś cierpienia. W moim przypadku był to ból lewej nogi.
W marcu 2026 roku poszedłem z synem grać w piłkę. Bez wcześniejszego przygotowania i bez rozgrzewki zaczęliśmy trening. W pewnym momencie poczułem silny ból w lewej nodze, a konkretnie piekący ból ścięgna Achillesa. Nie był to pierwszy uraz w moim życiu. Pomyślałem, że posmaruję bolące miejsce maścią i „rozchodzę” kontuzję. Miałem nadzieję, że za kilka dni problem zniknie. Niestety tak się nie stało.
Po trzech tygodniach poszedłem do lekarza. Ortopeda stwierdził, że ścięgno jest naderwane i mocno osłabione. Przepisał mi leki oraz fizjoterapię.
Po kolejnym miesiącu ból nie zniknął. Był na tyle silny, że nie mogłem normalnie chodzić. Poszedłem więc na kontrolę do ortopedy. Lekarz zbadał mnie i zalecił dalsze leczenie. Po kolejnych dwóch miesiącach pojawiła się nadzieja, że poradziłem sobie z problemem. Cały czas kontynuowałem leczenie, które zaczęło przynosić pozytywne rezultaty. Masaże i leki sprawiły, że prawie zapomniałem o urazie i przestałem utykać. Niestety myliłem się. Ból powrócił i był na tyle silny, że pojechałem na SOR. Lekarz zbadał mnie i powiedział, że ścięgno jest mocno nadwyrężone i jeśli nie będę szczególnie ostrożny, może dojść do jego zerwania.
Kontynuowałem leczenie, ale zaczynało brakować mi nadziei. Pracuję fizycznie i często używam drabiny. Kontuzja uniemożliwiała mi normalne funkcjonowanie w pracy. Zacząłem zastanawiać się nad zmianą sposobu zarobkowania. Przyszłość malowała się w ciemnych barwach.
W sierpniu ubiegłego roku, podczas rekolekcji, na jednym ze spotkań była modlitwa wstawiennicza o uzdrowienie. Pomyślałem, że spróbuję i poproszę o modlitwę za moją chorą nogę.
Podchodząc do “wstawiennika” nie miałem przekonania, że Bóg mnie uleczy. Nie było we mnie entuzjastycznego nastawienia, żarliwości ani oczekiwania na jakieś niezwykłe wydarzenie. Nie było też sceptycyzmu. Po prostu odpowiedziałem na propozycję. Czasem, gdy modlę się o zdrowie swoje albo innych ludzi, staram się być bardzo żarliwy w modlitwie. Mam przekonanie, że od tego zależy skuteczność mojej rozmowy z Bogiem.
Tamtego dnia po prostu podszedłem do osoby, która zadeklarowała, że pomodli się za mnie i poprosi Boga, aby zabrał mój ból oraz związaną z nim niepewność jutra.
Osoba ta modliła się za mnie, a ja prosiłem Boga, aby mnie uleczył, jednocześnie obserwując, co się wydarzy. Wyobrażałem sobie, że w chorym miejscu poczuję ciepło albo w niezwykły sposób doświadczę Bożej obecności… Nic takiego się nie wydarzyło. Modlitwa się zakończyła, podziękowałem i wróciłem na swoje miejsce. Byłem trochę zdziwiony, że po prostu nic się nie stało. Nie byłem jednak zawiedziony, bo jak wcześniej wspomniałem, nie nastawiałem się na konkretny efekt.
Następnego dnia ból wyraźnie się zmniejszył. Przestałem utykać. Kolejnego dnia ból zniknął całkowicie i tak jest do teraz. Minęło osiem miesięcy, odkąd Pan zabrał moje cierpienie, za co jestem Mu bardzo wdzięczny. Jestem wdzięczny również osobie, która się za mnie modliła, za to, że miała w sobie tak dużą wiarę, która dała jej odwagę, aby działać w imieniu Boga.
Wierzę, że Bóg może nas uzdrawiać. Od czego to zależy? Nie wiem. Jedno jest pewne, jeśli do Niego nie przyjdziemy i nie odpowiemy na Jego wezwanie, nic się nie wydarzy. Zachęcam was, żebyście byli otwarci i pokładali ufność w Tym Który nas umacnia.
Nawiążę jeszcze do mojego powitania: Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Niech będzie pochwalony za miłość, którą nas obdarza, za dobroć, którą nam okazuje, i za cuda, które czyni w naszym życiu.
Dziękuję Ci, Boże, za Twoją obecność w moim życiu. Dziękuję Ci, Boże, za dobrych ludzi obecnych w moim życiu.
Piotr