07/12/2025
„SEKSUALNA LOBOTOMIA REALIZACJI”
Z całym współczuciem i dla dobra zrozumienia tego co wydaje się być nie zrozumiałe postanowiłem spisać tych kilka słów. W ostatnich tygodniach w środowisku buddyjskim zawrzało, a świętość zmieszano z błotem. Ale czy świętość? Czym jest owa świętość? Trzeba poruszy kilka ważnych tematów by rozwiać chmury zwątpienia rzucające cień na dharmę i osoby duchowe, na buddyzm. Pierwsze to sprawa kulturowa, drugie to manipulacja, trzecie brak wnikliwości i znajomości tematu i projektowanie własnych oczekiwań czy obaw na przewodników duchowych. Ale zacząć trzeba od uświadomienia sobie że tam gdzie są ludzie tam są problemy. Miejsca pozbawione religii kierujące się prawem i ludzie uznający prawo jako wyznacznik cywilizacji społeczeństwa …hmmm morderstwa, gwałty, kradzieże. Kościół z dekalogiem…morderstwa gwałty i kradzieże, tradycja żydowska prawo księgi…morderstwa, gwałty, kradzieże, Islam, hinduizm, buddyzm czy współczesna ezoteria, magia chaosu, wszędzie zdarzają się morderstwa, gwałty i kradzieże. Czy dekalog, prawo jest temu winne? Wszelkie wskazania duchowe czy prawne? Nie! Tam gdzie są ludzie tam trafiają się jednostki dla których te wszelkie prawa nie wiele znaczą. Czasem te naruszenia, czyny w jednej kulturze są czymś nie do pomyślenia, a w innej mają inne zabarwienie. Nie chce się rozpisywać na temat ateistycznego kpiarstwa wobec uduchowionych, czy krucjat i „palenia czarownic”, poniżaniu gojów i traktowania ich jak kogoś gorszego ( ooo przypomina faszyzm…tak w tej tradycji był przed NSDAP) czy szaleńczego niezrozumienia dżihadu. To te różnice kulturowe tworzą dodatkowe napięcia i często dolewają oliwy do ognia totalnego pomieszania i niezrozumienia. Świat się zmienia, zaczyna się kurczyć. Do Europy, której kultura wyrosła na dogmatach chrześcijańskich niegdyś sporadycznie, a od lat 60’tych wręcz masowo napływają tradycje duchowe Azji podobnie jak Amerykę zalewa szamanizm i duchowość Afryki. Dla Europejczyka przewodnik duchowy to postać święta i nie ma prawa mieć żadnych cech człowieka świeckiego, bo tak ukazał nam kapłana kościół. Ale wszyscy wiemy jak jest, a mimo tego jednak jego naruszenia jego przestępstwa są oceniane dużo bardziej surowo. A to dlaczego? Bo jest tym co niesie nasze zaufanie i sferę spraw niefizycznych, nie logicznych, a duchowych. Dlaczego tak surowo nie oceniamy polityków? Przecież notorycznie nas okłamują, okradają, niewolą podatkami i zsyłają nam na głowę problemy i wojny kradnące spokój, dobrobyt i życie nasze i naszych bliskich! Dlaczego? Bo kapłan reprezentuje kogoś kto ma oczyścić nasze sumienia. I mimo, że wiele osób zajmujących się tradycjami buddyjskimi w Polsce opuściło kościół katolicki czy ogólnie chrześcijaństwo z powodu absurdów i wszech istniejącej hipokryzji, to czynią z buddyzmu kolejny absurdalny twór. Trochę parafrazując znane powiedzenie: „baba z kościoła wyjdzie ale kościół z baby nie chce”. Takie osoby wręcz kalkują paradoksy i ograniczenia z kościoła na inne tradycje duchowe wschodu. Ale kultura ludzi wschodu jest zupełnie inna!
Głównym problemem dla „białych” jest niezrozumienia czy nieznajomość zachowań s*xualnych Azjatów czy Hindusów. Nie są wszędzie takie same ale są różne od europejskiego podejścia do spraw damsko męskich. Ale przypomnę że jeszcze do 2002 roku we Włoszech czy w Hiszpanii za osobę mogącą uprawiać s*x uznawało się 12 łatki! A my robimy wielki rumor gdy to dzieje się w tradycji islamskiej czy azjatyckiej. Czy to jest odpowiedni wiek….hmm trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Niektórzy dorośli nie są gotowi na to. Ja i wielu moich kolegów w wieku 14 lat mieliśmy dziewczyny, chodziliśmy za rączkę i namiętnie się całowaliśmy. W wieku 16-17 lat dla wielu z nas s*x nie był tajemnicą. Ale jak to !? Lama!? Miał s*x z kobietą? No tak czy jest mnichem, który przyjął pełne ślubowania mnisie czy tylko pośrednie na czas edukacji? (Bo tak też można). Ale wrócimy do tego. Najpierw kwestie kultury. Ogólnie rzecz biorąc ( bywają wyjątki) Tybetańczycy, Nepalczycy nie są romantykami w relacjach seksualnych. Dla tych nacji s*x jest jak jedzenie. Jesteś głodny to jesz. Europejczycy, a szczególnie Polacy to kultura strachu. Pamiętaj, że cokolwiek pomyślisz, zrobisz zostaniesz osądzony! Przez boga, nauczyciela w klasie, rodziców, bój się bo co inni powiedzą, każdy twój czyn i zachowanie a nawet myśl będzie osądzona! ! Bój się! Tam tak nie jest. Tam jest kultura wstydu. Wstydem jest by ktoś z innej kultury wiedział, że się kłócisz z innym Tybetańczykiem, że ukradłeś, że zabiłeś. Wszystko to nie jest problemem dopóki nikt tego się nie dowie. Na mojej ścieżce buddyjskiej przewinęło się wielu Lamów. A między innymi dwóch którzy mieli ze sobą spory konflikt. Gdy poczuli się ze mną swobodnie prze z kilka lat słuchałem jak jeden na drugiego się żalił ba! wręcz nienawidzili się! Każdy o drugim mówił, że zgnije w piekłach wadżry. I co? Widzę relacje moich znajomych na twarzoksiążce, którzy odwiedzili Bodgaya, a tam na zdjęciu ci dwaj udający najlepszych przyjaciół. Tak. Tacy są. Na zewnątrz wszystko musi wyglądać poprawnie. I w sprawach seksu też tak jest. Masz ochotę, a sąsiada nie ma, to wskakujesz do sąsiadki na szybkie bum bum i ona jak ma ochotę to nie robi większych oporów lub zupełnie nie bo to taki deser z sąsiadem. Ważne by nikt nie widział, że wychodzisz rozpromieniony od sąsiadki. Kiedyś V Lama opowiadał mi jak siedział do późna z Dudjomem Rinpocze który powiedział: John słońce wstaje i zaczyna być widno choć do okna zobaczysz jak ukradkiem oni opuszczają domy swych sąsiadek. Nawet mnisi to robią….śmiał się jak z małych nieporadnych dzieciaków. Jest to przykry fakt ale w klasztorach dopóki nikt nie widzi „niepoprawne zachowanie seksualne” nie istnieje. Dlaczego bogaci Tybetańczycy jeśli ich syn okazuje się być tulku jakiegoś lamy nie zbyt ważnego (ale jest tulku) to wysyłają go do klasztoru na edukację wraz z jednym lub dwoma bardzo wysportowanymi napakowanymi kasungami( ochraniarzami) ? Bo stał by się obiektem wielu gwałtów. Szok? Tak. Ale poczytajcie wypowiedzi Jangsi Kalu Rinpocze jak był traktowany przez starych lamów którzy wciskali mu pen*sa między uda tłumacząc, że to inicjacja Dakini. Tak jak księża szukający współczucia wobec ich cierpienia żądzy gwałcą ministrantów tak w klasztorach i nie tylko buddyjskich takie praktyki nie są obce. I nigdy nie należy takich sytuacji zamiatać pod dywan! Gdzie jest gwałt, a tym bardziej na dziecku należy to osądzić, należy gwałciciela ukarać, a sam akt negować. A teraz do brzegu…..Jangsi….Dilgo …Kyentse. W ostatnich tygodniach afera, szok i plugastwa. Po pierwsze z tego co oficjalnie się uznaje to zamieszkuje w Portland w USA, a tam prawo jasno wypowiada się na temat gwałtów. Czy owe dokonane czyny były tam czy w Nepalu? Czy był proces? Dowody? Wyrok? Jangsi Dilgo Kyentse nie zaprzeczył, że miał kontakty seksualne, ale czy to był gwałt? A padły ostre oskarżenia że jak to Tulku wielkiego Dilgo Kyentse zrobił to! Jak to? Czy to Tulku czy nie tulku!? W tym miejscu chciałby trochę nakreślić sytuację „tulku” w kulturze buddyzmu tybetańskiego. Tulku to biznes. Odkąd stało się to popularne, a wcale nie tak dawno, biznes tulku to często dla klasztorów być, a nie być! To czym jest system i sami tulku jest bardzo ciekawe. Klasztor mający tulku ma kasę. Wraz z ekspansją buddyzmu na zachód i wzrost popularności buddyzmu na zachodzie biznes tulku stał się super biznesem i często stawiany nad wartości dharmy. Przykre ale fakt. Nieświadomość zachodnich uczniów i podświadome projektowanie postaci idealnego żywego Chrystusa na tulku doprowadziło do totalnych absurdów. Zdewociali praktykujący „buddyści” ( lamaiści) niejednokrotnie w spazmach euforii i duchowego uniesienia przyjmą każdy gest ze strony takiego tulku jako namaszczenie zupełnie nie rozumieją co robią! A w tym czasie Tybetańczycy idealnie rozumieją co się dzieje i zacierają ręce na kasiorkę która płynie strumieniami. Paręnaście lat temu pewien Tybetańczyk w szatach z chińska urodą przyjechał do Polski, też do Szczecina. Nie podam jego imienia bo ma tu wyznawców, a skoro ludzie mają schronienie w lamaizmie zamiast buddyzmie ale daje im to spokój duchowy to ja nie będę gotował ich wątroby. Na potrzeby historyjki nazwiemy go Rdzungtam Lama w skrócie Rdzam Lama. Przyjeżdża Rdzam Lama i ludzie przyjmują go, witają i opowiadają, że są uczniami jakiegoś Rinpocze. Widząc, że jako zwykły lama nie bardzo ma szanse na biznes Rdzam Lama po roku powraca z tytułem Rinpocze. Ktoś tam rozpowiada, że on był taki skromny poprzednio ale w Tybecie on jest Rinpocze i tu też należy go tak traktować. Jedni popatrzyli na to krytycznie ale pewna grupa uwierzyła. Dawał przekazy z Ningma i Kagyu oraz Siakya tak trochę nie składnie. Gdy ludzie którzy byli bardziej wnikliwi zaczęli pytać co to za linia, zorientował się że trochę tu coś ludzie kumają. Więc będąc w Tybecie nagrał filmik z jakim brudnym starcem z potężną wadą wymowy ( zaznajomieni Tybetańczycy nie byli w stanie odszyfrować co on mówi) mówiąc, że to potężny jogin jego wujek, który od wielu wielu lat jest na odosobnieniu, a po tym on sam powrócił z papierem z Dharamsali potwierdzającymi, że Rdzam Lama nie jest już tylko Rinpocze, a teraz jest Tulku Rinpocze dzierżawca linii i z walizką wypchną dolarami udał się do mojego brata w Dharmie piastującego pozycję opata jednej z misji buddyjskich z prośbą by pomógł mu zarejestrować jego ośrodek misyjny bo on ma kasę na zbudowanie klasztoru. Pomijam, że Rdzam dość sprawnie mówił po angielsku ( aż nadto) i bardzo biegle po chińsku. Po sprawdzeniu okazało się, że nikt w Daramsali nie zna żadnego tulku o tym imieniu. Kilku lamów między innym CRLama i Dudjom Rinpocze w latach 70 tych ostrzegali VLame mówiąc: „…John Tybetańczycy a szczególnie z południa to są Żydzi Azji, oni cię kupią i sprzedadzą 1000 razy i też własną matkę. Oni Padmasambhawę nie raz chcieli spalić bo im w interesach mieszał!…a jak ty zaczniesz mówić co o nich wiesz to cię otrują bo oni do dziś trują” taka to kultura. Dla tego tak ważnym jest umieć rozpoznać co jest esencją dharmy, co jest naukami buddów, a co cepelią tybetańskiej kultury i ich zachowań! Co jest tybetanizmem, co jest lamaizmem, a co właściwym buddyzmem. Biznes tulku kręci się tak dobrze, że nawet w tradycji w której nigdy nie istniał za sprawą jednego sprytnego lamy zaczął istnieć. Mimo, że nie utrzymuje bliższych relacji z praktykującymi YoungDrung Bon to jednym z moich Guru był Yongdzin Lopon Tenzin Namdak Rinpocze i on powiedział mi i VLamie : „…w mojej linii Menri nigdy nie było systemu tulku!” A co dziś widzimy? Nagle mają tulku. Wielu zachodnich uczniów nie wie, że określenie tulku jest też zwyczajowe. Każdy syn wielkiego Lamy nazywany jest tulku. Tak jak żona lamy nazywana jest Khandro. Dakini. Ale czy rzeczywiście oni są tymi wyjątkowymi postaciami? Trzeba też zrozumieć, że nawet jeśli Lama w poprzednim życiu był wielkim medytującym z niesamowitymi osiągnięciami to jego inkarnacja to zupełnie nowa jaźń, nowa osoba powstała w nowych warunkach kulturowych, rodzinnych czy tradycji. Tak, może do 4 roku życia pamiętać swoją poprzednia inkarnację ale to może każde dziecko. Mój syn w wieku 2-3 lat opowiadał, że pamięta mnie i pamięta jak wspólnie byliśmy na wojnie. Po wielu latach kilku lamów z wglądem potwierdziło to co on mówił. Wiele dzieci pamięta poprzedni czas i jeśli taka osoba zostanie dobrze poprowadzona może skorzystać z zasobów doświadczeń poprzednich inkarnacji. Pięknie skomentował to CRLama.: „…Tulku? Do 35 roku życia to ja nie wierzę i nie uznaję. Musi przejść edukację i mieć doświadczenia medytacyjne”. Ostatnio ktoś zapytał się mnie czy jeśli lama osiągnął ósme bumi ( stopień bodhisattwy) to czemu nie zamanifestował czystych krain tylko odrodził się w samsarze? Po pierwsze nie wiemy tego jaki był poziom jego realizacji. A jeśli rzeczywiście był wysoki to też nie wiemy czy odnaleziony „ tulku” to rzeczywiście jego reinkarnacja. Jeden z Nepalski Rinpoczów opowiedział mi sytuację której był świadkiem. Pewnie wyleje się szlam i szambo negacji na temat tego co napiszę ale jestem zdania, że czas by zająć się dharmą, a nie feudalizmem tybetańskim. Sangyum druga żona Dudjoma Rinpocze bardzo chciała szybko odnaleźć reinkarnację męża. Dogadała się z pewną szlachecką rodzina tybetańską, że podzieli się z nimi kasą jak wystawią swojego syna jako tulku. Mało nie doszło do koronacji nowego Dudjoma Rinpocze ale w dniu tego wielkiego święta pokłóciła się o kasę z głową rodu, a oni zabrali dziecko i powiedzieli, że tulku nie będzie. Ba, nie pozwoliła skremować Rinpocze, a zleciła wykonanie mumii by jeździć z nią i zbierać kasę za oglądanie jej. Twierdziła, że taka była wola męża. Z tego co wiem wskazania były inne. W tym roku zmarł Lopon Yongdzin Rinpocze. Absolutnie genialny nauczyciel i praktykujący dzogczen. W ostatnich latach poświęcił się swojej praktyce i w większości znawcy temat byli wręcz przekonani, że osiągnie Dzia Lu Powa Czienpo czyli wielkie przeniesienie lub tzw tęczowe ciało. Ale by do tego doszło muszą być spełnione pewne warunki. Rozpad energii ciała to bardzo skomplikowana i subtelna sprawa. Każdy guru który zapowiadał swoje Dzia Lu lub swoją śmierć i chciał osiągnąć Dzia Lu wyraźnie podkreślał, że należy pozostawić go w spokoju, nie wchodzić do pomieszczenia. Gdy umarł Lopon złamano wszelkie zasady, usadowiono ciało nałożono koronę, wleciał ołtarz z cepelią i sesją fotograficzną z grupą rozżalonych, zdruzgotanych stratą lamów. To już kwestia do przemyślenia dlaczego tak. Podpowiem, że gdy ktoś osiąga tęczowe ciało może zamanifestować formę sambghakayi i nirmanakayi ale nie tulku! Tulku to nie jest nirmanakaya! Nirmanakaya może się urodzić tylko jeśli w poprzednim życiu guru zamanifestował tęczowe ciało! Jeśli tego nie zrobił nie będzie nirmanakayi, a ewentualnie tulku co nie gwarantuje przeniesienia osiągnięć z poprzedniego życia. Ale gwarantuje kasę dla klasztoru! Gdy jednak taki tulku dorasta w całym tym biznesie monastycznym, a jest szczerze praktykującym to w pewnym momencie może powiedzieć: „…nie chce tu z wami być, nie czuję się częścią tego systemu, nie godzę się na ten system!” ….i co wtedy? Inwestowanie w układy, zależności polityczne, sponsoring idzie w łeb! No to co, rujnujemy reputację młodzieńca bo jak my nie zarabiamy to on też nie może! Sexual misconduct to zrobi na białasach wrażenie! Serio? Nie bolał ich s*xual misconduct Trungpy zamieciony pod dywan ubrany w „szaloną mądrość”, hasełko niezrozumiałe przez zupełnie nie wnikliwych praktykujących mające usprawiedliwić piekło jakie uczynił swoim uczniom i nie tylko! Zmarł na niewydolność krążeniową i marskość wątroby bo po wypadku i strzaskanym kręgosłupie łagodził ból alkoholem! Bzdura! Niewydolność układu krwionośnego, wątroby i układu oddechowego była spowodowana wirusem HiV . Szok? Wnikliwie poszukajcie, a znajdziecie. Ludzie którzy wtedy tam byli jeszcze żyją. Ale z jego organizacji płynęły miliony dolarów do wielu klasztorów i dlatego jego „misconduct” był zamieciony pod dywan. I takich przypadków było bardzo dużo. Wszyscy chyba słyszeli o przegranych procesach Sogyala ( nie powiem Rinpocze) i setek tysięcy dolarów odszkodowań dla gwałconych kobiet, które zapłacono z datków wiernych! Czyli praktykujący złożyli się na brudne igraszki guru. Pewnie nie wielu wie, że Sogyal ukończył tylko 2 lata szedry, a jego zasób wiedzy, a tym bardziej dzogczen był bardzo ograniczony. I choć jedna z najlepszych książek wprowadzających do Buddyzmu Tybetańskiego „ Tybetańska księga życia i śmierci” jest pod jego nazwiskiem to jednak została przez niego przywłaszczona gdy jeden z tybetańskich lamów poprosił go o korektę języka angielskiego. Sogyal miał niesamowitą zdolność uczenia się języków i angielskim władał prawie jak rodzimym.
Słyszeliście o gwałcie amerykańskiej uczennicy przez Kalu Rinpocze? Hmmmm ponoć zmusił ją do s*xu oralnego podczas osobistej inicjacji Wadżrayogini. Z tym, że ta sprawa nie jest do końca jasna. Do oskarżenia namówił ją mąż któremu w przypływie zakorzenionego kulturowo poczucia winy wyznała swoją oralną lobotomię duchowej realizacji. Szantażując ją rozwodem i zrujnowaniem finansowym namówił do procesu. Z rozmów ze znajomymi tej pary wynikało, że ta sprawa nie jest czysta i ciężko mówić o gwałcie. Purytańscy buddyści wykrzykiwali : ale jak to Lama i s*x!? Problem w tym, że ze względu na uchodźstwo Tybetańczyków do Indii gdzie bano się Tybetańskich tantrikow i zakazano noszenia szat tantry wielu z mistrzów nosiło czerwone szaty dharmy, a niektórzy nawet szaty mnisie. Kalu Rinpocze nie był mnichem choć golił głowę i nosił szaty mnisie. Jednak był tantryką o wyższych ślubowaniach niż mnisie nie odmawiał alkoholu widząc go czystym tak jak i s*xu uznając kobiety jako przejaw Wadżrajogini. Sam był świetnym praktykującym tantrę i ekspertem właśnie w systemie Tantry Wadżrajogini. Kolejny raz purytanizm przeniesiony z podłoża chrześcijańskich fobii na temat s*xu miał zniszczyć reputację guru. Lama to nie ksiądz! Lama to nie mnich, lama dosłownie znaczy Guru - przewodnik, ten kto cię prowadzi! Nie musi być mnichem, nie musi być wykształcony ( znamy historię wuja Namkaya Norbu Rinpocze ktory osiągnął Dzia Lu mimo, że nie był wykształconym i piśmiennym guru)Dziś słyszymy o kolejnym Lamie Jangsi Dilgo Kyentse, ale mieliśmy tą niesamowitą możliwość skonfrontować to z nim w pełni szacunku do ewentualnych ofiar ale również do samego Lamy by nie było to kolejne palenie czarownic! Mieliśmy! Ale czy ktoś się odważył? Czy ktoś zapytał Dilgo Rinpocze o co chodzi. Bez pretensji, a tak zwyczajnie by była jasność. Nie byłem na spotkaniu , ale z relacji osób które były na spotkaniu nie padły pytania w tej sprawie. Strach czy głupota? Pojawiły się komentarze: „…czy w takim razie to jest prawdziwy buddyjski nauczyciel?!” Jakoś nikt nie zadaje sobie tego pytania widząc tankę w zjednoczeniu Padmasambhawy i Yeshe Tsogyal lub z Mandarawą! ?? Ostatnio ktoś napisał, że to jest symbolika, a nie zwykłe ludzkie zjednoczenie seksualne! To fakt, że ma znaczenie symboliczne również ale nie tylko! Nie słuchajcie głupków, z wypranymi mózgami przez mnisich manipulatorów pseudo lamów, którzy już dawno rozpoznali naszą piętę Achirlesową,którą jest poczucie winy i widzenie każdego duchownego jako Jezusa. Tak! Padmasambhawa bzykał się z Dakiniami i nie wpłynęło to na jego realizację! Ba było wielkim błogosławieństwem dla niego i dla tych kobiet! Pomyślcie czy jak uczycie się jakiejś profesji -np: pieczenia chleba- i gdy robicie to już świetnie ten chleb i po wyjściu z piekarni, wieczorkiem wasz zwierzaczek przeczochra jakąś norkę lub na odwrót, to zaczniecie mylić mąkę z piaskiem, a piec z kiblem??? Nie sądzę! Co to byłaby za Dharma, jak że krucha, gdyby jej realizacja rozpadała się przez akt dzięki któremu w ogóle żyjemy!?. To europejsko amerykańskie purytańskie ograniczenie negowania tego aktu miesza nam w głowach! W tradycji żydowskiej jest powiedziane idź i płódź dzieci, zakładaj rodzinę. W Islamie, Hinduizmie jest podobnie. W wielu tradycjach duchowych s*x i prokreacja nie jest postrzegane jako grzech czy naruszenie! Nie kalkujmy czegoś nienaturalnego na buddyzm! Również nie usprawiedliwiajmy podłości pseudo Guru! Bądźmy wnikliwi. Ostatnio pewien człowieczek z wypranym systemem poznawczym o poziomie inteligencji 2 - czyli je i rozmnaża się - stwierdził, że nic nie wiem o buddyzmie bo widać, że mam nauczycieli z zachodu, a nie prawdziwych tybetańskich lamów. A on od 50 lat ma najlepszych prawdziwych tybetańskich…hmm tiaaa. To co dziś opisałem w większości pochodzi o Tybetańskich Lamów ale to dzięki mojemu uporowi i braku strachu przed drążeniem tematów, dzięki sprytowi ale przede wszystkim dzięki dobrej karmie mogłem wyrwać od nich to by zrozumieć co przykrywa i tłumi esencję nauk, co staje się przeszkodą w zrozumieniu nauk buddów. Wielu z nich, a przede wszystkim moi najbliżsi guru powtarzają: „…w wysokiej tantrze i dzogczen Guru to nie ktoś na tronie, to kalianimitra tz dobry duchowy przyjaciel! Który jest obok ciebie i prowadzi przez dharmę ukazując jej ścieżki, ktoś z kim wspólnie jesz śniadanie, obiad albo kolację, ktoś z kim podróżujesz, z kim pijesz kawę i rozmawiasz o wszystkich aspektach życia, to ktoś kto zna twoje słabości ale też twoją siłę, to ktoś kto cię nie ograniczy zakazami, a ukaże bezsensowność lub nieprzydatność pewnych działań czy koncepcji!” I choć historia Czenrezika jasno ukazuje, że nie jest możliwym w dualistyczny sposób wyciągnąć istoty z samsary tak nauki dzogczen są wstanie ukazać ci czystość nirwany w samsarze! Jeśli tylko sam przestaniesz tworzyć więzienie koncepcji i ideii to jest to możliwe tu i teraz bo jest jedna podstawa, a dwie drogi prowadzące w przeciwnych kierunkach!
Niech wam przyniesie pożytek ta wiedza, niech nie będzie źródłem osądów i paliwem do ognia gniewu lecz ognia mądrości spalającego ignorancję i głupotę!
Niech nauki Buddów i ukochanego Guru Rinpocze kwitną nie splamione feudalizmem duchowym i manipulacją!
Z Miłością
n.J.Y.D.
Zdj. Z video z Internetu.