Wspólnota Chrześcijan w Polsce

Wspólnota Chrześcijan w Polsce Wspólnota Chrześcijan - Ruch Odnowy Religijnej

„Czyż nie mam pić z kielicha?” – Ugodzony cierpieniemW każdej aptece można je dostać, często bez recepty: środki przeciw...
24/03/2026

„Czyż nie mam pić z kielicha?” – Ugodzony cierpieniem

W każdej aptece można je dostać, często bez recepty: środki przeciwbólowe. Leki, które uśmierzają moje odczuwanie bólu, tak że nie muszę już dłużej cierpieć z jego powodu. A te lepsze z nich zwalczają zarazem także przyczynę bólu. Bo przecież: ból nie musi istnieć! Jest on pełen cierpienia. I w niezwykłym stopniu obniża jakość mojego życia. Cierpieniu należy zapobiegać albo przynajmniej w możliwie największym stopniu je łagodzić. Człowieka, który świadomie poszukuje cierpienia i bólu, aby w nich się zatracić czy pogrążyć, uznajemy za chorego. Tego, kto nie pomógłby cierpiącym – za bezdusznego.

Dlaczego więc obchodzimy Pasję jako czas świąteczny? Dlaczego od stuleci pobożne, głębokie dusze starają się przeżywać w swoim wnętrzu Pasję Chrystusa w wydarzeniach Wielkiego Tygodnia?

Pasja znaczy cierpienie. Gdzie więc w cierpieniu znajduje się charakter święta? Co sprawia, że Wielki Tydzień staje się „wielkim, świętym tygodniem”?

Aby zrozumieć mowę tego „cichego tygodnia”, potrzebujemy ciszy we własnym wnętrzu. Wszelkie: „Jak oni mogli?! Czyż nie mogli tego zobaczyć?!”, wszelkie przerażenie okrucieństwami, do jakich my, ludzie, jesteśmy zdolni, także wszelkie próby wyjaśniania: „Musiało się to przecież tak wydarzyć, aby…” – to wszystko jest jeszcze naszą własną mową. Nie jest to mowa, którą przemawia sama Pasja. „Myślisz nie o tym, co Boże, lecz o tym, co ludzkie” (Mt 16,23) – mówi Pan do Piotra, gdy ten przerażony zapowiedzią cierpienia Jezusa woła: „Panie, niech Cię to nigdy nie spotka!” (Mt 16,22). Piotr, który potem w Getsemani jeszcze z mieczem w ręku próbuje powstrzymać to, przeciw czemu wszystko w nim się buntuje. Jak bardzo potrafimy współodczuwać z Piotrem, gdy walczy on przeciw temu niewysłowionemu cierpieniu.

„Czyż nie mam pić kielicha, który daje mi Ojciec?” (J 18,11) – pyta Chrystus w tej chwili i uzdrawia zranionego sługę w prawe ucho. Nie tylko bezwarunkowe przyjęcie cierpienia może nas wstrząsnąć, lecz także to, że to sam Ojciec niebieski przygotowuje i podaje Synowi Człowieczemu ów kielich cierpienia. Krok za krokiem musi on zostać opróżniony – teraz, wraz z pojmaniem, aż do dna.

Jednak Pasja Chrystusa rozpoczęła się już znacznie wcześniej. Cierpi On z powodu zatwardziałości serc, z powodu ślepoty i głuchoty dusz swoich ludzkich braci. W każdym spotkaniu z człowiekiem odczuwa rany zniszczonego, zniekształconego obrazu człowieka.

Ale także ziemskie życie Syna Bożego jest tylko jednym stopniem na jego długiej drodze pasyjnej. W Liście apostoła Pawła do Filipian czytamy w drugim rozdziale, że Chrystus od prapoczątku był istotą o boskiej postaci i mocy. Nie zatrzymał jednak tej boskiej postaci dla siebie, lecz złożył ją w ofierze. Stopień po stopniu. Na długo zanim stał się człowiekiem na ziemi. Jako obejmująca cały kosmos istota stwórcza coraz bardziej się skupiał, coraz bardziej się ograniczał, przyjmując ciało.

„Zanim istota Chrystusowa uczyniła Słońce swoim ciałem, miała jeszcze zupełnie inne ciało – mianowicie całe rozległe gwiaździste uniwersum. Nie ma w ogóle żadnej gwiazdy, która nie byłaby najpierw klejnotem na płaszczu ciała duszy tej istoty.”
(Friedrich Benesch, Die Passion Christi, s. 14)

To cierpienie, to bolesne skupianie się i kurczenie, prowadzi ku Wielkiemu Tygodniowi i ukazuje się w jego poszczególnych wydarzeniach w formie zagęszczonej i skupionej. A we wszystkim tym wciąż możemy słyszeć niewypowiedziane pytanie: „Czyż nie mam pić z kielicha?”

W Getsemani było ono skierowane do Piotra – do człowieka buntującego się przeciw cierpieniu. A wcześniej? – A później? Także tam pytanie to zwraca się do tej mocy w człowieku, która powstaje przeciw cierpieniu. Wtedy jak i dziś. Niezależnie od tego, czy ta moc przejawia się w ekstatycznym uniesieniu, w które tak łatwo popadamy, gdy jakieś wydarzenie zdaje się nosić znamiona niewytłumaczalności, cudowności, a nawet nadzmysłowości. Czy też wtedy, gdy na drogach wewnętrznego ćwiczenia staramy się ostatecznie pozostawić za sobą ciężary ziemskiego istnienia – wyzwoleni, wyniesieni ponad ziemskie cierpienie i napełnieni wewnętrzną błogością.

Tam jednak, gdzie Syn Człowieczy ukazuje się w sanktuarium naszego wnętrza, wszystko to, co chce stworzyć pozorne bezpieczeństwa przy pomocy zewnętrznych środków, musi najpierw wzburzyć się w nas wobec Jego przyjęcia cierpienia. I często dzieje się wtedy tak, że jeśli już nie potrafimy prowadzić rozmowy z tym cichym, wytrwałym pytającym w naszym wnętrzu, próbujemy go obalić lub zagadać.

„Czyż nie mam pić z kielicha?” – wtedy w nas pochyla się to, co stało się już zdolne do cierpienia, i uświęca gorzką drogę wyrzeczenia i obumierania.

A Judasz? – Być może było to tylko spojrzenie, którym Pan zadał mu to pytanie. To spojrzenie spoczywa na nas za każdym razem, gdy do naszej gotowości ofiary chce domieszać się coś innego niż czyste, pełne miłości oddanie.

Lecz dopiero na krzyżu kielich zostaje rzeczywiście opróżniony aż do dna. Gdy dochodzimy do kresu własnych możliwości, możemy jeszcze zawsze przyjąć tę naszą bezsilność. W całkowitej rezygnacji z wszelkiego samowolnego działania może objawić się dopiero najpotężniejsza siła oddania. Wtedy nasze cierpienie nie jest już tylko wysiłkiem, lecz w samym przeżywaniu bólu ulega przemianie. Pośród bezsilności śmierci rozbłyska nowe, całkiem inne życie.

W obrazach Apokalipsy wszystkie doświadczenia cierpienia prowadzą ostatecznie do pojawienia się złotego miasta Jeruzalem. Do miasta otoczonego murami może wejść tylko ten, kto znajdzie dostęp przez jedną z dwunastu bram z pereł. Przez perłę – przez całkowicie przemieniony, lecz do końca przecierpiany ból – wchodzimy do królestwa życia Zmartwychwstałego. Ilekroć cierpimy pod ciężarem naszego losu, zostajemy uznani za godnych, by wejść w Pasję Jezusa Chrystusa.

Może nie widzimy w tym powodu do świętowania. Charakter święta nie powstaje jednak z naszego osobistego dobrostanu, lecz z uroczystego objawienia i współprzeżywania tego, co Boskie, w rytmie roku. Archetypiczne wydarzenia Wielkiego Tygodnia mogą nam w tym pomóc. Opowiadają bowiem o cierpiącym człowieku – opowiadają o nas samych. I opowiadają o Tym, który pośród cierpienia wciąż na nowo pyta: „Czyż nie mam pić z kielicha?”

Być może zaczynamy wtedy powoli przeczuwać, że jest to „napój zdrowia”, który Ojciec nam podaje. I uczymy się mówić wraz z Novalisem:

W śmierci objawiło się życie wieczne.
Ty jesteś śmiercią – i dopiero czynisz nas zdrowymi.

Barbara Wagler

Obraz: Odilon Redon, Chrystus na krzyżu

Opracowanie: Anna Kruczek

Trzeci tydzień PasjiCzytanie: Jan 8,1-12Jezus udał się na Wzgórze Drzew Oliwnych,  a o świcie znowu zszedł do świątyni i...
22/03/2026

Trzeci tydzień Pasji

Czytanie: Jan 8,1-12

Jezus udał się na Wzgórze Drzew Oliwnych, a o świcie znowu zszedł do świątyni i cały lud zaczął się zbierać przy Nim. On zaś usiadł i uczył ich.

Wtedy uczeni w piśmie i faryzeusze przyprowadzili kobietę przyłapaną na cudzołóstwie. Postawili ją na środku i mówią: "Nauczycielu, ta kobieta została przyłapana na gorącym uczynku cudzołóstwa. W Prawie Mojżesz kazał nam takie kamienować. A Ty, co na to powiesz?" A mówili to, aby wystawić Go na próbę, by móc Mu coś zarzucić. Na to Jezus pochyliwszy się spokojnie rysował palcem znaki na ziemi. 7 Gdy jednak natarczywie pytali Go dalej, wyprostował się i rzekł: "Kto z was bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem". I znowu pochyliwszy się, rysował znaki na ziemi.

Gdy to usłyszeli, zaczęli jeden po drugim odchodzić, począwszy od starszych. Wtedy został On i ta kobieta, stojąca w samym środku. Jezus wyprostował się i zapytał: "Kobieto, gdzież oni są? Nikt nie wydał na ciebie wyroku?" Odpowiedziała: "Nikt, Panie". Jezus rzekł: "I Ja ciebie nie osądzam. Idź swoją drogą i od teraz nie obciążaj winami swego losu”.

I Jezus mówił im na nowo: „Ja jestem światłem świata, kto idzie ze mną, nie kroczy w mroku ciemności, lecz niesie w sobie żywe światło.”

Spolszczyl; Jarosław J.J. Rolka

Załamanie światła

Znanym zjawiskiem fizycznym jest fenomen załamania światła. Gdy promień światła styka się z fizyczną materią zmienia swój kierunek, przekształca rzeczywistość i zmienia wyrazistość widzianego obrazu. Załamanie światła ma miejsce również w ludzkim oku (zjawisko refrakcji) i jest kluczowym procesem umożliwiającym nam widzenie tego świata. Ten proces postrzegania świata bywa zakłócany przez krótkowzroczność lub nadwzroczność.

Jest takie ćwiczenie na ścieżce życia wewnętrznego, które zaleca, aby powstrzymywać się od zbyt szybkich osądów ludzi i sytuacji. Pochopne oceny są „krótkowzroczne”, bo nie widzą dalszych konsekwencji i są raczej wyrazem gotujących się w nas emocji, niż zawartej w nich prawdy. Istnieje również druga wskazówka dla ludzi idących drogą pracy nad sobą, która poleca nam, aby nie opierać oceny konkretnych, życiowych momentów na ogólnych frazesach myślowych. Bo utarte przekonania, zawsze słuszne normy są „nadwzroczne” i nie widzą tego, co blisko, nie są w stanie dostrzec konkretnej sytuacji. Obydwie skrajności są przeszkodą w dojrzeniu właściwego sensu w tym, co się właśnie wydarza.

Pomiędzy zbyt szybką często emocjonalną reakcją, a utartymi normami i zautomatyzowanym myśleniem tworzymy nową wolną przestrzeń - Misterium Załamanego Światła. W nim rodzi się nowa aktywność, zdynamizowana obecność w Tu i Teraz. A z niej wynika nowa czułość, nowa wrażliwość, która staje się nowym widzeniem i siebie i świata. Dopiero wtedy możemy w Nowej Przestrzeni pomiędzy krótko- i nadwzrocznością poczuć Jego Obecność.

„Plac świątynny. Kobieta przyłapana na gorącym uczynku. Emocje. Kamienie. Chcą krótkiego wyroku. A wszystko w świetle prawa. Wszystko jasne, ale zimne. Żelazna konsekwencja. Śmierć.
Ale przed nią On. Spotkanie z Nim. Najpierw z Jego Ciszą. On schyla się i pisze. Palcem po ziemi, w ciszy. Skrzyp kurzu tego poranka słychać do dzisiaj. Wstaje, prostuje się i pyta: Czy jest tutaj ktoś bez winy?
Bóg zadaje pytanie. Cisza. I znowu schyla się i pisze. Znaki rysuje na ziemi, w ciszy. Rozchodzi się tłum. Teraz ona sama z Nim. Wzrok spotyka wzrok. Nowa przestrzeń. I ta absolutna cisza. Bóg pyta czy jest wyrok: „Nie, nie ma.” Nikt nie wytrzymał ciszy. „Idź zatem swoją drogą bez ciężaru błędów”. Twoje Ja przeszło przez Misterium Załamanego Światła. Przez Misterium Ciszy.

Jarosław J.J. Rolka

Drugi tydzień PasjiCzytanie: Jan 6, 1-15A potem udał się Jezus na drugą stronę Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkie...
18/03/2026

Drugi tydzień Pasji

Czytanie: Jan 6, 1-15

A potem udał się Jezus na drugą stronę Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szła za Nim wielka rzesza ludzi, ponieważ widziano znaki, jakie czynił nad tymi, którzy chorowali. Wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swymi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Gdy Jezus podniósł oczy i ujrzał liczne rzesze, które zebrały się wokół Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, żeby ci ludzie mogli się posilić? Mówił zaś to, żeby go wypróbować. Sam bowiem wiedział dobrze, co należało uczynić. Na to rzekł Filip: Za dwieście denarów nie kupi się tyle chleba, żeby każdy z nich choć trochę mógł otrzymać. Wtedy jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, powiedział do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, ale cóż to jest dla tak wielu? Na to rzekł Jezus: Każcie ludziom usiąść. W miejscu tym zaś było bardzo dużo trawy. Usiedli więc mężczyźni, a było ich w sumie około pięciu tysięcy. Jezus wziął chleby i odmówiwszy nad nimi modlitwę dziękczynną, rozdał je siedzącym. Podobnie uczynił z rybami, rozdając każdemu tyle, ile kto chciał. A kiedy najedli się już wszyscy, powiedział do uczniów: Pozbierajcie ułomki, które pozostały, tak żeby nic się nie zmarnowało. Zebrali więc ułomki, jakie pozostały po spożyciu pięciu chlebów jęczmiennych, i napełnili nimi dwanaście koszów. A gdy ludzie spostrzegli, jaki to cud uczynił Jezus, zaczęli mówić: Oto prawdziwy prorok, który miał przyjść na świat. Wówczas Jezus poznawszy, że mieli przyjść i porwać Go, by następnie obwołać Go królem, sam jeden odszedł znów na górę.

Tłumaczenie: Biblia Warszawsko Praska

Nakarmienie pięciu tysięcy

Dla naszego ziemskiego rozumienia nakarmienie pięciu tysięcy jest niepojętym cudem. Lecz dla współczesnych Jezusa było ono również niezrozumiałe, o czym świadczy pytanie zadane przez Andrzeja: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, ale cóż to jest dla tak wielu?”

Jak można się nasycić, jedząc kilka okruchów? A zwłaszcza — jak można odczuć sytość przy tak niewielkiej ilości? Znamy uczucie sytości tylko wtedy, gdy spożyliśmy obfity posiłek. A jednak dopiero wtedy, gdy taki posiłek jest przygotowany z miłością, pojawia się w nas uczucie nasycenia i wdzięczności. Ktoś na początku XX wieku wypowiedział kiedyś przepowiednię: w przyszłości ludzie będą głodować przy przepełnionych stołach. Nie trzeba być prorokiem, aby zrozumieć, co przez to było rozumiane. Pożywienie może nie tylko pozostawić uczucie pustki, lecz nawet przy przepełnionych stołach może nas uczynić chorymi.

Posiłek, który daje Chrystus, jest posiłkiem wdzięczności i miłości. „Eucharystia” — to słowo oznacza „dziękczynienie”. I nakarmienie pięciu tysięcy rzeczywiście się od tego zaczyna: „Jezus wziął chleby i odmówiwszy nad nimi modlitwę dziękczynną, rozdał je siedzącym.”

Posiłek, który Chrystus spożywał ze swoimi uczniami, był we wczesnym chrześcijaństwie nazywany agapē, co oznacza miłość. Skromny posiłek, przygotowany z bezwarunkową miłością i wdzięcznością — to jest cud nakarmienia pięciu tysięcy, także dzisiaj.

Lecz ten cud staje się pełną rzeczywistością dopiero wtedy, gdy odpowiadamy na ogień Jego miłości i wdzięczności małą iskrą naszej miłości i wdzięczności.

Bastiaan Baan

Czwarty tydzień po EpifaniiCzytanie Mt 17, 1-13Po sześciu dniach Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana jego brata, i...
04/03/2026

Czwarty tydzień po Epifanii

Czytanie Mt 17, 1-13

Po sześciu dniach Jezus wziął ze sobą Piotra, Jakuba i Jana jego brata, i zaprowadził ich na górę wysoką, na osobność. I został przemieniony przed nimi. Oblicze Jego zajaśniało jak słońce, a Jego szaty stały się białe jak światło. I oto zostali im ukazani Mojżesz i Eliasz rozmawiający z Nim. Wtedy Piotr odezwał się do Jezusa w te słowa: Panie! Jak to dobrze, że tu jesteśmy! Jeżeli chcesz postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. A kiedy on jeszcze to mówił, oto świetlisty obłok osłonił ich, a z obłoku dał się słyszeć głos: Oto mój Syn umiłowany. W Nim całe moje upodobanie. Jego słuchajcie. I usłyszawszy uczniowie upadli na twarz, bardzo przerażeni. Lecz Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i powiedział: Wstańcie, nie lękajcie się! A oni, podniósłszy oczy, nie widzieli nikogo, tylko samego Jezusa. Kiedy zaś schodzili z góry, nakazał im Jezus mówiąc: Nikomu nie mówcie o tym widzeniu, dopóki Syn Człowieczy nie zmartwychwstanie! Wtedy zapytali Go uczniowie: Dlaczego uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz? A On odpowiedział: Tak, Eliasz przychodzi i wszystko przywróci. Lecz, mówię wam, że Eliasz już przyszedł, ale oni go nie przyjęli i postąpili z nim tak, jak chcieli. Syn Człowieczy tak samo będzie od nich cierpiał. Wtedy zrozumieli uczniowie, że mówił o Janie Chrzcicielu.

Kosmiczny Kwiat

Mlecze wyrastają w liściach i rozkwitają w cieple słońca. Kwiaty tworzą nasienne kule – miniaturowy kosmos. Wiatr rozsiewa nasiona, tak że opadają na ziemię w innym miejscu; aby cykl żywego wzrostu i rozwoju na ziemi mógł dalej trwać i rozprzestrzeniać się w nowej porze roku.

W scenie Przemienienia Chrystus rozkwita przed oczyma swoich trzech uczniów. Zaczynają oni pojmować boską, kosmiczną naturę Jezusa, Chrystusa, i widzą, jak rozmawia On z dwoma wielkimi światłami hebrajskiego kosmosu: z Mojżeszem, dawcą Prawa, oraz z Eliaszem, prorokiem, który daje głos temu, co Boskie.

Piotr odpowiada w tradycyjny sposób swoich przodków, ofiarując zbudowanie zewnętrznych przybytków dla tych duchowych istot. Lecz głos Ojca przerywa — „To jest Syn mój; Jego słuchajcie; przyjmijcie Jego słowa do waszych serc.” I trzej uczniowie padają na ziemię.

Chrystus przyszedł, aby ustanowić nową relację między istotami świata duchowego a ludźmi na ziemi. Ma to być relacja świadomego rozumienia, rozmowy, a nie trzymania się prawa i tradycyjnego postępowania. Dlatego Jezus pomaga im wstać i dalej oświeca ich rozumienie. Mówi im, że istota Eliasza, którego właśnie widzieli rozmawiającego z Nim, rzeczywiście powróciła już na ziemię, aby przygotować przyjście Mesjasza. Był nim Jan Chrzciciel, który wówczas został już uśmiercony, tak jak Chrystus zapowiada, że On sam wkrótce będzie. Wraz z Janem Chrzcicielem rozpoczął się proces zasiewania tej nowej relacji między niebem a ziemią; ludzie zamieszkujący kosmos powracają znów na ziemię.

Kosmiczny kwiat tworzy z naszego życia nasiona, które opadają na ziemię, aby żyć, wzrastać i ponownie zakwitać. Tak rozkwitają nasze ludzkie duchy w cieple i świetle Boga; nasiona nowego życia unoszone są przez duchowy wiatr, aby powrócić na ziemię w nowym miejscu i czasie, żyć i dalej wzrastać w świetle Boga.

Cynthia Hindes

Opracowanie: Grzegorz Kozioł

ŚWIATŁO W TOBIEŚwietlista siła modlitwyW pełnej zachwytu samotności na Górze Przemienienia trzej wybrani uczniowie mogli...
26/02/2026

ŚWIATŁO W TOBIE

Świetlista siła modlitwy

W pełnej zachwytu samotności na Górze Przemienienia trzej wybrani uczniowie mogli zobaczyć, jak boska chwała rozbłysła z dobrze znanej postaci Jezusa z Nazaretu. „Twarz Jego zajaśniała jak słońce, a szaty stały się błyszczące jak światło”, mówi Mateusz (Mt 17:2). Łukasz, który jest w szczególności ewangelistą wnętrza duszy, przedstawia w swojej relacji całe wydarzenie jako rozwijające się z modlitwy Chrystusa. „Wszedł na górę, aby się modlić, a gdy się modlił…” (Łk 9:28).

Ta wskazówka daje nam wstępny dostęp do wewnętrznego zrozumienia wydarzenia, bez względu na to, jak wysoko wykracza ono poza codzienne zrozumienie. Fakt, że wyższy rodzaj jasności roztacza się w duszy poprzez modlitwę, nie wykracza całkowicie poza nasze możliwości doświadczenia.

Możemy sobie wyobrazić, że takie rozniecenie światła jest zdolne do niewyobrażalnego wzrostu i że w modlitwie Chrystusa na górze doprowadziło to niejako do przelania się wewnętrznego światła do ciała. Fakt, że oko może stać się „świetliste”, a twarz „promienna” dzięki czysto wewnętrznemu doświadczeniu duszy, które wszyscy znamy, już wskazuje nam na ten tajemniczy obszar graniczny między wnętrzem a zewnętrzem, między widzialnym a niewidzialnym. W „Powinowactwach z wyboru” Goethego, Ottilie pisze: „Mogłoby być tak, że wewnętrzne światło pewnego dnia wyłoniłoby się z nas, tak że nie potrzebowalibyśmy już innego”.

więcej na https://wspolnotachrzescijan.pl/swiatlo-w-tobie/

Obraz: Alexander Ivanov, Przemienienie

Czytanie na trzeci tydzień po EpifaniiMateusz 4,1-11Wtedy Jezus został wyprowadzony na pustkowie przez Ducha , aby zosta...
23/02/2026

Czytanie na trzeci tydzień po Epifanii

Mateusz 4,1-11

Wtedy Jezus został wyprowadzony na pustkowie przez Ducha , aby zostać wypróbowany przez diabła. I przepościwszy czterdzieści dni i czterdzieści nocy, odczuł głód. Kusiciel przystąpiwszy, powiedział do Niego: „Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz, aby te kamienie stały się chlebem”. On zaś odpowiadając rzekł: „Jest napisane: Nie chlebem samym żyć będzie człowiek lecz każdym słowem, wychodzącym z ust Boga”. Wziął Go wówczas diabeł do miasta świętego i postawił na szczycie świątyni. Powiedział Mu: „Jeżeli Synem jesteś Bożym, rzuć się w dół. Jest przecież napisane: Swoim aniołom przykaże o Tobie i na rękach poniosą Cię, abyś nie uraził swojej stopy o kamień”. Rzekł mu Jezus: „Lecz jeszcze jest napisane: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga twego”. Znów wziął Go diabeł na bardzo wysoką górę. Pokazał Mu wszystkie królestwa świata i ich przepych i powiedział Mu: „Dam ci to wszystko, jeśli upadłszy pokłonisz się mi”. Na to Jezus mu odpowiedział: „Odejdź, szatanie! Jest bowiem napisane: Panu, Bogu twojemu będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu będziesz służył”. Wtedy opuścił Go diabeł, przeciwnik człowieka a podeszli aniołowie i służyli Mu.

Doświadczanie

πειραξω (peiradzo od peira– próba, doświadczenie)- próbować czy ktoś nadaje się do planowanego zadania; wypróbowywać czyjeś wartości, przekonania, reakcje; wystawić kogoś na podstępne działanie, nakłaniać, kusić.

Wchodząc w życie na ziemi każdy człowiek uczy się go przez doświadczanie. Opanowuje swoje ciało fizyczne ucząc się najpierw stać na własnych nogach i chodzić. Upada wiele razy, ponosi porażki, jednak nie poddaje się. Wżywa się w małe oraz wielkie rytmy rządzące życiem i ustala własny rytm dobrego funkcjonowania. Poznaje całą gamę uczuć i emocji, uczy się rozpoznawać je, panować nad nimi. Czasem się to nie udaje i doświadcza poczucia przegranej.

Te zmagania na różnych poziomach naszego rozwoju w byciu człowiekiem towarzyszą nam przez całe życie. A im bardziej wrastamy w życie tym mniej zostaje w nas naturalnego zaufania w siły jakie napędzały nasz rozwój. Wszystkie nasze upadki, zaprzeczenia własnej istoty, wszystkie trudne sytuacje, w jakie popadliśmy możemy odczuwać jako niewykorzystaną możliwość rozwoju.

Po chrzcie w Jordanie Chrystus odczuwa i doświadcza kondycji ludzkiej duszy, odczuwa, z czym zmaga się istota ludzka na ziemi. Z drugiej strony Jezus w swym człowieczeństwie doświadcza tego, co wniknęło w jego organizację cielesną oraz w całą duszę za sprawą obecności Chrystusa. Od tego momentu jego dusza staje się nosicielem boskich sił w swym najgłębszym wnętrzu. Odczuwa i rozpoznaje siły jakimi może dysponować. I w ten czuły punk uderza przeciwnik człowieka i wystawia Go na próbę.

Chrystus Jezus przechodząc przez trzy pokuszenia daje człowiekowi do dyspozycji wewnętrzne siły i możliwości ludzkie Ja wznosić ku światu duchowemu. Są to te same siły, które pozwalają nam w dzieciństwie bez obawy upadać i podnosić się, aby wreszcie stanąć na własnych nogach. Teraz jednak możemy rozwijać je pomimo fizyczności, pomimo materii. Z obecności Jego Ja w nas możemy czerpać siły do codziennych zmagań i przybliżania świata ducha ku ziemi. Za każdym razem kiedy udaje nam się oprzeć złudzie przeciwnika człowieka podnosimy się, wzrastamy i sięgamy niebios.

Anna Kruczek

Obraz: Maria Hiszpańska- Neumann, Uzdrowienie człowieka (fragment)

Czytanie na 2 tydzień czasu trynitarnego po EpifaniiŁk 18, 18-34Pewien zwierzchnik zapytał Go, mówiąc: „Dobry Nauczyciel...
16/02/2026

Czytanie na 2 tydzień czasu trynitarnego po Epifanii
Łk 18, 18-34

Pewien zwierzchnik zapytał Go, mówiąc: „Dobry Nauczycielu, dzięki jakim czynom osiągnę życie wiecznego?” Jezus mu odpowiedział: „Dlaczego nazywasz mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg. Przykazania znasz: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie składaj fałszywego zeznania, czcij ojca swojego i matkę”.

Tamten Mu oświadczył: „To wszystko zachowywałem od młodości”. Kiedy to Jezus usłyszał, rzekł mu: „Jedno ci jeszcze zostaje: sprzedaj wszystko, co masz, i oddaj biednym, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź ze mną”. Gdy on to usłyszał, posmutniał. Był bowiem bardzo bogaty.

Kiedy Jezus zobaczył, że on posmutniał, rzekł: „Z jakże wielkimi trudnościami wchodzą do królestwa Bożego posiadacze bogactw. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu osiągnąć istnienie królestwa Bożego”. Słyszący to zapytali Go: „Kto zatem może osiągnąć zbawienne uzdrowienie?” Odpowiedział: „Co jest niemożliwe ludzkimi siłami, możliwe jest dzięki boskim siłom w nas”.

Odezwał się Piotr: „Oto my zostawiliśmy, co nasze, i poszliśmy z Tobą”. Na to im rzekł: „Zapewniam was, nie będzie takiego, który by ze względu na wolę królestwa bożego zostawił dom, czy żonę, czy braci, czy rodziców, czy dzieci, i nie otrzymałby w zamian wielokrotnie więcej na tym świecie, a w nadchodzącej epoce, życia wiecznego”.

Wziął osobno Dwunastu i powiedział im: „Oto idziemy do Jeruzalem. Tam spełni się wszystko, co jest za pośrednictwem proroków napisane o Synu Człowieczym. Bo zostanie wydany narodom, wyszydzony, znieważony i opluty. Ubiczują Go i zamordują. Ale trzeciego dnia zmartwychwstanie”. Oni jednak niczego z tego nie pojęli. Ta rzecz była dla nich ukryta. Nie rozumieli takich słów.

Opracowanie: Rafał Duszyński

Rozważanie

„sprzedaj wszystko, co masz, i oddaj biednym, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź ze mną” Łk 18, 22

Pytający w tej scenie ewangelii to αρχων(archon), ktoś, kto jest uznawany przez lud za duchowego zwierzchnika, przewodnika, nauczyciela – jak Nikodem z 3 rozdziału ewangelii Jana. On pyta Jezusa, jak może osiągnąć „życie wieczności”, skoro już przestrzega wszystkich przykazań Tory. Odpowiedź Chrystusa brzmi „sprzedaj wszystko, co masz, i oddaj ubogim… potem przyjdź i chodź ze Mną.” – to okazuje się na tyle trudne i wymagające, że pytający „mocno się zasmucił, gdyż był bardzo bogaty”

Czym są te bogactwa, o których mówi Jezus? Z czego jest tak trudno zrezygnować, Wszystko, to co zgromadzone, wszystko, co stało się drogie i cenne dla człowieka i nie dotyczy to tylko dóbr materialnych, ale być może w przypadku tego dostojnika i nauczyciela dotyczy jego duchowych skarbów, mądrości i wynikającej z nich pozycji społecznej, ziemskiej tożsamości – to wszystko ma zostać oddane, ofiarowane, rozdane.

Ludzkie Ja – człowiek ma być gotowy na oddanie własnego bogactwa i dorobku, musi obudzić w sobie uważność i odwagę, w której przekroczy granice własnego indywidualnego interesu i ziemskich wartości, którymi się kierował – i pójdzie za głosem Chrystusa – głosem Ja.

Odezwał się Piotr: „Oto my zostawiliśmy, co nasze i poszliśmy z Tobą”. Uczniowie Jezusa w scenach powołania, w sposób dla naszego rozumienia radykalny, porzucają swoje dotychczasowe życie i idą z Chrystusem. Uczniowie to ci, którzy są gotowi do przemiany myślenia, zrezygnowania z tego co dotychczasowe, mają odwagę podążania za Jego głosem.

Na to im rzekł: „Zapewniam was, nie będzie takiego, który by ze względu na wolę królestwa bożego zostawił dom, czy żonę, czy braci, czy rodziców, czy dzieci, i nie otrzymałby w zamian wielokrotnie więcej na tym świecie, a w nadchodzącej epoce, życia wieczności”.

Ta obietnica dotyczy również teraźniejszości, a Ten głos można usłyszeć w głębokiej ciszy własnej duszy.

Rafał Duszyński

Obraz: Caravaggio, „Powołanie św. Mateusza”

Pierwsza niedziela po EpifaniiCzytanie: Mat 20, 1-16Albowiem świat duchowy, niewidzialne królestwo niebios podobne jest ...
08/02/2026

Pierwsza niedziela po Epifanii
Czytanie: Mat 20, 1-16

Albowiem świat duchowy, niewidzialne królestwo niebios podobne jest do człowieka, pana domu, który wyszedł o świcie, aby nająć robotników do swej winnicy Zgodził się z robotnikami na denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł im: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co by nie było, dam wam sprawiedliwie. Oni poszli. I znowu wyszedł około godziny szóstej i dziewiątej i zrobił tak samo. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, odkrył jeszcze innych stojących bezczynnie i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego zarządcy: Zwołaj robotników i daj im wypłatę, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli ci z jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw panu domu, mówiąc: Ci ostatni pracowali jedną godzinę, a ty uczyniłeś ich równymi nam, co znosiliśmy ciężar dnia i spiekotę. Na to odrzekł, mówiąc jednemu z nich: Przyjacielu, nie robię ci krzywdy; czyż nie zgodziłeś się ze mną na jednego denara? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czyż mi nie wolno robić ze swoim, co chcę? Czy patrzysz na to złym okiem, bo ja jestem dobry? Tak ostatni będą początkiem nowego, a pierwsi początkiem końca.

Tłumaczenie: Jarosław J.J. Rolka

Nowy układ krążenia

Aniołowie, archaniołowie, czy wszystkie inne wysokie istoty duchowe nie wiedzą czym jest dla ludzi na ziemi pieniądz. Co on potrafi z nami zrobić. Jedynie Chrystus przez swoje ziemskie doświadczenie bycia człowiekiem wie jako jedyna boska istota duchowa, co oznacza spotkanie z pieniądzem, konfrontacja z jego siłą i jego pokusą.

Cezarowy denar

Pieniądze wystawiają nas na próbę. Są egzaminem. Są sprawdzianem naszej umiejętności rozróżniania, co komu i ile się należy. Co widzisz na rewersie denara, pyta Jezus biorąc do ręki podaną mu monetę. Wizerunek Cezara – brzmi odpowiedź. To oddaj, co Cezarowe, Cezarowi…. A co Boga, Bogu! (Mk 12,13-17)

Pieniądz jest regulatorem moich relacji ze światem i innymi ludźmi. Również ze światem duchowym.

Wdowi grosz

Chrystus obserwuje (Łk 21,1-4) u progu jerozolimskiej świątyni jak ludzie dają pieniądze na sakralną ofiarę i widzi wdowę, co ma bardzo niewiele, ale tym co ma, chce się podzielić.

Pieniądz uczy nas odkrywania nowych jakości, że czasem niewiele może oznaczać bardzo dużo! Lekarstwem na „anemię pieniądza” jest jego nowa jakość płynąca z intencji serca. Te dwa wdowie grosze są dobro-czynnymi uzdrawiającymi kroplami w morzu pieniędzy. Człowiek może uczynić pieniądz nośnikiem nowych jakości i wartości, gdyż czasem niewiele, to bardzo dużo.

Judaszowy ból

I wreszcie to bolesne doznanie sprzedania siebie za małe pieniądze. Misterium Nie-Do-Cenienia. Podwójną tragedią Judasza jest, że wydając Chrystusa zdradza samego siebie. Sprzedaje się za bardzo małe pieniądze. Jego „usługa” kosztuje niewiele. (Mt 26,14-16)

Przeliczanie naszego życia na stawkę godzinową, na roboczogodziny budzi w nas czasami odruch, aby rzucić te trzydzieści srebrników pod nogi księcia tego świata i nie chcieć mieć z tym nic wspólnego. Jednak dzisiejsza odpowiedź polega na transformacji, a nie na tym, aby odwrócić się na pięcie od życia i pieniędzy. Instancją w nas, która jest w stanie dokonać tej transformacji jestem ja sam, z moją wolną decyzją i z moją dobrą wolą.

Nowy układ krążenia

Znany kardiochirurg warszawski i prekursor polskiej szkoły chirurgii serca Leon Manteuffel- Szoege pracował naukowo nad zagadkowym fenomenem samodzielnego ruchu krwi niezależnego od bicia serca. Bo wiedział dobrze z embriologii, że najpierw jest ruch krwi, a z niego dopiero powstaje w płodzie serce.

Organizm społeczny jako organizm wspólnoty ludzkiej jest organizmem podobnym do indywidualnego ciała człowieka.

Ma swoje zmysły, swoją przeminę materii i swój układ krwionośny. Przepływ pieniędzy i społeczne życie finansowe jest zalążkiem nowej wspólnotowej cyrkulacji krwi. Ten wspólnotowy układ krwionośny nie musi być nośnikiem przemocy i upokorzenia, lecz może stać się orkiestrą hojnych i otwartych serc, nową zdrową jakością w społecznym krwiobiegu.

Jak krew w ciele człowieka jest nośnikiem ludzkiego indywidualnego ja, tak społeczny układ krążenia pieniędzy może się stać nośnikiem dobrego wyższego wspólnego JA.

To są, te nam dobrze znane dwa krwiobiegi. Ja, które daje i Ja które przyjmuje wprawiają w ruch nowy układ krwionośny obecnego pomiędzy nami Chrystusa.

Jarosław J.J. Rolka

Adres

Nowolipie 9/11
Warsaw

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Wspólnota Chrześcijan w Polsce umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Wspólnota Chrześcijan w Polsce:

Udostępnij