31/05/2015
Ten dzień pozostanie w mojej pamięci i sercu do końca życia. Usłyszeć głos Boga w swoim sercu to szczególna chwila, którą przeżywają nieliczni. Niektórzy mogą pokiwać tylko głową albo popukać palcem w głowę i zapytać: Czy jest to możliwe? Tak, jest możliwe... Ja do tej pory nazywam swoje powołanie „powołaniem na wzór Św. Pawła Apostoła”.
Co zatem wydarzyło się wcześniej?
Jak każdy młody człowiek pragnąłem życia. Po Pierwszej Komunii Świętej słyszałem od dorosłych, że będę chyba księdzem, bo znałem na pamięć całą Mszę Świętą i recytowałem z pamięci kiedy kto mnie o to poprosił.
Czas dojrzewania jednak zrobił swoje. Największym moim pragnieniem było mieć rodzinę: żonę i trójkę dzieci, mały domek z kominkiem, w którym będzie można poczuć atmosferę rodzinną. Z drugiej strony będąc ministrantem od swojego ks. Proboszcza wciąż słyszałem: „Ty to będziesz księdzem!!!”, a ja dla przekory odpowiadałem Proboszczowi, że zaproszę Go na swój ślub. Gdzieś w sercu pojawiała się myśl o powołaniu, ale szybko była tłumiona, bo jak tu nie być takim jak moi rówieśnicy?
W sercu swoim czułem, że inne wartości są dla mnie ważniejsze niż te, którymi żyli koledzy czy koleżanki. Wciąż pojawiało się pragnienie wyrażone w pytaniu: jak tu nie spróbować życia? I tak rozpoczęły się dwa „czarne” lata kiedy odsunąłem się od Boga i Kościoła.
Bóg jednak nie rezygnuje z tych, których wybrał. Przed Bogiem nie można uciekać. Zawsze znajdzie stosowną chwilę w której upomni się o swoje.
Ten dzień pozostanie w mojej pamięci i sercu do końca życia: 2 kwietnia 1995 roku, kiedy przegrałem z Bogiem mimo dwugodzinnej walki wewnętrznej, kiedy na koniec można było tylko wypowiedzieć słowa, których nie znałem wcześniej: Oto jestem Panie, poślij mnie, gdzie tylko zechcesz!!! Jak w powołaniu Św. Pawła Apostoła Bóg stanął i powiedział „dość”. Od dziś pójdziesz inną drogą!!!
Współczesny, młody człowiek również pragnie zakosztować życia. Nie wyobraża siebie bez własnej rodziny. Bardzo mocno uzależniony jest od swoich rówieśników, którzy kształtują jego życie, którzy często prowadzą drogą, która nie jest jego. A Bóg cierpliwie czeka... A w swoim czasie upomni się o swoje, o tych, których wybrał, aby byli Jego kapłanami. Nie lękaj się jeżeli tylko słyszysz głos Boga. Zaufaj Bogu. To On zaprasza i daje siły do wytrwania.
Ten dzień pozostanie w mojej pamięci i sercu do końca życia: 2 kwietnia 1995 roku. Choć już tak odległy to jakby miał miejsce wczoraj. Tu sprawdza się zasada: U Pana Boga jeden dzień jest jak tysiąc lat, a tysiąc lat jak jeden dzień.
Do spotkania na kapłańskiej drodze.