Warszawska Grupa Medytacji Chrześcijańskiej

Warszawska Grupa Medytacji Chrześcijańskiej Jesteśmy grupą osób praktykujących modlitwę określaną mianem "modlitwy serca", "modlitwy wewnętrznej" czy jak kto woli "Modlitwy Jezusowej". in. nauczał św.

Jesteśmy grupą osób różnych stanów i zawodów, którzy w praktyce medytacji niedyskursywnej odnaleźli nie tylko swoja drogę modlitwy, co swoją duchowość. Wpisuje się ona w najstarsza tradycję Kościoła, gdyż tej formy modlitwy uczyli już pierwsi Ojcowie Kościoła tacy jak Ewargiusz z Pontu czy Jan Kasjan. Utrwalona i spopularyzowana na chrześcijańskim Wschodzie, jako tzw. Modlitwa Jezusowa, w zachodni

m chrześcijaństwie przetrwała bardziej jako praktyka popularna wśród mnichów (benedyktyni, cystersi, trapiści), podczas gdy w praktyce osób świeckich na pierwsze miejsce wysunęła począwszy od XVI wieku się medytacja dyskursywna, jakiej m. Ignacy Loyola. Na nowo odkryta przez o. John’a Maina (benedyktyńskiego mnicha z opactwa Ealing w Londynie) służy dzisiaj wielu osobom na całym świecie jako jedna z podstawowych form codziennej modlitwy określanej wspólnym mianem modlitwy serca, wpisując się tym samym w kontemplacyjny wymiar chrześcijaństwa, którego celem nieustanne pogłębianie naszej relacji z Jezusem Chrystusem, naszym Panem i Zbawicielem. Jeśli chciałabyś lub chciałbyś postawić pierwsze kroki na drodze takiej formy modlitwy, lub praktykujesz ja od dawna a szukasz wspólnoty, w której odnajdziesz swoje miejsce i radość wspólnego medytowania i dzielenia się owocami tej modlitwy to zapraszamy:

Z Ewangelii według św. Jana:Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwa...
04/03/2026

Z Ewangelii według św. Jana:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni jego pan, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wy Mnie wybraliście, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili, i by owoc wasz trwał – aby Ojciec dał wam wszystko, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali” (J 15, 9-17).
***
Trwajcie w miłości mojej! – mówi dziś do nas Jezus.

I tak samo mówi do nas dzisiejszy świat: „Trwajcie w miłości mojej!”. Ale rozumie ją zupełnie inaczej – jako trwanie w przyjemnościach, pobłażaniu sobie, wybieraniu „rozwiązań”, które idą po linii najmniejszego oporu.

W tym względzie inspiracją mogą być słowa kolekty z dzisiejszego święta św. Kazimierza: „Boże, Ty dałeś wytrwanie w dobrem świętemu Kazimierzowi, żyjącemu na dworze królewskim i narażonemu na pokusy świata…”

„Trwajcie w miłości mojej!” chrześcijanie rozumieją jako wierność Przykazaniu Miłości, jako postawę służby wobec Boga i drugiego człowieka, jako szacunek do drugiego człowieka i do siebie samego.

„Miłość – jak pisał Merton daje nam zdolność rozeznania między samowolą a wolnością daną nam właśnie po to, abyśmy mogli służyć sobie nawzajem. Jeśli chcesz dowiedzieć się czy jesteś człowiekiem wolnym, to zapytaj się ile dziś zapłaciłeś za wolność?” [Zapiski współwinnego widza]

W podobnym tonie pisał Stephen Covey: „Tylko ludzie zdyscyplinowani są naprawdę wolni. Ci, którym brakuje samodyscypliny są niewolnikami nastrojów, żądz i pragnień”. Szkołą tej dyscypliny jest mi. in. codzienne, wierne siadanie do medytacji.

Sama wolność czy samo pragnienie miłości nie wystarcza. Myślimy często, że skoro jesteśmy wolni, to umiemy kochać. Tymczasem sprawdzianem tego, czy tak jest staje się dopiero codzienne życie i to, czy i ile jestem gotów zapłacić za miłość. Nic nie ma za darmo!

Podobnie jest w ekonomii zbawienia. Jezus zapłacił ogromną cenę za nasze zbawienie: cenę cierpienia, odrzucenia i śmierci. Prawdę tę kontemplujemy w czasie przeżywanego Wielkiego Postu. Jeśli chcemy być Jego uczniami nie ominie nas płacenie za wierność miłości. Na szczęście Jezus daje nam łaskę płynąca z Krzyża i Jego otwartego serca, które jest źródłem miłości, która dla nas jest duchowym wsparciem w walce o wolność, miłość i służbę w naszej codzienności. Bez tej łaski dużo trudniej byłoby nam być prawdziwie wolnymi, kochać i służyć. A to one są łaską wierności. Znakiem naszej przyjaźni z Jezusem, których owocem jest wewnętrzna radość i pokój serca. One, poza łaską są najlepszą inspiracją do walki z pokusami, do walki z chęcią odpuszczenia sobie. Takiej radości nie może nam dać świat.

To jest nasza droga do Boga. Wykuwamy ją przez wierność praktyce medytacji, która pozwala nam zanurzyć się realnie w łasce i w miłującej obecności Boga, aby z nich czerpać siłę do wytrwania na tej drodze.

Z Ewangelii według św. ŁukaszaGdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda ...
25/02/2026

Z Ewangelii według św. Łukasza

Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz (Łk 11,29-32).

Trudno nie podzielać skonfundowania Jezusa, wobec postawy tych, którzy mimo iż widzieli wiele znaków i cudów, które dokonały się za Jego sprawą, wciąż żądają kolejnego znaku. Ale Jezus przestrzega, że żaden znak nie będzie dany. Nie dlatego, że Jezus nie chce czynić znaków, ale dlatego, że rzeczonych znaków i cudów nie można oderwać od Jego nauki. Ona są jedynie jej zewnętrznym potwierdzeniem i stanowią z nią spójną całość. To tak, jakby Jezus chciał powiedzieć: „Otwórzcie się najpierw na moją naukę, która głoszę, na moją miłość a wtedy znaki nie będą dla was już tak ważne, bo moja nauka i moja miłość jest największym znakiem”.

Dzisiejsza Ewangelia nawiązuje do proroka Jonasza, który głosił nawrócenie mieszkańcom Niniwy. W porównaniu z Jezusem nie był kimś nadzwyczajnym. Był zwykłym wierzącym mężczyzną, który bardziej zaufał Bogu niż własnym odczuciom. Pamiętamy, że nawet buntował się przeciwko głoszeniu nawrócenia mieszkańcom Niniwy, ale ostatecznie zaufał Bogu. I Okazało się, że jego działanie i postawa okazały się wystarczające do nawrócenia Niniwitów.

Trawestując starą maksymę można powiedzieć: Kto chce szuka sposobu, aby się nawrócić. Kto nie chce szuka powodu, aby żyć tak, jak żył do tej pory. Gdy Bóg udziela nam łaski nawrócenia, przemiany życia, to wielką pokusą staje się skupić na samej łasce, a nie na tym, do czego ona ma nas poprowadzić: do przemiany życia, do nawrócenia, do postawienia Boga na pierwszym miejscu. Aby to pierwsze miejsce Bogu zagwarantować trzeba zrezygnować ze skupiania się na nadzwyczajnych łaskach, trzeba zamilknąć. A kiedy paradoksalnie milkniemy i idziemy za udzieloną nam łaską (tak jak czynimy to w praktyce medytacji), wtedy Bóg może w końcu swobodnie przemawiać przez nas. Potrzeba tylko pokory.

Nasuwa się tu pewne porównanie: Są osoby, które jeżdżą na różne rekolekcje, zjazdy medytacyjne aby doznać szczególnych łask i czasem się dzieje, bo każda okazja do medytowania we wspólnocie i do posłuchania dobrych konferencji jest łaską. Czasem jednak może być tak, że jadąc na „rekolekcje” medytacyjne myślimy głównie o tym, co może wydarzyć się tu w czasie weekendu czy tygodnia medytacyjnego. Rzadziej myślimy o tym, że to, co najważniejsze dla tej drogi medytacji, która podążamy jest łaska wierności tej praktyce w codzienności. I to wtedy dzieją się rzeczy najważniejsze. Gdyby ktoś jeździł na odosobnienia medytacyjne nawet raz w miesiącu a nie podejmowałby wiernie tej praktyki każdego dnia daleko na tej drodze nie zajdzie. Wszelkie zjazdy medytacyjne i odosobnienia maja sens jedynie wówczas, gdy znajdują przełożenie na regularną, osobistą praktykę medytacji i ją pogłębiają i wzmacniają. I dopiero takie podejście może przełożyć się na zmianę postaw w naszej codzienności.

Słowa Ewangelii według Świętego MateuszaJezus powiedział do swoich uczniów:«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych n...
18/02/2026

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie.

Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie». (Mt 6, 1-6. 16-18)

Oto słowo Boże.

Na mocy chrztu świętego staliśmy się członkami wspólnoty Kościoła. Wspólnoty, której jednym z celów jest iść nieustannie droga nawrócenia, drogą przemiany i do tego celu będzie chciała pociągać wszystkich członków tej wspólnoty, dając im konkretne narzędzia realizacji tego celu.

Z pozoru post, modlitwa i jałmużna wydają się być zewnętrznymi środkami, ale każdy, kto doświadczył ich skuteczności, wie że maja moc – o ile będą potraktowane na serio - prowadzić do wewnętrznej przemiany; do radykalnej wewnętrznej odnowy zwanej nawróceniem.

Jesteśmy dziś zaproszeni, ale też uzdolnienie przez działająca w nas łaskę do tego, aby podjąć post – to znaczy postawić granice swej zmysłowości.

Dalej jesteśmy dziś zaproszeni, ale też uzdolnieni przez działającego w nas Ducha do tego, aby podjąć podjąć modlitwę – wejść do izdebki swego serca i odnowić oraz pogłębić intymną więź z Bogiem.

Jesteś wreszcie zaproszeni do jałmużny – spojrzenia poza czubek własnego nosa, do dostrzeżenia potrzebujących bliźnich, tak aby sprawdzić czy i jak działa nasza miłość.

Te dzisiejsze propozycje stawiają nam retoryczne pytanie: Jak żyjesz? Jak kochasz? Jak wierzysz? Jak odnosisz się do drugiego człowieka? Jak traktujesz siebie? Słowem: jakim jesteś człowiekiem?

Nie można wejść na drogę nawrócenia, nie stawiając sobie tych pytań.

I wreszcie pytanie najważniejsze: Czy chcesz to wszystko robić jeszcze lepiej? Nie dlatego, żeby karmić swoją próżność i nie dlatego, żeby się ludziom pokazać, ale własnej dlatego, żeby lepiej i głębiej żyć i aby się Bogu podobać, który widzi w ukryciu.

„Post, modlitwa i jałmużna – jak pisał Thomas Merton – to nie tylko zestaw nakazów czy zakazów, ale to prawdziwa droga ku wolności serca.” [Przetrwanie czy proroctwo? Listy Thomasa Mertona i Jeana Leclercqa]

Nie szukajmy zatem idealnego komentarza do dzisiejszej Ewangelii. Raczej pytajmy samych siebie: Jakim komentarzem do Ewangelii jest nasze życie?

Z Ewangelii według św. MarkaPotem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiej...
11/02/2026

Z Ewangelii według św. Marka

Potem przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: Słuchajcie Mnie, wszyscy, i zrozumiejcie! Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha! Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste. I mówił dalej: Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym (Mk 7,14-23).

„Nie idź za głosem swego serca – kieruj swoim sercem!”. Kiedyś te słowa usłyszałem w rozmowie, która towarzyszyła rekolekcjom, w których brałem udział i bardzo mnie poruszyły. Wydają się takie piękne.

A dziś Jezus mówi o tym, że „z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże…”

Jak często słyszymy wokół nas, a szczególnie w mediach: podążaj drogą serca. Ale czy to wystarczy? Nie! Dobro – jak dobitnie mówi o tym dziś Jezus – m nie koniecznie rodzi się w sercu. Dobro wymaga rozwagi, wymaga rozeznania i zastanowienia się, gdyż zły duch potrafi przychodzić pod postacią ducha światłości. Nie wystarczy więc samo: „Podążaj drogą serca”. Brzmi pięknie, ale jest jeszcze potrzebny rozum. I Jezus mówi o tym wyraźnie, gdy potwierdza przykazanie miłości: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem” (por. Łk 10, 27). Serce nie wystarczy! Jest ono „zdradliwsze niż wszystko inne i niepoprawne – któż je zgłębi?” – przypomina prorok Jeremiasz (por. Jr 17, 9). O dwuznaczności serca przypomina też Psalmista: „Nieprawość mówi do bezbożnika w głębi jego serca” (por. Psalm 36, 2).

Co więc robić? Wyrzec się serca i jego poruszeń? Nie! Rozeznawać je i wybierać te, które prowadzą do dobra (czytaj: miłości, bo miłość kieruje się dobrem) a w przypadku chrześcijanina także do zbawienia, bo samo dobro jeszcze nie wystarczy. Czasem nawet te wybory, które choć pozornie wydają się dobre mogą nas oddalać od perspektywy życia wiecznego – i te z perspektywy chrześcijańskiej należałoby odrzucić.

Zatem droga, która proponuje Jezus, to nasłuchiwać poruszeń serca (i medytacja jest w tej kwestii niezawodnym narzędziem), ale też rozeznawać je w świetle Słowa Bożego, poddając pod głos rozumu i iść za tymi, które w sumieniu uznamy za dobre. Pomocą w tym procesie rozeznawania są również przykazania.

A zatem automatyczne pójście za głosem serca jest niechrześcijańskie i nie-ewangeliczne, choć z perspektywy ludzkiej wydaje się takie piękne.

W życiu duchowym – jak pisze o tym o. Franz Jalics – potrzebne nam jest porządkowanie nieuporządkowanych poruszeń. To nic innego jak wychowywanie swego serca, jak branie odpowiedzialności za swoje życie, za swoje konkretne czyny. Miłość to nie tylko spontaniczny odruch – miłość to konkretny wybór. Miłość to zamiar, decyzja i czyn zgodne z wolą Bożą. A serce może się przeciw temu często buntować. I ma do tego prawo, ale my mamy prawo i obowiązek je wychowywać i nim kierować. Warto nie zapomnieć o tym przy okazji zbliżających się Walentynek i poprzedzającego je Dnia Miłości do Samego Siebie.

Z Ewangelii według św. MarkaJezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadsze...
04/02/2026

Z Ewangelii według św. Marka
Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy zaś nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd to u Niego? I co to za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce! Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał (Mk 6, 1-6).

* * *
Uderzający jest kontrast między postawą ufności i wielkiej wiary, jaką reprezentowali bohaterowie wczorajszej Ewangelii (przełożony synagogi i poganka, mieszkanka Cezarei) a niedowiarstwem mieszkańców Nazaretu, o których opowiada dzisiejsza Ewangelia.
Niedowiarstwo powszechnie kojarzymy z brakiem. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że bywa odwrotnie. Jezus pragnie nauczać, pragnie uzdrawiać w swoim rodzinnym mieście, ale spotyka się z ogromną ilością wątpliwości, pytań i już gotowych stwierdzeń na swój temat.

Thomas Merton pisał kiedyś, że „Brak wiary może być wynikiem bycia wypełnionym wewnętrznie: w swoim sercu, w umyśle, a nawet zmysłowo różnymi rzeczami: nastawieniami, oczekiwaniami, wiedzą, przyjemnościami, komentowaniem wszystkiego i wszystkich wokół.” [O odnowie życia zakonnego. Niepublikowane listy Thomasa Mertona]

Ogromnym niebezpieczeństwem w doświadczeniu duchowym jest pomylenie wiary z wiedzą. Wiara, to przede wszystkim zgoda n tajemnicę, na to, że Bóg nas będzie ciągle zaskakiwał. W przypadku mieszańców Nazaretu oni „wiedzą”, więc czym może ich jeszcze zaskoczyć Jezus? O tym niebezpieczeństwie mówił swego czasu kard. Ratzinger, wspominając swoje środowisko teologów z Ratyzbony, wśród których – często wybitnych – wielu skończyło jako niewierzący, bo byli przekonani po latach studiów, że wiedzą o Panu Bogu więcej niż On sam o sobie.

Dzisiaj taka postawa k**i nas nie tylko w doświadczeniu wiary: nie lubimy „nie wiedzieć”. Nie lubimy być „nie doinformowani”.

Chcemy wiedzieć wszystko! Idziemy do lekarza i już na dzień dobry wiemy, co nam dolega i jaką terapię powinien zastosować. Dzięki powszechnemu dostępowi do informacji (niestety często nieprawdziwych) znamy się na wszystkim, wszystko wiemy, jesteśmy ekspertami w każdej dziedzinie. Jak więc w takiej sytuacji Jezus może przyjść do nas? Jak może nas czymś zaskoczyć?

Wiara wymaga pewnego rodzaju „pustki”. Jej fundamentem jest pokora i postawa wyrażona przez Sokratesa: „Wiem, że nic nie wiem”. To one tworzą w nas miejsce na tajemnicę, na wyczekiwanie na Jezusa, na głód Boga. I oby w takiej postawie utwierdzała nas nasza praktyka medytacji. Oby budowała w nas przestrzeń pustki, zgody na niewiedzę, którą Jezus będzie mógł wypełnić swoim Słowem i łaską.

Z Ewangelii według św. MarkaJezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlat...
28/01/2026

Z Ewangelii według św. Marka

Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej /pozostając/ na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce: Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny. I dodał: Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha (…) (Mk 4,1-20).

Jezus mówi dziś o tym, w jaki sposób przyjmujemy lub nie Jego słowo czyli Jego samego, gdyż to On jest Słowem, o czym przypomina św. Jan w Prologu do swojej Ewangelii. A z całą pewnością jest to ważny aspekt dla medytacji, w której popieramy się właśnie na słowie i która bez słowa nie istnieje.

„jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je”. W tym obrazie Jezus wskazuje na słowo, które pada w taki obszar naszego serca, które jest dostępne dla wszystkich – niczym polna droga. Można porównać to do powierzchownego przyjmowania słowa. A ponieważ żyjemy dziś w epoce informacyjnego przebodźcowania, to te bodźce są jak wspomniane ptaki, które nie pozwalają słowu w nas zagnieździć się i działać.

„Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo nie było głęboko w glebie. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło”. Przyjmowanie Słowa i jego oddziaływanie na nas jest procesem. Nie dokonuje się gwałtownie (choć oczywiście są takie chwile, gdzie usłyszane słowo może stać się motywacją do konkretnego działanie, jak u św. Antoniego, którego niedawno wspominaliśmy). Dziś niestety żyjemy w epoce, w której oczekujemy natychmiastowych owoców. Łykamy lekarstwo i oczekujemy natychmiastowego rezultatu. mamy jakąś zachciankę i chcielibyśmy ją natychmiast zrealizować… Ale słowa nie można traktować w taki sposób (które Metron określał mianem „przedmiotowego traktowania słowa Bożego”) – ono potrzebuje czasu, by mogło się w nas zakorzenić, wzrosnąć i przynieść owoce. Dlatego medytacja nie jest formą praktyki dla ludzi niecierpliwych.

„Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu”. Takimi cierniami w sercu mogą być: zbytnie troski; skupienie na sobie; zbyt duże zainteresowanie na tym, żeby mieć niż żeby być; lęki, które w sobie nosimy… – wtedy Słowu trudno się przez nie przebić i znaleźć dla siebie miejsce w nas.

„Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”. Plon jest owocem współpracy człowieka z łaską Bożą. I tym jest medytacja – współpracą z łaską, na którą się otwieramy i która w nas działa. W medytacji Bóg daje nam łaskę Słowa, łaskę zasłuchania w to Słowo i łaskę, aby Królestwo Boże dziś było w nas. Cała reszta w naszym życiu jest (albo nie jest!) owocem tego Królestwa, któremu pozwalamy (albo nie pozwalamy!) się rodzić i dojrzewać w naszych sercach.

Jak przypomina o tym Merton w książce p. t. „Medytacja” (w przededniu jego urodzin wypada o nim wspomnieć): Słowo możemy przyjąć tylko w najbardziej osobistym miejscu naszego serca. Musimy przed Nim otworzyć sanktuarium naszego wnętrza. Nie możemy mu dać tego, co dajemy wszystkim: naszej powierzchowności!

Z Ewangelii według św. MarkaW dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śle...
21/01/2026

Z Ewangelii według św. Marka

W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschniętą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka z uschłą ręką: „Podnieś się na środek!” A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić?”. Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy na nich dokoła z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serc, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę!” Wyciągnął, i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz się naradzali przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić (Mk 3, 1-6).

Podoba mi się interpretacja tej sceny podkreślająca stanowczość działania Jezusa.

Tymczasem my często doświadczamy zniechęcenia w sytuacji bycia posądzonym o złe zamiary, łatwo odstępując od realizacji dobrych zamiarów tylko dlatego, że znaleźliśmy się w podobnej sytuacji jak Jezus dziś.

Tymczasem Jezus nie ustępuje. Zadaje bardzo konkretne pytanie: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego czy coś złego? Życie uratować czy zabić?”.

Niestety nie otrzymuje żadnej odpowiedzi. Bo jednym z oblicz wrogości czy niechęci często jest milczenie. W takim wypadku raniące.

Kiedy wychodzimy z jakąś propozycją, inicjatywą, czy wyciągamy do kogoś rękę i spotykamy się z… milczeniem, wówczas można poczuć się zniechęconym. Tymczasem Jezus się nie poddaje! On nigdy się nie poddaje! Przyszedł aby działać. I takiej postawy chce nas uczyć.

I jeszcze jedno: emocje. Jezus nie udaje swoich emocji. Jest autentyczny w ich pokazywaniu: zarówno gniewu, smutku, jak też wzruszenia czy radości. Kiedyś słynny polski psychiatra prof. Antoni Kempiński mówił, że emocje to energia życia. Pomagają, albo przeszkadzają nam działać. nam działać. To druga wskazówka, którą Jezus ma dziś dla nas: nie bójmy się emocji, również takich jak gniew, czy smutek. Same w sobie nie są złe. Nie ma złych uczuć. Złe może być jedynie to, co z nimi zrobisz. Uczucia to energia życia! Podobnie tłumaczy to ks. Krzysztof Grzywocz: ”Uczucia=emotion. Motion to ruch, a „e” oznacza energię”. W książce wydanej po jego zaginięciu pt. „W duchu i przyjaźni” podaje taki przykład: Jeśli wyobrazimy sobie emocje jako psa na podwórzu, to okazuje się, że gdy będzie nadchodził złodziej wtedy pies będzie szczekał. Będzie czuł to, czego my nie widzimy, bo ma lepsze zmysły. A my nie widząc złodzieja podchodzimy do psa i go kopiemy: „Po co szczekasz? Bądź cicho!”. Tak tłumimy swoje emocje. A co potem? A potem, gdy znów przyjdzie złodziej pies będzie się do niego łasił, a nas pogryzie.

Niech praktyka medytacji pozwala nam odkrywać nasze emocje, także te stłumione, „niekochane”, abyśmy z Jezusem, który nam w medytacji towarzyszy, uczyli się przyjmować swoje emocje i dobrze się z nimi obchodzić dla dobra naszego i naszych bliźnich, pamiętając, że są one także darem od Boga.

Z Ewangelii według św. MarkaPo wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa...
14/01/2026

Z Ewangelii według św. Marka
Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę, a opuściła ją gorączka. I usługiwała im. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto zebrało się u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ Go znały. Nad ranem, kiedy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”. Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo po to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy (Mk 1, 29-39).
* * *

Od ostatniej niedzieli Chrztu Pańskiego towarzyszymy za sprawą Ewangelisty Marka początkom publicznej działalności Jezusa. Można powiedzieć, że dzisiaj Ewangelista opisał nam jeden dzień z życia Jezusa. To nie jest spontan – jak powiedziała by dzisiaj młodzież. To jest uporządkowany rytm. Jest czas na pracę: nauczanie, posługę uzdrawiania. Jest czas na sen. Jest czas na modlitwę. Dawniej mnisi dzielili dobę na trzy części: 8 godzin pracy, 8 godzin modlitwy, 8 godzin snu.

Pamiętam spotkanie, które miało miejsce na początku lat 90-tych w seminarium w Warszawie ze św. Matką Teresą z Kalkuty. Jeden z alumnów zapytał kiedyś: „Proszę Matki, jak mam wprowadzić harmonię do mojego rozbieganego życia?” Na co święta miała odpowiedzieć pytaniem: „A modli się ksiądz sześć godzin dziennie? Proszę zacząć od tego a resztę zostawić Panu Bogu.” Przypomina się tu słynne zdanie św. Augustyna: „Jeśli Bóg będzie na pierwszym miejscu, wszystko inne będzie na właściwym.” Pod tym względem święci jak widać są zgodni.

Św. Ignacy Loyola zwykł mawiać, że jeśli szatan chce zaburzyć nasze życie zacznie od modlitwy. Jeśli uda mu się sprawić, że zabraknie nam czasu na modlitwę z resztą spraw pójdzie mu łatwo. „Modlitwa i sakramenty są niczym mór obronny, który chroni nasze życie. Nie pozwólmy, żeby popękał.”

Medytacja jest jak nieustanne wzmacnianie tego duchowego muru obronnego, który budujemy wokół naszego serca, utrudniając złemu duchowi dostęp do niego.

Św. Marek pisze dzisiaj o wizycie Jezusa w domu Piotra. Jezus podszedł do teściowej Piotra, która trawiła jakaś słabość i podniósł ją, ująwszy za rękę. Każdy z nas doświadcza różnych słabości. Gdy siadamy do medytacji wchodzimy w jej przestrzeń takimi, jakimi jesteśmy. Za każdym razem, gdy medytujemy Jezus podchodzi do nas, przez moc słowa, które nam w tej praktyce towarzyszy ujmuje nas za rękę, wzmacnia, podnosi (nie tylko na duchu, ale i faktycznie, kiedy wstajemy od medytacji by wrócić do życia umocnienie Jego łaską).

Jako chrześcijanie właśnie z tych spotkań z Jezusem czerpiemy energię by pracować, by służyć innym, by pięknie żyć naśladując Jezusa? Dzięki życiu w jedności z Jezusem nie jedziemy na spontanie, ale pozwalamy, aby On porządkował nasze życie.

Słowa Ewangelii według Świętego MateuszaGdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jed...
07/01/2026

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza
Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu ziem Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: «Ziemia Zabulona i ziemia Neftalego, na drodze ku morzu, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci wzeszło światło».
Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: «Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie». I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.
A wieść o Nim rozeszła się po całej Syrii. Przynoszono więc do Niego wszystkich cierpiących, których nękały rozmaite choroby i dolegliwości: opętanych, epileptyków i paralityków. A on ich uzdrawiał. I szły za Nim liczne tłumy z Galilei i z Dekapolu, z Jerozolimy, z Judei i z Zajordania. (Mt 4, 12-17. 23-25)

Nowy rok zaczynamy zazwyczaj z wieloma oczekiwaniami. Czasami bardzo wielkimi. Chcemy, aby coś się zmieniło w naszej pracy, relacjach, w stanie zdrowie, słowem - życiu. Może liczymy też na jakieś zmiany w życiu duchowym: może uda nam się więcej czasu przeznaczyć na modlitwę/medytację. Za tymi oczekiwaniami kryje się nasze myślenie: wydaje nam się, że wiemy, co dla nas lepsze. Dlatego warto też dla naszych planów pozyskać Bożą przychylność, żeby pomógł na je zrealizować, gdy o to poprosimy.

Za takim sposobem myślenia stoi jakiś rodzaj wątpliwości, jakoby Bóg nie dawał nam tego, co dla nas najlepsze. A my powinniśmy Go do tego przekonać. Zmienić nieco Jego nastawienie… Problem w tym, że to nie Bóg potrzebuje zmiany nastawienia. Bo Jego nastawienie zawsze jest najlepsze, bo jest zawsze podyktowane miłością. Zmiana ma się dokonać nie w Bogu a w nas. I narzędziem tej zmiany jest między innymi modlitwa, medytacja, wsłuchiwanie się w słowo….

O tej potrzebie zmiany mówi dzisiejsza Ewangelia: Jezus wzywa do nawrócenia. Określa je greckie słowo „metanoia”, które składa się z dwóch słówek: „meta” – co znaczy „iść poza”, „iść wyżej niż” oraz „noia” pochodzi od nous i znaczy „świadomość”. Metanoia znaczy więc „iść dalej niż zwyczajny stan umysłu” albo „wyjść poza ja zorientowane na ego”, być „zorientowanym ku Bogu”, lub „urzeczywistnionym w Bogu”.

Ta zmiana dokonuje się właśnie na modlitwie, gdy przestajemy prosić Boga o cokolwiek a pozwalamy Bogu, aby zmieniał nas samych: przez moc działającej w modlitwie łaski. Dlatego w tym procesie nawrócenia tak ważnym doświadczeniem jest praktyka medytacji, w której zmieniamy nastawienie: z roszczeniowego na otwartość na zmianę, której Bóg pragnie dokonać w naszych sercach mocą słowa i działającej w nim łaski, którym się z pokorą i w milczeniu poddajemy.

Bo jeśli wierzymy, że Bóg jest źródłem wszelkiego dobra: zdrowia, pokoju serca, dobrych relacji z innymi, wytrwałości w trudnościach, cierpliwości itd. to możemy powierzyć się Jemu wierząc, że On widzi całościowo nasze życie i wystarczy w nim powierzyć się Jego prowadzeniu. Nic więcej!

Z takim nastawieniem tez łatwiej nam zgadzać się na nasze życie i na to, co ono ze sobą przynosi. Nawet, jeśli w danej chwili spada na nas ból i cierpienie, czy inne trudne doświadczenie, to jednak ostatecznie ma ono doprowadzić nas do przemiany serca. Z serca kamiennego – czyli skupionego na własnej wygodzie i komforcie, do serca z ciała – czułego, serdecznego, i żywego – zdolnego do tego, aby kochać Boga, bliźniego i siebie samego.

Niech codzienna praktyka medytacji uczy nas ufności w Boże prowadzenie i wiary w to, że to, czym Bóg nas obdarza lub co dopuszcza w naszym życiu ostatecznie będzie dla naszego dobra.

Adres

Ulica Łazienkowska 14
Warsaw
00-449

Telefon

+48607223512

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Warszawska Grupa Medytacji Chrześcijańskiej umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Warszawska Grupa Medytacji Chrześcijańskiej:

Udostępnij