Jeżeli mieszkasz w Warszawie, odpowiesz prawdopodobnie: to ci, co uczą angielskiego. Jeżeli mieszkasz gdziekolwiek w Polsce, odpowiesz: to jakaś innowiercza sekta, heretycy i „bezbożnicy". Wcale się nie dziwię takim odpowiedziom, gdyż przeciętny P***k nie wie o metodyzmie nic. Wieki kontrreformacji zniszczyły w naszym kraju wszelkie wpływy ewangelicyzmu; protestanci są niewielką tylko grupą w społ
eczeństwie. Ten stan rzeczy sprzyja narastaniu przesądów, uprzedzeń, niechęci. Na temat ewangelików krąży wiele fantastycznych poglądów, wiele niezwykłych plotek. Pojęcie ewangelika-P***ka, niegdyś naturalne, dziś staje się niezwykłe; oto wyłania się problem - ewangelicyzm w Polsce mimo wszystko istnieje - jak więc uchronić się od niepotrzebnej niechęci i nieporozumień? Metoda może być tylko jedna: informacja, i właśnie informacja jest celem tego listu. Zanim odpowiem, kim są owi straszni, „bezbożni" metodyści, chciałbym wyjaśnić coś przeciwnego: kim mianowicie oni nie są. Poglądy o metodystach bywają różne - często są niewiarygodnie fantastyczne, dlatego z niektórymi muszę rozprawić się już na początku.
1) Metodyści nie są sektą. Byliby nią, gdyby zbudowali system dogmatów nigdzie indziej nie uznawanych i twierdzili, że mają monopol na Prawdę. Na szczęście, stało się inaczej: Metodyzm powstał w XVIII wieku na gruncie Kościoła Anglikańskiego. Przejęte przez metodystów anglikańskie Artykuły Wiary sformułowane są tak, aby prawie wszyscy ewangelicy (jeśli wolisz - protestanci) mogli się na nie zgodzić. Doktryna anglikańska, w istocie - swej kalwińska, unika wszelkich krańcowych i autorytatywnych stwierdzeń. Doktryna kalwińska - musisz to wiedzieć - to nie znaczy doktryna okrutna, nieludzka, bezbożna. Opiera się ona na autorytecie Bożym, przekazanym nam przez Pismo Święte; jest więc całkowicie chrześcijańska. Nasza odmiana protestantyzmu pozwala na coś, co musi się wydać niezwykłe katolikom - na stworzenie Kościoła „międzywyznaniowego". Metodyzm nie jest żadnym specjalnym zbiorem dogmatów; ktoś powiedział kiedyś: „metodyzm - to chrześcijaństwo traktowane poważnie" — i to jest właśnie najkrótsza definicja tego Kościoła.
2) Metodyści nie mają nic wspólnego ze Świadkami Jehowy. Doktryna tej organizacji nie uznaje dogmatu o Trójcy Świętej, więc choćby dlatego jest całkowicie z naszą sprzeczna, jest niechrześcijańska. Piszę o tym dlatego, ponieważ dość często utożsamia się nierzymskokatolickie Kościoły w Polsce właśnie ze Świadkami Jehowy.
3) Metodyści nie są organizacją amerykańską. Kościoły metodystyczne spotyka się dosłownie na całym świecie. Są to Kościoły samodzielne, narodowe. Jaka jest ich doktryna? Metodyści są wolnym Kościołem ewangelickim. Wolnym - bo nie mają ambicji, aby gdziekolwiek stać się Kościołem państwowym, panującym. Wolnym, bo cenią sobie liberalizm teologiczny. Założyciel naszego Kościoła, Jan Wesley, tak streścił podstawowe normy doktryny metodystycznej :
1) Biblia jest całkowitą i jedyną normą dla chrześcijańskiej wiary i praktyki;
2) religią - to nie obrzędy, ale wewnętrzne przekonanie; jest to myśl przekazana nam przez Jezusa Chrystusa, albo inaczej: jest to odnowa duszy na podobieństwo Boga - wiara, uczciwość, przestrzeganie przykazań;
3) do wiary nie można dojść samodzielnie, ale tylko za sprawą Ducha Świętego;
4) możemy ją otrzymać nie ze względu na nasze własne zasługi, ale tylko ze względu na zasługi Jezusa Chrystusa;
5) ktokolwiek inny jest chrześcijaninem, tym samym jest naszym bratem. Możemy z nim polemizować, jeśli wyznaje poglądy inne od naszych, ale szanujemy go jak brata. A więc - „zbawienie przez wiarę, poprzedzone pokutą i prowadzące do świętości" (Wesley). Dla niektórych z Was, Przyjaciele, wymienione tu zasady wiary są naturalne i oczywiste; dla innych brzmią jak herezja. Nie jest moją rzeczą bronić tu dogmatów ewangelicyzmu, dlatego też będę się starał podać tylko jak najwięcej faktów. Nie łudzę się, że po przeczytaniu mojej pracy staniesz się, przyjacielu, natychmiast metodystą. Mogłoby to świadczyć, że powierzchownie podchodzisz do spraw wiary, a tego obaj przecież nie chcemy. Natomiast dobrze się stanie, jeżeli w dobie, z jednej strony ekumenizmu, a z drugiej w dobie ignorancji religijnej i szerzącej się laicyzacji społeczeństwa będziemy wzajemnie znali swoje poglądy - wiedza ta na pewno nikomu nie zaszkodzi. Jeżeli nie znudziły Cię do tej pory moje wywody, pozwól, że spróbuję objaśnić trochę wymienione przeze mnie zasady wiary, gdyż może wiele z nich brzmi dla Ciebie niezwykle.
1. Biblia. Książka zwana Biblią lub Pismem Świętym jest dla nas jedyną normą wiary. Jako jej tekst uznajemy Stary Testament (bez Apokryfów) i Nowy Testament. Tylko w Biblii szukamy uzasadnienia dla naszych poglądów. Każdy ewangelik ma prawo i obowiązek czytać samodzielnie Biblię i samodzielnie wyciągać wnioski z tej lektury. Nie akceptujemy Tradycji jako źródła Objawienia, uważając Tradycję za źródło niepewne, o zmiennej i często sprzecznej z Biblią treści. Na Biblii opiera się w szczególności uznawanie w naszym Kościele tylko dwu sakramentów: Chrztu i Komunii św. (o innych sakramentach Biblia nic nie mówi). Nie uznajemy katolickiej doktryny o przeistoczeniu, a więc również i katolickiej interpretacji Mszy jako powtórzenia ofiary Krzyża. Opierając się na Biblii - nie uznajemy kultu obrazów i kultu świętych. Kościoły ewangelickie swoje modlitwy kierują tylko do Boga - nigdy zaś do Marii czy innych świętych. Jasną jest rzeczą, że ewangelików nie obowiązują katolickie dogmaty Maryjne, ani dogmat o nieomylności papieskiej. Chciałbym, żebyś dobrze mnie zrozumiał. Często atakuje się te poglądy ewangelickie jako „bezbożne". W rzeczywistości wszystkie one opierają się na Biblii i wyznawanie ich wypływa właśnie z głębokiej wiary.
2. O religii. Człowiek jest zły i człowiek jest grzeszny - tak brzmi jedno z podstawowych twierdzeń ewangelicyzmu. Nie chodzi o to, czy rozumieć historię o grzechu pierworodnym dosłownie, czy traktować ją jako alegorię. Osobiście skłaniam się do tej drugiej interpretacji. A więc - grzeszny człowiek i doskonały Bóg. Nie ten Bóg, przedstawiany jako stary człowiek z brodą. Raczej potężny Duch, Siła, Bóg potężny i tak dalece doskonalszy od człowieka, że aż niepoznawalny. Jego woli świat zawdzięcza istnienie. Francuski naukowiec, Lecomte de Nouy, obliczył matematycznie, że reakcje prowadzące do powstania życia na Ziemi nie mogły zajść przypadkowo - prawdopodobieństw przypadkowości takiego procesu jest praktycznie równe zeru. Nauka współczesna, a w szczególności fizyka, wskazuje na istnienie w przyrodzie wyraźnego ukierunkowania.
3. Człowiek - i Bóg. Nie ma takiego człowieka, który wypełniłby wszystkie przykazania, który mógłby powiedzieć o sobie z przekonaniem: jestem bez skazy. Wszyscy jesteśmy wobec Boga skazanymi zbrodniarzami. Jest jednak możliwość przebaczenia. Oto człowiek, który uwierzył Ewangelii, zmienia się. Ze złego - staje się człowiekiem, który robi wszystko co w jego mocy, aby wypełnić przykazania. W jego życiu pojawia się pozytywny sens. Jednocześnie wierzy, że Bóg przebaczy mu niedociągnięcia W postępowaniu, których chrześcijanin stara się uniknąć, i ofiaruje mu po śmierci życie wieczne w społeczności ze Sobą, co symbolicznie nazywamy rajem. Człowiek zmienia się gdy wierzy, ponieważ wszystko co dobre, pochodzi od Boga. Nie uczynki zatem, a wiara jest podstawą usprawiedliwienia wobec Boga. Uczynki nigdy nie są doskonałe; wiara w obietnice Ewangelii przekreśla niedoskonałości, dzięki czemu nawiązane zostaje Nowe Przymierze z Bogiem. Z tego, co powiedziałem, wynika, że człowiek może zdać sobie sprawę z własnej niedoskonałości, a potem uzyskać pewność zbawienia, opartą na Ewangelii i prowadzącą do maksymalnie moralnego, chrześcijańskiego życia. Zauważ, Przyjacielu, że zbędne jest tu jakiekolwiek pośrednictwo kapłanów i sakramentów. Sakramenty są wprawdzie widomymi znakami łaski Bożej, ale zbawienie nie od nich zależy - zależy od wiary. Nie ma miejsca w metodyzmie dla „chodzenia do kościoła", dla „chrześcijaństwa z przyzwyczajenia". A ludzie uczciwi, lecz niewierzący? Nie moją rzeczą jest ich oceniać. Wierzę, że i oni otrzymali łaskę Bożą, choć nie uświadamiają sobie tego. Wszystko co dobre - wiarę i moralność - otrzymujemy za pośrednictwem Ducha Świętego. Otrzymujemy to nie w nagrodę za własne zasługi (ponieważ żadnych nie możemy mieć przed Bogiem), ale dla zasług Jezusa Chrystusa, przez którego Nowe Przymierze zostało zawarte. Na zakończenie tego listu chciałbym wspomnieć o organizacji Kościoła Metodystycznego. Jest nas w Polsce około cztery tysiące, na całym świecie - kilkadziesiąt milionów. Mamy pastorów, pracujących w kilkudziesięciu zborach (parafiach) na terenie całego kraju. Ponieważ nie ma w metodyzmie sakramentu kapłaństwa, oprócz ordynowanych pastorów mamy także wielu świeckich kaznodziejów. Prowadzimy Szkołę Języka Angielskiego i Wyższe Seminarium Teologiczne im. Jana Łaskiego w Warszawie. Władzę administracyjną w Kościele sprawuje Konferencja Doroczna (synod), złożona z duchownych i świeckich wyznawców, zbierająca się raz do roku. Władzę wykonawczą reprezentuje Rada Kościoła, której przewodniczącym jest Superintendent Naczelny noszący tytuł biskupa i urzędujący w Warszawie. Wydajemy własny miesięcznik „Pielgrzym Polski" (założony w 1926 roku), "Wieczernik" - dwumiesięcznik o ponadkonfesyjnym charakterze z codziennymi rozważaniami biblijnymi "Methodos. Przegląd teologiczno-społeczny Wyższego Seminarium Teologicznego im. Jana Łaskiego" (rocznik), a także inną literaturę o tematyce metodystycznej.
Źródło: Pielgrzym Polski, nr 403-404, ss. 88-89, r. 1973