Parafia św. Józefa Robotnika Osowiec-Węgry

Parafia św. Józefa Robotnika Osowiec-Węgry Strona o Parafii św. Józefa Robotnika w Osowcu-Węgrach

Zesłanie Ducha Świętego A(Dz 2,1-11; 1Kor 12,3b-7.12-13; J 20,19-23)W pierwszym czytaniu słyszymy o uczniach, którzy „zn...
23/05/2026

Zesłanie Ducha Świętego A
(Dz 2,1-11; 1Kor 12,3b-7.12-13; J 20,19-23)

W pierwszym czytaniu słyszymy o uczniach, którzy „znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu”. Możemy się zastanawiać, co tam robili. Jedni zapewne powiedzą, że siedzieli ukryci z obawy przed Żydami. Ale może nie to było głównym powodem. Jezus obiecał im jakiś czas wcześniej, że ześle im Ducha Świętego. Być może siedzieli tam i oczekiwali na Niego. Oczekiwali na to, czego nie znali. W tą Niedzielę Zesłania Ducha Świętego podobnie jak uczniowie gromadzimy się razem i czekamy. Czekamy na Coś, czego nie rozumiemy. Ale czekamy też na Coś, czego nie możemy w sobie wypracować, na Co nie możemy zapracować. Możemy To tylko przyjąć jako dar… „Weźmijcie Ducha Świętego!”. Jesteś gotowy przyjąć ten Dar? Czekasz na Niego? Tęsknisz za Nim? On chce w Ciebie wejść, chce Cię przeniknąć. A jest Nim Ten, którego nazywamy Miłością w tajemnicy Trójcy Świętej. Jesteś otwarty na Miłość? Ile jest w Tobie postawy wołającej „Przyjdź! Wejdź! Przeniknij mnie całego! Poddaj mnie sobie!”?

Jeśli przesuniemy kilka kartek Ewangelii Janowej wcześniej, znajdziemy w niej takie słowa Jezusa:
„Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza”. I dodaje święty Jan: „A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” (por. J 7,37b-39). Duch Święty jest jak strumień wody. Woda daje życie. Bez wody nie jesteś w stanie długo przetrwać. Jeśli ktoś był w Izrealu, to wie, jak bardzo woda jest tam cenna. Nie masz wody, nie przeżyjesz. Jezus porównując Ducha Świętego do wody, wskazuje nam na Dar, który jest konieczny, bez którego będziesz martwy. Mówi o rzeczywistości, po otrzymaniu której człowiek może powiedzieć, że jest pewny tego, że żyje. Ale znów – możesz To tylko dostać, nie możesz Tego kupić, nie możesz na To zarobić, nie możesz Tego wyprodukować. Możesz to tylko otrzymać w Darze. O czym Jezus mówi? Czym jest ten Dar? Mówi o Miłości. Miłości się nie kupi. Jak ktoś próbuje kupić Miłość, staje się przedmiotem drwin. Tak mówi Pieśń nad Pieśniami: „jeśli ktoś wyda za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko” (por. Pnp 8, 7). Miłości się nie kupuje, na Miłość się nie zapracowuje. Miłość się otrzymuje jako dar. Wszystko inne możesz kupić, zrobić. Ale Miłość musisz dostać.

Ten dzień ma nam powiedzieć, że jesteśmy obdarowani Miłością. Bo Duch Święty jest Miłością w tajemnicy Trójcy. Każdy z nas tęskni za Miłością. Każdy Jej pragnie. Bóg chce ci dzisiaj dać ją na nowo. Tylko czy jesteś gotowy usuwać z siebie to wszystko, co blokuje cię przed przyjęciem tej Miłości? Jesteś gotowy prosić Boga, aby rozwalił w tobie wszystkie blokady na tę Miłość? Wpuścisz Go do siebie? Bez tego nie będziesz żył.

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Nikt nie będzie w stanie pójść do braci i sióstr i obdarowywać ich miłością, jeśli wpierw nie pozwoli ukochać Bogu samego siebie, jeśli nie odkryje w sobie tej prawdy, że jest przez Boga umiłowany, że jest potrzebny, że jest chciany, że nie jest przypadkiem. Nie mogę sobie Bożej Miłości kupić, nie mogę kupić Jezusowego Krzyża, muszę się na nią otworzyć, dostać ją i odkryć w sobie. On kocha każdego z nas takim, jaki jest. Cały świat może ci mówić, że jesteś bez sensu, że jesteś pomyłką, że nie powinno cię tu być. Jedynie Bóg ci tego nigdy nie powie. Powie ci za to: „chcę cię, kocham cię, jesteś ważny w moich oczach”. Uroczystość Zesłania Ducha Świętego jest po to, aby otworzyć się na doświadczenie Miłości Boga.
Czerpmy tę Miłość, otwórzmy się na ten Dar. Każdy osobiście i wszyscy razem jako wspólnota.

Błogosławionej niedzieli!
D.

Wniebowstąpienie Pańskie(Dz 1,1-11; Ef 1,17-23; Mt 28,16-20)To była piękna uroczystość. Ludziom szkliły się oczy ze wzru...
16/05/2026

Wniebowstąpienie Pańskie
(Dz 1,1-11; Ef 1,17-23; Mt 28,16-20)

To była piękna uroczystość. Ludziom szkliły się oczy ze wzruszenia. On był wpatrzony w nią, a ona w niego... Właśnie rozpoczynali swoją wspólną drogę. Pełni nadziei, pełni planów na przyszłość. Wszystko tak, jak sobie to wymarzyli. Lubimy, kiedy takie historie mają szczęśliwe zakończenie. Ale ta go nie ma. Rozwiedli się dwa lata później. On wpadł w nałóg alkoholowy, ona stała się nieznośnie zrzędliwa, a zamiast poświęcać czas rodzinie, wolała towarzystwo koleżanek. Na rozprawie rozwodowej byli zgodni, jeśli chodzi o powód rozstania: „zawiedzione oczekiwania”.

Myślę, że w podobny sposób zawiedzione były oczekiwania uczniów w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Spędzili z Jezusem trzy lata, chodząc z Nim wszędzie. Oczekiwali, że już wkrótce pogoni Rzymian z ich terenów. A tu trzy lata i na nic się nie zanosi. Apostołowie widzieli cuda, które Jezus czynił, oglądali Go po zmartwychwstaniu. Wiedzieli, że jeśli by chciał, to okupanta już dawno nie byłoby na ich ziemiach, a Izrael znów byłby samodzielnym królestwem. Tylko nie o to Jezusowi chodzi. Jezus nie jest przywódcą politycznym. To ciekawe, że nawet współcześnie niektórzy próbują wojować Jego osobą w polityce. A przecież Jemu na tym zupełnie nie zależało. Jego celem było to, aby ludzie usłyszeli o miłości Boga do człowieka. Dlatego wysyła dziś swoich uczniów na cały świat. Aby mówili ludziom o tym, że Bóg ich kocha i zależy Mu na każdym człowieku. Uczniowie w końcu zrozumieli, do czego posłał ich Jezus i jaki był tego cel. Poszli. Ostatecznie wszyscy oprócz św. Jana zginęli śmiercią męczeńską. Ale jak napisze św. Paweł do Tymoteusza: „słowo Boże nie uległo skrępowaniu”. I dodaje „Jeżeliśmy z Nim współumarli, wespół z Nim i żyć będziemy”. Uczniowie tracą życie lub są zamykani w więzieniach, ale przesłanie Bożej miłości jest wolne. Nikt na świecie nie potrafi go zatrzymać. Nikt nie potrafi go zdusić. Można zabić uczniów, ale miłość, którą głosili, będzie żyła wiecznie.

Słowa, które wypowiada do uczniów Jezus „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody...”, są skierowane nie tylko do apostołów, ale do każdego z nas. Błogosławiony Humbert z Romans w swoim dziele „O głoszeniu i słuchaniu słowa Bożego” pisze, że głoszenie słowa Bożego jest jednym z najważniejszych dzieł miłosierdzia, które powinniśmy spełniać względem bliźnich. Zapewne pojawią się głosy, że od głoszenia to jest ksiądz na ambonie, katecheta na lekcji religii, ale nie ja. Tylko prawda jest taka, że do głoszenia jestem przeznaczony szczególnie ja, zwykły niewykształcony teologicznie człowiek. Sami apostołowie nie mieli szans nawrócić wszystkich. Oni mogli sobie gadać, nawoływać do nawrócenia i nic by z tego nie było, gdyby tej wiary ludzie nie zanieśli później do swoich rodzin, środowisk, miejsc pracy. Takie jest nasze zadanie: „idź i nauczaj”. Nie musisz słownie nawoływać do nawrócenia. Wykonuj jedynie sumiennie i z uśmiechem na twarzy swoje obowiązki, ofiaruj innym swój czas, wychowuj swoje dzieci na porządnych ludzi, kochaj męża, żonę, brata, siostrę, rodziców, dziadków, każdego, nawet tego, który chce cię zniszczyć. Tyle może wystarczyć, aby ludzie doświadczyli za twoją przyczyną Bożej miłości.

Dzisiejsze święto jest też ważne z innego powodu. Ono pokazuje nam wyraźnie perspektywę patrzenia chrześcijanina. Chrześcijanin nie przejmuje się niepowodzeniami, nie liczy lat, które mu pozostały, bo wie, że tam na górze czeka już na niego Jezus. Chrześcijanin wie, że człowiekowi nie jest pisana śmierć, lecz życie. Przy końcu mojej ziemskiej drogi nie odejdzie ode mnie życie. Odejdzie śmierć, bo mi jest pisane wyłącznie życie. Nie ja umrę, lecz śmierć, która jeszcze mi towarzyszy. Tą perspektywą mamy zarażać innych. Ona jest tak wspaniała dlatego, bo mówi, że śmierć będzie dopiero początkiem. Jezus rzuci śmierć pod twoje stopy, jeśli tylko będziesz z Nim szedł przez życie.

I już na sam koniec możemy się zastanowić, dlaczego mimo że ta perspektywa jest tak wspaniała, ludzie za nią nie idą. Może jest tak dlatego, że nie widzą tego w nas - chrześcijanach, że nie potrafimy się nią cieszyć. Może widzą, że nasze posłannictwo do głoszenia innym Boga zaprzepaściliśmy albo zaczęliśmy wykorzystywać dla własnych korzyści. Że zamiast głosić innym Chrystusa, zaczynamy Nim wojować, obrzucając innych epitetami.

Pan Jezus wśród radości wstępuje dziś do nieba. Z Nim nasza odkupiona ludzka natura. Dziękujmy Bogu i umiejmy się tym prawdziwe przejąć i zachwycić. Wyciągnijmy z tego konsekwencje, abyśmy nie tylko my, ale i wszyscy inni mogli się radować tym, co się stało. Aby się cieszyli i tęsknie wyczekiwali momentu, w którym nie życie zostanie pokonane przez śmierć – gdy będziemy odchodzić z tego świata – ale śmierć ostatecznie zostanie pokonana przez życie.

Błogosławionej niedzieli!
D.

Serdecznie zapraszamy dziś, w środę 13 maja o godz. 20:00, na krótkie nabożeństwo przy Pomniku Poległych z okazji roczni...
13/05/2026

Serdecznie zapraszamy dziś, w środę 13 maja o godz. 20:00, na krótkie nabożeństwo przy Pomniku Poległych z okazji rocznicy Objawień Fatimskich.
Wspólnie zatrzymajmy się na chwilę modlitwy i refleksji.

VI Niedziela Wielkanocna A(Dz 8,5-8.14-17; 1P 3,15-18; J 14,15-21)Słowo, którego słuchamy w dzisiejszą niedzielę, stanow...
09/05/2026

VI Niedziela Wielkanocna A
(Dz 8,5-8.14-17; 1P 3,15-18; J 14,15-21)

Słowo, którego słuchamy w dzisiejszą niedzielę, stanowi dość dziwne połączenie. Ma się wrażenie, że czytania nijak nie wiążą się ze sobą, przez co trudno o nich mówić. Rozmyślałem nad tymi tekstami przez dłuższy czas i nic nie przychodziło mi do głowy. Ale Duch Święty się nie poddał i podsunął mi takie teksty, które nagle ten nieoczywisty związek mi rozjaśniły. Może moje wypociny poniżej nie są jakoś super logicznie poukładane. Trudno przelać na tekst myśli z kilku dni. Dlatego wybaczcie, jeśli jakiś skrót myślowy sprawi, że trochę się pogubicie.

Zacznijmy od pierwszego czytania. Widzimy w nim Filipa, który naucza, uzdrawia i wypędza złe duchy. Ale autor Dziejów Apostolskich już w drugim zdaniu informuje nas o pewnym kruczku: „tłumy słuchały (…) słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił”. I w tym kontekście pomyślałem o tym, że my czasami robimy dokładnie to samo. Kiedy Bóg spełnia to, o co Go prosimy, łatwo jest nam być przy Nim, słuchamy Go, uwielbiamy, zachwycamy się Jego wszechmocą. Ale niech tylko spróbuje zrobić coś, co nie jest po naszej myśli, co według nas nie ma sensu, na co subiektywnie mamy lepszy plan. Niejednokrotnie nasza relacja do Niego zmienia się wtedy o 180 stopni. Zaczynamy Go odbierać jako kogoś nieczułego, kto się nami nie interesuje, kto być może nawet czerpie przyjemność z tego, że psuje nam humor. Skrajny przypadek to sytuacja, kiedy próbujemy negować istnienie Boga. Dopiero kiedy emocje opadną, zaczynamy się zastanawiać, co właściwie się wydarzyło. Dlaczego Bóg tym razem mnie nie wysłuchał, czyżby przestał mnie kochać? I może zabrzmię tu teraz jak jakaś wielka maruda. Ale zupełnie inaczej podchodzilibyśmy do takich sytuacji, gdyby przyszło nam żyć kilka wieków temu. Wtedy o Bogu mówiło się w trochę inny sposób. Wówaczas zawsze naukę wiary rozpoczynano od prawd, które wiemy o Bogu, a dopiero gdzieś znacznie dalej zastanawiano się nad człowiekiem. Współcześnie robimy całkowicie odwrotnie, zaczynamy od człowieka i idziemy w kierunku Boga. Trudno nam zatem czasami zrozumieć Boże działania, bo patrzymy na nie przez pryzmat ludzkich zachowań. Spróbujmy dziś na chwilę wyrwać się z tego naszego homocentrycznego myślenia.

Przytaczanie tekstów świętego Tomasza z Akwinu mogłoby się dla wielu skończyć drzemką, więc pominę cały tok jego rozważań. Chcę tylko powiedzieć, że doszedł on na drodze rozważań filozoficznych (nie czysto teologicznych!), że Bóg nie dość, że istnieje, to jeszcze jest niezmienny w swoich postanowieniach. A to już odpowiedź na pytania postawione wyżej. Skoro więc Bóg jest niezmienny, to zmienny musi być człowiek. Zatem to od nas zależy, jak postrzegamy Boga. Możemy Mu ufać bezgranicznie albo też nasze zachowanie wobec Niego może przypominać zachowanie małego rozkapryszonego dziecka, które jest wściekłe, bo rodzice nie kupili mu nowej zabawki. Dla mnie osobiście niedoścignionym wzorem takiego ogromnego zaufania względem Boga jest owy Hiob, który po serii nieszczęść, jakie go spotkały, ze spokojem mówi „Bóg dał, Bóg zabrał. Niech będzie błogosławiony Pan Bóg”.

Pierwszy krok na drodze prawdziwej wiary to zatem zaufanie Bogu, bez względu na to, co się dzieje wokół i nie traktowanie Go, jak maszynki do spełniania życzeń. Drugi krok to realizacja w swoim życiu tego, o czym poucza nas Jezus. Słyszymy o tym w Ewangelii. „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Kto Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”. Kluczem do zobaczenia w swoim życiu Jezusa i uświadomienia sobie miłości Ojca, jest życie Ewangelią i Przykazaniami Miłości, w których się ona streszcza. No tak, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić… Jeśli jednak myślisz, że dalej będzie już tylko z górki, to święty Piotr sprowadzi Cię na ziemię. W drugim czytaniu słyszymy fragment jego listu, w którym pisze nam wszystkim, że może być tak, że będziesz musiał bronić swojej wiary, że może będziesz za nią wyśmiany, być może nawet będziesz cierpiał fizycznie. I to będzie dopiero próba twojej wiary. Wtedy zobaczysz, jak prawdziwa jest twoja ufność. Jeśli przejdziesz z Bogiem przez wszystkie próby, które Cię czekają, to niedaleko jesteś królestwa Bożego.

Jest jeszcze jeden wątek w dzisiejszej Ewangelii. To wątek odejścia. Niektórzy mistycy pisali, że Bóg przychodzi i odchodzi, kiedy chce. Nawet wielcy święci, których dzisiaj powszechnie podziwiamy, tego doświadczali. Najlepszym przykładem jest tutaj Matka Teresa, której przez kilkadziesiąt lat wydawało się, że Boga przy niej już nie ma, że odszedł, że o niej zapomniał. Ale nigdy nie przestała ufać. Dziś ją podziwiamy. Święci to ludzie, którzy niczym nie odróżniali się od nas. Jedyne co zrobili w życiu, to zrealizowali te trzy punkty, o których dzisiaj napisałem: głęboka wiara w Bożą obecność i opatrzność, miłość wzajemna i niezachwiana nadzieja, że Bóg kiedyś wynagrodzi ponoszone cierpienia i upokorzenia. To wszystko razem otwiera człowieka na przepiękną relację ze Stwórcą. Kiedy zaczniemy realizować te punkty w naszym życiu, stanie się ono nagle wspaniałą modlitwą habitualną, którą przenika Duch Święty.

Błogosławionej niedzieli!
D.

Mamy dla Was małą zagadkę historyczną 📸Na zdjęciach widzicie prezbiterium naszego kościoła – dwa pierwsze ujęcia przedst...
06/05/2026

Mamy dla Was małą zagadkę historyczną 📸

Na zdjęciach widzicie prezbiterium naszego kościoła – dwa pierwsze ujęcia przedstawiają jego wygląd sprzed modernizacji posoborowej, natomiast ostatnie pokazuje już stan obecny z ołtarzem po środku.

Co ciekawe, te dwa starsze zdjęcia różnią się między sobą wystrojem i malowaniem.
Na jednym widzimy św. Józefa oraz napisy łacińskie po bokach, na drugim widzimy również św. Józefa ale bo bokach ludzi i w tle kościół w Kolanowicach (po prawej) oraz nasz po lewej.

I tu pojawia się pytanie do Was 👇
👉 Które z nich jest starsze?
👉 Czy ktoś z Was pamięta lub wie, w którym roku dokonano zmian?

Może wśród Was są osoby, które pamiętają tamte czasy albo mają dodatkowe informacje czy zdjęcia? Chętnie poznamy Wasze wspomnienia i wiedzę 😊

Dajcie znać w komentarzach!

V Niedziela Wielkanocna A(Dz 6,1-7; 1P 2,4-9; J 14,1-12)Być może zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest, że Chrystus obie...
02/05/2026

V Niedziela Wielkanocna A
(Dz 6,1-7; 1P 2,4-9; J 14,1-12)

Być może zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest, że Chrystus obiecuje, iż każdy wierzący w Niego będzie dokonywał dzieł takich jak On, a nawet większych, a my, choćbyśmy się nie wiadomo jak spinali, nie potrafimy wskrzeszać umarłych, przywracać wzroku niewidomym, rozmnażać chleba, czy choćby zamieniać wody w wino. Czyżbyśmy wszyscy byli niewierzący? Jak to jest z tą naszą wiarą? Jak to jest z rozpoznawaniem w sobie obecności Boga? I jak to jest z dzieleniem się Ewangelią, która powinna być częścią naszego życia?

„Wy jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła”. Czy w tym fragmencie potrafisz zobaczyć siebie? Czy to jest charakterystyka twojej osoby? Czy czujesz się wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, Bożą własnością?

Kiedy czytamy fragmenty Pisma Świętego, to pierwszą rzeczą, którą powinniśmy zrobić, jest próba odnalezienia siebie w tym tekście. I tutaj przychodzi nam z pomocą fragment w Dziejów Apostolskich, który usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu. Słyszymy tam, że liczba uczniów wzrastała, ale ciągle między tymi, którzy szli za Ewangelią, były jakieś konflikty. Przez te 2000 lat wciąż niewiele się w tej kwestii zmieniło. Nadal o wiele łatwiej nam narzekać, o wiele łatwiej nam szemrać, o wiele łatwiej oceniać tych, którzy według naszego punktu widzenia żyją nie tak, jak powinni, a o wiele trudniej jest nam popatrzeć na swoją osobistą relację z Jezusem i uświadomić sobie, że to ode mnie zależy, czy ja Go rozpoznam w tym wszystkim, czego doświadczam, w tym co dobre, w drugim człowieku. Rozpoznajemy Boga w Eucharystii, rozpoznajemy Jego działanie w sakramentach, a wciąż mamy problemy z wiarą. Być może za bardzo przykładamy uwagę do innych zamiast do siebie? Może zatem musimy sobie uczciwie w głowie powiedzieć, że moje nawrócenie zależy tylko ode mnie. To, że Bóg mnie wybrał, że ustanowił mnie królewskim kapłaństwem, że widzi mnie w narodzie świętym, jest po to, abym w końcu uwierzył, że jestem dla Boga wartym bardzo wiele. A ile Bóg jest warty dla mnie? To smutne, że wciąż i na nowo jest On dla wielu z nas warty zaledwie 30 srebrników, podczas gdy człowiek dla Niego był warty śmierci własnego Syna. Czy potrafię przyjąć tę prawdę o sobie, że Bóg ukochał mnie do tego stopnia, że ofiaruje za mnie swoje życie? Jeżeli próbuję tę prawdę zrozumieć i przyjąć całym sercem, to wzrasta we mnie pokora, zaufanie do miłości Boga. Nawet to, co najgorszego potrafi zrobić człowiek, nie jest w stanie tej miłości przekreślić. Musimy usłyszeć głos Boga, który od dwóch tysięcy lat mówi człowiekowi o jego wartości.

„Jesteśmy wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem przeznaczonym na własność Bogu, abyśmy ogłaszali dzieła potęgi Tego, który nas wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła”. Niech zatem te ciemności szemrania i wiecznego niezadowolenia rozświetli światło Chrystusa zmartwychwstałego, który w sobie samym ukazuje miłość Ojca do każdego i bez żadnego wyjątku. Zaproś Go tak na serio na drogę swojego życia, dostrzeż w Nim prawdę o sobie i żyj tym, czego Cię naucza. Bo przez Niego prowadzi droga do Ojca. Znasz tą drogę. Musisz ją tylko wybrać spośród wielu innych, które oferuje świat i przyjąć za swoją. Wtedy u kresu tej drogi On wyjdzie Ci naprzeciw i zaprosi Cię do mieszkania, które przygotował od założenia świata.

Błogosławionej niedzieli!
D.

IV Niedziela Wielkanocna A(Dz 2,14a.36-41; 1P 2,20b-25; J 10,1-10)W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że Jezus nazywa się ...
25/04/2026

IV Niedziela Wielkanocna A
(Dz 2,14a.36-41; 1P 2,20b-25; J 10,1-10)

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że Jezus nazywa się „bramą owiec”. Brama to wejście prowadzące do jakiegoś miejsca. Nietrudno się domyślić, że Jezus mówi nam dziś o bramie prowadzącej do nieba. Nim jednak przejdziemy do dalszych rozważań, musimy sobie przypomnieć jeszcze jedno Jego zdanie: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6). Zatem Jezus jest jedyną (!) bramą prowadzącą do nieba. I od tej prawdy wyszedł święty Augustyn, wytyczając tym samym na lata ścieżkę rozważań nad tym fragmentem Janowej Ewangelii. Późniejsi egzegeci, jak Beda Czcigodny, Alkuin czy Raban Maur nie odważyli się zrobić nic innego, jak tylko skopiować Augustynowy pomysł.

Nikt inny nie jest bramą, jak tylko sam Jezus. Każdy, kto pretenduje do tej roli, jest złodziejem i rozbójnikiem. W czasach Augustyna było wielu takich, którzy chcieli być dla innych „bramą” - „mistrzem”. Przywoływali oni do siebie ludzi, twierdząc, że pouczą ich, jak dobrze żyć. Można w tym momencie zapytać, czy w chrześcijaństwie nie chodzi właśnie o to, by dobrze żyć? Otóż nie. Nie o to chodzi. Oczywiście dobre życie jawi nam się, jako pewnego rodzaju ideał, ale kiedy stawiamy je w centrum, znika nam z oczu ważniejsza prawda. Augustyn zawiera ją w pytaniu skierowanym do pogańskich filozofów: „Twierdzicie: dobrze żyjemy! Jeśli nie wchodzicie przez Bramę, na co wam się przyda to, czym się chlubicie?! Jaki pożytek z tego, że dobrze żyje, ma ten, który nie może żyć wiecznie?!”. I to jest perspektywa właściwa dla chrześcijaństwa. Nie chodzi o to, by żyć dobrze. Chodzi o to, by żyć wiecznie. Jeśli ktoś uczestniczył kiedyś w obrzędzie chrztu dorosłych, to w jego trakcie toczy się piękny dialog. „Czego żądasz od Kościoła Bożego? Wiary! Co daje ci wiara? Życie wieczne!”.

Często, kiedy myślimy o życiu wiecznym, skupiamy się na czasie jego trwania – jak to będzie żyć bez końca? I tu znów umyka nam jedna prawda. Bo życie wieczne, to życie Boże. Chodzi o doświadczenie życia, które jest właściwe dla samego tylko Boga. A Bóg jest miłością, jak zapisał święty Jan. Życie wieczne to nie „bycie dobrym”, ale życie prawdą, że Bóg mnie kocha, a moim zadaniem jest przekazywanie tej miłości dalej; kochanie innych tą miłością, której doświadczam od samego Boga.

Bramą do takiej postawy może być wyłącznie Chrystus. Tylko On jest Bramą życia wiecznego. Funkcją Kościoła jest wskazywać na tę Bramę. Święty Augustyn zwraca jednak uwagę, że nawet w Kościele nie każdy to czyni. Niektórzy wręcz odwodzą nas od tej Bramy. Wymienia tu schizmatyków i heretyków. Ale to nie oni są najgorsi. Najgorsi są Ci, którzy poprawnie i bez błędu Go przepowiadają, ale zamiast szukać Jego chwały, szukają jej dla siebie. Możesz pięknie mówić o Bogu, możesz porywać tłumy swoimi słowami, ale jeśli Twoje postępowanie nie pójdzie w ślad za tym, co głosisz, to na nic to wszystko.

Od śmierci Augustyna minęło już prawie 1600 lat, a świat się nadal nie zmienił. Ciągle żyjemy w czasach, kiedy słyszymy wokół siebie wiele głosów: głos mediów, głos lęku, głos własnego interesu. Dzisiejsza niedziela zachęca nas, abyśmy zastanowili się nad tym, którego głosu najczęściej słuchamy. Czyj głos wydaje się nam najbardziej znajomy, a który brzmi obco? Czy jest to głos Jezusa - „Bramy owiec” czy może jakiś inny głos? Jeśli w tym hałasie innych głosów i krzyków głos Jezusa został zagłuszony, to spróbujmy go dziś na nowo odszukać, bo On wciąż do nas mówi. Na różne sposoby. Nie zmarnujmy okazji usłyszenia Go i pójścia za Nim.

Błogosławionej niedzieli!
D.

24/04/2026

Dla dobra duchowego wiernych, biskup opolski Andrzej Czaja udziela wszystkim diecezjanom oraz wiernym przebywającym na terenie diecezji opolskiej w dniu 1 maja 2026 r. (wspomnienie św. Józefa, rzemieślnika) dyspensy od obowiązku zachowania wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych.

III Niedziela Wielkanocna A(Dz 2,14.22b-32; 1P 1,17-21; Łk 24,13-35) Jeśli przeczytamy w Piśmie Świętym opisy spotkań Je...
18/04/2026

III Niedziela Wielkanocna A
(Dz 2,14.22b-32; 1P 1,17-21; Łk 24,13-35)

Jeśli przeczytamy w Piśmie Świętym opisy spotkań Jezusa z uczniami po Jego zmartwychwstaniu, to być może dostrzeżemy pewną ciekawostkę. Ci, którzy byli z Jezusem blisko, często Go nie rozpoznają. Kleofas i jego towarzysz nie rozpoznają Jezusa podczas drogi do Emaus, Maria Magdalena bierze Go za ogrodnika, apostołowie rozmawiają z Nim nad brzegiem Jeziora Tyberiadzkiego i dopiero po cudownym połowie ryb Jan orientuje się, że „to jest Pan!” i mówi o tym Piotrowi. Czyżby Jezus po Swoim zmartwychwstaniu wyglądał i zachowywał się jakoś inaczej, dlatego najbliżsi nie mogli Go rozpoznać? Na pierwszy rzut oka może się tak wydawać. Ale jeśli zerkniemy do dzisiejszej Ewangelii, to dowiemy się, że problemem wcale nie był „inny” Jezus, ale uczniowie, których „oczy były jakby na uwięzi”. Czym zatem są owe „oczy na uwięzi”?

Historie, o których wspomniałem we wstępie, dzieją się w dniu Zmartwychwstania lub krótko później. Ewangelista Jan zapisuje, że po Ostatniej Wieczerzy Jezus powiedział uczniom „Ja znów was zobaczę i wtedy wasze serce będzie się radowało, a nikt nie pozbawi was tej radości” (J 16, 22). Nie zapamiętali tak ważnej obietnicy? Zapomnieli o niej już kilka dni później? Być może zapomnieli, a być może pamiętali. Ale nie w krótkiej pamięci uczniów leży problem. Wskazówką niech będą dla nas słowa Kleofasa: „A myśmy się spodziewali...”. Nie ma niczego złego w spodziewaniu się. Często spodziewamy się czegoś od Pana Boga, od innych ludzi lub od tak zwanego losu. Nadmierne przywiązanie do tego, na co oczekujemy, może nam jednak zamknąć oczy na rzeczywistość. Skutek będzie taki, że uznamy Boga za jedynego, który nie ma pojęcia o tym, co dzieje się wokół. Będzie nam się wydawało, że my wiemy wszystko najlepiej, że tylko nasze postrzeganie rzeczywistości jest właściwe. Zamkniemy się w ciemnościach wiecznego oczekiwania na coś i nie zauważymy blasku stojącego tuż obok Boga. Potrzeba nam zatem zmienić patrzenie.

Czytałem niedawno fragment Ewangelii wg św. Jana, który mówi o rozmowach Jezusa z uczniami, jakie toczyły się w wieczerniku. Zaskoczył mnie fakt, że apostołowie po trzech latach spędzonych z Jezusem, nadal nic nie ogarniali. Piotr, który chce życie oddać za Mistrza, a już po kilku godzinach się Go zapiera, Tomasz, który nie wie, co czeka Jezusa, mimo iż Ten wielokrotnie o tym mówił, Filip, który chce zobaczyć Ojca, Juda Tadeusz, który pyta o to, dlaczego uczniowie są wyjątkowi i w końcu wszyscy uczniowie, którzy totalnie nie rozumieją, co oznacza, że Jezus wraca do Ojca. Zadziwiająca jest ich „niekumatość”, szczególnie jeśli zestawimy ją z tym, co działo się zaledwie dwa miesiące później, kiedy Kościół zaczął wychodzić do świata, otwarcie głosić naukę, nie zważając na prześladowania i robiąc mnóstwo szumu wokół siebie. Co zatem zaszło? Otóż, apostołowie zmienili swoje patrzenie. Umocnieni Duchem Świętym zaczęli patrzeć na swoje życie w perspektywie wieczności, w perspektywie zmartwychwstania. Zobaczmy, że uczniowie, którzy nie potrafią rozpoznać Jezusa od razu, zawsze opamiętują się, kiedy zmienia się ich perspektywa patrzenia. Kleofas i jego towarzysz, kiedy słyszą słowa błogosławieństwa chleba i wina, Maria, kiedy Jezus woła ją po imieniu, chociaż zwykły ogrodnik nie mógł znać jej imienia, doświadczeni rybacy, którzy zarzucają sieci wbrew logice i łowią mnóstwo ryb. Potrzebne jest coś, co przypomni im o Jezusie. Dopiero, kiedy On w ich myślach wysunie się na pierwszy plan, będą potrafili rozpoznać Jego obecność i działanie w świecie.

Dzisiejsze Słowo zachęca nas, abyśmy i my potrafili patrzeć jak uczniowie po Pięćdziesiątnicy: nie oczami doczesności, ale oczami Boga. Nie patrz zatem na życie tylko w perspektywie lat, które Ci zostały albo wiecznych niespełnionych oczekiwań. Nie myśl też, że za jakiś czas będzie Cię czekał definitywny koniec. Uwierz, że On żyje i Ty też żyć będziesz, nawet jeśli po ludzku umrzesz. Nie bój się tracić swojego życia dla innych, na być może zwykłą szarą codzienność. Jezus zmartwychwstały też nie robi nic niezwykłego, je posiłki i rozmawia z uczniami. Taka też ma być twoja codzienność. Trać życie dla innych, trać czas dla innych. Ale trać też czas dla Niego, szukaj Go, rozpoznawaj w drugim człowieku i w pięknie świata, który Ci dał. On jest tuż obok. Zechciej Go tylko dostrzec.

Błogosławionej niedzieli!
D.

II Niedziela Wielkanocna A(J 20,19-31) Słuchamy dziś Ewangelii, którą często niestety szufladkujemy już na samym wstępie...
11/04/2026

II Niedziela Wielkanocna A
(J 20,19-31)

Słuchamy dziś Ewangelii, którą często niestety szufladkujemy już na samym wstępie. Na pierwszy plan wysuwają się nam postaci Zmartwychwstałego Jezusa i „niewiernego” Tomasza. I w zasadzie tylko na nich się zazwyczaj skupiamy. Tracimy przez to inne ważne aspekty tego Słowa. Dlatego pozwólcie, że nie będę się pastwił nad Tomaszem, ale zwrócę uwagę na coś zupełnie innego.

Pan Jezus rozpoczyna spotkanie z uczniami od pozdrowienia „Pokój Wam”. Jeśli ktoś zna kulturę żydowską, to wie, że to pozdrowienie nie jest niczym innym, jak naszym „dzień dobry”. Niesie ono jednak w sobie znacznie większą głębię. Zaprasza do budowania swojego życia i życia innych na pokoju. Czasami czujemy się rozdrażnieni, niespokojni, wystraszeni. To dokładnie czuli apostołowie, którzy z obawy przed Żydami zamknęli się w wieczerniku. A Jezus wchodzi i przynosi im pokój. Dziś do ciebie też przychodzi Jezus i mówi „pokój ci”. To właśnie pokoju najbardziej teraz potrzebujesz. Ale tego pokoju nie znajdziesz ani w używkach, ani w rzeczach, ani nawet w nienawiści. Prawdziwy pokój znajdziesz tylko w Jezusie. Głosili to już aniołowie przy Jego narodzeniu „pokój ludziom, w których ma upodobanie” (por. Łk 2, 14), o tym mówił VII wieków wcześniej prorok Izajasz, nazywając Mesjasza „Księciem Pokoju” (por. Iz 5, 9). Powiedział to również sam Chrystus podczas ostatniej wieczerzy: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak, jak daje świat, ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się lęka!” (J 14, 27). Ten pokój to swoisty testament Jezusa, o którym przypomina uczniom kilka dni później, pokazując im swoje rany – cenę pokoju. Jezus nie wyrzuca uczniom, że zwątpili, że mieli małą wiarę. Nie szuka zemsty na nich za to, że nie poradzili sobie w chwili próby, że okazali się za słabi, że zawiedli. Przynosi im za to pokój. Pokój, który przemienia ich niepokój w radość, strach w wolność, a słabość w siłę. Rany Chrystusa są źródłem pokoju przez przebaczenie. Są one też dla nas wezwaniem, aby być narzędziami pokoju – przebaczać tym, którzy nas skrzywdzili.

Święty Jan zapisał też takie słowa: „Pokazał im ręce i bok” (J 20, 20). Przez wiele wieków myśliciele chrześcijańscy zastanawiali się, dlaczego Jezus to zrobił. Po co Zmartwychwstały zachował na swoim ciele rany? Jedni twierdzili, że dla uwiarygodnienia swojej tożsamości. Drudzy mieli inne podejście i twierdzili, że „zachował je na dzień sądu”. Jeżeli spojrzymy na różne przedstawienia Sądu Ostatecznego, to zawsze Jezus pokazuje na nich ludziom swoje przebite ręce. Nie księgi paragrafów, nie listy grzechów, nawet nie tablice z przykazaniami, tylko swoje rany. I jeśli się głębiej nad tym zastanowić, to jest w tym niezwykła intuicja, która mówi nam, że religia to relacja do Osoby, relacja do Miłości, a nie światopoglądu czy systemu nakazów i zakazów. Druga wskazówka dla nas płynąca z ran, które pokazuje nam Jezus, to pokazanie ceny naszych grzechów. Jezus nie banalizuje grzechu, ale jednocześnie wskazuje nam na właściwy motyw naszego nawracania się.

O Jezusie pokazującym uczniom swoje rany mówił w jednej ze swoich homilii św. Antoni z Padwy, który nawiązuje przy tym do tekstu Izajasza (Iz 49,14-16): „Mówił Syjon: Pan mnie opuścił, Pan o mnie zapomniał. Czy może kobieta zapomnieć o swym niemowlęciu? A nawet, gdyby ona zapomniała, Ja nie zapomnę o tobie. Oto WYPISAŁEM CIĘ NA MOICH DŁONIACH”. I dodaje św. Antoni: „żeby coś zapisać, potrzebujecie karty, atramentu i pióra. By nie zapomnieć o człowieku, Bóg zapisuje imię każdego z nas na dłoniach Chrystusa; jako atramentu używa Jego krwi; jako pióra – używa gwoździ”. Jezus pokazuje nam dłonie nie po to, by objawić nam naturę i logikę sądu, ale po to, by objawić nam swoje ciągłe miłosierdzie. Ten przekaz jest istotny dla nas nie tyle ze względu na sąd, co na takie momenty, kiedy wydaje nam się, że Bóg nas opuścił, nie przejmuje się nami, zostawił nas samych sobie w najboleśniejszych doświadczeniach. On nie jest w stanie o nas zapomnieć. Nawet gdyby chciał. Każdego z nas wyrył sobie na dłoniach, by nie zapomnieć. Imię każdego z nas pali Go na rękach. Nieustannie. A On wciąż kocha i wciąż jest Bogiem miłosiernym, chociaż my absolutnie na to miłosierdzie nie zasługujemy.

Błogosławionej niedzieli!
D.

Adres

Opolska 6
Wegry
46-023

Telefon

+48774212484

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Parafia św. Józefa Robotnika Osowiec-Węgry umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij