Parafia św. o Pio w Rudniku

Parafia św. o  Pio w Rudniku Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Parafia św. o Pio w Rudniku, Kościół katolicki, Wólka.

25/05/2026

Mk 10, 28-31.

Wtorek VIII tygodnia zwykłego. Wspomnienie św. Filipa Nereusza.

1. Dzisiejsze Słowo pokazuje, co to znaczy być „pierwszym” lub „ostatnim” w porządku Królestwa Bożego.

Kiedy ten tekst przeczytamy wraz z innymi Ewangeliami, w których Jezus mówi, że „pierwsi będą ostatnimi, a ostatni pierwszymi” (tj. Mt 20, 26 i Łk 13, 30), zobaczymy, że chodzi tu zdecydowanie o „pierwszeństwo” w kwestii zrozumienia logiki Królestwa Bożego.

To trochę jak z ukończeniem szkoły czy studiów: „pierwsi” do ich ukończenia są ci, którzy - przynajmniej tak być powinno - zrozumieli już najwięcej, „ostatni” zaś ci, którzy mają przed sobą jeszcze wiele nauki. Tak też jest w tej szkole Jezusa: „ostatni” to nie odrzuceni, ale ci, którzy muszą jeszcze wiele Słowa słuchać, by zrozumieć logikę Pana. „Pierwsi” zaś to nie ci, którzy już Słowa nie potrzebują, ale którzy na tyle Je zrozumieli, że mogą iść do świata z misją.

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że „ostatni”, potrzebujący jeszcze długiej nauki, są ci, którzy - jak dzisiaj Piotr - myślą, że to oni obdarowują czymś Jezusa, gdy idą za Nim.

„Pierwsi”, gotowi na misję, są zaś ci, którzy wiedzą, że to oni są pierwszymi obdarowanymi poprzez to, że zostali powołani i zaproszeni do bycia z Jezusem.

2. Tylko ten, kto to zrozumiał, może iść do świata i zapraszać kolejnych uczniów Pana.

A to dlatego, że w innym przypadku nie tyle, że nie oddziaływałbym na innych „powołaniowo”, ale stawałbym się sprawcą fałszywego obrazu Boga w innych.

Boga, który żąda rezygnacji z najważniejszych dla człowieka więzi, jak opisane dziś więzi z „domem, braćmi, siostrami, rodzicami, dziećmi”.

Owszem, mamy te więzi „opuścić”, ale tak, jak opuszcza się mieszkanie, by zrobić w nim remont, a więc nie po to, by je porzucić, ale by pozwolić kompetentnym osobom uczynić je bardziej funkcjonalnym.

Podobnie, kiedy „opuszczam” ważne dla mnie relacje, robię to tylko po to, by mógł tam wejść Jezus, by mógł naprawić to, co nie działa, i uczynić te relacje piękniejszymi, a potem oddać mi je w darze. Przemienione, nie zdewastowane. Podkreślone, a nie przekreślone.

Św. Josemaria Escriva pisał, że „my, którzy poświęciliśmy się Bogu, nie straciliśmy niczego”. I potwierdzi to zapewne każdy, kto rzeczywiście idzie za Panem i ma oczy szeroko otwarte, by widzieć właściwe proporcje między moim ryzykiem, a Jego obdarowaniem.

3. Ważną rzecz do dzisiejszego Słowa dopowiada postać Patrona dnia, św. Filipa Nereusza.

To człowiek, który relację z Panem, wiarę i powołanie lubił nazywać włoskim słowem „Paradiso”, czyli RAJEM.

On wiedział, że Pan, powołując go, zaprosił go już tu, na ziemi, „wśród prześladowań”, do RAJU.

Dlatego też tę swoją radość wiary i powołania odważnie „podawał dalej”, nie stroniąc także od miejsc i osób, do których nikt inny by nie poszedł, jak np. do lokalnych prostytutek.

Filip wiedział, że dostał wiarę i powołanie nie dla siebie, ale jako misjonarz. Wiedział, że to dar, który mu się nie należy, a więc świństwem byłoby zatrzymanie go dla siebie. Nie bał się także, mówiąc językiem papieża Franciszka, „ubrudzić” przy misji. Bo rozumiał, że idąc z radością Ewangelii tam, gdzie to „ubrudzenie” mu zagraża, nie tylko, że nie narazi niesionego skarbu na szwank, ale obficie go pomnoży.

Jeśli towarzyszy mi taki, jak Filipowi, zapał i radość misji, zdecydowanie mogę się ucieszyć, że jestem „pierwszy” do wyjścia ze Słowem w świat. Jeśli nie, to także Dobra Nowina: oznacza to bowiem, że jestem „ostatni”, a więc przede mną jeszcze wiele, niezbędnych mi, pięknych spotkań ze Słowem.

25/05/2026

Z Ewangelii święta Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła:

„Od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”. Stojąc pod Krzyżem jesteśmy świadkami rodzącego się Kościoła. Z boku Chrystusa wypływają jego podstawowe sakramenty: Chrzest i Eucharystia. Jezus wyraża swą ostatnią wolę: powierza swej Matce rodzący się Kościół. A w osobie Jana daje Kościołowi szczególny dar: Matkę. Rodzina dzieci Bożych powierzona opiece Matki. Każdy dar, by spełnił swoją rolę, musi być przyjęty. Nie tylko przez oddawanie czci Maryi. Również przez naśladowanie Jej macierzyństwa. Kościół też jest matką, bo rodzi przez chrzest nowe dzieci. Też przez naszą modlitwę i świadectwo wiary.

24/05/2026

J 19, 25-34.

Święto NMP Matki Kościoła.

1. Dzisiejsze Słowo pokazuje uosabiające Kościół kobiety, stojące pod krzyżem Jezusa. Dwie z nich są zupełnymi skrajnościami: niepokalana, wolna od grzechu pierworodnego i uczynkowych Maryja po jednej stronie, a po drugiej Maria Magdalena, z której Jezus swojego czasu wyrzucił „siedem złych duchów”, a więc pełnię zła. Jedna od zawsze wolna, druga swojego czasu zniewolona przez wszelkie możliwe duchowe zło.

Ich wspólna, podstawowa cecha to ta, że obie są DZIEŁEM MIŁOSIERDZIA BOŻEGO: Maryja to Dziewica Niepokalana, Magdalena to Dziewica Odbudowana (por. Jr 31).

Taki właśnie jest Kościół: obojętnie, czy my, którzy go stanowimy, jesteśmy bardziej podobni do niewchodzącej nigdy w zło Maryi czy do wyzwolonej z przeogromnego zła Magdaleny, wszyscy jesteśmy dziełem Miłosierdzia. Nie da się być Kościołem inaczej - na przykład mocą swoich własnych sił czy zasług.

Kościół to Oblubienica, Kobieta, Arcydzieło Miłosierdzia. Tak rodzi się Kościół.

2. Te kobiety pokazują coś jeszcze: tylko ten, kto ma świadomość, że jest dziełem Miłosierdzia, będzie stał pod krzyżem Jezusa, a więc trwał przy Panu wtedy, kiedy nie jest to ani łatwe, ani przyjemne.

O tym mówił nam w Wigilię Zesłania Joel: „Słońce się zaćmi, a księżyc zamieni się w krew”. Jeśli jestem prawdziwie „księżycem”, a więc mam świadomość, że moje światło, jakiekolwiek by ono nie było, nie jest ostatecznie moim, ale jedynie odbitym światłem Jezusa - Słońca, to choćby poczucie obecności tego Światła Świata, Słońca, się „zaćmiło”, ja pozostanie przy krzyżu. Także wtedy, kiedy będzie się to wiązało z „zamienieniem się w krew”, a więc z jakąś formą męczeństwa, nie wykluczając tej dosłownej.

Tak rodzi się wierność Kościołowi: z poczucia bycia obdarowanym jak księżyc przez Słońce.

3. Widzimy dziś pod krzyżem także powierzenie Maryi, Matki Kościoła, Janowi, a Jana Maryi, Matce Kościoła.

Ks. Franciszek Blachnicki pisał, że ci, którzy poszli za wezwaniem Chrystusa, którzy przyjęli Go jako Nauczyciela i Mistrza, musieli równocześnie zgodzić się na siebie nawzajem.

Jeśli jestem Janem, i jeśli chcę pozostać uczniem Jezusa, muszę się zgodzić na Matkę - Kościół, także wtedy, kiedy w niczym po ludzku nie przypomina przepięknej, Niepokalanej Maryi. Jeśli zaś jestem w sercu Matki Kościoła, i chcę w nim pozostać na jezusowy sposób, muszę się zgodzić na każdego „ucznia” mi powierzonego, także wtedy, kiedy w niczym nie przypomina wiernego i zasłuchanego w Słowo Jana.

Jednak - i to znowu Blachnicki - jeśli poznam własną niemoc i nędzę, jeśli zrozumiem, że świecę tylko odbitym, a nigdy własnym światłem, zrozumiem także bliźniego i będę wobec niego wdzięcznie wyrozumiały i z radością go przyjmujący.

Tak rodzi się Kościół - wspólnota.

4. Te dary: poznanie własnej zależności od Pana, bycie we wspólnocie Kościoła oraz wierność Jezusowi aż „do krwi”, są darami Ducha Świętego.

Czytamy dziś w Ewangelii, że Jezus zawołał na krzyżu „pragnę”, a następnie rzekł „wykonało się”, i skłoniwszy głowę, „oddał ducha”. Owo „oddanie ducha” nie oznacza tylko śmierci, ale także przekazanie Ducha Świętego.

Papież Leon, komentując ostatnie słowa Jezusa z krzyża, zauważył, że także moje zbawienie „wykona się” - a więc i w moje życie zostanie tchnięty Duch Pana - kiedy wcześniej się przyznam, że „pragnę”, a więc jestem zależny i potrzebujący.

Pragnę Ducha Świętego. Wyrazem zaś, bardzo konkretnym, tego pragnienia, jest - jak pokazuje dziś Ewangelia - zachowanie szabatu. Szabatu, czyli momentu niedziałania, niemówienia, aby patrzeć, jak Bóg działa, i słuchać, co On mówi, a następnie pełnić Jego dzieło i głosić Jego Słowo.

Z szabatowego słuchania Słowa rodzi się Kościół „na obraz i podobieństwo Pana”.

24/05/2026

Z Ewangelii uroczystości Zesłania Ducha Świętego:

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Świadomość misji, jaką Jezus powierza swoim uczniom, może napełnić lękiem. W takim już trwali, bo drzwi były zamknięte z obawy, by nie spotkał ich taki sam los, jak ich Mistrza. Obecność Jezusa napełnia ich serca pokojem. W takie serca Jezus wlewa szczególne tchnienie - szczególny osobowy dar: swojego Ducha, który będzie ich Obrońcą. A jednocześnie Mocą do realizacji misji pokoju: jednania ludzi z Bogiem. Będę prosił Ducha Świętego, aby napełniał moje serce Chrystusowym pokojem. By czynił ze mnie człowieka jednania. Bym zawsze żył w prawdzie

23/05/2026

Dz 2, 1-11; 1 Kor 12, 3b-7.12-14; J 20, 19-23.

Zesłanie Ducha Świętego.

Chociaż dzisiejsze święto jest jedyne w swoim rodzaju i wyjątkowo uroczyste, to jednak Słowo podprowadza nas pod radosne odkrycie, że wszystko to, co się w dzisiejszym święcie zawiera, zasadniczo jest nam dostępne w naszym codziennym, prostym życiu chrześcijańskim, którego ośrodkiem jest EUCHARYSTIA.

1. Ewangelia odsyła nas dziś bowiem do tego daru Ducha Świętego, jakim jest odpuszczenie (dosłownie: „odsunięcie”) naszych grzechów - to wymiar negatywny - a także - i to wymiar pozytywny - pokój serca i gotowość życia i działania „w Duchu Jezusa”, na Jego sposób.

Wystarczy trzymać się tego, co proponuje Kościół: cotygodniowej Eucharystii, podczas której przyjmuję Komunię Świętą, aby ten dar na bieżąco w sobie aktualizować. Dzięki Komunii umiem - jak mówi dziś II czytanie - „wyznawać Jezusa Panem”, nie tylko słowami, ale i życiem.

Kiedy zaś nie mogę przyjąć Komunii, bo jestem w grzechach, to wcześniej powinienem przystąpić do spowiedzi, gdzie Duch Święty „odsunie ode mnie” moje grzechy: i chodzi tu nie tylko o moment odpuszczenia i zgładzenia tego, co aktualnie mam na sumieniu, ale także o to, że jeśli się regularnie spowiadam i przystępuję do Komunii, to faktycznie „odsuwają” się coraz dalej moje wady, a „przybliża” się coraz bardziej styl życia kogoś, dla kogo Jezus autentycznie jest Panem.

2. I i II czytanie pokazują także ten dar Ducha Świętego, jakim jest zebranie nas, zbawionych i „skomunikowanych” z Jezusem, we wspólnotę.

I to taką, w której nie są istotne podziały (Żyd i Grek, niewolnik i wolny…), ale w której jesteśmy pięknie funkcjonującą jednością nie tylko pomimo różnic, ale właśnie dzięki różnicom. Tak, jak ludzkie ciało, które „na jednym miejscu” zbiera tak różne od siebie organy, które są zespolone jednością i właśnie dlatego, że każdy jest inny, a każdy „robi swoje” w tym ciele, całe ciało jest zdrowe.

Nasze podobieństwo do Boga, do którego prowadzi i formuje nas Duch Święty, jest przecież podobieństwem nie do jakiegoś „Boga-monady”, ale do Boga w Trójcy Świętej, toteż wydarza się nie tylko poprzez naszą osobistą komunię z Jezusem i „odsunięcie” od nas naszych własnych grzechów, ale poprzez zebranie nas we wspólnotę, bycie razem, gdzie każdy jest potrzebny i każdy jest mile widziany.

Taką wspólnotę pokazuje nam liturgia. 29. punkt konstytucji soborowej „Sacrosanctum Concilium” mówi, że w liturgii każdy ma czynić „solum et totum”: tylko to, co może, ale zarazem wszystko to, co może. Każdy wykonuje swoją funkcję, nikt nie robi wszystkiego, a każdy angażuje się tak, jak go do tego uposaża Duch Święty. Wtedy to liturgia staje się prawdziwie „dziełem wspólnym” (gr. leiton ergon). Liturgia jednak nie jest celem samym w sobie, ale przestrzenią, w której niejako widzimy niebo: „wzór na górze”, jak Mojżesz w Księdze Wyjścia. Po to, by wracając z liturgii „na ziemię” czynić wszystko to, i wszystko tak, jak w tym „wzorze” widzieliśmy: by samemu tworzyć takie wspólnoty, w których nikt nie będzie pominięty, a dary i talenty od Ducha Świetego dane każdemu, będą wykorzystane dla dobra wszystkich.

3. Dzieje Apostolskie pokazują, że nawet „najpobożniejsi Żydzi”, a więc ludzie będący bardzo blisko Boga i Jego Słowa, nie byli w stanie „zlokalizować” przyczyny tego, co widzieli w Dzień Pięćdziesiątnicy.

A to dlatego, że choć Duch Święty jest wielki w swoim działaniu, i że choć naprawdę widać różnicę pomiędzy życiem z Nim a bez Niego, to jednak w tej swojej wielkości i konieczności jest bardzo pokorny i nie pcha się na pierwszy plan.

Bóg, Duch Święty, jest taki, jak o Nim mówił kiedyś papież Leon XIV, gdy komentował Ewangelię o Wielkiej Sobocie i o Jezusie złożonym w grobie. Papież zauważył, że pochowany w grobie Pan jest łagodnym obliczem Boga, który nie dąży do zajęcia całej przestrzeni życiowej człowieka, ale wystarcza Mu skrawek ziemi, i to nie dla atencji czy swojej chwały, ale po to, by z tego skrawka ziemi móc człowiekowi usługiwać.

Taki jest Duch Święty, którego zmarły przed 800. laty św. Franciszek z Asyżu porównał do wody. A to dlatego, że woda jest składnikiem niemal wszystkiego, i to składnikiem koniecznym, ale tak pokornym, że w tej swojej konieczności i wszechobecności wtapia się we wszystko pozostałe, tak, że dla przykładu nie mówimy, że pijemy esencję z ziaren kawy z gorącą wodą, ale po prostu pijemy kawę.

Bóg w Eucharystii, i w ogóle w kulcie chrześcijańskim, jest właśnie taki: sprawia kolosalną różnicę, jest konieczny, ale nie jest zaborczy i eksponujący siebie. Wystarcza Mu „mały skrawek” naszej uwagi (dla przykładu: godzina Eucharystii w tygodniu to 1/168 tego tygodnia…), by z tego „skrawka” nam usługiwać.

Niech zatem to dzisiejsze uroczyste święto oswoi nas do „wpuszczenia” takiego Boga na dobre w nasze życie, byśmy mogli zbierać owoce Ducha nie tylko od święta, ale na codzień.

23/05/2026

Z Ewangelii soboty VII tygodnia wielkanocnego:

„Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze”. Plotka wszędzie może zagościć, także wśród najbliższych uczniów Jezusa. Może dać początek zbędnym dociekaniom i powstawaniem fałszywych obrazów osób lub wydarzeń. Jan rzeczywiście żył najdłużej z apostołów i jedyny umarł śmiercią naturalną. Ale to nie była jego zasługa. Bóg wobec każdego z nas ma swój plan. Wspólny dla wszystkich: uczynić nas uczestnikami wiecznej radości. A jednocześnie niepowtarzalny dla każdego z nas. Nie jest naszą rolą dociekanie kiedy i jak się w moim życiu zrealizuje. Moją troską jest zażyła relacja z Jezusem. Jak Jan.

Wigilia Zesłania Ducha Świętego.I. Rdz 11, 1-9; Wj 19, 3-8.16-20.Pierwsze dwa czytania czuwania przed Zesłaniem Ducha po...
22/05/2026

Wigilia Zesłania Ducha Świętego.

I. Rdz 11, 1-9; Wj 19, 3-8.16-20.

Pierwsze dwa czytania czuwania przed Zesłaniem Ducha pokazują konieczność zanegowania siebie samego, by faktycznie spotkać się z tym, co Duch chce nam dać i do czego chce nas poprowadzić.

W Rdz widzimy budowę wieży Babel. Takie wieże - tzw. zigguraty - były dość popularne w tamtych czasach i miały charakter nie obronny, ale religijny. Na samej górze takiego zigguratu było sanktuarium, do którego - jak wierzono - zstępowało bóstwo. Tak też się stało w przypadku tej konkretnej wieży, Wieży Babel. Tu również PAN ZSTĄPIŁ, jednak nie po to, czego po Nim oczekiwali jej budowniczowie. Ludzie bowiem, którzy postawili tę wieżę, chcieli afirmacji swojej potęgi, przyklepania swoich pomysłów i pewnego rodzaju uniezależnienia, zarówno od kogokolwiek na ziemi, jak i od samego Nieba, które postanowili sobie zorganizować własnymi rękoma. Pan tymczasem, zstępując, zrobił coś dokładnie odwrotnego: tylko ludzką potęgę budowniczych Pan kompletnie wyzerował, a ich tylko ludzkie porozumienie zamienił na niezrozumienie, tak, że aby odtąd móc coś twórczego robić czy jakoś ze sobą być, musieli się siebie nawzajem uczyć. Ich skondensowanie i tworzenie sobie nieba na własną rękę zaś Pan zamienił na misję: posłanie, rozproszenie, pewien impuls, by w końcu „zaludniać całą zamieszkałą ziemię”, tworzyć pewną „ekumenię”.

Słowem: Pan nie przyklepał pomysłów budowniczych wieży, ale poprowadził ich w zupełnie inną, aczkolwiek właśnie dopiero właściwą stronę.

To Słowo pyta nas, dlaczego dziś, i nie tylko dziś, wołamy „Przyjdź Duchu Święty!”. Czy jest to jedynie zagłuszenie sumienia, sprawienie iluzji, że faktycznie Bóg ma jakikolwiek wpływ na moje życie i sprawy, ale tak naprawdę towarzyszy temu wołaniu uprzednie podjęcie własnych decyzji, kompletnie nieskonsultowanych z Bogiem, i kompletna niezgoda na ich jakiekolwiek zakwestionowanie? Czy też faktycznie wołam o Ducha, by to On, przez słuchane w zupełnej wolności i bez przed-sądów Słowo, wskazał kierunki, drogi i cele?

Księga Wyjścia dopowiada, że odpowiedź Pana na to nasze wołanie dokonuje się „trzeciego dnia”: a więc w dniu, który w Biblii zawsze występuje po dniach zgody na obumieranie i jest totalnie dziełem Boga, który z mojej zgody na śmierć wyprowadza niepodrabialne ŻYCIE!

Ta zgoda na obumieranie ma być decyzją, że oto „uczynimy wszystko, co Pan powiedział”, także wtedy, kiedy będzie się to wiązało ze zburzeniem jakichś naszych „Wież Babel”, które postawiliśmy bez konsultacji z Nim. Ma to być także decyzja zgody na „rozesłanie” po świecie, na zbawienne „rozproszenie”, które oznacza słowo „Babel”, na misję: dary Ducha, które dziś nam On obiecuje, nie mogą przecież być tylko dla nas.

Te czytania nas pytają, czy aby na pewno chcemy tego, o co prosimy, gdy wołamy o Ducha.

II. Ez 37, 1-14; Jl 3, 1-5.

Dwa kolejne czytania pokazują, co nam Duch obiecuje, gdy autentycznie, negując siebie a otwierając się na Niego, Go przyjmiemy.

Cudowne są obietnice, które wyczytujemy najpierw u Joela: obietnice najpierw odnoszące się do nas samych, każdej i każdego.

Pierwsza z nich: „wyleję Ducha mego na każde ciało”! Jak często bywa tak, że całe nasze pragnienie bycia świętymi, wiernymi Bogu, regularnie jest poddawane w wątpliwość jeśli nie całkowicie przekreślane przez nasze niepodporządkowane Bogu ciało, które pcha nas w grzechy. Arystoteles nauczał, że „dusza jest formą ciała”. Tak, jak w sakramentach forma określa, do czego użyta jest materia i co oznacza jej użycie, tak i tu, duch decyduje, co robię z ciałem. I oto Pan obiecuje nam, że Duch Święty, gdy będzie w nasz trwał, okaże się silniejszy od zarzewia grzechu, pożądliwości, i sprawi, że materii ciała będziemy używali nie dla siebie, ale jako narzędzia do budowania głębokich więzi.

Kolejna obietnica: „starcy bedą mieli sny, a młodzieńcy widzenia”. Bardzo lubił ten tekst papież Franciszek, widząc w nim obietnicę współpracy międzypokoleniowej. Nie kłótni, nie wzajemnej pogardy i niezrozumienia, ale współpracy: „sny” starców, ich niezrealizowane marzenia o lepszym świecie, nie będą wyśmiane przez młodzieńców, ale będą przez nich podjęte, a ich „widzenia”, wizje i pomysły, pozwolą ową mądrość i doświadczenie starców podać dalej i ich nie zmarnować.

Dalej: „wyleję Mojego Ducha nawet na sługi i służebnice”. Często w naszej wierze jesteśmy jak „słudzy”: robimy, bo musimy, ale gdybyśmy nie musieli, to byśmy nie robili. Tymczasem Duch obiecuje przemienić nas ze sług w przyjaciół, którzy są przy Panu niezależnie od prawa czy obowiązku.

I ostatnia, przepiękna obietnica: „Słońce zamieni się w ciemność, a księżyc w krew”. Kiedy mamy poczucie obecności Ducha Pana, wierność Jemu i życie na Jego sposób są oczywistością, która przychodzi nam wręcz spontanicznie. Można - jak pisał brat Wawrzyniec od Zmartwychwstania - samemu nie mając z natury żadnej cnoty, wskutek tej obecności Pana w nas mieć oto wszystkie. Jednak często bywa tak, że gdy nam ta obecność Pana, a w zasadzie jej poczucie, zostaje odebrane, gdy Słońce obecności Pana „zamienia się w ciemność”, to my, dotąd będący jak księżyc, świecący jedynie odbitym światłem Pana, spadamy z hukiem na ziemię i niszczymy tak siebie, jak innych oraz to, co żeśmy na tej ziemi zbudowali. Duch nam dziś obiecuje coś wielkiego: że oto jest nas w stanie doprowadzić do takiej dojrzałości, w której, gdy Słońce obecności Pana się zaćmi, my „zamienimy się w krew”: a więc będziemy „aż do krwi” walczyć o wierność Pana, podejmiemy prawdziwe męczeństwo, a takim jest przecież wierność Bogu bez poczucia Jego obecności. To naprawdę wielka obietnica!

Ezechiel zaś dopowiada, że Duch Pana i Słowo przez Niego natchnione zawsze jest też tym, co nie tylko nam jest najpotrzebniejsze, ale także tym, co my możemy dać innym. To dar im dany, który zawsze jest sensowny i ożywiający. Także wtedy, kiedy adresaci naszego przepowiadania i posługi są jak dolina pełna wyschniętych doszczętnie trupich kości. Jeśli głoszę SŁOWO PANA, a nie swoje, Ono zawsze jest na temat i Ono ożywia. Słowo także prowadzi tych, którym je głoszę, do pełni życia: zawsze jest tym, czego na poszczególnym etapie swojego rozwoju (kości-ścięgna-ciało-skóra-DUCH) potrzebują. To jednak wymaga wiary, bo często wszystko w nas będzie krzyczało, że Słowo Boże jest nieadekwatne i nieskuteczne, tak, jak na nieskuteczne mogło wyglądać polecenie Boga zaadresowane do Ezechiela, aby głosić homilię do tego, co już dawno nie żyje i po ludzku nie ma szans ożyć.

Te dwa czytania pokazują nam, że dary Ducha zawsze są wystarczające.

III. Dz 2, 1-11; Rz 8, 22-27; J 7, 37-39.

W centrum trzeciego bloku czytań stoi zawarta w Liście do Rzymian prawda o Duchu Wstawienniku.

Ten Duch „wstawia się” najpierw za Jezusem: przekonuje nas, że On, jak sam się przedstawia dziś w Ewangelii, jako jedyny, który może ugasić nasze pragnienie. Tylko wierność Jezusowi czyni moje życie „nawodnionym”, zdrowym, spełnionym. To właśnie oznacza także „przyczynianie się za świętymi”, którego dokonuje Duch: On, pokazując nam swoje dzieła, a więc świętych, zarówno tych czczonych w Kościele, z Maryją na czele, jak i naszych „świętych z sąsiedztwa”, przekonuje nas do tego, że i my niczego lepszego, niż kroczenie drogą Ewangelii, z naszym życiem nie zrobimy.

Duch pokazuje nam także, „o co mamy się modlić”, a więc w ogóle o co w modlitwie chodzi. A chodzi przede wszystkim o słuchanie Słowa Ducha, by potem z liturgii brać siłę do wcielenia Go w życie poprzez konkretne postawy. To jest celem naszej modlitwy i tak właśnie ma wyglądać modlitwa w Duchu: nie ma ona w sobie niczego z zagadywania Boga i z niekończących się interpelacji i intencji. Duch przekonuje, że - jak słyszeliśmy to już we wcześniejszych czytaniach - to WYSTARCZY.

Duch Wstawiennik posługuje się także w tej swojej misji wstawiennictwa darem pamięci. Czytając Dzieje Apostolskie, nie tylko dzisiejszy fragment, widzimy w tej księdze jak dalece Duch sprawia różnicę: jak piękna jest wspólnota i jak piękne jest życie w Duchu, a jak frustrujące, puste i ostatecznie bezcelowe jest życie i działanie tych, którzy się na Ducha zamknęli. Pięknie mówił o tym kiedyś nasz papież Leon: „Ziemia bez wiary byłaby zamieszkana przez dzieci żyjące bez Ojca, czyli przez stworzenia pozbawione zbawienia. Właśnie dlatego Jezus, Syn Boży, który stał się człowiekiem, zadaje pytanie o wiarę: co by się stało, gdyby zanikła ona w świecie? Niebo i ziemia pozostałyby takie same jak przedtem, ale w naszych sercach nie byłoby już nadziei; wolność wszystkich zostałaby pokonana przez śmierć; nasze pragnienie życia pogrążyłoby się w nicości”. Pewnie i my mamy własne doświadczenie różnicy, jaką sprawia Duch Pana: jak dobrze jest być z Nim, a jak źle bez Niego. Duch Wstawiennik jest Tym, który nam tę różnicę nieustannie przypomina i nie pozwala się Nim znudzić a Jego darom spowszednieć.

Wreszcie, Duch obiecuje nam, że dar Jezusa w naszym życiu jest bijącym „strumieniem wody żywej”, czymś nie tylko niewyczerpanym, ale i niewyczerpywalnym. Dlatego, choć z całą mocą „wstawia się” On za Jezusem i proponowanym prze Niego życiem, to nawet, jeśli my za tym przekonywaniem Ducha nie pójdziemy i uciekniemy we własną ciemność, Jezus nigdy nie zmęczy się przebaczaniem i zawsze będzie czekał na nas, by nas na nowo obmyć, nakarmić Sobą i ugasić nasze pragnienie, którego świat nie ugasi nigdy.

To wszystko jest nam dane w Duchu Pana. Odkryjemy zaś to wprostproporcjonalnie do tego, na ile pozwolimy Duchowi w nas nie tylko zagościć, ale zamieszkać, i na ile damy się Mu posłać w stronę tego, co nam dziś objawia i obiecuje, gdyż „wiara widzi w takiej mierze, w jakiej się porusza”.

22/05/2026

Z Ewangelii piątku VII tygodnia wielkanocnego:

„Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Nigdy nie jest za późno, aby potwierdzać moją miłość do Boga. On zawsze na to czeka, nigdy nas nie przekreśla. Tak postąpił z Szymonem, który był święcie przekonany o swojej wierności i o niej zapewniał, a potem trzy razy zaparł się swego Mistrza. To obraz naszej ludzkiej kondycji. Życie pokazuje wiele razy naszą słabość i to, jak mało są warte nasze ludzkie obietnice, nawet wobec Boga. Zapewne Piotr żałował swego postępowania, ale zabrakło mu odwagi, aby to wyrazić przed Panem. To Jezus dał mu okazję do powtórnego wyrażenia miłości do Niego. I nam daje.

Adres

Wólka
20-258

Telefon

+48817510448

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Parafia św. o Pio w Rudniku umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij