08/03/2015
Jak traktujemy Księży w dzisiejszych czasach? Mają być zawsze silni, skromni, uśmiechnięci, wyciągać ręce do ludzi, być dla każdego każdym (przyjacielem, ojcem, matką, przewodnikiem) powinni kochać każdego takim, jakim jest, powinni chodzić z rękami złożonymi do modlitwy i nigdy nie pomyśleć źle, nigdy nie zwątpić, nigdy się nie zapominać, nie pić - nawet łyka alkoholu, nie palić, nie spotykać się ze starymi znajomymi, nie jeździć do rodziny tylko ciągle być tu, na miejscu. Powiedzcie, dlaczego próbujecie mierzyć człowieka z Bogiem? Do kogo pasuje Wam ten opis najbardziej? Kto taki jest? Ksiądz? Kolega z pracy, ze szkoły? Czy jednak najbardziej Bóg? Ksiądz to człowiek, który wybrał samotność, w sensie zakładania rodziny - odrzucił dobrowolnie tą możliwość, nawet jeśli chciał ją założyć stwierdził, że poświęcając swoje życie Bogu będzie szczęśliwszy. Powołanie pociągnęło go w stronę Boga, On wskazał drogę do siebie i ten człowiek ją wybrał i będąc tego pewnym, w tej danej chwili oddał się Bogu i służeniu Mu, a przez to służeniu nam wszystkim. Czy z czystej wdzięczności nie powinniśmy skinąć głową? uśmiechnąć się mijając ich wszystkich? Czy oprócz tego co uważamy, na temat tego, jacy powinni być Księża, nie powinniśmy się zastanowić dokładniej nad tym, jacy MY powinniśmy dla nich być? Ksiądz zawsze silny? - jesteśmy słabi z natury, nie możemy przełknąć łez, one czasem muszą po prostu popłynąć. Ksiądz zawsze skromny? a dlaczego ma nie powiedzieć "Jeju, naprawdę mnie kochają, no nieźle, kawał dobrej roboty" to już pycha, czy po prostu świadomość? Nie ma nic złego w widzeniu tego, jak wiele dobra dzieje się dzięki Nim.
Ksiądz zawsze uśmiechnięty? Pokażcie mi człowieka, który będzie się uśmiechał w dniu pogrzebu swojej matki, pokażcie mi człowieka, który będzie uśmiechnięty słuchał, jak drugiemu człowiekowi sypie się życie, Oni to robią ciągle - przychodzimy do nich, mówimy o swoich grzechach, spowiadamy się z tego, że na przykład zdradziliśmy żonę - jak mają się uśmiechać potem do tej kobiety, który przychodzi i mówi, że obie ręce dałaby sobie uciąć za swojego męża? Sumienie ich dręczy, ale obowiązuje ich tajemnica spowiedzi, więc co mają począć innego, jak nie przeboleć tego po prostu?
Ksiądz, który zawsze wyciąga ręce do ludzi w większości przypadków spotyka się z odtrąceniem, zaczynają o nim mówić, bo dziwne, że tak się bawi z dziećmi pod kościołem, że ciągle do niego przychodzą ludzie, a najbardziej, bolą nas kobiety, które przychodzą do kościoła zapłakane, a wychodzą radosne i ta męcząca nas myśl "Ciekawe co się wydarzyło" a może po prostu ta kobieta przyszła i powiedziała, że jej dziecko ma raka? i błagała Księdza, żeby coś zrobił, a on powiedział jej, że wszystko w rękach Boga, że nawet gdyby nie przeżyło, wróci do domu Ojca, skąd przyszło i będzie na nią czekać.
Jak Ksiądz ma być dla każdego każdym, skoro mu na to nie pozwalamy? Jak ma wejść do klasy na lekcję i przytulić wszystkich uczniów z radości, że przyszli na religię, żeby to nie zostało źle odebrane? Nie pozwalamy Im kochać nas takimi, jakimi jesteśmy, bo każdy przejaw miłości z Ich strony, źle odbieramy.
I powiedzcie mi najważniejsze, jak Ksiądz ma łapać nas, gdy upadamy, kiedy każemy mu chodzić ze złożonymi rękami? Jak możemy wymagać od niego zrozumienia w bólu, kiedy nie pozwalamy mu cierpieć przy nas? Albo, co gorsza - wykorzystujemy Jego słabość?
Zgadzam się z tym, że powinni od siebie wymagać każdego dnia, ale i my powinniśmy wymagać od siebie.
Ksiądz, który nigdy nie zwątpił nie wytłumaczy wątpiącemu, że to tylko chwilowe, że można, któregoś dnia ulecieć w górę i nie spaść z hukiem na ziemię, można odnaleźć właściwą drogę i wyjście z najbardziej zagmatwanych sytuacji. Księża także mają problemy w rodzinie, chorych najbliższych, też pożegnali ludzi, którzy według nich powinni jeszcze pożyć, których według nich Bóg zabrał za wcześnie, ale wierzą Mu, ufają Mu, dlatego oddali Mu się całkowicie.
Nie mamy prawa osądzać nikogo, Bóg to zrobi i wymierzy karę, zada pokutę. Czasami mówimy "Teraz nie ma Księży takich, jak Karol Wojtyła" - znam takich osobiście, otwartych, kochających, ale poranionych ze złamanym sercem, bo zaufali, oddali część siebie niewłaściwym ludziom, niektórzy się zawiedli i nabrali dystansu, niektórzy dalej walczą sami ze sobą, ze swym lękiem przed bólem i wyciągają do nas ręce. Więc dzisiaj, 8 marca 2015 roku, o godzinie 1:40 proszę Was, traktujmy ludzi, jak ludzi, pobłażajmy im, jak pobłażamy sobie, ale tłumaczmy i mówmy prosto w oczy co leży nam na sercu i co nas zawiodło w ich zachowaniu. Nie osądzajmy według błędów, lecz dziękujmy za to, co dali nam dobrego, a najbardziej za to, że dali nam siebie.
"Błogosławieni miłosierni, albowiem Oni miłosierdzia dostąpią."