22/05/2026
Wigilia Zesłania Ducha Świętego.
I. Rdz 11, 1-9; Wj 19, 3-8.16-20.
Pierwsze dwa czytania czuwania przed Zesłaniem Ducha pokazują konieczność zanegowania siebie samego, by faktycznie spotkać się z tym, co Duch chce nam dać i do czego chce nas poprowadzić.
W Rdz widzimy budowę wieży Babel. Takie wieże - tzw. zigguraty - były dość popularne w tamtych czasach i miały charakter nie obronny, ale religijny. Na samej górze takiego zigguratu było sanktuarium, do którego - jak wierzono - zstępowało bóstwo. Tak też się stało w przypadku tej konkretnej wieży, Wieży Babel. Tu również PAN ZSTĄPIŁ, jednak nie po to, czego po Nim oczekiwali jej budowniczowie. Ludzie bowiem, którzy postawili tę wieżę, chcieli afirmacji swojej potęgi, przyklepania swoich pomysłów i pewnego rodzaju uniezależnienia, zarówno od kogokolwiek na ziemi, jak i od samego Nieba, które postanowili sobie zorganizować własnymi rękoma. Pan tymczasem, zstępując, zrobił coś dokładnie odwrotnego: tylko ludzką potęgę budowniczych Pan kompletnie wyzerował, a ich tylko ludzkie porozumienie zamienił na niezrozumienie, tak, że aby odtąd móc coś twórczego robić czy jakoś ze sobą być, musieli się siebie nawzajem uczyć. Ich skondensowanie i tworzenie sobie nieba na własną rękę zaś Pan zamienił na misję: posłanie, rozproszenie, pewien impuls, by w końcu „zaludniać całą zamieszkałą ziemię”, tworzyć pewną „ekumenię”.
Słowem: Pan nie przyklepał pomysłów budowniczych wieży, ale poprowadził ich w zupełnie inną, aczkolwiek właśnie dopiero właściwą stronę.
To Słowo pyta nas, dlaczego dziś, i nie tylko dziś, wołamy „Przyjdź Duchu Święty!”. Czy jest to jedynie zagłuszenie sumienia, sprawienie iluzji, że faktycznie Bóg ma jakikolwiek wpływ na moje życie i sprawy, ale tak naprawdę towarzyszy temu wołaniu uprzednie podjęcie własnych decyzji, kompletnie nieskonsultowanych z Bogiem, i kompletna niezgoda na ich jakiekolwiek zakwestionowanie? Czy też faktycznie wołam o Ducha, by to On, przez słuchane w zupełnej wolności i bez przed-sądów Słowo, wskazał kierunki, drogi i cele?
Księga Wyjścia dopowiada, że odpowiedź Pana na to nasze wołanie dokonuje się „trzeciego dnia”: a więc w dniu, który w Biblii zawsze występuje po dniach zgody na obumieranie i jest totalnie dziełem Boga, który z mojej zgody na śmierć wyprowadza niepodrabialne ŻYCIE!
Ta zgoda na obumieranie ma być decyzją, że oto „uczynimy wszystko, co Pan powiedział”, także wtedy, kiedy będzie się to wiązało ze zburzeniem jakichś naszych „Wież Babel”, które postawiliśmy bez konsultacji z Nim. Ma to być także decyzja zgody na „rozesłanie” po świecie, na zbawienne „rozproszenie”, które oznacza słowo „Babel”, na misję: dary Ducha, które dziś nam On obiecuje, nie mogą przecież być tylko dla nas.
Te czytania nas pytają, czy aby na pewno chcemy tego, o co prosimy, gdy wołamy o Ducha.
II. Ez 37, 1-14; Jl 3, 1-5.
Dwa kolejne czytania pokazują, co nam Duch obiecuje, gdy autentycznie, negując siebie a otwierając się na Niego, Go przyjmiemy.
Cudowne są obietnice, które wyczytujemy najpierw u Joela: obietnice najpierw odnoszące się do nas samych, każdej i każdego.
Pierwsza z nich: „wyleję Ducha mego na każde ciało”! Jak często bywa tak, że całe nasze pragnienie bycia świętymi, wiernymi Bogu, regularnie jest poddawane w wątpliwość jeśli nie całkowicie przekreślane przez nasze niepodporządkowane Bogu ciało, które pcha nas w grzechy. Arystoteles nauczał, że „dusza jest formą ciała”. Tak, jak w sakramentach forma określa, do czego użyta jest materia i co oznacza jej użycie, tak i tu, duch decyduje, co robię z ciałem. I oto Pan obiecuje nam, że Duch Święty, gdy będzie w nasz trwał, okaże się silniejszy od zarzewia grzechu, pożądliwości, i sprawi, że materii ciała będziemy używali nie dla siebie, ale jako narzędzia do budowania głębokich więzi.
Kolejna obietnica: „starcy bedą mieli sny, a młodzieńcy widzenia”. Bardzo lubił ten tekst papież Franciszek, widząc w nim obietnicę współpracy międzypokoleniowej. Nie kłótni, nie wzajemnej pogardy i niezrozumienia, ale współpracy: „sny” starców, ich niezrealizowane marzenia o lepszym świecie, nie będą wyśmiane przez młodzieńców, ale będą przez nich podjęte, a ich „widzenia”, wizje i pomysły, pozwolą ową mądrość i doświadczenie starców podać dalej i ich nie zmarnować.
Dalej: „wyleję Mojego Ducha nawet na sługi i służebnice”. Często w naszej wierze jesteśmy jak „słudzy”: robimy, bo musimy, ale gdybyśmy nie musieli, to byśmy nie robili. Tymczasem Duch obiecuje przemienić nas ze sług w przyjaciół, którzy są przy Panu niezależnie od prawa czy obowiązku.
I ostatnia, przepiękna obietnica: „Słońce zamieni się w ciemność, a księżyc w krew”. Kiedy mamy poczucie obecności Ducha Pana, wierność Jemu i życie na Jego sposób są oczywistością, która przychodzi nam wręcz spontanicznie. Można - jak pisał brat Wawrzyniec od Zmartwychwstania - samemu nie mając z natury żadnej cnoty, wskutek tej obecności Pana w nas mieć oto wszystkie. Jednak często bywa tak, że gdy nam ta obecność Pana, a w zasadzie jej poczucie, zostaje odebrane, gdy Słońce obecności Pana „zamienia się w ciemność”, to my, dotąd będący jak księżyc, świecący jedynie odbitym światłem Pana, spadamy z hukiem na ziemię i niszczymy tak siebie, jak innych oraz to, co żeśmy na tej ziemi zbudowali. Duch nam dziś obiecuje coś wielkiego: że oto jest nas w stanie doprowadzić do takiej dojrzałości, w której, gdy Słońce obecności Pana się zaćmi, my „zamienimy się w krew”: a więc będziemy „aż do krwi” walczyć o wierność Pana, podejmiemy prawdziwe męczeństwo, a takim jest przecież wierność Bogu bez poczucia Jego obecności. To naprawdę wielka obietnica!
Ezechiel zaś dopowiada, że Duch Pana i Słowo przez Niego natchnione zawsze jest też tym, co nie tylko nam jest najpotrzebniejsze, ale także tym, co my możemy dać innym. To dar im dany, który zawsze jest sensowny i ożywiający. Także wtedy, kiedy adresaci naszego przepowiadania i posługi są jak dolina pełna wyschniętych doszczętnie trupich kości. Jeśli głoszę SŁOWO PANA, a nie swoje, Ono zawsze jest na temat i Ono ożywia. Słowo także prowadzi tych, którym je głoszę, do pełni życia: zawsze jest tym, czego na poszczególnym etapie swojego rozwoju (kości-ścięgna-ciało-skóra-DUCH) potrzebują. To jednak wymaga wiary, bo często wszystko w nas będzie krzyczało, że Słowo Boże jest nieadekwatne i nieskuteczne, tak, jak na nieskuteczne mogło wyglądać polecenie Boga zaadresowane do Ezechiela, aby głosić homilię do tego, co już dawno nie żyje i po ludzku nie ma szans ożyć.
Te dwa czytania pokazują nam, że dary Ducha zawsze są wystarczające.
III. Dz 2, 1-11; Rz 8, 22-27; J 7, 37-39.
W centrum trzeciego bloku czytań stoi zawarta w Liście do Rzymian prawda o Duchu Wstawienniku.
Ten Duch „wstawia się” najpierw za Jezusem: przekonuje nas, że On, jak sam się przedstawia dziś w Ewangelii, jako jedyny, który może ugasić nasze pragnienie. Tylko wierność Jezusowi czyni moje życie „nawodnionym”, zdrowym, spełnionym. To właśnie oznacza także „przyczynianie się za świętymi”, którego dokonuje Duch: On, pokazując nam swoje dzieła, a więc świętych, zarówno tych czczonych w Kościele, z Maryją na czele, jak i naszych „świętych z sąsiedztwa”, przekonuje nas do tego, że i my niczego lepszego, niż kroczenie drogą Ewangelii, z naszym życiem nie zrobimy.
Duch pokazuje nam także, „o co mamy się modlić”, a więc w ogóle o co w modlitwie chodzi. A chodzi przede wszystkim o słuchanie Słowa Ducha, by potem z liturgii brać siłę do wcielenia Go w życie poprzez konkretne postawy. To jest celem naszej modlitwy i tak właśnie ma wyglądać modlitwa w Duchu: nie ma ona w sobie niczego z zagadywania Boga i z niekończących się interpelacji i intencji. Duch przekonuje, że - jak słyszeliśmy to już we wcześniejszych czytaniach - to WYSTARCZY.
Duch Wstawiennik posługuje się także w tej swojej misji wstawiennictwa darem pamięci. Czytając Dzieje Apostolskie, nie tylko dzisiejszy fragment, widzimy w tej księdze jak dalece Duch sprawia różnicę: jak piękna jest wspólnota i jak piękne jest życie w Duchu, a jak frustrujące, puste i ostatecznie bezcelowe jest życie i działanie tych, którzy się na Ducha zamknęli. Pięknie mówił o tym kiedyś nasz papież Leon: „Ziemia bez wiary byłaby zamieszkana przez dzieci żyjące bez Ojca, czyli przez stworzenia pozbawione zbawienia. Właśnie dlatego Jezus, Syn Boży, który stał się człowiekiem, zadaje pytanie o wiarę: co by się stało, gdyby zanikła ona w świecie? Niebo i ziemia pozostałyby takie same jak przedtem, ale w naszych sercach nie byłoby już nadziei; wolność wszystkich zostałaby pokonana przez śmierć; nasze pragnienie życia pogrążyłoby się w nicości”. Pewnie i my mamy własne doświadczenie różnicy, jaką sprawia Duch Pana: jak dobrze jest być z Nim, a jak źle bez Niego. Duch Wstawiennik jest Tym, który nam tę różnicę nieustannie przypomina i nie pozwala się Nim znudzić a Jego darom spowszednieć.
Wreszcie, Duch obiecuje nam, że dar Jezusa w naszym życiu jest bijącym „strumieniem wody żywej”, czymś nie tylko niewyczerpanym, ale i niewyczerpywalnym. Dlatego, choć z całą mocą „wstawia się” On za Jezusem i proponowanym prze Niego życiem, to nawet, jeśli my za tym przekonywaniem Ducha nie pójdziemy i uciekniemy we własną ciemność, Jezus nigdy nie zmęczy się przebaczaniem i zawsze będzie czekał na nas, by nas na nowo obmyć, nakarmić Sobą i ugasić nasze pragnienie, którego świat nie ugasi nigdy.
To wszystko jest nam dane w Duchu Pana. Odkryjemy zaś to wprostproporcjonalnie do tego, na ile pozwolimy Duchowi w nas nie tylko zagościć, ale zamieszkać, i na ile damy się Mu posłać w stronę tego, co nam dziś objawia i obiecuje, gdyż „wiara widzi w takiej mierze, w jakiej się porusza”.