23/08/2026
23 sierpnia 2026
XIII Niedziela po Zesłaniu Ducha Świętego
Wspomnienie św. Filipa Benicjusza, Kapłana i Wyznawcy
+ + +
[Ewangelia]
[Łk 17, 11-19]
„Augustyn: Trędowatych można w sensie mistycznym rozumieć jako tych, którzy – nie znając prawdziwej wiary – wyznają rozmaite błędne nauki. Nie kryją się oni bowiem ze swą niewiedzą, lecz obnoszą się z nią zuchwale jako z najwyższą mądrością, chełpliwie ją afiszując. Ponieważ zaś trąd jest skazą objawiającą się inną barwą skóry, to gdy w jednej wypowiedzi czy opowieści prawda miesza się nieudolnie z fałszem – niczym barwy na jednym ciele – tworzy to obraz trądu, który niczym mieszanina kolorów zdrowych i chorych szpeci i zniekształca wygląd człowieka. Trędowatych tych należy zatem tak oddalić od Kościoła, by – przebywając w jak największym oddaleniu – mogli głośno wzywać Chrystusa. A fakt, że nazywają Go oni Nauczycielem, wskazuje moim zdaniem wyraźnie, iż trąd jest w istocie fałszywą nauką, którą dobry Nauczyciel może obmyć. Widzimy zatem, że spośród tych, których Pan obdarzył uzdrowieniem ciała, nikogo nie odesłał do kapłanów z wyjątkiem trędowatych, gdyż kapłaństwo żydowskie było zapowiedzią kapłaństwa istniejącego w Kościele. Pan naprawia i uzdrawia wszelkie wady mocą własną, działającą wewnętrznie w sumieniu, natomiast zadanie pouczania – czy to poprzez udzielanie sakramentu, czy też przez ustne głoszenie nauki – zostało powierzone Kościołowi. I gdy szli, zostali oczyszczeni – podobnie jak poganie, do których przybył Piotr: choć nie przyjęli jeszcze sakramentu chrztu (dzięki któremu duchowo przystępujemy do kapłanów), zostali uznani za oczyszczonych przez wylanie Ducha Świętego. Kto zatem we wspólnocie Kościoła trzyma się prawdziwej i zdrowej nauki, uznając się za wolnego od zgiełku kłamstw – niczym od trądu – a jednak, okazując niewdzięczność swemu Oczyszczycielowi, nie pada przed Nim w pełnej pobożności pokorze i dziękczynieniu, ten przypomina owych ludzi, o których mówi Apostoł: choć poznali Boga, nie oddali Mu chwały jako Bogu ani nie złożyli dziękczynienia. Tacy pozostaną zatem w liczbie dziewięciu jako niedoskonali; dziewiątka bowiem potrzebuje jedynki, aby dzięki pewnej postaci jedności mogła się zespolić i stać się dziesiątką.
Ten zaś, który złożył dziękczynienie, został uznany za obraz jedynego Kościoła. O tamtych – jako że byli Żydami – powiedziano, iż przez pychę utracili królestwo niebieskie, w którym nade wszystko zachowuje się jedność. Natomiast Samarytanin – co w tłumaczeniu oznacza ‘stróż’ – oddając Temu, który dał, to, co sam otrzymał (zgodnie ze słowami psalmu: «Dla Ciebie zachowam swą moc»), z pokornym oddaniem dochował jedności królestwa.
Beda: Padł na twarz, gdyż oblewa się rumieńcem wstydu na wspomnienie popełnionego zła. Polecono mu zaś wstać i iść, ponieważ ten, kto świadom własnej słabości korzy się aż do ziemi, dzięki pociesze płynącej ze słowa Bożego zostaje poprowadzony do czynów wielkich. Skoro zaś wiara uzdrowiła tego, który pospiesznie powrócił, by złożyć dziękczynienie, to niedowiarstwo gubi tych, którzy zaniedbali oddać chwałę Bogu za otrzymane dobrodziejstwa. Zatem tak jak w poprzedniej przypowieści powiedziano, że należy pomnażać wiarę przez pokorę, tak tutaj znajduje to swoje odzwierciedlenie w samych czynach.”
św. Tomasz z Akwinu (1224 - 1274)
Catena aurea in quatuor Evangelia [Exp. in Lucam], Caput XVII, Lectio 5.
+ + +
Jak słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, według przepisów Starego Testamentu, trędowaci mieli się trzymać z daleka od zdrowych i od ich miejsca zamieszkania. Jest to zrozumiałe, mając na uwadze, że trąd był chorobą bardzo zakaźną. Dla ratowania pozostałych w miarę zdrowych, trzymano widzialnie chorych osobno, by nie zarazili reszty. Ci trędowaci odizolowani mogli powrócić do społeczności zdrowych po wyzdrowieniu i upewnieniu się, że już nie są zagrożeniem dla reszty zdrowych. Chorzy na trąd, pragnąc powrotu do zdrowia i do społeczności zdrowych, zasadniczo musieli liczyć na cud i o cud się starać i modlić.
Akwinata przywołuje alegoryczny komentarz św. Augustyna. W trędowatych widzi on heretyków. Trędowatych rozpoznawało się po dziwnych plamach na skórze. Heretyków rozpoznaje się po tym, że z prawdą mieszają błędy. Jak u trędowatych chorobę było widać, tak u heretyków to skażenie słychać, gdy się wypowiadają. Jak Żydzi oddalali trędowatych od zdrowych, tak Kościół oddala i powinien oddalać heretyków od wierzących. Tam wówczas powodem był zaraźliwy charakter trądu i niebezpieczeństwo, że się zdrowi nim zarażą od chorych, tak tutaj teraz powodem jest zaraźliwy charakter herezji i niebezpieczeństwo, że wierni jej ulegną. Oczywiście, o ile to oddalenie trędowatych miało charakter fizyczny, o tyle oddalenie heretyków od Kościoła ma przede wszystkim charakter administracyjny. Z tym, że i fizycznego się nie lekceważy, chociażby przez to, że zabrania się heretykom fizycznego występowania w katolickich kościołach i szkołach.
W taki sensowny i rozsądny sposób Kościół przez wieki rozumiał swoją odpowiedzialność za wiernych, oraz za ich duchowe zdrowie i życie. Starał się ich ustrzec od niebezpieczeństw ze strony tych, którzy swoimi błędnymi naukami zagrażali zdrowiu duszy i jej życiu wiecznemu. Prawdziwy Kościół katolicki dalej tak rozumie swoją odpowiedzialność. I dlatego przestrzega swych wiernych przed niebezpieczeństwem herezji i fałszywych nauk. Prawdziwi pasterze Kościoła starają się ostrzec i ustrzec wiernych przed takim śmiertelnym zagrożeniem. Inaczej ma się rzecz w modernizmie. Herezje i heretycy są tam mile widziani na ambonach kościołów i katedrach uczelni. Ci, którzy przed ostatnim nieszczęsnym soborem – jako doktrynalnie trędowaci – byli oddalani od owczarni, na soborze zostali do owczarni dopuszczeni i do niej wpuszczeni. Herezja w krótkim czasie z garstki wywrotowców rozniosła się na całą owczarnię. I dziś mamy cały katolicyzm zarażony modernizmem. A proporcje niezarażonych są rzędu nawet nie procentów, lecz promili. Była garstka modernistów i miliony katolików. Nie oddalono owej garstki od owczarni na czas, i teraz mamy miliony modernistów i garstkę katolików.
By wyzdrowieć z trądu, trzeba było liczyć na cud i starać się o cud. Oczyszczenie z modernizmu jakiejś jednej pojedynczej duszy jest cudem. Trzeba się o niego starać. A gdy się zdarzy, trzeba za taki cud dziękować. Cudem jeszcze większym będzie oczyszczenie z modernizmu całych parafii, diecezji i episkopatów. I o taki cud trzeba się modlić i zabiegać. Jeśli Pan Jezus może oczyścić jedną duszę, może też i dziesięć dusz i milion dusz.
Więcej na Mszach Świętych w naszych oratoriach.
Zapraszamy serdecznie!
Błogosławionej niedzieli!
Z Panem Bogiem!
x. Włodzimierz Małota CM
_________________________