14/01/2025
Feliks z Noli – chrześcijański Ordon
Imperium Romanum w sporej mierze opierało się na solidnej organizacji, która najlepiej wyrażała się w ramach skutecznie operującej armii. Do dziś antyczny Rzym w dużej mierze postrzegamy przez pryzmat wojska, które pozostaje jednym z kluczowych znaków rozpoznawczych tego państwa. W III w. legioniści w sporej części rekrutowali się z rzymskiej prowincji, z kolei w nagrodę za poświęcenie i wieloletnią służbę otrzymywali gospodarstwo rolne lub sowite wynagrodzenie w zależności od osobistych preferencji oraz obywatelstwo rzymskie, które straciło nieco na znaczeniu po wprowadzeniu Constitutio Antoniniana w 212 r. (niemal wszyscy mieszkańcy Imperium uzyskali wówczas prawa obywatelskie i zostały na nich nałożone obowiązki). Prowincją w rozumieniu starożytnych Rzymian był ogół uprawnień władczych nadawanych pierwotnie przez senat rzymskim urzędnikom w związku z potrzebą sprawowania władzy nad określonym terenem kontrolowanym trwale przez Rzym. Z czasem pojęcie to zaczęto utożsamiać z obszarem, którego dane imperium dotyczyło. W ten sposób armia była przez wieki skutecznym narzędziem romanizacji podbitej ludności. Legionista przez lata i dekady służby przyswajał rzymską kulturę, język i obyczaje, z kolei wspólnie przelewana krew tworzyła poczucie więzi wspólnoty z towarzyszami broni wywodzącymi się z różnych części rozległego państwa. W zależności od potrzeb militarnych żołnierze byli przerzucani w różne, niejednokrotnie oddalone od siebie miejsca. Zdarzało się, iż formacje składające się z Syryjczyków służyły nad Renem i z czasem zaczynały się utożsamiać z nowym miejscem stacjonowania – wojskowi zawierali związki z miejscowymi kobietami, rodziły się im dzieci.
W ten sposób legioniści z innych części Imperium ubogacali kulturowo rejony, w których pełnili służbę – propagowali nowe kulty, idee, wierzenia, czy prądy myślowe. Wśród żołnierzy, zwłaszcza tych wywodzących się ze Wschodu byli również chrześcijanie. Za pośrednictwem rzymskiej armii – na co często nie zwracamy uwagi – rozpowszechniało się również chrześcijaństwo. Ojciec Feliksa z Noli (Hermias) był rzymskim legionistą wywodzącym się z Syrii, który po zakończeniu służby wojskowej osiadł na gospodarstwie w Noli. Kampania, w której znajduje się wspomniana miejscowość, do dziś należy do jednego z najbardziej urodzajnych regionów Włoch (gleby pochodzenia wulkanicznego) i nie bez powodu od tego zakątka Grecy zaczęli w VIII w. p.n.e. kolonizować Italię (Neapol). Zatem wskazany legionista musiał się bardzo wyróżniać w trakcie pełnienia służby, skoro po przejściu w stan spoczynku, jako emeryta spotkało go wyróżnienie otrzymania majątku ziemskiego w tak bardzo dogodnym miejscu. Feliks z Noli wychował się na wsi wspólnie z bratem Hermiaszem, który po osiągnięciu dorosłości poszedł w ślady ojca. Być może bliski krewny Feliksa został do tego zmuszony – ówczesne władze rzymskie oczekiwały, aby potomkowie wojskowych kontynuowali rodzinną tradycję, co pozostawało w związku z kurczącą się bazą rekrutacyjną. W III wieku wskutek pojawienia się wielu nieprzychylnych dla Rzymu okoliczności i tendencji (epidemie, wojny domowe, głód, niestabilność władzy, najazdy zewnętrzne etc.) drastycznie spadła liczba ludności Imperium co przełożyło się na zmniejszenie bazy rekrutacyjnej legionów. Feliks pozostał na gospodarstwie i zarazem poczuł powołanie kapłańskie, w którym postanowił się zrealizować. Łączył on pracę na roli z obowiązkami kapłańskimi. Wówczas prowadzenie gospodarstwa rolnego wymagało założenia rodziny, z kolei przyjęcie święceń nie było wtedy tożsame ze złożeniem zobowiązania do przestrzegania celibatu. Nie można wykluczyć, iż Feliks z Noli był żonaty.
W połowie III w. w związku z trawiącymi Rzym kryzysami, które upatrywano wedle ówczesnych wyobrażeń z oznaką braku łaski bogów, Cesarz Decjusz (l. pan. 249-251) postanowił podjąć działania mające na celu przywrócenie naruszonego pax deorum. Wobec tego pod sankcją w 250 r. wezwał wszystkich rzymskich obywateli (od 212 r. był nim niemal każdy mieszkaniec Imperium) do złożenia stosownej ofiary na rzecz bogów, pomyślności państwa i cesarza. Każdy miał publicznie w obecności komisji złożonej z urzędników wypowiedzieć odpowiednią formułkę i spalić kadzidło. Uchylających się od tego obowiązku traktowano za bezbożników i ateistów wyłamujących się ze wspólnoty, którzy zdaniem władz są odpowiedzialni za zaistniały kryzys (zaburzenie ładu boskiego). W konsekwencji byli oni przymuszani różnymi metodami do poddania się woli cesarza, a w przypadku dalszego oporu mordowani i skazywani na śmierć. W ten sposób Decjusz wywołał pierwsze wielkie i powszechne (obejmujący obszar całego Imperium) prześladowanie chrześcijan.
Chrześcijanie różnie odnosili się wobec konieczności złożenia ofiary. Jedni zapierali się wiary, inni poddawali się mękom i śmierci, i zwykle zostawali męczennikami. Ci, którzy zdecydowali się oddać życie, czynili to dobrowolnie (np. sami oddawali się w ręce oprawców) lub zmuszeni do tego kroku zostali wskutek zaistniałych okoliczności (np. doniesienie). Pomiędzy wskazanymi skrajnościami prześladowani wybierali wiele różnych rozwiązań pośrednich. Byli tacy, którzy korumpowali urzędników, inni uchodzili na wygnanie (do innego miasta lub na pustynię – zalążki monastycyzmu). W końcu byli i tacy, którzy padli ofiarą zawiści (np. chęć przejęcia majątku) i ginęli niewinnie lub wiarę w Chrystusa przyjmowali w momencie męczeństwa. O ile tchórzliwe postępowanie „laikatu” można jeszcze wybaczyć (np. przez brak stałości w wierze – od katechumenów nie można było tego samego wymagać, czego oczekiwano od świętych), o tyle przykłady niezdecydowania wśród kleru wydają się za wzbudzające nieco większe kontrowersje. Zdarzało się wówczas, iż biskupi perfidnie wyrzekali się wiary lub po prostu bezczelnie opuszczali swoje siedziby – porzucali powierzone im wspólnoty, którym winni dawać przykład. W pełnieniu posługi zaczęli ich zastępować nieco odważniejsi spośród prezbiterów. W ten sposób w mieście Noli funkcję zbiegłego biskupa Maksyma przejął Feliks – być może była to konsekwencja wychowania wpojonego w dzieciństwie przez zasłużonego wojskowego. Feliks z Noli ostatecznie nie uległ próbie i nie złożył wymaganej od niego ofiary na rzecz rzymskich bogów. W konsekwencji został zamęczony na śmierć. Jego oprawcy m.in. wlekli jego bezładne wskutek drastycznego pobicia ciało po potłuczonych skorupach naczyń, które dodatkowo powodowały znaczne obrażenia (obrywanie fragmentów tkanek). Przykład męczeństwa Feliksa z Noli stał się wzorem dla innych, również dla postaci, które żyły na terenie Kampanii sporo dekad później (np. Paulin z Noli).
Po ustaniu prześladowania czasów Decjusza (l.249//250-251), a w szczególności po kolejnym wielkim prześladowaniu chrześcijan wszczętym przez Dioklecjana (l. 303-311), pojawiły się liczne problemy odnoszące się do osób, które z różnych przyczyn uległy presji i sprzeniewierzyły się wyznawanej (deklarowanej) uprzednio wierze. Sytuację dodatkowo komplikował fakt, iż wśród nich znajdowało się spore grono biskupów. Podejście wobec nich stało się zarzewiem kolejnych nieporozumień.