11/08/2026
„Pewnego poranka latem 1983 r., przyszło do naszej chatki w Dębkach nad morzem dwóch młodych, opalonych ludzi w samych dżinsach, jeden z nich miał na szyi medalik. Ten z medalikiem spytał o mnie i przedstawił się: Jestem Popiełuszko. Szukałem pana. Słyszałem już wiele o żoliborskich Mszach za Ojczyznę, ale nigdy na nich nie byłem. Młody, a już słynny ksiądz zaproponował, bym poprowadził u niego, w parafii św. Stanisława Kostki,
w dolnym kościele, uniwersytet parafialny, żebym obmyślił program, dobrał wykładowców i prowadzących zajęcia, a on (po kilkunastu minutach po prostu - Jurek; skoro mieliśmy współpracować, przeszliśmy od razu na ty) dobierze słuchaczy, robotników, majstrów, inżynierów i innych inteligentów. Bo trzeba się uczyć, wielu rzeczy nie umiemy, nie wiemy, jesteśmy nieprzygotowani, jakby przyszło
co do czego, do jakichś rozmów, to nie będziemy dla nich żadnymi partnerami. Dobrał słuchaczy bezbłędnie, nie było wśród nich żadnego ucha. Zajęcia rozpoczynał wspólną modlitwą. On nie musiał zdobywać ludzi. Lgnęli do niego sami. Miał w sobie naturalne ciepło i promienne iście dobro - co nie przeszkadzało, że kiedy wygłaszał swoje homilie, z każdym słowem (nigdy żadnego krzyku, żadnej histerii w głosie) wręcz jakby rósł, potężniał, a kościół i wszystko wokół zdawało się unosić ku górze, rozszerzać…”
Stefan Bratkowski
Jeżeli podoba Ci się nasza działalność i chcesz nas wspomóc, zachęcamy do dołączenia do grona patronów. Link w komentarzu ❤️