Kunzang Ling Poland, Szczecin

Kunzang Ling Poland, Szczecin Misja Kunzang Ling Szczecin
PL 45 1240 3826 1111 0010 9944 2720
BIC/SWIFT PKOPPLPW

Drogie siostry, bracia i przyjaciele w Dharmie.🙏Zwracam się do Was z prośbą o wsparcie Brtłomieja znanego jako Ngakpa Ra...
11/01/2026

Drogie siostry, bracia i przyjaciele w Dharmie.🙏

Zwracam się do Was z prośbą o wsparcie Brtłomieja znanego jako Ngakpa Rangrig Dorje lub Rangrig Lotsawa.
Od ponad 17 lat zajmuje się tłumaczeniem wykładów oraz tekstów Tantry oraz Dzogczen. Mamy to szczęście, że sam będąc praktykującym Tantrę i Dzogczen, posiadającym bardzo dobre relacje z nauczycielami, wnikliwie i dociekliwie pracuje nad dokładnym przekazaniem znaczenia słów Dharmy nie myląc przy tym z jakiego poziomu nauk te słowa płyną. Znamy wiele tłumaczeń osób, które mylą lub nie rozumieją różnic poglądu np Zen i poglądu Dzogczen. Nie rozumiejąc znaczenie bodhichitty w sutrach, tantrach i dzogczen często tworzą coś co staje się bardziej przeszkodą w praktyce, a nie pomocą.
Rangrig Lotsawa nie ma z tym problemu, a jeśli tylko coś budzi jego wątpliwość konsultuje to z nauczycielami.
Przez wiele lat był tłumaczem na wszystkich seminariach w naszej misji, a często też wspierał inne sangi. Wykonał tłumaczenia ponad 100 sadhan i wielu tekstów dharmicznych. Robiąc to nie prosił nigdy o wynagrodzenie. Wiele lat utrzymywał się pracując oraz angażując w tłumaczenia Buddhadharmy. Zwykła codzienna jego praca wymagała wielu godzin spędzonych przed ekranem komputera. Od dziecka ma słaby wzrok, a ten typ pracy dodatkowo go pogorszył. Gdy stracił ostatni kontrakt podjął decyzję męczyć swoje oczy przed komputerem tylko dla tłumaczeń dharmy. Od blisko roku utrzymywał się z odłożonych pieniędzy i wsparciu rodziny oraz przyjaciół. Niestety możliwości się skończyły, dlatego bardzo Was proszę o wsparcie dla Bartka byśmy wszyscy mieli możliwość praktykowania z tekstami w pełnym ich znaczeniu.
Obecnie jest w trakcie tłumaczenia książki "Illusion, Delusion, Confusion" Jamesa Low oraz "Alchemy Of Realization", czyli wykonanego przez Lamę Vajranathę tłumaczenia "Ri-Cho", podręcznika odosobnieniowego autorstwa JŚ Dudźoma Rinpocze. W przygotowaniu do wydania jest też przetłumaczony przez Bartka komentarz Lamy Vajranathy do Guru Jogi Padmasambhawy.

Wsparcie można przesyłać na:
Paypal
paypal.me/RangrigLotsawa

Przelew
Misja Kunzang Ling Szczecin
PL45 1240 3826 1111 0010 9944 2720
BIC/SWIFT PKOPPLPW
Z dopiskiem: Na tłumaczenia lub Rangrig Lotsawa

Status prac Bartłomieja oraz przyszłe publikacje będzie można znaleźć na www.rangrig.com
Z góry BARDZO dziękuję za każdy gest wsparcia dla Bartka

🙏❤️Sarva Mangalam
N.J.Y.D.

Zdj. Patrycja Żyła

Jeśli jesteś odważny i dzielny, a okoliczności pozwalają ci na wybór, zazwyczaj najlepiej nie rozgłaszać szeroko przyjac...
02/01/2026

Jeśli jesteś odważny i dzielny, a okoliczności pozwalają ci na wybór, zazwyczaj najlepiej nie rozgłaszać szeroko przyjaciołom i znajomym, że wkrótce umrzesz. Jest to szczególnie ważne dla praktykujących duchowo, aby mogli oderwać się od niepotrzebnych światowych trosk – odciąć się od rzeczy, które mogą wywołać niepokój i zdenerwowanie w chwili śmierci.

Praktykujący wadżrajanę powinien oczywiście poinformować swojego Guru i bliskich przyjaciół duchowych – tych, którzy mogą zaoferować duchową pomoc i wsparcie w procesie umierania i po śmierci. Staraj się jednak wycofać z doczesnych relacji z przyjaciółmi i rodziną. Osoby nieznające Dharmy, takie jak dzieci, rodzeństwo czy rodzice, prawdopodobnie nie docenią duchowego wymiaru twojej śmierci, a ich smutek i żal mogą łatwo rozproszyć twoją uwagę i sprawić, że poczujesz się nieswojo.

Nauki Buddy sugerują, że gdy zbliża się śmierć, powinniśmy zachowywać się jak zraniony jeleń i starać się znaleźć ustronne miejsce. Jednak w dzisiejszym świeckim świecie bardzo trudno jest nam wybrać samotną śmierć. Wyobraźcie sobie publiczne oburzenie w mediach, teorie spiskowe i pozwy sądowe, które pojawiłyby się po odkryciu ciała rozkładającego się od kilku tygodni! Dla większości z nas śmierć w całkowitej samotności byłaby niemożliwa. Ale możemy kontrolować, kto dowie się o naszej zbliżającej się śmierci, a kto nie.

— Dzongsar Khyentse Rinpocze

OD SLEPU DO SKLEPU, A ŚMIECI ROSNĄ!Sprzedawca - Dzień dobry, witam w naszym sklepie.Klient - Eee yyyyS. - Proszę się roz...
18/12/2025

OD SLEPU DO SKLEPU, A ŚMIECI ROSNĄ!

Sprzedawca - Dzień dobry, witam w naszym sklepie.
Klient - Eee yyyy
S. - Proszę się rozejrzeć, może w czymś moge pomóc?
K. - A eee , aaa pacze sobie.
S. - Może jednak?
K. - Eeeee ja jeszcze popaczeee se dzieindzij.

Albo jeszcze inna sytuacja.

S. - dzień dobry
K.- Dzień dobry, szukam coś wyjątkowego, coś bardzo rzadkiego niedostępnego, taki mały skarb co to nie każdy może, a tylko nieliczne osoby.
S. - Tak mamy tu coś absolutnie specjalnego. Nie jest skomplikowane, wymaga oczywiście więcej zasobów niż inne rzeczy ale to jest skarb, proszę!
K. - Hmmm
S. - Proszę wziąć do ręki i spróbować.
K. - Nie, no nie wiem
S. - Proszę wyciągnąć dłoń i spróbować
K. - A może coś prostrzego, tańszego, takiego ogólnego na początek,
S. - Widzę jak przychodzisz tu wiele razy i jak większość bierzesz te tańsze, zawsze kiedy stać cię na coś specjalnego i przecież z takim zamiarem przychodzisz ,a jednak zawsze wychodzisz z tymi tanimi wszechpopularnymi rzeczami. Dlaczego? Dobrze, dam ci to coś specjalnego w cenie tych tańszych. Tylko dbaj o to.
K. - Aaaa nieee …to skoro te osoby ze mną też mogą …to ja wezmę to tanie i poszukam w innym sklepie.

Czynie jest tak wielokrotnie w Dharmie? Przychodzicie latami do guru po nauki, on daje esencję, a wy chcecie kolejne Ngondro i modlitwy. System popularnego dziś ngondro właściwie rozpropagowany na zachodzie przez szkołę Kagyu, stało się bardzo atrakcyjnym towarem eksportowym Buddyzmu Tybetańskiego. To piękny zestaw praktyk i pewne osoby powinny je zrobić z dużym zaangażowaniem, ba! nawet niektóre z nich powinny pozostać z nim do końca życia. Ale tak jak nazwa wskazuje, są to praktyki przygotowujące w niższych tantrach. W wyższych jest przeważnie dużo krótsze, a czasem zupełnie skrócone do Guru Yogi. Czasem nawet do jednej sylaby „A” lub innej sylaby nasiennej bóstwa.
W dzogczen nie ma ngondro. Są pewne mało wnikliwe osoby, które zupełnie nie rozumieją systemu nauczania w buddyzmie i np używają argumentu, że Dudjom Rinpocze napisał Ngondro Dzogczen. Nie! To nie jest Ngondro Dzogczen. Mój rdzenny Guru był uczniem serca Dudjoma Jitral Yeshe Dorje Rinpocze i opowiedział mi ciekawą historię z New York i New Jersey. Dudjom Rinpocze przyjechał tam ze swoim synem i od samego początku wykładu zaczął nauczać Dzogczen. Taki był jego styl, zaczynał od Dzogczen, wprowadzenie do poglądu i szybkie przejście do bezpośredniego wprowadzenia do natury umysłu. Jeśli widział, że uczniowie nie bardzo łapali o co chodzi, to nauczał wysokiej tantry. Gdy prowadził wykład w NY to po godzinie organizatorzy przerwali mu słowami: Rinpocze czy mógłbyś dać nauki na temat Ngondro? Dudjom spojrzał na salę pełną purytańskich postprotestanckich uczniów z poniżonymi tułowiami i złożonymi rękami jak do modlitwy, westchnął i zwracając się do syna Tinleya Norbu powiedział po tybetańsku: „ ehhh po co mnie tu ściągnęli, daj im te krótkie Ngondro” i Tinley Rinpocze zaczął nauczać.
Po 20 minutach Dudjom Rinpocze powiedział do syna: „…stop, to jest bardzo nudne, wracamy do dzogczen”
Parę lat temu był pewien Rinpocze w Szczecinie i dawał piękny wykład o poglądzie na różnych poziomach nauk. Ten nauczyciel pochodzi z Golog i ma dość szorstką naturę, a sprawy samaya traktuje bardzo, ale to bardzo serio.
Nie udziela inicjacji gdyż jak uważa, uczniowie zachodu zupełnie nie rozumieją tantry i nie dotrzymują samaya. W sumie nic dziwnego, znam mnóstwo takich co przyjęli samaya Nagakpy po czym ścięli włosy i zdjęli szaty. Mimo wszystko organizator i ja poprosiliśmy go o inicjację Guru Padmasambhawy. W naszej misji było parę nowych osób i chciały rozpocząć trening tantryczny. Rinpocze odpowiedział, że zobaczy jak przyjedzie za rok. Po roku spotkaliśmy się, odebrałem go z lotniska i rozmawialiśmy o poglądzie dzogczen. Zapytał skąd mam takie esencjonalne wyjaśnienia? Odpowiedziałem, że od moich guru. Stwierdził: to muszą być świetni nauczyciele i twoja relacja musi być z nimi bardzo bliska. No cóż, stwierdziłem: ja wiem czego chce i o to proszę Wieczorem potwierdził, że następnego dnia udzieli inicjacji Padmasambhawy. Po czwartej części ukazania kryształu i lustra oznajmił, że udzieli jeszcze inicjacji ośmiu symboli by nigdy nam nie brakło niczego na ścieżce dharmy. Powiedział też, że czasy zbliżają się bardzo trudne ( to było przed covidem i wojną ) i ciężko będzie z dobrymi nauczycielami, więc udzieli inicjacji korony Guru Padmy by praktykujący posiadający tekst mógł się samoinicjować i udzielać inicjacji innym praktykującym. Oczywiście trzeba jeszcze mieć czinlab i wiedzieć jak go podać dalej! Ale to już inna sprawa. Rinpocze zapowiedział, że w następnym roku przyjedzie i dla tej sangi udzieli wskazań dzogczen i wyjaśni Tregcho i Togyal. Radość była ogromna, lecz na sali byli ludzie spoza naszej misji, którzy w zupełnie nie rozumieli co się dzieje i uprościli organizatora by poprosił o ….? …Ngondro!. Rinpocze odwrócił się do mnie z przerażeniem w oczach. Ja byłem zupełnie zdziwiony, jak można po takiej inicjacji o to prosić. Takie inicjację są dla świadomych praktykujących którzy dawno rozumieją co to jest Buddhadharma i nie potrzebują praktyk wstępnych. Rinpocze powiedział że nie ma tekstu i może innym razem da Ngondro. Na co kolega podając laptopa powiedział:” ja tu mam.” Rinpocze: „nie umiem obsługiwać tego.” Kolega: „ja będę podążał za tym co czytasz i przesuwał dalej” . Rinpoche po raz kolejny spojrzał na mnie z przerażeniem w oczach co tu się odp… . W smutku rozłożyłem ręce. Rinpocze poprosił asystentkę by wyjęła krótki tekst z jego walizki i podała. To było krótkie Ngondro. Szybko przeczytał bez wyjaśnień i z niesmakiem zszedł z tronu. Ta sytuacja była kuriozalną. To tak jak by ktoś przyszedł do katedry na wykłady najwyższych nauk fizyki kwantowej i prosił o kolorowanki z przedszkola. Profesor mówi, że jesteś gotów na studia a ty: „…aaaa to może powtórzę podstawówkę?” Ciągle u zachodnich praktykujących kuleje przesiąknięcie formą religii księgi. Kapłan jest jak namiestnik boga , a ja to nikt, nie mam szansy na światłość, nie będę się wychylał, nie będę prosił bono wie lepiej. To bardzo duży problem na ścieżce buddyjskiej, która opiera się nie tyle na wierze w dogmat, a na treningu i osobistym doświadczeniu i analizowaniu doświadczenia wszystkich zjawisk.
Ile razy słyszałem, że ktoś się wybiera tam do kogoś, bo to specjalny przekaz, wyjątkowy i tylko dla wybranych. Ale przecież dostałeś wyjaśnienia do Dzogczen! Po co jedziesz? Zintegruj wskazówki z życiem i doświadczenia skonsultuj z Guru. Nieee bo tam jest specjalne, takie co to dla wybranych. A ha, czyli chcesz być wyjątkowy? Taki specjal-uczeń, specjal-yogin? Przecież dostając nauki Dzogczen, to znaczy że już jesteś szczęściarzem! Nie jesteś kimś lepszym od innych ale dzięki swojej karmie i nagromadzeniom masz tą szansę otrzymać te nauki. Po co marnować czas na ciągłe szukanie skarbu skoro dostałeś go! Ale czego wziąłeś? Czy go przyjąłeś? Czasem rozmawiam z praktykującymi, którzy chwalą się ile to oni inicjacji dostali. A ja widzę, że tylko tam byli i słyszeli, ale nic nie dostali bo tego nie przyjęli. Przyjąć inicjację to znaczy wprowadzić praktykę i wyjaśnienia w każdy aspekt życia. Ale wielu buddystów nawet nie poprosili o wyjaśnienia po inicjacji. Wiel7 nie dostało nawet lungu do praktyki.
To trochę jak by przyjechać kawał drogi do sklepu i pytać o wyjątkowy produkt i nawet nie wyciągnąć ręki gdy sprzedawca go podaje. I tak od sklepu do sklepu.
Nie możesz dostać czegoś jeśli nie prosisz i jeśli nie wyciągasz ręki by to chwycić. Nie możesz czegoś mieć nie trzymając tego. Z naukami jest dokładnie tak samo. Obserwuje też kilkoro nauczycieli, którzy nauczają w starym stylu. Między innymi jest jeden z moich Guru. Ludzie proszą o wyjaśnienia, on zaczyna nauczać od podstaw co to jest, dlaczego, ale bardzo ogólnikowo wplatając w to dużo przykładów o różnych tradycjach, a na koniec krótki tekst, lung i ogólne wyjaśnienie. A ludzie czasem mają pretensje dlaczego, skoro temat był np o Simhamuce to Lama poświęcił z ośmiu godzin tylko około dwudziestu minut na tą praktykę!? Kiedyś zapytałem go o to. Odpowiedział- „….nie widzę zainteresowania. Nikt nie zapytał o konkret! Ktoś zapytał o szczegóły? Nie! Tak naprawdę ich to nie interesuje, chcą by wkładać im do głowy nauki, a to tak nie działa. Na palcach jednej ręki mogę wymienić uczniów, którzy wręcz wyrywali ze mnie tą wiedzę, jak by wykradali pomiędzy wersami. Dopytywali się o szczegóły. A dziś widzę, że nikt nawet ręki po to nie wyciąga” Kiedy jeden z zachodnich uczniów poprosił Chatrala Rinpocze o nauki Dzogczen to z gniewem rzekł: „ prędzej zjesz moje g***o niż ci je dam. Moje Dzogczen kosztowało mnie wiele i nie jest dla każdego” Myślę, że wielu uczniów nie zdaje sobie sprawy jaki skarb otrzymali. Ze współczucia do upadających umysłów ówczesnego świata, kilku Guru zaczęło nauczać dzogczen bardzo publicznie, aby jak najwięcej osób miało tą szansę otrzymać ten skarb. Niestety Kaliyuga ( czas upadku kalpy) postępuje i na rynku nauk duchowych jest wiele tanich sztuczek i błyskotek, a nawet nauki Dzogczen zostały splamione koncepcjami pseudo lamów udzielających je z tekstów, sami nie mając żadnego doświadczenia. Mahamudra również w tych czasach stała się dziwnym tworem opartym na niskich tantrach i sutrach, dalece odbiegająca od esencjonalnych wskazań. A z drugiej strony gdy uczniowie dostają już esencjonalne wyjaśnienia to niczym z dzieci opóźnionym rozwojem lecą po cukierki do przedszkola Ngondro. Tak się nie da wyjść z progu! Nie wyskoczysz z samsary. To nie rozwija. Oczywiście, że są dziś Lamowie, którzy będą trzymać uczniów na smyczy Ngondro by nie brać odpowiedzialności za to co nauczają. Aby uczniowie nie zadawali niewygodnych pytań i nadal wydawali swoje ciężko zarobione pieniądze na tybetańskiego księcia z bajki. Tkwią tak w marzeniach o latających mistrzach po niebie Tybetu i cudownych krainach Buddów płaszcząc się uniżenie czekając na „okruchy z pańskiego stołu” Itak od sklepu do sklepu.
Kiedyś usłyszałem święte słowa od jednego z moich guru : Buddyzm jest okrutny!
Zapytałem : …ooo dlaczego?
„Bo zanim zrozumiesz co daje, to najpierw ukaże ci jak głęboko trzymasz swój łeb w swojej dupie! Potem jak elegancko się w niej urządziłeś i wmawiasz sobie, że jest pięknie i tak ma być. Ale masz szansę dostrzec, że daje ci metodę jak wyjąć łeb z dupy, a potem jak się otrzepać z resztek gówna. Tylko, że niewielu praktykujących chce tego!”
Tak, to brutalne i szorstkie stwierdzenie ale jeśli chcemy się wyzwolić z koncepcji samsary kultywowanej przez nasze tysiące wcieleń, to musimy wziąć wszystko w swoje ręce. Być odpowiedzialnymi za swój rozwój, za swoje przebudzenie, za swoje życie. Dlatego w Dzogczen jedynym śchronieniem jest we własnej naturze umysłu! Musimy „wyciągnąć rękę do mistrza po skarb i trzymać jeśli chcemy dzierżyć ten skarb”. Oczywiście ten przykład nie jest doskonały bo w naukach Dzogczen puszczamy wszystko, nie chwytamy, ale tu chodzi o kontekst przyjęcia skarbu ( wskazań i nauk) od nauczyciela. Gdy daje go, to należy wziąć i trzymać ten swój skarb, a nie patrzeć na czyjś! Ładnie przedstawił to Namkai Norbu Rinpocze w jednym z artykułów w The Mirror:
„…Praktykujący dzogczen nie powinni być zależni od nikogo, nawet od nauczyciela. Niektórzy uważają, że muszą postępować zgodnie z tym, co mówi nauczyciel, ale jeśli nauczyciel mówi coś negatywnego, dlaczego mielibyśmy podążać za jego radą? Sami możecie zrozumieć, czy jest ona zgodna z prawdą, czy nie. Powinniście starać się jak najlepiej osiągnąć urzeczywistnienie; to jest cecha charakterystyczna podejścia do nauk dzogczen.”
To właśnie konkretnie zdanie sobie sprawy, co chce się od swojego życia od swojej ścieżki daje możliwość uzyskania esencjonalnych nauk. Musicie o nie prosić, wręcz wymagać od Guru by nie marnował waszego jak że krótkiego czasu i wskazał wam najszybszą drogę do wyzwolenia. Dobry guru nigdy nie będzie was trzymał, a wręcz odsunie was od siebie w krytycznym momencie byście przestali stawiać jego nad siebie i rozpoznali guru w sobie. Swoją własną naturę. To wasz właściwy guru.
Kiedyś na wykładzie James Low powiedział: „…od lat widzę te same twarze. Dostaliście już wszystko, czego jeszcze chcecie? Macie już wszystko by zintegrować to z własnym życiem i praktykować.”
To wystarczy by ujrzeć światło Rigpy w codzienności, nieopuszczające was nigdy. Nie ma innego oświecenia. Nie ma innego przebudzenia jak na własną naturę rzeczywistości. I mimo, że nie będzie w tym doświadczeniu nikogo konkretnego, żadnego konkretnego „ja”, to będzie to tylko wasze doświadczenie przez rozluźnienie, a nie jakąś bezpośrednią przyczynę czy pstryknięcie palcami guru. To jest ta wiedza którą musicie posiąść. Cytując NNR : „…Jeśli uważasz, że nauczyciel jest ważny i podążasz za nim, to jest to sztuczna wiara. Ten rodzaj wiary może wydawać się dziś bardzo realny, ale gdy istnieją przyczyny wtórne, może się zmienić. Dlatego niektórzy ludzie podążają za nauczaniem i czują, że jest coś do zmiany: nauczyciel, nauczanie, ścieżka.
Jeśli masz coś do zmiany, oznacza to, że nie masz wiedzy.
Kiedy naprawdę posiadasz wiedzę i odkrywasz swoją prawdziwą naturę, w końcu odkrywasz, że nie ma nic do zmiany.”
Ale by posiąść nazwijmy to „wiedzę” choć jest to bardziej doświadczenie a nie strikte wiedza, musicie ją chcieć chwycić, musicie o nią walczyć z zewnętrznym i wewnętrznym demonem wyhodowanym przez wszelkiego rodzaju religie i społeczne regulacje. Guru to wasz najlepszy przyjaciel, ale tylko wtedy gdy staje obok i wskazuje cel i drogę. Przyjaciel od którego warto przyjąć ten skarb i taki który puści was z tym skarbem wolnymi. Nie ma szansy być wolnym trzymając na szyi łańcuch zniewolenia zależnością od lamów, szkół i tradycji.
Niech te parę słów przyniesie wszystkim pożytek. Nie bójcie się chwytać wasze Dzogczen! I nie wyrzucajcie go do śmieci!

Z miłością
N.J.Y.D

„SEKSUALNA LOBOTOMIA REALIZACJI”Z całym współczuciem i dla dobra zrozumienia tego co wydaje się być nie zrozumiałe posta...
07/12/2025

„SEKSUALNA LOBOTOMIA REALIZACJI”

Z całym współczuciem i dla dobra zrozumienia tego co wydaje się być nie zrozumiałe postanowiłem spisać tych kilka słów. W ostatnich tygodniach w środowisku buddyjskim zawrzało, a świętość zmieszano z błotem. Ale czy świętość? Czym jest owa świętość? Trzeba poruszy kilka ważnych tematów by rozwiać chmury zwątpienia rzucające cień na dharmę i osoby duchowe, na buddyzm. Pierwsze to sprawa kulturowa, drugie to manipulacja, trzecie brak wnikliwości i znajomości tematu i projektowanie własnych oczekiwań czy obaw na przewodników duchowych. Ale zacząć trzeba od uświadomienia sobie że tam gdzie są ludzie tam są problemy. Miejsca pozbawione religii kierujące się prawem i ludzie uznający prawo jako wyznacznik cywilizacji społeczeństwa …hmmm morderstwa, gwałty, kradzieże. Kościół z dekalogiem…morderstwa gwałty i kradzieże, tradycja żydowska prawo księgi…morderstwa, gwałty, kradzieże, Islam, hinduizm, buddyzm czy współczesna ezoteria, magia chaosu, wszędzie zdarzają się morderstwa, gwałty i kradzieże. Czy dekalog, prawo jest temu winne? Wszelkie wskazania duchowe czy prawne? Nie! Tam gdzie są ludzie tam trafiają się jednostki dla których te wszelkie prawa nie wiele znaczą. Czasem te naruszenia, czyny w jednej kulturze są czymś nie do pomyślenia, a w innej mają inne zabarwienie. Nie chce się rozpisywać na temat ateistycznego kpiarstwa wobec uduchowionych, czy krucjat i „palenia czarownic”, poniżaniu gojów i traktowania ich jak kogoś gorszego ( ooo przypomina faszyzm…tak w tej tradycji był przed NSDAP) czy szaleńczego niezrozumienia dżihadu. To te różnice kulturowe tworzą dodatkowe napięcia i często dolewają oliwy do ognia totalnego pomieszania i niezrozumienia. Świat się zmienia, zaczyna się kurczyć. Do Europy, której kultura wyrosła na dogmatach chrześcijańskich niegdyś sporadycznie, a od lat 60’tych wręcz masowo napływają tradycje duchowe Azji podobnie jak Amerykę zalewa szamanizm i duchowość Afryki. Dla Europejczyka przewodnik duchowy to postać święta i nie ma prawa mieć żadnych cech człowieka świeckiego, bo tak ukazał nam kapłana kościół. Ale wszyscy wiemy jak jest, a mimo tego jednak jego naruszenia jego przestępstwa są oceniane dużo bardziej surowo. A to dlaczego? Bo jest tym co niesie nasze zaufanie i sferę spraw niefizycznych, nie logicznych, a duchowych. Dlaczego tak surowo nie oceniamy polityków? Przecież notorycznie nas okłamują, okradają, niewolą podatkami i zsyłają nam na głowę problemy i wojny kradnące spokój, dobrobyt i życie nasze i naszych bliskich! Dlaczego? Bo kapłan reprezentuje kogoś kto ma oczyścić nasze sumienia. I mimo, że wiele osób zajmujących się tradycjami buddyjskimi w Polsce opuściło kościół katolicki czy ogólnie chrześcijaństwo z powodu absurdów i wszech istniejącej hipokryzji, to czynią z buddyzmu kolejny absurdalny twór. Trochę parafrazując znane powiedzenie: „baba z kościoła wyjdzie ale kościół z baby nie chce”. Takie osoby wręcz kalkują paradoksy i ograniczenia z kościoła na inne tradycje duchowe wschodu. Ale kultura ludzi wschodu jest zupełnie inna!
Głównym problemem dla „białych” jest niezrozumienia czy nieznajomość zachowań s*xualnych Azjatów czy Hindusów. Nie są wszędzie takie same ale są różne od europejskiego podejścia do spraw damsko męskich. Ale przypomnę że jeszcze do 2002 roku we Włoszech czy w Hiszpanii za osobę mogącą uprawiać s*x uznawało się 12 łatki! A my robimy wielki rumor gdy to dzieje się w tradycji islamskiej czy azjatyckiej. Czy to jest odpowiedni wiek….hmm trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Niektórzy dorośli nie są gotowi na to. Ja i wielu moich kolegów w wieku 14 lat mieliśmy dziewczyny, chodziliśmy za rączkę i namiętnie się całowaliśmy. W wieku 16-17 lat dla wielu z nas s*x nie był tajemnicą. Ale jak to !? Lama!? Miał s*x z kobietą? No tak czy jest mnichem, który przyjął pełne ślubowania mnisie czy tylko pośrednie na czas edukacji? (Bo tak też można). Ale wrócimy do tego. Najpierw kwestie kultury. Ogólnie rzecz biorąc ( bywają wyjątki) Tybetańczycy, Nepalczycy nie są romantykami w relacjach seksualnych. Dla tych nacji s*x jest jak jedzenie. Jesteś głodny to jesz. Europejczycy, a szczególnie Polacy to kultura strachu. Pamiętaj, że cokolwiek pomyślisz, zrobisz zostaniesz osądzony! Przez boga, nauczyciela w klasie, rodziców, bój się bo co inni powiedzą, każdy twój czyn i zachowanie a nawet myśl będzie osądzona! ! Bój się! Tam tak nie jest. Tam jest kultura wstydu. Wstydem jest by ktoś z innej kultury wiedział, że się kłócisz z innym Tybetańczykiem, że ukradłeś, że zabiłeś. Wszystko to nie jest problemem dopóki nikt tego się nie dowie. Na mojej ścieżce buddyjskiej przewinęło się wielu Lamów. A między innymi dwóch którzy mieli ze sobą spory konflikt. Gdy poczuli się ze mną swobodnie prze z kilka lat słuchałem jak jeden na drugiego się żalił ba! wręcz nienawidzili się! Każdy o drugim mówił, że zgnije w piekłach wadżry. I co? Widzę relacje moich znajomych na twarzoksiążce, którzy odwiedzili Bodgaya, a tam na zdjęciu ci dwaj udający najlepszych przyjaciół. Tak. Tacy są. Na zewnątrz wszystko musi wyglądać poprawnie. I w sprawach seksu też tak jest. Masz ochotę, a sąsiada nie ma, to wskakujesz do sąsiadki na szybkie bum bum i ona jak ma ochotę to nie robi większych oporów lub zupełnie nie bo to taki deser z sąsiadem. Ważne by nikt nie widział, że wychodzisz rozpromieniony od sąsiadki. Kiedyś V Lama opowiadał mi jak siedział do późna z Dudjomem Rinpocze który powiedział: John słońce wstaje i zaczyna być widno choć do okna zobaczysz jak ukradkiem oni opuszczają domy swych sąsiadek. Nawet mnisi to robią….śmiał się jak z małych nieporadnych dzieciaków. Jest to przykry fakt ale w klasztorach dopóki nikt nie widzi „niepoprawne zachowanie seksualne” nie istnieje. Dlaczego bogaci Tybetańczycy jeśli ich syn okazuje się być tulku jakiegoś lamy nie zbyt ważnego (ale jest tulku) to wysyłają go do klasztoru na edukację wraz z jednym lub dwoma bardzo wysportowanymi napakowanymi kasungami( ochraniarzami) ? Bo stał by się obiektem wielu gwałtów. Szok? Tak. Ale poczytajcie wypowiedzi Jangsi Kalu Rinpocze jak był traktowany przez starych lamów którzy wciskali mu pen*sa między uda tłumacząc, że to inicjacja Dakini. Tak jak księża szukający współczucia wobec ich cierpienia żądzy gwałcą ministrantów tak w klasztorach i nie tylko buddyjskich takie praktyki nie są obce. I nigdy nie należy takich sytuacji zamiatać pod dywan! Gdzie jest gwałt, a tym bardziej na dziecku należy to osądzić, należy gwałciciela ukarać, a sam akt negować. A teraz do brzegu…..Jangsi….Dilgo …Kyentse. W ostatnich tygodniach afera, szok i plugastwa. Po pierwsze z tego co oficjalnie się uznaje to zamieszkuje w Portland w USA, a tam prawo jasno wypowiada się na temat gwałtów. Czy owe dokonane czyny były tam czy w Nepalu? Czy był proces? Dowody? Wyrok? Jangsi Dilgo Kyentse nie zaprzeczył, że miał kontakty seksualne, ale czy to był gwałt? A padły ostre oskarżenia że jak to Tulku wielkiego Dilgo Kyentse zrobił to! Jak to? Czy to Tulku czy nie tulku!? W tym miejscu chciałby trochę nakreślić sytuację „tulku” w kulturze buddyzmu tybetańskiego. Tulku to biznes. Odkąd stało się to popularne, a wcale nie tak dawno, biznes tulku to często dla klasztorów być, a nie być! To czym jest system i sami tulku jest bardzo ciekawe. Klasztor mający tulku ma kasę. Wraz z ekspansją buddyzmu na zachód i wzrost popularności buddyzmu na zachodzie biznes tulku stał się super biznesem i często stawiany nad wartości dharmy. Przykre ale fakt. Nieświadomość zachodnich uczniów i podświadome projektowanie postaci idealnego żywego Chrystusa na tulku doprowadziło do totalnych absurdów. Zdewociali praktykujący „buddyści” ( lamaiści) niejednokrotnie w spazmach euforii i duchowego uniesienia przyjmą każdy gest ze strony takiego tulku jako namaszczenie zupełnie nie rozumieją co robią! A w tym czasie Tybetańczycy idealnie rozumieją co się dzieje i zacierają ręce na kasiorkę która płynie strumieniami. Paręnaście lat temu pewien Tybetańczyk w szatach z chińska urodą przyjechał do Polski, też do Szczecina. Nie podam jego imienia bo ma tu wyznawców, a skoro ludzie mają schronienie w lamaizmie zamiast buddyzmie ale daje im to spokój duchowy to ja nie będę gotował ich wątroby. Na potrzeby historyjki nazwiemy go Rdzungtam Lama w skrócie Rdzam Lama. Przyjeżdża Rdzam Lama i ludzie przyjmują go, witają i opowiadają, że są uczniami jakiegoś Rinpocze. Widząc, że jako zwykły lama nie bardzo ma szanse na biznes Rdzam Lama po roku powraca z tytułem Rinpocze. Ktoś tam rozpowiada, że on był taki skromny poprzednio ale w Tybecie on jest Rinpocze i tu też należy go tak traktować. Jedni popatrzyli na to krytycznie ale pewna grupa uwierzyła. Dawał przekazy z Ningma i Kagyu oraz Siakya tak trochę nie składnie. Gdy ludzie którzy byli bardziej wnikliwi zaczęli pytać co to za linia, zorientował się że trochę tu coś ludzie kumają. Więc będąc w Tybecie nagrał filmik z jakim brudnym starcem z potężną wadą wymowy ( zaznajomieni Tybetańczycy nie byli w stanie odszyfrować co on mówi) mówiąc, że to potężny jogin jego wujek, który od wielu wielu lat jest na odosobnieniu, a po tym on sam powrócił z papierem z Dharamsali potwierdzającymi, że Rdzam Lama nie jest już tylko Rinpocze, a teraz jest Tulku Rinpocze dzierżawca linii i z walizką wypchną dolarami udał się do mojego brata w Dharmie piastującego pozycję opata jednej z misji buddyjskich z prośbą by pomógł mu zarejestrować jego ośrodek misyjny bo on ma kasę na zbudowanie klasztoru. Pomijam, że Rdzam dość sprawnie mówił po angielsku ( aż nadto) i bardzo biegle po chińsku. Po sprawdzeniu okazało się, że nikt w Daramsali nie zna żadnego tulku o tym imieniu. Kilku lamów między innym CRLama i Dudjom Rinpocze w latach 70 tych ostrzegali VLame mówiąc: „…John Tybetańczycy a szczególnie z południa to są Żydzi Azji, oni cię kupią i sprzedadzą 1000 razy i też własną matkę. Oni Padmasambhawę nie raz chcieli spalić bo im w interesach mieszał!…a jak ty zaczniesz mówić co o nich wiesz to cię otrują bo oni do dziś trują” taka to kultura. Dla tego tak ważnym jest umieć rozpoznać co jest esencją dharmy, co jest naukami buddów, a co cepelią tybetańskiej kultury i ich zachowań! Co jest tybetanizmem, co jest lamaizmem, a co właściwym buddyzmem. Biznes tulku kręci się tak dobrze, że nawet w tradycji w której nigdy nie istniał za sprawą jednego sprytnego lamy zaczął istnieć. Mimo, że nie utrzymuje bliższych relacji z praktykującymi YoungDrung Bon to jednym z moich Guru był Yongdzin Lopon Tenzin Namdak Rinpocze i on powiedział mi i VLamie : „…w mojej linii Menri nigdy nie było systemu tulku!” A co dziś widzimy? Nagle mają tulku. Wielu zachodnich uczniów nie wie, że określenie tulku jest też zwyczajowe. Każdy syn wielkiego Lamy nazywany jest tulku. Tak jak żona lamy nazywana jest Khandro. Dakini. Ale czy rzeczywiście oni są tymi wyjątkowymi postaciami? Trzeba też zrozumieć, że nawet jeśli Lama w poprzednim życiu był wielkim medytującym z niesamowitymi osiągnięciami to jego inkarnacja to zupełnie nowa jaźń, nowa osoba powstała w nowych warunkach kulturowych, rodzinnych czy tradycji. Tak, może do 4 roku życia pamiętać swoją poprzednia inkarnację ale to może każde dziecko. Mój syn w wieku 2-3 lat opowiadał, że pamięta mnie i pamięta jak wspólnie byliśmy na wojnie. Po wielu latach kilku lamów z wglądem potwierdziło to co on mówił. Wiele dzieci pamięta poprzedni czas i jeśli taka osoba zostanie dobrze poprowadzona może skorzystać z zasobów doświadczeń poprzednich inkarnacji. Pięknie skomentował to CRLama.: „…Tulku? Do 35 roku życia to ja nie wierzę i nie uznaję. Musi przejść edukację i mieć doświadczenia medytacyjne”. Ostatnio ktoś zapytał się mnie czy jeśli lama osiągnął ósme bumi ( stopień bodhisattwy) to czemu nie zamanifestował czystych krain tylko odrodził się w samsarze? Po pierwsze nie wiemy tego jaki był poziom jego realizacji. A jeśli rzeczywiście był wysoki to też nie wiemy czy odnaleziony „ tulku” to rzeczywiście jego reinkarnacja. Jeden z Nepalski Rinpoczów opowiedział mi sytuację której był świadkiem. Pewnie wyleje się szlam i szambo negacji na temat tego co napiszę ale jestem zdania, że czas by zająć się dharmą, a nie feudalizmem tybetańskim. Sangyum druga żona Dudjoma Rinpocze bardzo chciała szybko odnaleźć reinkarnację męża. Dogadała się z pewną szlachecką rodzina tybetańską, że podzieli się z nimi kasą jak wystawią swojego syna jako tulku. Mało nie doszło do koronacji nowego Dudjoma Rinpocze ale w dniu tego wielkiego święta pokłóciła się o kasę z głową rodu, a oni zabrali dziecko i powiedzieli, że tulku nie będzie. Ba, nie pozwoliła skremować Rinpocze, a zleciła wykonanie mumii by jeździć z nią i zbierać kasę za oglądanie jej. Twierdziła, że taka była wola męża. Z tego co wiem wskazania były inne. W tym roku zmarł Lopon Yongdzin Rinpocze. Absolutnie genialny nauczyciel i praktykujący dzogczen. W ostatnich latach poświęcił się swojej praktyce i w większości znawcy temat byli wręcz przekonani, że osiągnie Dzia Lu Powa Czienpo czyli wielkie przeniesienie lub tzw tęczowe ciało. Ale by do tego doszło muszą być spełnione pewne warunki. Rozpad energii ciała to bardzo skomplikowana i subtelna sprawa. Każdy guru który zapowiadał swoje Dzia Lu lub swoją śmierć i chciał osiągnąć Dzia Lu wyraźnie podkreślał, że należy pozostawić go w spokoju, nie wchodzić do pomieszczenia. Gdy umarł Lopon złamano wszelkie zasady, usadowiono ciało nałożono koronę, wleciał ołtarz z cepelią i sesją fotograficzną z grupą rozżalonych, zdruzgotanych stratą lamów. To już kwestia do przemyślenia dlaczego tak. Podpowiem, że gdy ktoś osiąga tęczowe ciało może zamanifestować formę sambghakayi i nirmanakayi ale nie tulku! Tulku to nie jest nirmanakaya! Nirmanakaya może się urodzić tylko jeśli w poprzednim życiu guru zamanifestował tęczowe ciało! Jeśli tego nie zrobił nie będzie nirmanakayi, a ewentualnie tulku co nie gwarantuje przeniesienia osiągnięć z poprzedniego życia. Ale gwarantuje kasę dla klasztoru! Gdy jednak taki tulku dorasta w całym tym biznesie monastycznym, a jest szczerze praktykującym to w pewnym momencie może powiedzieć: „…nie chce tu z wami być, nie czuję się częścią tego systemu, nie godzę się na ten system!” ….i co wtedy? Inwestowanie w układy, zależności polityczne, sponsoring idzie w łeb! No to co, rujnujemy reputację młodzieńca bo jak my nie zarabiamy to on też nie może! Sexual misconduct to zrobi na białasach wrażenie! Serio? Nie bolał ich s*xual misconduct Trungpy zamieciony pod dywan ubrany w „szaloną mądrość”, hasełko niezrozumiałe przez zupełnie nie wnikliwych praktykujących mające usprawiedliwić piekło jakie uczynił swoim uczniom i nie tylko! Zmarł na niewydolność krążeniową i marskość wątroby bo po wypadku i strzaskanym kręgosłupie łagodził ból alkoholem! Bzdura! Niewydolność układu krwionośnego, wątroby i układu oddechowego była spowodowana wirusem HiV . Szok? Wnikliwie poszukajcie, a znajdziecie. Ludzie którzy wtedy tam byli jeszcze żyją. Ale z jego organizacji płynęły miliony dolarów do wielu klasztorów i dlatego jego „misconduct” był zamieciony pod dywan. I takich przypadków było bardzo dużo. Wszyscy chyba słyszeli o przegranych procesach Sogyala ( nie powiem Rinpocze) i setek tysięcy dolarów odszkodowań dla gwałconych kobiet, które zapłacono z datków wiernych! Czyli praktykujący złożyli się na brudne igraszki guru. Pewnie nie wielu wie, że Sogyal ukończył tylko 2 lata szedry, a jego zasób wiedzy, a tym bardziej dzogczen był bardzo ograniczony. I choć jedna z najlepszych książek wprowadzających do Buddyzmu Tybetańskiego „ Tybetańska księga życia i śmierci” jest pod jego nazwiskiem to jednak została przez niego przywłaszczona gdy jeden z tybetańskich lamów poprosił go o korektę języka angielskiego. Sogyal miał niesamowitą zdolność uczenia się języków i angielskim władał prawie jak rodzimym.
Słyszeliście o gwałcie amerykańskiej uczennicy przez Kalu Rinpocze? Hmmmm ponoć zmusił ją do s*xu oralnego podczas osobistej inicjacji Wadżrayogini. Z tym, że ta sprawa nie jest do końca jasna. Do oskarżenia namówił ją mąż któremu w przypływie zakorzenionego kulturowo poczucia winy wyznała swoją oralną lobotomię duchowej realizacji. Szantażując ją rozwodem i zrujnowaniem finansowym namówił do procesu. Z rozmów ze znajomymi tej pary wynikało, że ta sprawa nie jest czysta i ciężko mówić o gwałcie. Purytańscy buddyści wykrzykiwali : ale jak to Lama i s*x!? Problem w tym, że ze względu na uchodźstwo Tybetańczyków do Indii gdzie bano się Tybetańskich tantrikow i zakazano noszenia szat tantry wielu z mistrzów nosiło czerwone szaty dharmy, a niektórzy nawet szaty mnisie. Kalu Rinpocze nie był mnichem choć golił głowę i nosił szaty mnisie. Jednak był tantryką o wyższych ślubowaniach niż mnisie nie odmawiał alkoholu widząc go czystym tak jak i s*xu uznając kobiety jako przejaw Wadżrajogini. Sam był świetnym praktykującym tantrę i ekspertem właśnie w systemie Tantry Wadżrajogini. Kolejny raz purytanizm przeniesiony z podłoża chrześcijańskich fobii na temat s*xu miał zniszczyć reputację guru. Lama to nie ksiądz! Lama to nie mnich, lama dosłownie znaczy Guru - przewodnik, ten kto cię prowadzi! Nie musi być mnichem, nie musi być wykształcony ( znamy historię wuja Namkaya Norbu Rinpocze ktory osiągnął Dzia Lu mimo, że nie był wykształconym i piśmiennym guru)Dziś słyszymy o kolejnym Lamie Jangsi Dilgo Kyentse, ale mieliśmy tą niesamowitą możliwość skonfrontować to z nim w pełni szacunku do ewentualnych ofiar ale również do samego Lamy by nie było to kolejne palenie czarownic! Mieliśmy! Ale czy ktoś się odważył? Czy ktoś zapytał Dilgo Rinpocze o co chodzi. Bez pretensji, a tak zwyczajnie by była jasność. Nie byłem na spotkaniu , ale z relacji osób które były na spotkaniu nie padły pytania w tej sprawie. Strach czy głupota? Pojawiły się komentarze: „…czy w takim razie to jest prawdziwy buddyjski nauczyciel?!” Jakoś nikt nie zadaje sobie tego pytania widząc tankę w zjednoczeniu Padmasambhawy i Yeshe Tsogyal lub z Mandarawą! ?? Ostatnio ktoś napisał, że to jest symbolika, a nie zwykłe ludzkie zjednoczenie seksualne! To fakt, że ma znaczenie symboliczne również ale nie tylko! Nie słuchajcie głupków, z wypranymi mózgami przez mnisich manipulatorów pseudo lamów, którzy już dawno rozpoznali naszą piętę Achirlesową,którą jest poczucie winy i widzenie każdego duchownego jako Jezusa. Tak! Padmasambhawa bzykał się z Dakiniami i nie wpłynęło to na jego realizację! Ba było wielkim błogosławieństwem dla niego i dla tych kobiet! Pomyślcie czy jak uczycie się jakiejś profesji -np: pieczenia chleba- i gdy robicie to już świetnie ten chleb i po wyjściu z piekarni, wieczorkiem wasz zwierzaczek przeczochra jakąś norkę lub na odwrót, to zaczniecie mylić mąkę z piaskiem, a piec z kiblem??? Nie sądzę! Co to byłaby za Dharma, jak że krucha, gdyby jej realizacja rozpadała się przez akt dzięki któremu w ogóle żyjemy!?. To europejsko amerykańskie purytańskie ograniczenie negowania tego aktu miesza nam w głowach! W tradycji żydowskiej jest powiedziane idź i płódź dzieci, zakładaj rodzinę. W Islamie, Hinduizmie jest podobnie. W wielu tradycjach duchowych s*x i prokreacja nie jest postrzegane jako grzech czy naruszenie! Nie kalkujmy czegoś nienaturalnego na buddyzm! Również nie usprawiedliwiajmy podłości pseudo Guru! Bądźmy wnikliwi. Ostatnio pewien człowieczek z wypranym systemem poznawczym o poziomie inteligencji 2 - czyli je i rozmnaża się - stwierdził, że nic nie wiem o buddyzmie bo widać, że mam nauczycieli z zachodu, a nie prawdziwych tybetańskich lamów. A on od 50 lat ma najlepszych prawdziwych tybetańskich…hmm tiaaa. To co dziś opisałem w większości pochodzi o Tybetańskich Lamów ale to dzięki mojemu uporowi i braku strachu przed drążeniem tematów, dzięki sprytowi ale przede wszystkim dzięki dobrej karmie mogłem wyrwać od nich to by zrozumieć co przykrywa i tłumi esencję nauk, co staje się przeszkodą w zrozumieniu nauk buddów. Wielu z nich, a przede wszystkim moi najbliżsi guru powtarzają: „…w wysokiej tantrze i dzogczen Guru to nie ktoś na tronie, to kalianimitra tz dobry duchowy przyjaciel! Który jest obok ciebie i prowadzi przez dharmę ukazując jej ścieżki, ktoś z kim wspólnie jesz śniadanie, obiad albo kolację, ktoś z kim podróżujesz, z kim pijesz kawę i rozmawiasz o wszystkich aspektach życia, to ktoś kto zna twoje słabości ale też twoją siłę, to ktoś kto cię nie ograniczy zakazami, a ukaże bezsensowność lub nieprzydatność pewnych działań czy koncepcji!” I choć historia Czenrezika jasno ukazuje, że nie jest możliwym w dualistyczny sposób wyciągnąć istoty z samsary tak nauki dzogczen są wstanie ukazać ci czystość nirwany w samsarze! Jeśli tylko sam przestaniesz tworzyć więzienie koncepcji i ideii to jest to możliwe tu i teraz bo jest jedna podstawa, a dwie drogi prowadzące w przeciwnych kierunkach!
Niech wam przyniesie pożytek ta wiedza, niech nie będzie źródłem osądów i paliwem do ognia gniewu lecz ognia mądrości spalającego ignorancję i głupotę!
Niech nauki Buddów i ukochanego Guru Rinpocze kwitną nie splamione feudalizmem duchowym i manipulacją!

Z Miłością
n.J.Y.D.

Zdj. Z video z Internetu.

Adres

Szczecin
ŚLĄSKA12/1270-432

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Kunzang Ling Poland, Szczecin umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Kunzang Ling Poland, Szczecin:

Udostępnij