01/12/2020
‼️ŚWIADECTWO !!!
Zachęcamy do czytania świadectw, aby wzajemnie się umacniać a także do dzielenia się swoimi doświadczeniami. Można to robić przysyłając je mailowo 📧[email protected]
---------------------------------------------
W lipcu 2019r. byłam z rodziną we Włoszech na tygodniowych rekolekcjach organizowanych przez wspólnotę Gloriosa Trinita. Nie przynależę do niej, gdyż nigdy nie chciałam być w jakiejkolwiek grupie modlitewnej. Pojechałam tam pod wpływem zachęty ze strony koleżanki, która jest jej członkiem.
Byłam wówczas w stanie duchowych rozterek z powodu śmierci mojej przyjaciółki, Reni, która po rocznej walce z chorobą nowotworową, po licznych modlitwach o uzdrowienie, w które gorąco wierzyłam, niestety umarła. Miałam w związku z tym wiele pretensji i żalu do Pana Boga, jak też poddawałam w wątpliwość, że jest dobry, że potrafi czynić cuda itp. Moja relacja z Panem nie była wówczas zbyt głęboka, brakowało mi ufności, że Jego wola jest dla człowieka dobra, bałam się cierpień, chorób, niespodziewanych zdarzeń losu, niekontrolowanych sytuacji.
Jadąc do Włoch nie nastawiałam się na nic konkretnego, nawet nie chciałam niczego dla siebie, bardziej miałam nadzieję, że może moje dzieci dzięki temu trochę przybliżą się do spraw wiary. Każdy dzień rekolekcji był bogato wypełniony różnymi formami modlitwy, bez obowiązku uczestniczenia w nich. Mimo to, choć sama nie wiem jak to możliwe (bo nie należałam wówczas do osób szczególnie gorliwych w modlitwie), miałam chęć uczestniczenia w każdej z nich. Jednakże z każdym dniem modlitewnych spotkań czułam coraz bardziej obawę, że Pan Bóg, poprzez usta któregoś z kapłanów, zażąda ode mnie zapisania się do tej wspólnoty i tworzenia jej w mojej miejscowości, a tego nie chciałam.
Pewnego dnia, mniej więcej w połowie rekolekcji, idąc na różaniec, ta obawa szczególnie mocno zawładnęła moim sercem. Podczas modlitwy różańcowej, w duszy, powiedziałam więc: „No dobrze, Panie Boże, Ty doskonale wiesz, że ja nie chcę być w żadnej wspólnocie, ale jeśli Twoja wola jest inna i miałabym gdziekolwiek należeć, to ewentualnie, ze względu na Renię, mogę być w grupie, która modli się o uzdrowienia”.
W tym momencie poczułam jak fala gorąca przechodzi przez moje ciało, a serce bije jak oszalałe, w duszy zaś usłyszałam te słowa: „Nie, ty nie masz modlić się o uzdrowienia! Ty masz modlić się za tych co umierają, w godzinie ich śmierci, żeby ich wyrwać z mocy ciemności, z rąk szatana, aby nie poszli na zatracenie, szczególnie za tych, którzy nie mają nikogo, kto by się za nimi wstawiał”.
Oszołomiona całą sytuacją, ze łzami napływającymi do oczu i mieszaniną nieznanych mi dotąd odczuć, których nie da się wyrazić słowami, w pełni zrozumiałam, po co mi było potrzebne doświadczenie śmierci Reni. W myślach powiedziałam tylko: „Tak Panie, dobrze, ale proszę powiedz mi jak mam to zrobić…?” Czułam się w tym poleceniu totalnie zagubiona.
I wtedy zobaczyłam w duszy obraz ukazujący jak osoba, za którą stoi Chrystus i nią kieruje, będąca tak jakby w cieniu Jego światła, chwyta za rękę i ciągnie do siebie człowieka, którego chce zabrać szatan.
Po tym doświadczeniu, które jest we mnie żywe do dziś, nie mogłam skupić się na niczym innym, cały czas zajmowało to moje myśli, a ten obraz dosłownie mnie prześladował. Po powrocie do domu zaczęłam szukać w Internecie informacji czy są w Polsce jakieś grupy zajmujące się taką modlitwą. I wtedy natknęłam się na stronę Bractwa Ratowania Dusz od Potępienia Wiecznego. Gdy na ich stronie internetowej zobaczyłam obraz, który był tak bardzo zbieżny z moim zjawieniem wewnętrznym, wiedziałam, że to jest to, czego szukam. Czym prędzej wysłałam zgłoszenie z prośbą o przyjęcie mnie do Bractwa. Niezwykła radość, która zagościła w moim sercu, była dla mnie znakiem, że to dobry kierunek mojej dalszej drogi.
Od tamtej pory moje życie duchowe i religijne nabrało innego wymiaru (można by powiedzieć z płaskiego na 5D). Moja relacja z Bogiem rozwija się z niezwykłą dynamiką, która wielokrotnie zaskakuje mnie samą i przybiera kształt, którego nigdy w życiu bym się nie spodziewała i nie wymyśliła. Nie mam już obaw ani lęków przed przyszłością, cierpieniem, chorobą, brakiem kontroli nad tym, co się wydarza. Żyję z ogromnym zaciekawieniem i ekscytacją, jakie jeszcze niespodzianki przygotowuje mi Pan. Z nadzieją i ufnością każdego dnia poddaję się Jego woli.
Magdalena