Parafia św. Józefa Robotnika Osowiec-Węgry

Parafia św. Józefa Robotnika Osowiec-Węgry Strona o Parafii św. Józefa Robotnika w Osowcu-Węgrach

XXI Niedziela Zwykła A(Iz 22,19-23; Rz 11,33-36; Mt 16,13-20)W dzisiejszej Ewangelii znajdujemy się w okolicach Cezarei ...
22/08/2026

XXI Niedziela Zwykła A
(Iz 22,19-23; Rz 11,33-36; Mt 16,13-20)

W dzisiejszej Ewangelii znajdujemy się w okolicach Cezarei Filipowej. Miasto to nie było wówczas zamieszkiwane przez Żydów, ale przez pogan greckiego pochodzenia. Jezus znajdując się w bezpiecznej odległości od tłumów żydowskich i nadzoru swoich przeciwników, pyta uczniów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. Ewangelista Marek zanotuje, że Jezus powiedział: „Za kogo uważają Mnie ludzie?” (Mk 8, 27). Opinia publiczna okazuje się być podzielona, chociaż w pewnym aspekcie się zgadza – Jezus jest kimś niezwykłym. Jedni porównują Jezusa do Jana Chrzciciela lub Eliasza. Inni widzą w Nim Jeremiasza, ze względu na podobny sposób wyrażania się. Wszystkie opinie łączy jednak stwierdzenie, że Jezus jest prorokiem. Wtedy pada drugie pytanie: „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Uczniowie, którzy byli świadkami władzy Jezusa nad chorobami i siłami natury, są postawieni w niezręcznej sytuacji. Wyobrażam sobie, że każdy zaczął wówczas patrzeć w jakiś kąt, podobnie jak uczniowie w szkolnych ławkach, kiedy nauczyciel pyta, kto chce rozwiązać trudne zadanie na tablicy. Ale w tym momencie odzywa się Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.

Pojęcie „mesjasz” w Starym Testamencie pojawia się stosunkowo rzadko. Dlatego też tak dziwne wydaje się, że używa go niewykształcony teologicznie rybak z Galilei. Jezus odpowiada na to wyznanie Piotra słowami: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie”. Co oznaczają te słowa? Otóż Jezus pochwala Szymona Piotra, że ten otwarł się na działanie Boga. „Nie objawiły ci tego ciało i krew” oznacza mniej więcej tyle, że nie nauczyli go tego rodzice, szkoła albo pobożne książki. To jego własne poszukiwanie Boga zaprowadziło go do tego, że usłyszał Jego głos i dzięki temu potrafił w Jezusie rozpoznać Mesjasza.

Czasami na różnych forach internetowych można dostrzec rodziców, którzy zastanawiają się, jak nauczyć własne dziecko wiary. Myślę, że dzisiejsza Ewangelia jest odpowiedzią na ich bolączki. Wiary nie da się nauczyć. Boga trzeba szukać samodzielnie, otwierając się na Jego głos. Rodzice nie są w stanie nauczyć swoich dzieci wiary, podobnie katechetka w szkole lub ksiądz z ambony. Oni mogą co najwyżej stworzyć dogodne ku temu środowisko. Objawić Jezusa może tylko „Ojciec, który jest w niebie”.

Następnie Jezus mówi Piotrowi, że to na nim staną fundamenty Kościoła, którego nie zwyciężą moce piekielne. Trzeba nam dziś słuchać (szczególnie w Kościele) tych, którzy jak Piotr są otwarci na Boży głos. W dzisiejszych czasach wielu bardzo łatwo przychodzi powoływanie się na Pismo Święte i naukę Kościoła, próbując ją dostosować do swoich przekonań i własnego stylu życia. Gdybyśmy zapytali sumienia współczesnych ludzi „za kogo uważacie Jezusa?”, zapewne usłyszelibyśmy wiele odpowiedzi: za narzędzie w szerzeniu własnych poglądów; za założyciela religii, która przynosi niektórym niezłe zyski; za kogoś, na kim można lansować swoją osobę; za postać historyczną, która nie dokonała niczego szczególnego; za kogoś, kogo już dawno w Kościele Katolickim nie ma. Żaden z tych głosów nie tworzy człowiekowi środowiska dogodnego dla rozwoju wiary w drugim człowieku, dlatego tak ważne jest słuchanie i szukanie w Kościele tego, co prawdziwe i piękne. Wielu używa dziś pięknych słów o miłości, a skutkiem ich jest niszczenie prawdziwej miłości. Mówią o szacunku do człowieka, a sami innych niszczą. Świat wynaturzył piękno Ewangelii, zmieniając znaczenie pojęć mających w niej swe źródło. Już nie chce, aby do wiary prowadził „Ojciec, który jest w niebie”, lecz „ciało i krew”. Woli się zachwycać stworzeniem niż Stworzycielem, który jest o wiele piękniejszy.

Co zatem musimy zrobić ze swoim życiem? Najważniejsze to zdetronizować w sobie swoje przekonania, uczucia i pragnienia, a w to miejsce postawić Boga. To bardzo trudne zadanie, bo wymaga pozbycia się tego wszystkiego, co wbił nam do głowy świat i niejako od podstaw szukać w swoim życiu prawdy, wsłuchując się przy tym ciągle w głos Boga. Na końcu dzisiejszej Ewangelii Jezus surowo zabrania uczniom, aby nie rozgłaszali, że On jest Mesjaszem. Uczniowie wielokrotnie mieli swoje wyobrażenia o obiecanym Mesjaszu. Myśleli, że to będzie jakiś potężny wódz, który pogoni Rzymian, który przywróci Królestwo Izraela, który uczyni z nich swoich najbliższych współpracowników. Jeszcze podczas wniebowstąpienia słychać ich nadzieje na taki obrót sytuacji. Dopiero zasłuchanie się w Boga podczas oczekiwania na zesłanie Ducha Świętego zmieniło wszystko. Wtedy runęły wyobrażenia uczniów o Jezusie i poszli, aby ogłosić światu, że On jest Mesjaszem. Nie głosili już własnych wobrażeń, ale to, w co byli zasłuchani.

Błogosławionej niedzieli!
D.

XVIII Niedziela Zwykła A(Iz 55,1-3; Rz 8,35.37-39; Mt 14,13-21)Cud rozmnożenia chleba jest dość wyjątkowy, gdyż jest jed...
01/08/2026

XVIII Niedziela Zwykła A
(Iz 55,1-3; Rz 8,35.37-39; Mt 14,13-21)

Cud rozmnożenia chleba jest dość wyjątkowy, gdyż jest jedynym cudem, który opisują wszyscy Ewangeliści. To też kojeny z cudów, kiedy Jezus w imię miłości do człowieka łamie przyjęte wśród Żydów zwyczaje. Ale chyba nie to jest w nim najistotniejsze. Myślę, że Jezus chce nas przez ten cud pokazać pewną prawdę o Bogu, którą rzadko sobie uzmysławiamy.

Kiedy czytałem tekst dzisiejszej Ewangelii, zastanowiło mnie jedno: dlaczego aż tyle ułomków zostało? Czyżby Jezus mający moc czynienia cudów i zaglądania w ludzkie myśli i sumienia, rozmnażając chleb nie mógł przewidzieć, ile tego chleba będzie potrzebne?! Później jednak pomyślałem sobie, że przecież każdy Jezusowy czyn zanotowany przez ewangelistów ma jakieś drugie dno i nie jest pozbawiony znaczenia. Co zatem chce nam pokazać Jezus? Otóż, wydaje mi się, że pragnie zwrócić naszą uwagę na hojność Boga. Pokazuje nam, że Bóg troszczy się o każdego człowieka i daje mu nawet więcej, niż ten człowiek potrzebuje.

Druga rzecz, która mnie zastanawiała, to ilość koszy pozostawionych przez tłum ułomków. Liczba 12 w Biblii oznacza zupełność i zorganizowanie. Wydaje mi się, że te 12 koszy ma nam pokazać, że jeśli zechcesz przyjść posłuchać Jezusa, to i dla ciebie kawałek chleba się znajdzie, bo Słowo Jezusa jest dla zupełnie każdego i to całkowicie za darmo. Nie jest tylko dla tych lepszych, niemal bezgrzesznych, ale dla każdego, kto tylko go pragnie. Jeśli tylko będziesz chciał, On cię nim nakarmi.

Jezus uczy nas dziś hojności. Często mamy tak, że jak ktoś prosi nas o pomoc, to wykonujemy „plan minimum”, tzn. tylko tyle, ile jest konieczne. Oczywiście lepiej dawać wędkę niż rybę, ale niech ta wędka będzie dobrą wędką, a nie byle jakim kawałkiem patyka ze sznurkiem. Kiedy zatem coś robisz, rób to całym sercem, a nie idź po najmniejszej linii oporu. Nie bądź też sknerą i nie myśl tylko o swoim portfelu. Bądź mądrze hojny. Pewien człowiek napisał na internetowym blogu tak: „Kiedy byłem kawalerem, nie miałem zbyt wielu wydatków i większość moich dochodów z Marynarki Wojennej przeznaczałem na moją służbę dla Boga. Kiedy jednak później się ożeniłem, odkryłem, że mam wiele nowych potrzeb finansowych. Nigdy jednak nie popadłem w długi, ani razu. Nigdy nie musiałem pożyczać od nikogo pieniędzy, w żadnym momencie swojego życia, ponieważ sam Bóg zaopiekował się nami i odpłacił nam za to, co mu ofiarowałem wcześniej. Z mojego własnego doświadczenia mogę ci powiedzieć: naucz się obficie składać Bogu ofiary, a twoje problemy zostaną rozwiązane. (...) Dawaj biednym, a nie bogatym. Dawaj tym, którzy naprawdę są w potrzebie. A w czasie twojej potrzeby, ujrzysz obfitość żniwa ofiarowanego tobie przez Boga. Wolą Boga nie jest to, aby którekolwiek z Jego dzieci było zadłużone lub borykało się z ciągłymi problemami finansowymi, podczas gdy mają takiego bogatego Ojca w niebie. Powodem, dla którego wielu wierzących zmaga się z takimi problemami, jest to, że nigdy nie byli hojni wobec Boga”. Choć autor pisze tu o aspekcie finansowym, to jest to tylko jedna z możliwości. Podobnie jest z modlitwą, pomocą bliźnim, miłością w rodzinie. Dobro nie pozostaje bez nagrody. Święty Paweł pisze: „Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg.” (2Kor 9,6-7).

Skoro nosisz zaszczytne miano „ucznia Jezusa”, to musisz też usłyszeć dziś wezwanie „wy dajcie im jeść”. Jako chrześcijanin jesteś posłany, aby dawać innym dobro i miłość. Te słowa, to również wezwanie do wrażliwości na potrzeby innych, która nie kończy się na samym zauważeniu potrzeby, ale idzie znacznie dalej, bo podjmuje określone działanie. Jeśli dostrzeżesz, że ktoś potrzebuje twojego wsparcia, daj mu je. Jeśli mimo najszczerszych chęci nie potrafisz pomóc, to módl się za tego człowieka. Wypowiedz przed Bogiem swoją bezradność jak uczniowie, którzy również bezradnie rozkładali ręce ze słowami: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. On już będzie wiedział, co zrobić.

I ostatni już wątek. Przedstawiona w dzisiejszej Ewangelii scena dzieje się na pustkowiu, miejscu dla człowieka bardzo nieprzyjaznym. Można zapytać, dlaczego właśnie tam. Wydaje mi się, że Jezus w ten sposób zmusza ludzi do wyjścia ze środowiska, w którym im wygodnie. Zmusza ich do określenia się, czy chcą go słuchać, czy też nie. Każdy z nas wielokrotnie staje przed wyborem, czy wyjść ze swojej „strefy komfortu” i pójść za słowem Jezusa, czy może pozostać w tym miejscu, gdzie jest nam dobrze, choć nie ma w nim miejsca na Boga. Chrystus może zaspokoić twój głód, czy jednak ty opuścisz miejsca i postawy tak dla ciebie wygodne i wyruszysz do Niego na pustynię?

Tak to już jest, że tłum po czasie znów będzie głodny. Uzdrowieni i tak prędzej czy później umrą. Ale jeśli chcesz na serio żyć wiarą, to jedno pozostanie niezmienne – głód Boga w twoim życiu. Jeśli zdecydujesz się pójść za Jezusem i będziesz ciągle na nowo wychodzić na pustynię, to On nie pozwoli Ci pozostać głodnym.

Błogosławionej niedzieli!
D.

Uroczystość Świętej Anny(2Sm 7,1-5.8b-11.16; Hbr 11,1-2.8-13; Mt 13,16-17)Przyszło nam żyć w epoce, kiedy komórka, którą...
25/07/2026

Uroczystość Świętej Anny
(2Sm 7,1-5.8b-11.16; Hbr 11,1-2.8-13; Mt 13,16-17)

Przyszło nam żyć w epoce, kiedy komórka, którą nosisz w kieszeni, ma wielokrotnie większą moc obliczeniową niż komputer, który sterował pierwszymi misjami kosmicznymi. W czasach, kiedy nie trzeba jechać tysięcy kilometrów, aby zobaczyć kangury, bo można to zrobić zaledwie kilkoma kliknięciami w przeglądarce internetowej. W dzisiejszych czasach wszystko jest praktycznie na wyciągnięcie ręki. Wszystko, czego tylko sobie człowiek zapragnie, jest do zorganizowania w kilka chwil. Wystarczy mieć pieniądze. Jako ludzie potrafimy okiełznać coraz to nowe obszary świata przyrody, a ilość informacji, jakie zbieramy i przetwarzamy, jest niewyobrażalnie ogromna. Można więc ironicznie zapytać, czego może nas nauczyć kobieta, która żyła ponad 2000 lat temu? Co takiego wyjątkowego było w świętej Annie, że wciąż ją wspominamy?

Jedna z legend mówi, że święci Anna i Joachim bardzo długo starali się o potomstwo, jednak bez skutku. W kulturze żydowskiej brak dziecka rozumiano wówczas jako brak Bożego błogosławieństwa. Małżonkowie bez potomstwa stawali się obiektem drwin i szykan ze strony społeczeństwa. Tak było również w przypadku Anny i Joachima. Mimo, iż tworzyli bardzo pobożną i dobrą parę, nie byli specjalnie szanowani. Oboje bardzo gorąco modlili się o dziecko, nawet kiedy byli już w podeszłym wieku. Bóg spełnił ich prośbę. Urodziła im się w końcu córka, której nadali imię Maryja. Pierwszą rzeczą, której uczy nas święta Anna, jest cierpliwość i wytrwałość. Współczesny człowiek chce wszystko na już, najlepiej żeby było dokładnie tak, jak to sobie zaplanował. A dzisiejsza patronka mówi nam, że nieraz potrzeba czasu, że nie wszystko musi być natychmiast lub zgodnie z naszym zamysłem. Drogi, którymi prowadzi nas przez życie Pan Bóg, rzadko pokrywają się idealnie z naszym pomysłem. Ale trzeba Mu zaufać, nawet jeśli się przeciw Jego pomysłowi buntujemy.

Obraz swojego pomysłu na życie wybrzmiewa również w pierwszym czytaniu. Król Dawid stwierdza, że chce wybudować Świątynię w Jerozolimie. Zapewne miał już w głowie cały projekt budowlany. Ale wtedy Bóg ustami proroka Natana oznajmia Dawidowi, że to nie on wybuduje Świątynię. Dawid nie protestuje, lecz zgadza się z wolą Bożą. Dzisiejsze czytanie urywa się w momencie obietnicy, że syn Dawida wybuduje Świątynię, a ród Dawida będzie trwał na wieki. Jeśli jednak zajrzymy do Pisma Świętego, to zaraz po tym fragmencie znajduje się przepiękna modlitwa, w której król Dawid dziękuje Bogu za wszystkie dobro i obietnice, które otrzymał z Jego ręki. Bóg nie dał mu żadnych gwarancji, że spełni swoje słowa. Ale Dawid przyjął je wiarą. Podobnie postąpili wspominani w drugim czytaniu Abraham i Sara. A Bóg okazał się wierny w każdym swoim słowie. Wracając do dzisiejszej patronki, wydaje mi się, że Anna i Joachim byli tacy sami, jak bohaterowie dzisiejszych czytań. Legenda mówi, że ich modlitwa o dziecko była bardzo wytrwała. Musieli oni zatem cechować się ogromnym zaufaniem do Boga. Nie zaniechali ufnej modlitwy nawet w podeszłym wieku. Zapewne większość z nas po jakimś czasie by sobie odpuściła. Brak skutków modlitw przez dziesiątki lat i poniżanie ze strony sąsiadów musiały być okropne. A święci małżonkowie Anna i Joachim nie poddali się. To kolejna lekcja dla nas – aby twoja modlitwa była skuteczna, musi być gorliwa. Nawet wtedy, kiedy po ludzku wydaje się bez sensu. Z tego wypływa jeszcze jedna lekcja dla nas, że nie wszystko zależy od nas. Wobec niektórych spraw człowiek musi uznać swoją bezradność. Nie można być kimś takim, kto ciągle próbuje układać wszystkim życie według swojego pomysłu. Święci Anna i Joachim, król Dawid, Abraham i Sara uczą nas dziś pokory względem Bożych zamysłów.

Trzecia myśl, która przychodzi mi do głowy w związku ze świętą Anną, to wartość rodziny i wychowania. Anna i Joachim musieli być wspaniałymi rodzicami. W końcu pod ich opieką wzrastała Maryja – najpiękniejsza z kobiet, które kiedykolwiek chodziły pod ziemi. Tak to już jest, że wiele zachowań, postaw, cech charakteru przejmujemy po rodzicach czy opiekunach. Myślę, że wiele tytułów, którymi zazwyczaj określamy Maryję, moglibyśmy przypisać również świętej Annie, np. matka pięknej miłości czy pokorna służebnica. To wskazówka dla nas. Jeżeli chcemy, aby nasze dzieci były w przyszłości dobrymi ludźmi, dobrymi mężami, żonami, rodzicami, to i my powinniśmy takimi być w ich oczach. Być może czujesz, że nie jesteś tak dobrym rodzicem, jakim chciałbyś być. Niech dzisiejszy dzień będzie okazją do modlitwy za siebie i swoją rodzinę. Proś o wstawiennictwo świętą Annę, patronkę naszej diecezji. Ona wie, że życie rodzinne nie zawsze układa się tak, jak byśmy tego chcieli. Ale jak mówi przytoczona wcześniej legenda, święta Anna słynie z wytrwałej modlitwy. Niech jej ufna modlitwa zanoszona za powierzonymi jej dziećmi, wyprasza u Boga wszystkie potrzebne naszym rodzinom cnoty.

A na koniec praktyczny pomysł, który myślą nawiązuje do samego początku. Tak to już jest, że starsi ludzie zazwyczaj trochę nie nadążają za wszystkimi nowinkami technicznymi, cywilizacyjnymi, itd.. Myślę, że święta Anna, oprócz kwestii poruszonych w powyższych akapitach, może nas dzisiaj zachęcić do zastanowienia się nad tym, jak było kiedyś. Różnice pokoleniowe mają już to do siebie, że młodzi uważają, że wszystko co stare, jest dzisiaj bezużyteczne. Starsi z kolei odwrotnie – wszystko nowe ich zdaniem wywraca świat do góry nogami. I tak trwa ta odwieczna wojna idei. Może warto dziś usiąść całą wielopokoleniową rodziną i spróbować znaleźć razem te myśli, które są piękne i wartościowe ponadczasowo. Francuski filozof, Fabrice Hadjadj, w jednej ze swoich książek napisał, że „stół rodzinny to wytwór techniki potężniejszy niż tablet”. Zechciejmy dziś usiąść przy tym stole i posłuchać, co ważnego mają nam do powiedzenia nasze babcie i dziadkowie. A nuż uda nam się odkryć jakąś prawdę o życiu, o której dawno zapomnieliśmy, a jest bardzo wartościowa.

Błogosławionej niedzieli!
D.

20/07/2026

Kuria Diecezjalna w Opolu

XVI Niedziela Zwykła A(Mdr 12,13.16-19; Rz 8,26-27; Mt 13, 24-43)Jesteśmy dziś w trzynastym rozdziale Ewangelii według ś...
18/07/2026

XVI Niedziela Zwykła A
(Mdr 12,13.16-19; Rz 8,26-27; Mt 13, 24-43)

Jesteśmy dziś w trzynastym rozdziale Ewangelii według św. Mateusza, którego pierwsze zdanie brzmi: „Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem” (por. Mt 13, 1). Próbuję sobie wyobrazić tę scenę. Jest poranek. Jezus wychodzi z domu i idzie nad jezioro. Siada na kamieniu i rozmyśla. Z pewnością przez jakiś czas rozmawia z Ojcem. Wie jednak, że wkrótce zejdą się tłumy, aby Go słuchać. Zastanawia się, o czym powiedzieć tym wszystkim ludziom. Jak wlać w nich nadzieję na przyszłość? Jak sprawić, aby odeszli umocnieni? I układa sobie w głowie kilka przypowieści. Słuchamy ich w dzisiejszej Liturgii Słowa.

Nietrudno dostrzec, że postawa Jezusa jest trochę niedzisiejsza. Współczesny świat preferuje bowiem spontaniczność, życie chwilą, ciągłe towarzystwo. Jezus jednak rozmyśla i planuje w samotności. Planuje, jak dać ludziom dobro. I tak sobie myślę, czy my jeszcze w tym całym naszym nieustannym zabieganiu potrafimy usiąść i jak Jezus zaplanować dobro i miłość. Czy jesteśmy choć trochę jak kobieta z przytaczanej dziś przypowieści, która przygotowuje zakwas, a następnie na jego bazie chleb? Czy potrafimy planować – przygotowywać zakwas, aby potem obdarzać innych chlebem, czyli miłością?

„Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach”. Tak właśnie jest z budowaniem Królestwa Bożego na ziemi. Ono nie bierze się z tego, że urządzimy wielką uroczystość, podczas której obwołamy Jezusa Królem Polski czy nawet całego świata. Królestwo Jezusa buduje się drobnymi gestami miłości. Kiedy pomożesz staruszce zanieść do domu ciężkie torby z zakupami, kiedy ze szczerym uśmiechem powiesz sąsiadce „dzień dobry”, kiedy poświęcisz choćby godzinę w tygodniu wyłącznie swoim dzieciom, kiedy ucałujesz żonę wychodząc rano do pracy. Zawsze wtedy budujesz Królestwo Jezusa. Dobro ofiarowane drugiemu przemienia zarówno dającego, jak i biorącego. W końcu i ten biorący zacznie być dającym, a królestwo się rozprzestrzeni. Gdyby Jezus nie dawał ludziom dobra, oni nie poszliby za Nim, nie chroniliby się u Niego. Żyj zatem tak, aby inni widząc twoją autentyczną dobroć, chcieli się kryć w twoim cieniu.

W końcu ostatnia przypowieść, która okala poprzednie – przypowieść o chwaście. Niewiele można do niej dodać, gdyż została od razu wyjaśniona przez samego autora. Ale jest jedno pytanie, nad którym zastanawiano się szczególnie w średniowieczu: dlaczego Bóg pozwala rosnąć pszenicy i chwastom obok siebie? Dlaczego trzeba czekać, a nie można od razu wyplewić pola? Dlaczego musimy tolerować to, że obok dobrych są źli? Jezus daje nam wskazówkę, że chodzi o to, aby wszystko dojrzało, aby wszystko się wypełniło. To jest potrzebne każdemu z nas, abyśmy stworzeni do wolności i odpowiedzialności za siebie i drugiego, potrafili spojrzeć na swoje pole i stwierdzić, co z tego, co na nim wzrosło, jest dobre, a co złe. Abyśmy, kiedy przyjdzie czas żniw, doskonale wiedzieli, co było pszenicą, a co kąkolem. Potrzebujemy tego czasu do dojrzewania do obiektywnej oceny swoich czynów. Musimy wciąż skupiać się na pielęgnowaniu tego, co dobre, a unikać siania ziaren kąkolu, aby gdy przyjdzie moment żniwa, wiedzieć już wszystko i cieszyć się z dojrzałych kłosów. Oby było ich wtedy jak najwięcej. W momencie sądu kwestii naszej wieczności nie rozstrzygnie automat karteczką „niebo” albo „piekło”. To my sami spojrzymy wtedy na swoje życie. Dlatego trzeba je przeżyć dojrzale i odpowiedzialnie. Siejmy i pielęgnujmy w sobie dobre ziarno, z którego wyrosną piękne kłosy, a strzeżmy się chwastu.

Jaki jest pomysł na dobre przeżycie dzisiejszej niedzieli? Spróbuj usiąść dziś w ciszy na jeziorem swojego życia. Jeśli zechcesz, a pogoda będzie sprzyjała, to możesz pojechać nawet nad prawdziwe jezioro. Zastanów się, co wypełnia pole twojego życia: pszenica czy kąkol. Pomyśl też o tym, jak możesz dać dobro swojej żonie, mężowi, dzieciom, ludziom z którymi się spotykasz; jak możesz zacząć budować Królestwo Boże w swoim otoczeniu? Nie planuj jednak od razu nie wiadomo jakich wielkich rzeczy. Zacznij od owego maleńkiego ziarnka gorczycy. Być może już dawno nie było czasu na wspólną rozmowę, może praca przeszkadzała w spędzaniu czasu z rodziną. Zdobądź się dziś na ponowne zasianie ziarnka miłości w swojej rodzinie, bo właśnie od takich niepozornych gestów zaczyna się budowanie Królestwa Bożego już tu na ziemi. Zaplanuj dziś miłość.

Błogosławionej niedzieli!
D.

XV Niedziela Zwykła A(Iz 55,10-11; Rz 8,18-23; Mt 13,1-23)W dzisiejszą niedzielę słuchamy fragmentu Mateuszowej Ewangeli...
11/07/2026

XV Niedziela Zwykła A
(Iz 55,10-11; Rz 8,18-23; Mt 13,1-23)

W dzisiejszą niedzielę słuchamy fragmentu Mateuszowej Ewangelii, w którym Jezus opowiada przypowieść o siewcy. Wszyscy w lot łapiemy, że ziarno to Słowo Boże, a siewca to Chrystus. Sam Jezus zresztą to wyjaśnia. Ale byłoby wielką stratą, gdybyśmy się tylko na tym zatrzymali i nie wyciągnęli z dzisiejszej Liturgii Słowa nic więcej.

W pierwszym czytaniu Bóg ustami Izajasza mówi: „słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, i nie spełni pomyślnie swego posłannictwa”. Zatem Słowo Boga jest skuteczne. Tylko, czy aby na pewno? Wystarczy zerknąć do Pisma Świętego, aby się przekonać, że z tą skutecznością raczej nie było najlepiej. Zaczęło się już w raju, kiedy pierwsi ludzie nie posłuchali Bożego nakazu. Później byli Izraelici jak i wiele poszczególnych postaci starotestamentalnych, którzy mimo Bożych napomnień nie chcieli przemienić swoich serc. W Nowym Testamencie również nie jest najlepiej. Widzimy w nim ciągłe dysputy z faryzeuszami, którzy i tak ostatecznie słów Jezusa nie przyjmowali; tłum, który najpierw słuchał z uwagą, a już krótko później krzyczał „ukrzyżuj”; albo i najbliżsi Jezusowi apostołowie, którzy do samego końca nic nie rozumieli, czym już nawet Jezusa wkurzali. Czyżby Bóg próbował przez Izajasza trochę się „dowartościować”, podnieść swoją pozycję? A może to Izajasz nas okłamuje? Ale jeszcze trzecia możliwość. Skuteczność Słowa Boga nie jest tym samym, co skuteczność słowa wypowiadanego przez człowieka. Stwierdzamy, że nasze słowo jest skuteczne, kiedy na skutek wypowiedzianych przez nas słów ktoś zmienił sposób myślenia albo wykonał jakieś zadanie. Skuteczność Bożego Słowa polega jednak na czymś innym. Ono jest skuteczne wtedy, kiedy doprowadza człowieka do konfrontacji, która zmusza go do opowiedzenia się po jednej ze stron. Jeśli wyjdziemy od tej prawdy, to dopiero dostrzeżemy jak bardzo skuteczne jest Boże Słowo. Ono nie pozwala człowiekowi pozostać w zawieszeniu pomiędzy przyjęciem go a odrzuceniem. Jego skuteczność realizuje się w kilka sekund od wypowiedzenia. Albo je przyjmuję całym sercem i próbuję z całych sił wprowadzać je w życie, albo je odrzucam. Przy czym to odrzucenie nie polega tylko na tym, że jawnie występuję przeciw Bogu. To również obojętność na Jego Słowo. Ma ona miejsce chociażby wtedy, kiedy podczas niedzielnej Mszy Świętej słucham tego Słowa, ale ono nic we mnie nie przemienia, szybko o nim zapominam lub traktuję tak, jakby te słowa z ust Jezusa nigdy nie padły. Obojętność to też decyzja, tragiczna tym bardziej, że często nieświadoma.

Spójrzmy jeszcze na bohaterów Jezusowej przypowieści. Jest siewca – czyli Bóg, który sieje ziarno – Słowo Boże na glebę, którą są wszyscy ludzie. Ale jest też ten zły, który chce, aby ziarno nie wydało plonu. Warto wczytać się w tekst dzisiejszej Ewangelii, bo on pokazuje bardzo konkretnie, co nas zamyka na Boże Słowo i jak działa ten zły. Jezus wyszczególnia pięć przypadków, które nie pozwalają ziarnu Słowa Bożego w człowieku wzrosnąć: niezrozumienie Słowa, niestałość w postawie moralnej, ucisk lub prześladowanie, troski doczesne i ułuda bogactwa. Zły wie o tych pięciu drogach, dlatego z nich korzysta. Kiedy słyszysz lub czytasz Słowo Boże, będzie ci mówił, że to takie trudne, nudne, długie, niezrozumiałe. Kiedy zechcesz radykalnie pójść za Jezusem będzie krzyczał, że to takie oderwane od rzeczywistości, niewspółczesne, staroświeckie albo wymaga zbyt dużego wysiłku; wzbudzi w tobie lęk przed odrzuceniem ze strony innych ludzi. Kiedy z powodu wyboru w życiu Jezusa doznasz jakiegoś upokorzenia, zacznie ci wyrzucać, że po co ci to było, same z tego problemy. Kiedy będziesz miał w życiu wiele trosk, zadań do wykonania, obowiązków, to powie ci, że modlitwa to marnowanie tak cennego czasu, że ona nic nie zmienia, że jest niepotrzebna, a ty powinieneś się zająć czymś ważniejszym. Kiedy otworzy się przed tobą szansa na sławę, majątek, pozycję społeczną, to będzie na ciebie naciskał, abyś poświęcił życie właśnie temu, a nie zajmował się jakimiś religijnymi głupotami. W duchu możemy sobie dziś odpowiedzieć, ile razy poszliśmy za głosem tego złego.

Serca wielu z nas nie są najlepszym gruntem, na jaki Słowo Boże może paść. Często są to kamienie lub ciernie. Z naszej strony potrzebne jest wiele wysiłku i wytrwałości, żeby otoczyć ziarno opieką, aby mogło ono wzrosnąć. Nie dozwól zatem, aby wydziobały je ptaki, przypaliło słońce lub zarosło cierniami. Wybieraj je wciąż na nowo, nawet jeśli wiele razy już się nie udało. To Słowo nigdy nie pozostaje bezowocne, ale z każdym Jego przyjęciem, przemienia cię. A przy tym wciąż pozostaje tak niezwykłe. „Żywe jest Słowo Boże, skuteczne i ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, przenikające aż do rozdzielenia duszy i ducha, (...) zdolne osądzić pragnienia i myśli serca. (por. Hbr 4,12). Skuteczność Słowa polega na tym, że zmusza cię do wyboru. Co wybierzesz i jak zadbasz o to, co wybrałeś?

Błogosławionej niedzieli!
D.

XIV Niedziela Zwykła A(Za 9,9-10; Rz 8,9.11-13; Mt 11,25-30)Spróbuj sobie wyobrazić króla, który świętuje wygraną wojnę....
04/07/2026

XIV Niedziela Zwykła A
(Za 9,9-10; Rz 8,9.11-13; Mt 11,25-30)

Spróbuj sobie wyobrazić króla, który świętuje wygraną wojnę. Zapewne widzisz wielki orszak przejeżdżający przez miasto przy dźwiękach orkiestry wojskowej. Na ulicach tłumy wiwatujące na cześć władcy i jego zwycięzkich żołnierzy. W samym środku tego uroczystego pochodu jedzie piękna barokowa karoca z królem i jego rodziną. Scena prawie jak z bajki. A teraz porównaj ten obraz z proroctwem Zachariasza z pierwszego czytania. Król, który podbił ogromne tereny, wjeżdża do miasta na młodym osiołku, nie w pięknej karocy. Nie ma też obok niego orszaku wojska. Nie wjeżdża do miasta na czytej krwi koniu arabskim, ale na młodziutkim osiołku, który ledwie potrafi go unieść. Ten król to ktoś świadomy swoich dokonań, a mimo wszystko pokorny. „Cichy i pokorny sercem”, jak zapisze ewangelista Mateusz. Dzisiejsza niedziela każe nam się zastanowić nad naszą cichością, skromnością i pokorą.

W Kościele Katolickim istnieje tytuł „Doktora Kościoła”. Są nim określani święci, którzy wnieśli coś nowego w rozumienie misterium Boga lub powiększyli bogactwo doświadczenia chrześcijańskiego. Obecnie ten tytuł przysługuje 37-dmiu osobom, czyli bardzo wąskiemu gronu z całego obszernego katalogu świętych. Jeśli przyjrzymy się ich sylwetkom, to zauważymy, że ten jeden z najwyższych tytułów w Kościele noszą ludzie niezwykle pokorni i prości. Święta Katarzyna ze Sieny – analfabetka, która prowadziła niezwykle ascetyczne życie, pomagając przy tym biednym, chorym i trędowatym. Wykorzystując dany jej charyzmat apostolski wpływała na decyzje biskupów i samego papieża, pozostając przy tym ciągle w cieniu. Święty Tomasz z Akwinu, największy teolog wszech czasów, za swojego życia, mimo iż wielu poznało się na jego talencie, nazywany był „niemym wołem” ze względu na swoją cichość. Napisał setki tysięcy stron pism teologicznych, w których opisał prawie wszystko, co jako ludzie możemy dowiedzieć się o Bogu. Do dziś pozostaje niedościgniony nawet dla najtęższych umysłów. Podobno ów zakonnik na kilka godzin przed śmiercią poprosił o spowiedź. Kapłan, który Go spowiadał, miał po udzieleniu rozgrzeszenia wyjść z pokoju zdruzgotany i powiedzieć braciom, że właśnie wyspowiadał pięciolatka. Taką dziecięcą ufność względem Boga miał największy teolog w historii.

„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Kiedy czytamy ten wers, często mimowolnie rozumiemy go zupełnie inaczej - „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je głupcom”. Ale prostaczek a głupi to dwa zupełnie różne określenia. Przytoczyłem wyżej przykłady dwóch świętych. Święta Katarzyna, po ludzku głupia, bo bez zawodu, w dodatku niepiśmienna, lecz właśnie dzięki swojej dziecięcej ufności i prostocie zmieniła oblicze całego Kościoła. Z kolei święty Tomasz – człowiek ogromnej wiedzy, profesor na sławnych uniwersytetach, a mimo to człowiek wielkiej pokory względem tajemnic Bożych. W zakonie dominikańskim żywa jest pewna legenda o świętym Tomaszu, która nieustannie mnie urzeka. Otóż: kiedyś jeden z braci wszedł do kaplicy, bo wieczorem usłyszał w niej jakieś głosy. Zobaczył, jak Tomasz rozmawia z Ukrzyżowanym. Jezus z wielkiego krucyfiksu miał zwrócić się do teologa następująco: „Tomaszu, dobrze o mnie napisałeś. Czego chcesz w zamian?”. A Tomasz miał odpowiedzieć: „Niczego więcej jak tylko Ciebie, Panie”. Dominikanin nie poprosił o sławę, o wyższe stanowisko na uczelni albo o bycie przeorem lub generałem zakonu. Chciał tylko Jezusa - Tego, na kim oparł całe swoje życie; Tego, któremu z taką dziecięcą ufnością się oddał.

Świętość nie bierze się z mądrości, wysokich stanowisk, itd.. Świętość rodzi się w cichości, pokorze i ufności. Człowieka świętego charakteryzuje świadomość tego, że sam nie potrafi zapracować na swoje zbawienie, lecz otrzymał je w darze. Wie też, że nie jest doskonały i potrzebuje ciągłego oczyszczania i umocnienia sakramentami. „Przyjdźcie zatem do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Każdy z nas jest w jakiś sposób utrudzony i obciążony swoimi grzechami. Wszyscy zaprzepaściliśmy wielokrotnie dawaną nam szansę. I pewnie wielu z nas, po kolejnym grzechowym upadku czuje, że bez Jezusa byłoby nikim. Świat próbuje nam dziś wmówić, że wiara, sakramenty czy modlitwa są kompletnie niepotrzebne. Twierdzi, że cała ta wiara, to bajka dla naiwnych. Świat nie znosi pokory i skrytości, ale ceni tych, którzy robią wokół siebie dużo hałasu, którzy brylują w blasku fleszy. Nie wzbudzasz zainteresowania? Dla świata już umarłeś. Przyznasz się do Jezusa? Świat cię wyśmieje. Zastanów się dzisiaj, czy w imię przypodobania się światu nie odrzuciłeś zaproszenia do wejścia w pokorną i intymną relację z Jezusem. Może chodzisz do kościoła w każdą niedzielę tylko po to, żeby rodzina i sąsiedzi krzywo nie patrzyli? Może przy kratkach konfesjonału klękasz co najwyżej raz do roku, bo tak wypada? Może modlitwa to dla ciebie co najwyżej element kulturowy czy inny relikt przeszłości? Czy nie tworzysz sobie w ten sposób „moralności”, która ma służyć tylko uspokojeniu własnego sumienia, bez jednoczesnego popadania w niełaskę u innych? Czy nie próbujesz sam zapracować na swoje zbawienie, odrzucając wyciągniętą rękę Jezusa? Wiedz jednak, że tylko w Jezusie jest „ukojenie dla dusz naszych”. Nie jesteś w stanie samemu zapracować na niebo. Każda próba przejścia przez życie po swojemu jest w pewnym sensie brakiem pokory wobec tego, od którego to życie otrzymałeś. Nie próbuj „po swojemu”, ale rzuć się w ramiona Tego, który nie nudzi się przebaczaniem, który uwielbia tych, co przychodzą do Niego z dziecięcą ufnością.

Może zdobyta wiedza, osiągnięcia czy władza sprawiły, że obce stały ci się pojęcia pokory, cichości czy ufności. Jeśli sumienie wyrzuca ci teraz pychę, bycie hałaśliwym i nieznośnym albo dążenie do bycia samowystarczalnym, to wiedz, że ta niedziela nie jest stracona. Jeżeli zechcesz, możesz dzisiaj zwrócić się do Boga słowami modlitwy, którą ułożył wspomniany wyżej święty Tomasz z Akwinu. Niech jej słowa, jak i słowa dzisiejszej Ewangelii w tobie pracują i przemieniają cię na lepsze.

Błogosławionej niedzieli!
D. <

„Panie, Ty wiesz lepiej, aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary. Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym; Uczynnym lecz nie narzucającym się. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale Ty Panie wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół. Wyzwól mój umysł od nie kończącego się brnięcia w szczegóły i daj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy. Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagań i cierpień w miarę jak ich przybywa, a chęć wyliczania ich staje się z upływem lat coraz słodsza. Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami o cudzych cierpieniach, ale daj mi cierpliwość wysłuchania ich. Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę Cię o większa pokorę i mniej niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi. Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić. Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać. Nie chcę być świętym, ale zgryźliwi starcy to jeden ze szczytów osiągnięć szatana. Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach; daj mi Panie łaskę mówienia im o tym.”

Adres

Opolska 6
Wegry
46-023

Telefon

+48774212484

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Parafia św. Józefa Robotnika Osowiec-Węgry umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij