25/03/2026
Marta - misja w Meksyku
Informacje od Marty!
Cześć Kochani,
po tej dłuższej przerwie wracam do was ze wspaniałymi historiami! Z ogromną radością opowiem Wam, co działo się przez ostatnie dwa miesiące, gdy byłam na misji na południu Meksyku.
Początek naszej misji wypadał na koniec grudnia. Razem z moją grupą wyruszyliśmy do Chiapas, do wioski Juncana. To miejsce było dla mnie szczególnie ważne, ponieważ byłam tam dwa lata temu na misji jako studentka i czułam, że chcę tam wrócić.
To społeczność mocno zakorzeniona w swoich tradycjach, dlatego nie mogliśmy prowadzić otwartej ewangelizacji. Skupialiśmy się na relacjach, modlitwie i byciu z ludźmi. Spędzaliśmy z nimi czas, pomagaliśmy w codziennych obowiązkach, takich jak sprzątanie ogrodu czy pomoc w domu. Prowadziliśmy zajęcia dla dzieci i wspólnie świętowaliśmy Boże Narodzenie. To był intensywny i bardzo dobry czas.
Przez kilka lat przyjeżdżały tam różne zespoły, które przychodziły z praktyczną pomocą, między innymi budując domy i wspierając społeczność. Zauważyłam, że przez ostatnie dwa lata ludzie bardzo się zmienili. Byli bardziej otwarci, zapraszali nas do swoich domów i chcieli budować z nami relacje.
W ich postawie było widać owoce Ducha Świętego - większą otwartość, życzliwość i gotowość do relacji, mimo że wielu z nich jeszcze nie zdecydowało się pójść za Jezusem. Ten wyjazd pokazał mi, że czasami na owoce trzeba czekać dłużej. Nie zawsze widzimy je od razu, ale wierna, regularna służba naprawdę przynosi rezultat. Warto modlić się, wstawiać za ludźmi w modlitwie i okazywać miłość w praktyczny sposób. Nawet jeśli efekty pojawiają się dopiero po czasie.
Wierzę, że jeszcze kiedyś tam wrócę i zobaczę ludzi, którzy świadomie oddadzą swoje życie Jezusowi i pójdą za Nim.
Naszym następnym przystankiem była górska miejscowości La Chigiri w stanie Oaxaca. Mieszka tam rdzenna społeczność, gdzie życie jest proste i pozbawione wielu udogodnień, do których jesteśmy przyzwyczajeni.
Byliśmy tam, aby wspierać lokalny kościół i służyć w okolicznych wioskach. Każdego dnia odbywały się spotkania w kościele. Studenci dzielili się swoimi świadectwami, prowadzili uwielbienie i studium biblijne. Odwiedzaliśmy domy, rozdawaliśmy Biblie, modliliśmy się z rodzinami i zachęcaliśmy ludzi do tego, do czego Jezus nas powołał - aby iść i głosić Ewangelię oraz żyć tym na co dzień.
Docieraliśmy także do bardziej odizolowanych wiosek, gdzie dzieliliśmy się świadectwami i modliliśmy się o mieszkańców. Prowadziliśmy zajęcia dla dzieci oraz pomagaliśmy przy zbiorach kawy.
Ten czas był praktyczną częścią Szkoły Uczniostwa (DTS), której celem jest przygotowanie młodych ludzi do misji i służby innym. Studenci mogli nie tylko uczyć się o Bogu, ale przede wszystkim żyć tym w praktyce.
Widzieliśmy ogromną wdzięczność i gościnność ludzi, którzy dzielili się z nami tym, co mieli, mimo że sami posiadali niewiele.
Kolejnym miejscem było Huatulco, gdzie koncentrowaliśmy się na ewangelizacji ulicznej. Ta część misji wyglądała inaczej niż poprzednie lokalizacje. Wychodziliśmy na ulice, na plażę, do centrum miasta oraz na boiska, gdzie ludzie grali w koszykówkę i siatkówkę. Tam studenci dzielili się Słowem Bożym.
Widzieliśmy wiele osób, które otwierały swoje serca na Jezusa. Modliliśmy się z nimi o zbawienie i przekazywaliśmy im kontakt do lokalnych kościołów, aby mogli dalej wzrastać w wierze i znaleźć społeczność!
Jednym z momentów, które były dla mnie szczególne, była rozmowa w skateparku. Razem z jedną ze studentek rozmawiałyśmy z chłopakiem, który mówił, że identyfikuje się z satanizmem. Po długiej rozmowie o jego życiu i przekonaniach mogłyśmy pomodlić się za niego. Powiedział, że po raz pierwszy w życiu poczuł pokój w swoim sercu! Zostawiłyśmy mu kontakt do lokalnego kościoła, aby mógł dalej szukać Boga i nie został z tym doświadczeniem sam.
W jednym z kościołów w Huatulco miałam również okazję podzielić się swoim świadectwem - o tym, jak Bóg powołał mnie do misji i jak otworzył drzwi, abym mogła dziś mieszkać i służyć w Meksyku.
Czas w Huatulco był także przestrzenią wzrostu dla studentów. Dawaliśmy im możliwość prowadzenia dni ewangelizacyjnych - sami decydowali, gdzie pójdziemy i w jaki sposób będą dzielić się Ewangelią. Piękne było widzieć, jak wychodzili ze swoich stref komfortu, budowali relacje i nabierali odwagi. To nie była tylko jednorazowa ewangelizacja, ale początek relacji - niektórzy z nich do dziś mają kontakt z osobami, za które modlili się na ulicach. Widziałam, jak Bóg ich używa i jak przez to wzrastają.
Jednym z ostatnich etapów outreachu był czas na statku, z którym odwiedziliśmy portowe miasta w stanie Oaxaca, między innymi Puerto Escondido, Salina Cruz i Huatulco. Współpracowaliśmy z lokalnymi kościołami i liderami, odwiedzaliśmy rodziny, modliliśmy się o mieszkańców i zachęcaliśmy ich do pogłębiania relacji z Bogiem oraz budowania wspólnoty w kościele.
W jednej z mniejszych miejscowości studenci mieli okazję podzielić się swoimi świadectwami w lokalnym radiu, co było wyjątkową możliwością dotarcia z Ewangelią do całej społeczności w tym regionie.
Ten etap był szczególny także dlatego, że był to pierwszy raz, kiedy statek mógł dotrzeć tak daleko na południe Meksyku. Wcześniej jego służba koncentrowała się bliżej Mazatlán, a teraz otworzyły się nowe miejsca i nowe możliwości. Dla całej załogi był to długo wyczekiwany moment.
Dla mnie osobiście był to bardzo poruszający czas. Cztery lata temu, jeszcze przed wyjazdem do Meksyku i przed rozpoczęciem DTS, Bóg dał mi obraz, w którym widziałam siebie prowadzącą ludzi przez ocean. Teraz mogłam zobaczyć, jak ta obietnica zaczyna się wypełniać. Jako liderka wiele się nauczyłam i nadal się uczę. Wierzę, że to dopiero początek i że statek będzie docierał do jeszcze dalszych miejsc w Meksyku, a może nawet dalej.
Ostatnim etapem naszego outreachu był powrót do Mazatlán. Ostatni tydzień przypadł na czas karnawału - okres dużych imprez, kiedy miasto wypełnia się muzyką, alkoholem i ludźmi szukającymi rozrywki. Właśnie w tej rzeczywistości wychodziliśmy do ludzi, rozmawialiśmy z nimi, modliliśmy się i dzieliliśmy się Ewangelią.
Widzieliśmy, że nawet w takim chaosie Bóg porusza serca. Szczególnym momentem było to, jak młody chłopak oddał swoje życie Jezusowi, a kilka dni później stanął z nami na uwielbieniu i razem z nami chwalił Boga.
Był to również czas, w którym bardziej się rozchorowałam i nie mogłam uczestniczyć we wszystkim, co się działo. Mimo to widziałam, jak Bóg działa przez studentów i ich odwagę.
Po karnawale mieliśmy czas podsumowania całych pięciu miesięcy Szkoły Uczniostwa. To był moment zatrzymania. Rozmawialiśmy o tym, co Bóg zrobił w sercach studentów, jak ich zmienił, z czego ich uwolnił i do czego ich powołał. Dla wielu z nich ten czas był przełomowy - nie tylko dlatego, że wyjechali na misję, ale dlatego, że pozwolili Bogu pracować głęboko w swoim życiu.
Rozmawialiśmy także o tym, co dalej. Zachęcaliśmy ich, aby nie traktowali tego jako zakończenia, ale jako początek. Aby szukali wspólnoty, mentorów i ludzi, którzy będą iść z nimi dalej w wierze. Aby nie zgubili tego, co Bóg w nich rozpoczął.
Zakończenie szkoły było pełne wdzięczności i wzruszeń. Patrząc na studentów, widziałam ogromny wzrost - w odwadze, w dojrzałości, w zaufaniu Bogu. Jestem naprawdę dumna z tego, jak bardzo się otworzyli, jak wyszli ze swoich stref komfortu i jak pozwolili Bogu się prowadzić.
Te pięć miesięcy było wymagające, ale piękne. I wiem, że to, co Bóg w nich rozpoczął, będzie kontynuowane.
Prośby modlitewne:
Pod koniec kwietnia przylatuję do Polski - bardzo się cieszę na ten czas! Proszę was o modlitwę o bezpieczną podróż, dobry czas z rodziną oraz o błogosławione spotkania w kościołach, które będę odwiedzać.
O Meksyk - o pokój, bezpieczeństwo i o to, aby obecna sytuacja w kraju nie zatrzymywała tego, co Bóg chce tu czynić.
W tym tygodniu wyjeżdżam do Zapote w stanie Nayarit, gdzie będę służyć razem z brygadą medyczną - proszę o Boże prowadzenie, jedność zespołu oraz o trwałe owoce tej służby
Jeśli chciałbyś mnie wesprzeć finansowo. To każdego miesiąca potrzebuje zebrać około 3000 zł na utrzymanie, zakwaterowanie oraz podstawowe środki higieniczne oraz leki.
Konto bankowe z dopiskiem Marta Meksyk:
57 2490 0005 00004600 0003 8782
DZIĘKUJE, ŻE TU JESTEŚ I MNIE WSPIERASZ!