04/12/2019
Mieszanka piasku i popiołu cicho zgrzytała pod stopami karawany.
Od lat tworzyła ona podłoże znane wszystkim tym, którzy przetrwali apokalipsę. Tym, którzy przetrwali aby zbudować nowy świat na resztkach starego. Wśród pozostałych przy życiu ludzi ostało się plemię, zwane Dziećmi Tysiąca Słońc.
To właśnie kilkoro z nich tworzyło karawanę, która przeprawiała się przez pustkowia. Wracali z miejsca zwanego OldTown. Miejsca, do którego co rok wyprawiały się liczne konwoje aby być częścią wydarzenia które nazywano
Porą Przybyszów. Nie był to pierwszy raz, gdy przedstawiciele plemienia zjawiali się w miasteczku. Podobnie jednak, jak i w poprzednich latach, wracali z niego
z garścią nowych pytań, znajdując zaledwie kilka odpowiedzi na te, z którymi przybyli.
OldTown ponownie okazało się gościnne dla Dzieci. Starzy przyjaciele, bliscy plemieniu, którzy odnaleźli nowe powołanie w wielbieniu Trójcy, boga o trzech twarzach, przywitali strudzone plemię i przygarnęli ich pod swój dach.
Użyczyli im schronienia potrzebnego na czas budowy Kaplicy, miejsca kultu plemienia, które zostało zbudowane w miasteczku Oldtown w dość nietuzinkowym miejscu. Na tegorocznej Porze Przybyszów stanęła ona na końcu ulicy Czeskiej, wieńcząc koniec arterii swoją fasadą. Nietypowa lokalizacja wiązała się z nietypowym sojuszem. Stawiając swój obóz w tym miejscu, Dzieci Tysiąca Słońc odrzuciły swą neutralność i dołączyły do Syndykatu Czeskiego. Konglomerat przyjął plemię z otwartymi ramionami i nie raz okazał się zbawieniem w godzinach próby.
-Stoooooop! - Zakrzyknął prowadzący karawanę. Powolnym krokiem zbliżył się do powozu i rzekł:
-Słońce chyli się ku zachodowi. Tutaj przenocujemy.
Nikt nie zaprotestował. Horyzont zaczynał się już czerwienić, a budowanie obozowiska, nawet tymczasowego, na środku pustkowi, w nocy, to ostatnia rzecz o której marzyli. Wszyscy, poza dwoma zwiadowcami, złożyli broń obok powozu i powoli zaczęli wypakowywać namioty. Arsenał Dzieci nie był zaawansowany. Kilka sztuk broni palnej, sztylety i łuki - typowa broń myśliwych, a nie żołnierzy. Oprócz kilku niedużych konfliktów z bandytami czy grupami zdziczałych plemion ze wschodnich stepów, plemię żyło w statusie względnego pokoju. Nigdy nie odczuwali potrzeby prowadzenia wojen. Na wschodzie miejsca było mnóstwo, a stepowa roślinność i zwierzyna dostarczały wszystkim tyle pokarmu aby nie musieli o nie walczyć. Jednak wschodnie stepy były dla plemienia już niczym innym jak tylko wspomnieniem. Teraz naszedł czas,
w którym Dzieci musiały sięgnąć po broń, i to nie tylko po to, żeby przetrwać,
ale i po to, żeby obronić swoich przyjaciół.
Skrzynia z symbolem grupy Iron Pack, którą Dzieci znalazły podczas swej podróży do miasteczka, okazała się być prawdziwą puszką Pandory. Dar, który miał pojednać dwie frakcje, poróżnił je tylko bardziej. Dzieci poznając ścieżki którymi kroczy Iron Pack, nie miały wyjścia. Widząc w nich zagrożenie dla siebie oraz wszystkiego co uważały za bliskie, wypowiedziały im wojnę.
Nie tylko Iron Pack sprawił, że plemię nie odstępowało swojej broni na krok.
Czwarta Rzesza, czarna plaga nadchodząca z zachodu, zasiała strach w serach Dzieci Tysiąca Słońc. Noc w której OldTown zostało zaatakowane przez oddziały szturmowe Rzeszy, na zawsze pozostanie w ich sennych koszmarach. Krew spływająca ulicą Czeską stała się też ich krwią. Pomimo braku najmniejszych szans przeciwko doskonale wyszkolonym szturmowcom, bronili ulicy razem
z konglomeratem. Wiele z nich, między innymi syn i córka wodza plemienia, niemal przypłacili to życiem. A kiedy kurz opadł, i miasteczko świętowało zwycięską obronę - Dzieci Tysiąca Słońc zbierały w sobie siły by kontynuować walkę. Walkę z wrogiem znacznie im bliższym. I znacznie bardziej przerażającym.
W noc ataku Rzeszy na OldTown, tuż za granicami miasteczka, w mroku, Kultyści Czarnej Pani przygotowywali rytuał. Rytuał na cześć mrocznego bóstwa. Rytuał opierający się na ofierze z krwi. Dzieci Tysiąca Słońc znając plugastwo kultystów, postanowili nie pozwolić aby ten obrządek się dopełnił. Gromadząc grupę uderzeniową, złożoną z członków Zakonu Świętego Płomienia,
Stalker Hazard i Tryglawa, wyruszyli w noc aby położyć kres poczynaniom kultu. Połączonymi siłami napadli na wyznawców Czarnej Pani i nie oszczędzając nikogo, przelali krew. Mogłoby wydawać się to wielkim zwycięstwem dla plemienia, gdyby nie cena jaką za tą wygraną zapłacili. Shajra, Najwyższa Kapłanka Dzieci Tysiąca Słońc została brutalnie zabita na oczach jej plemiennych braci i sióstr.
Po raz kolejny Pora Przybyszów pozbawiła plemię tego, co było dla nich najdroższe. Jednakże, wraz Shajrą nie umarła nadzieja. Z jej błogosławieństwa wyłoniona została nowa kapłanka, obdarzona przez Boga białym okiem. Przewodniczka, na której barkach spoczywa odpowiedzialność za wskazanie drogi wiernym, którzy teraz jeszcze bardziej niż przedtem spoglądają na przyszłość z niepewnością...
Ilustracja wykonana przez Antoni Kuźniarz
(Zapraszamy do ogarnięcia jego instagrama i behance:
https://www.instagram.com/antoni_kuzniarz/
https://www.behance.net/AntoniKuzniarz )