Ewangeliczny Zakon Braterski - Dom Zakonny w Przemkowie

Ewangeliczny Zakon Braterski - Dom Zakonny w Przemkowie Niczego nie potrzebujęmy, i nie sprzedajęmy...pozwalamy myślą płynąć, kto potrzebuję ten łowi.

Zakon służy Bogu i niesie nadzieję dla wszystkich dzieci Bożych. Świat żyje dziś w ciemnościach i zadaniem prawdziwych chrześcijan jest naśladować Jezusa

23/08/2026


Prawdziwa miłość nie kończy się wtedy, gdy zaczynają się trudności
Bracia i Siostry,
dzisiaj bardzo łatwo powiedzieć: „Kocham cię”. Wystarczy wiadomość, kilka słów i serduszko na ekranie. Ale czy każde „kocham” jest miłością?
Czasem zachwycamy się drugim człowiekiem tak długo, jak długo daje nam przyjemność, poczucie bezpieczeństwa, korzyść albo spełnia nasze oczekiwania. Kiedy pojawiają się problemy, różnice charakterów, choroba, kryzys czy konieczność poświęcenia, nagle okazuje się, że uczucie było silne tylko wtedy, gdy było łatwo.
Tego uczy nas świat: kochaj, dopóki jest przyjemnie. Odejdź, kiedy przestaje być wygodnie.
Filmy, media społecznościowe, a czasem także pornografia mogą tworzyć fałszywe wyobrażenie o bliskości. Pokazują pożądanie jako miłość, zdobywanie jako sukces, a drugiego człowieka jako kogoś, kto ma przede wszystkim spełniać nasze potrzeby.
Jezus pokazuje zupełnie inną drogę.
Jego miłość nie była tylko słowem.
On przyszedł i pokazał miłość czynem.
Nie mówił jedynie o poświęceniu. Sam się poświęcił.
Nie mówił jedynie o przebaczeniu. Sam przebaczał.
Nie mówił jedynie o służbie. Sam służył.
Dlatego powiedział:
„Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem.” (J 15,12)
To jest zupełnie inna definicja miłości.
Miłość nie pyta wyłącznie:
„Co ty możesz mi dać?”
Miłość pyta:
„Co ja mogę zrobić dla ciebie?”
W relacji kobiety i mężczyzny oznacza to szacunek, wierność, rozmowę, cierpliwość, przebaczenie i gotowość do pracy nad sobą.
Nie oznacza zgody na przemoc czy krzywdę. Prawdziwa miłość ma również granice. Ale kiedy pojawia się zwykły kryzys, różnica zdań czy trudny okres, nie powinna od razu mówić: „Uciekam.”
Jezus powiedział:
„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie swój krzyż i niech Mnie naśladuje.” (Mt 16,24)
To nie jest wezwanie do cierpienia dla samego cierpienia.
To wezwanie do pokonania własnego ego.
Czasem trzeba zrezygnować z potrzeby postawienia na swoim.
Czasem trzeba powiedzieć „przepraszam”.
Czasem trzeba nauczyć się słuchać.
Czasem trzeba przebaczyć.
Czasem trzeba zostać i razem przejść przez trudną drogę, zamiast szukać łatwiejszej osoby.
Bo miłość jest drogą, a nie chwilowym uczuciem.
Górski potok jest czysty właśnie dlatego, że na jego drodze są kamienie. Podobnie prawdziwa miłość dojrzewa wtedy, gdy dwoje ludzi potrafi przejść przez przeszkody, nie niszcząc siebie nawzajem.
Dlaczego więc tak wiele związków się rozpada?
Bo świat nauczył nas, że kiedy coś przestaje być wygodne, można to wymienić.
Jezus uczy nas czegoś trudniejszego:
pracuj nad sobą, przebaczaj, rozmawiaj, kochaj i nie pozwól, aby twoje ego było ważniejsze od człowieka, którego kochasz.
A nad wszystkim postaw Boga.
Bo jeżeli człowiek stanie się dla nas ważniejszy od Boga, zaczynamy od niego wymagać rzeczy, których żaden człowiek nie jest w stanie nam dać.
Tylko Bóg może być fundamentem.
„Bóg jest miłością.” (1 J 4,8)
Dlatego zacznijmy od Niego.
Kochaj Boga.
Ucz się od Jezusa.
Szanuj siebie.
Szanuj drugiego człowieka.
I kiedy przyjdzie kryzys, nie pytaj od razu:
„Czy to już koniec?”
Zapytaj:
„Czego Bóg chce mnie przez tę sytuację nauczyć? Co mogę zmienić w sobie? Jak mogę kochać lepiej?”
Bo prawdziwa miłość nie jest tą, która istnieje tylko wtedy, gdy wszystko jest piękne.
Prawdziwa miłość poznaje się wtedy, gdy przestaje być łatwo.
Postaw Boga na pierwszym miejscu.
Nie pozwól, aby człowiek, pieniądze, pożądanie czy własne ego zajęły Jego miejsce.
A wtedy uczysz się miłości, która nie jest tylko słowem wysłanym przez telefon.
Staje się życiem.
Staje się czynem.
Staje się wiernością.
Staje się spokojem.
Staje się drogą dwojga ludzi, którzy razem idą za Chrystusem.
To jest miłość, której świat nie potrafi sprzedać, bo pochodzi od Boga.
Amen.

20/08/2026


„Nie każdy, kto mówi: Panie, Panie”
Bracia i Siostry,
Jezus wypowiedział kiedyś słowa, które powinny zatrzymać każdego człowieka:
„Nie każdy, który Mi mówi: Panie, Panie!, wejdzie do Królestwa Niebios, lecz ten, kto spełnia wolę Ojca mojego.” (Mt 7,21)
To bardzo mocne słowa.
Jezus pokazuje nam, że wiara nie jest przedstawieniem.
Nie chodzi o to, kto głośniej mówi o Bogu.
Nie chodzi o to, kto bardziej podnosi ręce, kto dłużej klęczy, kto zna więcej religijnych słów ani kto potrafi zrobić największe wrażenie na innych.
Można być bardzo widocznym w swojej religijności, a jednocześnie mieć serce daleko od Boga.
Jezus powiedział:
„Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie.” (Mt 15,8)
Boży człowiek może wyglądać zupełnie zwyczajnie.
Może być grzesznikiem, który codziennie upada i codziennie próbuje się podnieść.
Może nie znać wszystkich odpowiedzi.
Może mieć wątpliwości.
Może nie potrafić wyjaśnić teologii.
Ale w głębi serca ufa.
Nie potrzebuje codziennie kolejnego dowodu, aby zrobić następny krok.
Wierzy, nawet kiedy nie widzi.
Jezus powiedział do Tomasza:
„Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.” (J 20,29)
To nie znaczy, że mamy odrzucać rozum, pytania czy świadectwa. Wiara nie jest ślepą naiwnością. Możemy pytać, badać Pismo, szukać prawdy i rozmawiać z innymi.
Ale istnieje też pułapka nieustannego poszukiwania pewności.
Człowiek może całe życie słuchać kolejnych kazań, podcastów, konferencji, świadectw i opowieści o cudach, a mimo to nigdy nie zacząć naprawdę żyć Ewangelią.
Bo zawsze będzie potrzebował jeszcze jednego dowodu.
Jeszcze jednego potwierdzenia.
Jeszcze jednego znaku.
Tymczasem wiara zaczyna się tam, gdzie człowiek mówi:
„Boże, nie rozumiem wszystkiego, ale ufam Tobie i zrobię to, co dziś jest dobre i prawdziwe.”
Boży człowiek nie musi codziennie udowadniać światu, że jest Bożym człowiekiem.
Po prostu żyje.
Pracuje.
Kocha.
Pomaga.
Przebacza.
Podnosi się po upadku.
Modli się.
I idzie dalej.
Jego wiara nie zawsze jest głośna.
Czasem jest cicha jak szept.
Ale właśnie w tej ciszy człowiek może usłyszeć Ducha Świętego, który prowadzi go ku prawdzie.
Jezus powiedział:
„Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy.” (J 16,13)
Dlatego nie mierzmy wiary człowieka jego wyglądem.
Nie oceniajmy jej po liczbie modlitw, gestach, deklaracjach ani religijnej wiedzy.
Patrzmy na owoce.
Czy jest w nim miłość?
Czy jest prawda?
Czy jest miłosierdzie?
Czy potrafi przebaczyć?
Czy pomaga słabszemu?
Czy potrafi przyznać się do własnego błędu?
Czy jego życie staje się choć trochę bardziej podobne do życia Chrystusa?
Bo Jezus powiedział:
„Po ich owocach poznacie ich.” (Mt 7,16)
I jeszcze jedna rzecz.
Prawdziwa wiara nie zawsze będzie wygodna.
Człowiek, który zaczyna żyć według prawdy, może spotkać się z niezrozumieniem, odrzuceniem, a czasem nawet prześladowaniem. Sam Jezus został odrzucony przez tych, którzy byli przekonani, że najlepiej wiedzą, kim powinien być Mesjasz.
Dlatego nie bój się, jeśli twoja droga wiary nie wygląda jak droga innych.
Nie potrzebujesz nieustannie udowadniać swojej wiary.
Nie potrzebujesz być głośniejszy od innych.
Nie potrzebujesz mieć odpowiedzi na każde pytanie.
Wystarczy, że każdego dnia zrobisz kolejny krok z Jezusem.
Bo może właśnie taki zwyczajny człowiek, który po cichu wierzy, popełnia błędy, ale wciąż wraca do Boga, jest bliżej Królestwa niż ten, który całemu światu krzyczy:
„Panie, Panie!”
Wiara nie jest pokazem.
Wiara jest drogą.
A Boży człowiek to nie ten, który najwięcej mówi o Bogu.
To ten, którego życie coraz bardziej zaczyna mówić o Bogu.
Amen.

16/08/2026


„Im mniej JA, tym więcej MY”
Bracia i Siostry,
żyjemy w świecie, który bardzo często mówi nam: „Najważniejszy jesteś ty.”
Dbaj o siebie. Walcz o swoje. Zdobywaj. Nie ustępuj. Nie poświęcaj się. Stawiaj siebie zawsze na pierwszym miejscu.
I rzeczywiście – troska o siebie jest potrzebna. Zdrowe granice są potrzebne. Człowiek, który nie szanuje siebie, może mieć trudność z budowaniem zdrowych relacji.
Ale jest pewna granica.
Bo kiedy zdrowa troska o siebie zamienia się w egoizm, człowiek zaczyna żyć wyłącznie dla siebie.
I wtedy pojawia się problem.
Bo miłość nie może składać się z dwóch ludzi, którzy nieustannie pytają:
„Co ja z tego będę miał?”
Miłość zaczyna się wtedy, gdy pojawia się pytanie:
„Co mogę dać drugiemu człowiekowi?”
Jezus powiedział:
„Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego.” (Mt 22,39)
Zauważmy: Jezus nie mówi, żeby człowiek siebie nienawidził. Nie mówi, żeby pozwalał innym przekraczać swoje granice. Uczy zdrowej miłości – do Boga, do siebie i do drugiego człowieka.
Dlatego zdrowa relacja kobiety i mężczyzny nie polega na tym, że jedna osoba znika dla drugiej.
Polega na tym, że dwoje ludzi potrafi zrobić miejsce dla siebie nawzajem.
Czasem trzeba powiedzieć:
„Masz prawo czuć inaczej.”
„Masz prawo mieć swoje potrzeby.”
„Posłucham cię.”
„Spróbuję cię zrozumieć.”
„Nie muszę zawsze mieć racji.”
To właśnie jest dojrzewanie od JA do MY.
Im mniej w człowieku egoizmu, pychy i potrzeby dominowania, tym więcej miejsca może pojawić się dla Boga, miłości i drugiego człowieka.
Ale pamiętajmy również: MY nie oznacza utraty siebie.
Zdrowa miłość nie mówi:
„Nie masz już prawa do własnego życia.”
Zdrowa miłość mówi:
„Jesteśmy razem, ale każde z nas pozostaje człowiekiem.”
Jezus sam pokazał nam tę równowagę. Kochał ludzi, służył im, pochylał się nad cierpiącymi, ale potrafił również odejść na pustynię i być sam na modlitwie.
Miłość nie jest więc niewolą.
Miłość jest wolnym wyborem.
Psychologia również pokazuje, że zdrowa relacja potrzebuje zarówno bliskości, jak i autonomii. Człowiek potrzebuje więzi, ale potrzebuje także własnych granic, odpowiedzialności i przestrzeni.
Dlatego egoizm nie jest zdrową miłością.
Ale całkowite wymazanie siebie również nią nie jest.
Zdrowie znajduje się pomiędzy tymi skrajnościami.
JA + TY = MY.
Nie „ja kosztem ciebie”.
Nie „ty kosztem mnie”.
Ale:
„Jesteśmy razem i chcemy dobra obojga.”
I właśnie tutaj zaczyna działać miłość Chrystusa.
Bo Jezus powiedział:
„Większej miłości nikt nie ma od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.” (J 15,13)
Oddanie życia nie musi oznaczać śmierci.
Czasem oznacza oddanie swojej racji.
Czasem czasu.
Czasem wygody.
Czasem potrzeby kontroli.
Czasem własnego ego.
A czasem oznacza po prostu przytulenie drugiego człowieka i powiedzenie:
„Jestem przy tobie.”
Bracia i Siostry,
świat może mówić:
„Myśl tylko o sobie.”
Jezus mówi:
„Miłuj.”
Świat mówi:
„Bierz.”
Jezus mówi:
„Dawaj.”
Świat mówi:
„Pilnuj swojego.”
Jezus mówi:
„Służcie sobie nawzajem.”
Dlatego w zdrowej relacji nie chodzi o to, aby było jak najmniej mnie.
Chodzi o to, aby było mniej ego, a więcej miłości.
Mniej walki o dominację.
Więcej wzajemnego szacunku.
Mniej „ja muszę wygrać”.
Więcej „my chcemy być szczęśliwi”.
I może właśnie dlatego największą przemianą człowieka jest moment, w którym z serca zaczyna znikać pytanie:
„Czego ja chcę?”
a pojawia się:
„Boże, czego Ty chcesz dla nas?”
Tam zaczyna się prawdziwa miłość.
Tam rodzi się MY.
Amen.

14/08/2026


„Nie pozwól, aby świat sterował twoim umysłem”
Bracia i Siostry,
zdrowie jest darem Boga. Nie tylko zdrowie ciała, ale również zdrowy umysł, spokojne serce i wolny duch.
A jednak żyjemy w świecie, który bardzo dobrze nauczył się wykorzystywać nasze słabości.
Wykorzystuje lęk.
Wykorzystuje strach.
Wykorzystuje samotność.
Wykorzystuje potrzebę akceptacji.
Wykorzystuje nasze kompleksy, pragnienie pieniędzy, sławy, pięknego wyglądu i uznania innych.
Dlaczego?
Bo człowiekiem, który się boi, łatwiej sterować.
Człowiek, który nie ufa sobie, łatwiej uwierzy innym.
Człowiek, który nie ma wewnętrznego pokoju, będzie szukał go w rzeczach, które świat może mu sprzedać.
Dlatego codziennie jesteśmy bombardowani przekazem:
„Będziesz szczęśliwy, kiedy będziesz miał więcej.”
„Będziesz wartościowy, kiedy będziesz wyglądał lepiej.”
„Będziesz bezpieczny, kiedy kupisz to i tamto.”
„Musisz być taki jak inni.”
„Musisz zdobyć uznanie.”
I człowiek zaczyna biec.
Kupuje.
Porównuje się.
Pracuje ponad siły.
Przegląda ekran.
Szukając szczęścia, coraz bardziej oddala się od siebie.
A Jezus mówi coś zupełnie innego:
„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” (J 8,32)
Chrystus chce człowieka wolnego.
Wolnego od strachu.
Wolnego od uzależnienia od opinii innych.
Wolnego od ciągłego porównywania się.
Wolnego od potrzeby udowadniania swojej wartości.
Wolnego również od życia prowadzonego przez lęk.
Jezus mówi:
„Nie lękajcie się tych, którzy zabijają ciało.” (Mt 10,28)
To nie jest wezwanie do lekkomyślności. To wezwanie do odwagi.
Nie pozwól, aby strach podejmował za ciebie decyzje.
Nie pozwól, aby świat powiedział ci, kim masz być.
Nie pozwól, aby algorytm, reklama, tłum czy cudza opinia decydowały o twojej wartości.
Zatrzymaj się.
Oddychaj.
Pomyśl.
Pomódl się.
Zapytaj:
„Jezu, czego naprawdę potrzebuję?”
Psychologia również pokazuje, że człowiek jest szczególnie podatny na wpływ wtedy, gdy działa pod wpływem silnych emocji – lęku, presji społecznej czy potrzeby akceptacji. Dlatego dojrzałość polega między innymi na tym, aby nauczyć się rozpoznawać własne emocje, zamiast pozwalać, żeby one automatycznie kierowały naszym zachowaniem.
Jezus nie zabiera człowiekowi rozumu.
On go wyzwala.
Nie mówi: „Nie myśl”.
Mówi:
„Czuwajcie.”
Bądźcie świadomi.
Rozeznawajcie.
Nie przyjmujcie wszystkiego bez zastanowienia.
Nie każda myśl jest prawdą.
Nie każdy lęk jest ostrzeżeniem.
Nie każda potrzeba musi zostać natychmiast zaspokojona.
Nie każda rzecz, którą świat chce ci sprzedać, jest ci potrzebna.
I tutaj zaczyna się prawdziwa wolność.
Kiedy przestajesz być człowiekiem sterowanym przez strach, zaczynasz być człowiekiem kierowanym przez wartości.
Kiedy przestajesz pytać:
„Co pomyślą o mnie inni?”
zaczynasz pytać:
„Co pomyśli o mnie Bóg?”
Kiedy przestajesz żyć potrzebą posiadania, zaczynasz odkrywać wartość bycia.
Kiedy przestajesz uciekać przed samotnością, możesz nauczyć się spotkania z Bogiem.
Kiedy przestajesz karmić swoje lęki, zaczynasz wzmacniać swoją wiarę.
Bracia i Siostry,
świat może próbować wykorzystać nasze słabości.
Ale nie musi nami rządzić.
Możemy powiedzieć:
„Nie będę żył strachem. Nie będę sprzedawał swojego życia za chwilową akceptację. Nie pozwolę, aby moje lęki decydowały za mnie. Oddaję swoje życie Jezusowi.”
Bo człowiek, który ufa Chrystusowi, nie staje się człowiekiem bez problemów.
Staje się człowiekiem, którego problemy nie posiadają.
I właśnie to jest wolność.
Amen.

12/08/2026


„Po katastrofie można zacząć od nowa”
Bracia i Siostry,
wiara w łaskę Jezusa daje człowiekowi coś niezwykłego: pewność, że nawet po największej katastrofie nie musi być końca.
Można upaść.
Można przegrać.
Można stracić relację, pracę, majątek, zaufanie drugiego człowieka, a czasem nawet samego siebie.
Ale dopóki żyjesz, możesz rozpocząć odbudowę.
Bo Jezus nie jest Bogiem końca. Jest Bogiem nowego początku.
Powiedział:
„Oto czynię wszystko nowe.” (Ap 21,5)
Chrystus nie obiecuje nam życia bez bólu. Pokazuje jednak, że ból nie musi mieć ostatniego słowa.
Największym aktem odwagi nie zawsze jest zwyciężyć.
Czasem największą odwagą jest podnieść się po przegranej i nadal pozostać człowiekiem.
W świecie, w którym każdy może zostać zraniony, oszukany czy odrzucony, łatwo zamknąć serce. Łatwo powiedzieć: „Już nikomu nie zaufam”. Łatwo odpłacić złem za zło.
Ale Jezus pokazuje inną drogę.
„Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują.” (Mt 5,44)
To nie jest słabość.
To jest siła człowieka, który nie pozwala, aby zło zmieniło go w kogoś, kim nigdy nie chciał się stać.
Biblia pokazuje nam, że człowiek nie został stworzony do samotnej walki. Potrzebujemy relacji, bliskości, drugiego człowieka. Potrzebujemy kogoś, komu możemy powiedzieć: „Pomóż mi”, „Zostań ze mną”, „Nie daję już rady”.
Dlatego Jezus nie budował samotnych ludzi. Tworzył wspólnotę.
Uczył miłości, przebaczenia, odpowiedzialności i wzajemnej troski.
Bo czasem odpowiedzią Boga na naszą modlitwę nie jest cud, który spada z nieba.
Czasem odpowiedzią jest człowiek, którego Bóg stawia na naszej drodze.
Ktoś, kto poda rękę.
Ktoś, kto wysłucha.
Ktoś, kto pomoże nam ponownie uwierzyć, że warto żyć i próbować.
Życie nie zawsze daje nam proste odpowiedzi. Czasem prowadzi przez niepewność, trudne wybory i konsekwencje decyzji.
Ale Jezus mówi:
„Nie lękaj się, tylko wierz.” (Mk 5,36)
Wiara nie oznacza, że znamy całą przyszłość.
Wiara oznacza, że idziemy dalej, nawet jeśli widzimy tylko następny krok.
Dlatego jeśli dzisiaj jesteś po katastrofie swojego życia, nie mów:
„To już koniec.”
Powiedz:
„Jezu, zacznij ze mną od nowa.”
Jeśli upadłeś – wstań.
Jeśli zostałeś zraniony – pozwól Bogu uleczyć swoje serce.
Jeśli straciłeś człowieka – nie pozwól, aby strata odebrała ci zdolność kochania.
Jeśli straciłeś nadzieję – poproś Boga o choćby małą iskrę.
Bo łaska Jezusa mówi:
Twoja przeszłość nie jest twoim przeznaczeniem.
Twoja porażka nie jest twoją tożsamością.
Twoja katastrofa nie musi być końcem twojej historii.
W Chrystusie zawsze może rozpocząć się nowy rozdział.
A największym zwycięstwem człowieka jest to, że po wszystkim, co go spotkało, nadal potrafi kochać, przebaczać, pomagać i być dobrym człowiekiem.
Bo kiedy świat próbuje odebrać ci człowieczeństwo, Jezus mówi:
„Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj.” (Rz 12,21)
I właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa odbudowa.
Nie tylko życia.
Ale człowieka.
Amen.

11/08/2026


Kazanie: „Nie szukaj Boga tylko w murach”
Bracia i Siostry,
Jezus nie przyszedł na świat po to, aby człowiek nauczył się jedynie klękać przed ołtarzem. Przyszedł, aby nauczyć człowieka spotkania z Bogiem.
Można uklęknąć na kolanach, a sercem pozostać daleko od Boga.
Można wypowiadać piękne modlitwy, a po wyjściu ze świątyni ranić drugiego człowieka.
Można znać Pismo Święte, a nie znać miłości, o której ono mówi.
Jezus powiedział:
„Bóg jest Duchem; potrzeba więc, by Jego czciciele oddawali Mu cześć w Duchu i prawdzie.” (J 4,24)
To jest niezwykle ważna nauka.
Bóg nie mieszka wyłącznie w budynkach.
Nie można Go zamknąć w murach, obrazach, rytuałach czy ludzkich systemach.
Świątynia może być miejscem modlitwy, ale prawdziwe spotkanie z Bogiem dokonuje się w sercu człowieka.
Jezus powiedział również:
„Królestwo Boże jest pośród was.” (Łk 17,21)
Dlatego szukaj Boga nie tylko w kościele.
Szukaj Go również w ciszy.
W modlitwie.
W drugim człowieku.
W pięknie stworzenia.
W swoim sumieniu.
W prawdzie, którą odkrywasz, kiedy przestajesz uciekać przed samym sobą.
Jezus wielokrotnie sprzeciwiał się religijności, która zatrzymywała się na zewnętrznych formach, a zapominała o człowieku.
Powiedział:
„Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie.” (Mt 15,8)
To jest ostrzeżenie również dla nas.
Religia może stać się czymś, co człowiek wykonuje automatycznie.
Modlitwa może stać się obowiązkiem.
Rytuał może zastąpić relację.
A wiara może stać się tylko tradycją.
Jezus chce czegoś więcej.
Chce twojego serca.
Nie chodzi o to, aby odrzucić Kościół, wspólnotę, modlitwę czy Pismo Święte. Chodzi o to, aby nie pomylić narzędzia z Bogiem.
Pismo Święte ma być czytane nie tylko oczami, ale sercem.
Jezus powiedział:
„Badajcie Pisma (...) to one właśnie dają o Mnie świadectwo.” (J 5,39)
Czytaj więc.
Pytaj.
Obserwuj świat.
Myśl.
Módl się.
Ale przede wszystkim pozwól, aby poznawana prawda zmieniała twoje życie.
Nie każda odpowiedź przychodzi od razu. Czasem Bóg odpowiada przez Pismo, czasem przez drugiego człowieka, czasem przez doświadczenie, a czasem przez ciszę, w której człowiek zaczyna wreszcie słyszeć własne sumienie.
I jeszcze jedno.
Nie budujmy obrazu Jezusa tylko na tym, co łatwo sprzedać.
Nie zamieniajmy świętych postaci w produkty, symbole i komercyjne dekoracje, zapominając o ich przesłaniu.
Jezus nie przyszedł po to, żeby stać się towarem.
Przyszedł, aby człowiek poznał Ojca.
A prawdziwa wiara nie kończy się na tym, że człowiek mówi:
„Wierzę w Boga.”
Prawdziwa wiara zaczyna się wtedy, gdy zaczyna żyć tak, jak nauczał Jezus.
Kiedy przebacza.
Kiedy kocha.
Kiedy pomaga słabszemu.
Kiedy mówi prawdę.
Kiedy nie wykorzystuje drugiego człowieka.
Kiedy potrafi powiedzieć „nie” złu.
Kiedy w ciszy swojego serca mówi:
„Boże, prowadź mnie.”
Bracia i Siostry,
nie szukajmy Boga wyłącznie w murach.
Szukajmy Go w prawdzie.
Szukajmy Go w miłości.
Szukajmy Go w Słowie.
Szukajmy Go w drugim człowieku.
I przede wszystkim szukajmy Go w przemienionym sercu.
Bo kiedy człowiek naprawdę spotyka Boga, nie potrzebuje już udowadniać swojej wiary samymi słowami.
Zaczyna nią żyć.
Amen.

07/08/2026


Kazanie: „Bóg nie powołał człowieka do życia w strachu”
Bracia i Siostry,
czasem słyszymy słowa: „Bóg nie chce rozwodów.”
To prawda, że Jezus bardzo poważnie mówił o małżeństwie, wierności i nierozerwalności przymierza. Powiedział:
„Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela.” (Mt 19,6)
Ale tych słów nie wolno używać jako broni przeciwko człowiekowi.
Bo czym innym jest kryzys małżeński, a czym innym życie w ciągłym lęku.
Czym innym jest trudność, którą dwoje ludzi próbuje wspólnie pokonać, a czym innym systematyczne poniżanie, zastraszanie, kontrolowanie, zdradzanie, manipulowanie, przemoc czy odbieranie drugiemu człowiekowi poczucia własnej wartości.
Jezus nigdy nie powiedział:
„Pozwól, aby cię krzywdzono, bo w ten sposób udowodnisz swoją miłość.”
Wręcz przeciwnie.
Cała Jego nauka prowadzi człowieka ku prawdzie, godności, wolności i miłości.
Jezus powiedział:
„Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli.” (J 8,32)
Dlatego trzeba nazwać rzeczy po imieniu.
Przebaczenie nie oznacza zgody na dalszą przemoc.
Miłość nie oznacza pozwolenia na niszczenie człowieka.
Cierpliwość nie oznacza obowiązku znoszenia wszystkiego bez końca.
A postawienie zdrowej granicy nie jest brakiem miłości.
Można przebaczyć i jednocześnie powiedzieć:
„Nie pozwolę ci mnie więcej krzywdzić.”
Można kochać człowieka i jednocześnie odejść od zachowania, które niszczy życie.
Bo przebaczenie jest decyzją serca, ale zaufanie odbudowuje się poprzez czyny.
Jeżeli ktoś kolejny raz obiecuje zmianę, ale niczego nie zmienia, sama obietnica nie jest jeszcze przemianą.
Jezus powiedział:
„Po ich owocach poznacie ich.” (Mt 7,16)
Nie po słowach.
Po owocach.
Po tym, jak człowiek traktuje drugiego człowieka.
Po tym, czy potrafi przyznać się do winy.
Czy szanuje granice.
Czy bierze odpowiedzialność.
Czy rzeczywiście się zmienia.
Bracia i Siostry,
religia powinna być źródłem nadziei, a nie narzędziem kontroli.
Nie wolno używać Boga, aby zmuszać człowieka do milczenia.
Nie wolno mówić osobie krzywdzonej:
„Musisz cierpieć, bo taka jest wola Boga.”
Bóg nie jest Bogiem przemocy.
Bóg nie potrzebuje twojego poniżenia.
Bóg nie czerpie chwały z tego, że człowiek żyje w ciągłym strachu.
Jezus stawał po stronie słabych, odrzuconych i cierpiących. Uczył, że największym przykazaniem jest miłość Boga i bliźniego.
A bliźnim jest również człowiek, którym jesteś ty.
Dlatego słowa:
„Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego”
zawierają również ważną prawdę:
nie wolno niszczyć drugiego człowieka, ale nie wolno też bez końca pozwalać niszczyć siebie.
Czasem człowiek myli miłość z obowiązkiem cierpienia.
Myli przebaczenie z pozwoleniem na kolejną krzywdę.
Myli wierność Bogu z wiernością sytuacji, która niszczy jego życie.
A Jezus przyszedł człowieka wyzwolić.
Dlatego jeżeli jesteś w trudnym małżeństwie, nie podejmuj decyzji wyłącznie pod wpływem strachu, presji rodziny czy poczucia winy.
Szukaj prawdy.
Módl się.
Rozmawiaj z Bogiem.
Szukaj mądrego, bezpiecznego wsparcia.
Jeżeli istnieje przemoc, nie pozostawaj z nią sam.
Bóg może prowadzić również przez ludzi, którzy potrafią pomóc, ochronić i nazwać zło po imieniu.
Pamiętaj:
małżeństwo jest święte, ale człowiek również jest święty w oczach Boga.
Nie jesteś własnością drugiej osoby.
Twoje życie ma wartość.
Twoje granice mają wartość.
Twoje bezpieczeństwo ma wartość.
A prawdziwa miłość nie potrzebuje przemocy, strachu ani manipulacji.
Prawdziwa miłość prowadzi do prawdy.
Do odpowiedzialności.
Do szacunku.
Do wolności.
I właśnie dlatego nie pytaj tylko:
„Jak za wszelką cenę utrzymać małżeństwo?”
Zapytaj również:
„Panie Jezu, jak mam żyć w prawdzie, miłości i godności?”
Bo tam, gdzie jest Chrystus, nie ma potrzeby usprawiedliwiania zła.
Jest prawda.
Jest miłosierdzie.
Jest przebaczenie.
Ale jest też odwaga, aby powiedzieć złu:
„Dość.”
Amen.

05/08/2026

Adres

Przemków Gmina
59-170

Telefon

+48606773371

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ewangeliczny Zakon Braterski - Dom Zakonny w Przemkowie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Ewangeliczny Zakon Braterski - Dom Zakonny w Przemkowie:

Skróty

Udostępnij