22/08/2026
XXI Niedziela Zwykła A
(Iz 22,19-23; Rz 11,33-36; Mt 16,13-20)
W dzisiejszej Ewangelii znajdujemy się w okolicach Cezarei Filipowej. Miasto to nie było wówczas zamieszkiwane przez Żydów, ale przez pogan greckiego pochodzenia. Jezus znajdując się w bezpiecznej odległości od tłumów żydowskich i nadzoru swoich przeciwników, pyta uczniów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”. Ewangelista Marek zanotuje, że Jezus powiedział: „Za kogo uważają Mnie ludzie?” (Mk 8, 27). Opinia publiczna okazuje się być podzielona, chociaż w pewnym aspekcie się zgadza – Jezus jest kimś niezwykłym. Jedni porównują Jezusa do Jana Chrzciciela lub Eliasza. Inni widzą w Nim Jeremiasza, ze względu na podobny sposób wyrażania się. Wszystkie opinie łączy jednak stwierdzenie, że Jezus jest prorokiem. Wtedy pada drugie pytanie: „A wy za kogo Mnie uważacie?”. Uczniowie, którzy byli świadkami władzy Jezusa nad chorobami i siłami natury, są postawieni w niezręcznej sytuacji. Wyobrażam sobie, że każdy zaczął wówczas patrzeć w jakiś kąt, podobnie jak uczniowie w szkolnych ławkach, kiedy nauczyciel pyta, kto chce rozwiązać trudne zadanie na tablicy. Ale w tym momencie odzywa się Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.
Pojęcie „mesjasz” w Starym Testamencie pojawia się stosunkowo rzadko. Dlatego też tak dziwne wydaje się, że używa go niewykształcony teologicznie rybak z Galilei. Jezus odpowiada na to wyznanie Piotra słowami: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie”. Co oznaczają te słowa? Otóż Jezus pochwala Szymona Piotra, że ten otwarł się na działanie Boga. „Nie objawiły ci tego ciało i krew” oznacza mniej więcej tyle, że nie nauczyli go tego rodzice, szkoła albo pobożne książki. To jego własne poszukiwanie Boga zaprowadziło go do tego, że usłyszał Jego głos i dzięki temu potrafił w Jezusie rozpoznać Mesjasza.
Czasami na różnych forach internetowych można dostrzec rodziców, którzy zastanawiają się, jak nauczyć własne dziecko wiary. Myślę, że dzisiejsza Ewangelia jest odpowiedzią na ich bolączki. Wiary nie da się nauczyć. Boga trzeba szukać samodzielnie, otwierając się na Jego głos. Rodzice nie są w stanie nauczyć swoich dzieci wiary, podobnie katechetka w szkole lub ksiądz z ambony. Oni mogą co najwyżej stworzyć dogodne ku temu środowisko. Objawić Jezusa może tylko „Ojciec, który jest w niebie”.
Następnie Jezus mówi Piotrowi, że to na nim staną fundamenty Kościoła, którego nie zwyciężą moce piekielne. Trzeba nam dziś słuchać (szczególnie w Kościele) tych, którzy jak Piotr są otwarci na Boży głos. W dzisiejszych czasach wielu bardzo łatwo przychodzi powoływanie się na Pismo Święte i naukę Kościoła, próbując ją dostosować do swoich przekonań i własnego stylu życia. Gdybyśmy zapytali sumienia współczesnych ludzi „za kogo uważacie Jezusa?”, zapewne usłyszelibyśmy wiele odpowiedzi: za narzędzie w szerzeniu własnych poglądów; za założyciela religii, która przynosi niektórym niezłe zyski; za kogoś, na kim można lansować swoją osobę; za postać historyczną, która nie dokonała niczego szczególnego; za kogoś, kogo już dawno w Kościele Katolickim nie ma. Żaden z tych głosów nie tworzy człowiekowi środowiska dogodnego dla rozwoju wiary w drugim człowieku, dlatego tak ważne jest słuchanie i szukanie w Kościele tego, co prawdziwe i piękne. Wielu używa dziś pięknych słów o miłości, a skutkiem ich jest niszczenie prawdziwej miłości. Mówią o szacunku do człowieka, a sami innych niszczą. Świat wynaturzył piękno Ewangelii, zmieniając znaczenie pojęć mających w niej swe źródło. Już nie chce, aby do wiary prowadził „Ojciec, który jest w niebie”, lecz „ciało i krew”. Woli się zachwycać stworzeniem niż Stworzycielem, który jest o wiele piękniejszy.
Co zatem musimy zrobić ze swoim życiem? Najważniejsze to zdetronizować w sobie swoje przekonania, uczucia i pragnienia, a w to miejsce postawić Boga. To bardzo trudne zadanie, bo wymaga pozbycia się tego wszystkiego, co wbił nam do głowy świat i niejako od podstaw szukać w swoim życiu prawdy, wsłuchując się przy tym ciągle w głos Boga. Na końcu dzisiejszej Ewangelii Jezus surowo zabrania uczniom, aby nie rozgłaszali, że On jest Mesjaszem. Uczniowie wielokrotnie mieli swoje wyobrażenia o obiecanym Mesjaszu. Myśleli, że to będzie jakiś potężny wódz, który pogoni Rzymian, który przywróci Królestwo Izraela, który uczyni z nich swoich najbliższych współpracowników. Jeszcze podczas wniebowstąpienia słychać ich nadzieje na taki obrót sytuacji. Dopiero zasłuchanie się w Boga podczas oczekiwania na zesłanie Ducha Świętego zmieniło wszystko. Wtedy runęły wyobrażenia uczniów o Jezusie i poszli, aby ogłosić światu, że On jest Mesjaszem. Nie głosili już własnych wobrażeń, ale to, w co byli zasłuchani.
Błogosławionej niedzieli!
D.