08/12/2024
Oczywiście najprostszą i najpraktyczniejszą metodą odbudowy kultury chrześcijańskiej będzie przywrócenie zakonów i klasztorów kontemplacyjnych. Bez rozgłosu czy wydawania ogromnych sum pieniędzy, bo łaska jest niewidzialna i niesłyszalna, a sama w sobie jest biedna. Niewielki dom z kilkoma wyświęconymi dziewicami, które całe życie poświęcają modlitwie, wystarczy, by wskrzesić życie duchowe umierającego miasteczka.
Co się tyczy reszty, czyli nas, świeckich i żyjących wśród nas księży, musimy wpisać do naszego porządku życia rzecz następującą – zachęcać młodych mężczyzn i kobiety (zwłaszcza kobiety, bo one są w tym względzie bardziej uzdolnione), by – jak powiedział nasz Pan – „byli doskonali”. Niezależnie od obranej ścieżki zawodowej młodzi powinni na pierwszym miejscu stawiać wolę Bożą i przede wszystkim rozważyć, czy nie są powołani do życia kontemplacyjnego. To też nie jest wyborem, ale powinnością. A to oznacza, że konieczny jest dostęp do książek opisujących i wyjaśniających ten rodzaj życia, jak również odwiedzanie miejsc, gdzie toczy się życie kontemplacyjne, a liturgia łacińska jest na porządku dziennym. Rodzice, księża i nauczyciele, którzy tego nie dopilnują, popełniają wobec przyszłych pokoleń grzech duchowej antykoncepcji. Co się zaś tyczy księży i zakonników, którzy porzucają życie duchowne lub je bezczeszczą, lepiej by im było uwiązać kamień młyński u szyi i rzucić w morze.
Nawet ci z nas, którzy wiodą świeckie życie, winni są płacić dziesięcinę z kontemplacji. Mnich czy mniszka przebywający w zakonie klauzurowym wiedzie życie kontemplacyjne w najwyższym stopniu, ale my też musimy to robić – każdy na swoją miarę. Istnieją trzy poziomy modlitwy. Pierwszy, będący modlitwą zakonników klauzurowych, to modlitwa totalna. Mnisi modlą się nieustannie, zgodnie z zaleceniem naszego Pana. Całe ich życie jest Officium Divinum. Msza, czytanie Pisma, cicha modlitwa, recytowanie modlitw i minimum pracy pozwalającej na utrzymanie kondycji fizycznej.
Modlą się osiem godzin, osiem godzin śpią, a pozostałe osiem dzielą między pracę i wypoczynek. Drugi poziom to życie braci w zwykłych zakonach oraz zwykłych księży, które nadal jest głównie poświęcone modlitwie. Ci modlą się cztery godziny, osiem godzin śpią i osiem pracują – głoszą kazania, nauczają, opiekują się chorymi i ubogimi, a pozostałe cztery godziny wypoczywają. Trzeci poziom jest dla tych, którzy żyją w małżeństwie lub samotnie – ci ofiarowują jedną dziesiątą swego czasu modlitwie (to około dwóch i pół godziny dziennie), pracując przez osiem godzin, przez osiem śpiąc, a pozostałe pięć i pół godziny przeznaczając na wypoczynek na łonie rodziny.
Każdy powie – to niemożliwe. To właśnie miałem na myśli, pisząc, że pierwszą rzeczą, jaką mówimy o modlitwie, jest to, że nie mamy na nią czasu. Ale prawdziwą przyczyną tego stanu rzeczy jest to, że księża nie wskazują nam drogi, bo nie modlą się przez swoje cztery godziny, zaś zakonnicy i zakonnice nie dają im przykładu, bo nie zawsze odbywają nocne czuwania. To efekt domina. Każdy świecki ma obowiązek płacenia swojej dziesięciny w postaci dwóch i pół godziny dziennie!
Gdy chodzi o modlitwę, podstawową kwestią jest czas. Gdzież on się podziewa? Cóż, po pierwsze, trawiony jest na niepotrzebną pracę, a w miastach na rozwiązywanie problemów z dotarciem do pracy, a potem na wydostanie się z niej i skomplikowane, drogie, czasochłonne, bezproduktywne i niszczące formy wypoczynku.(...)
Gdybyśmy, jak pisałem w poprzednim rozdziale, znaleźli sposób na odbudowanie prawdziwego sąsiedztwa, gdzie moglibyśmy robić zakupy, a nawet pracować, gdzie dzieci mogłyby chodzić do szkoły, a kobiety pozostawać w domu, nasz czas by się rozciągnął, stał się elastyczniejszy, zaś nasze nerwy mniej napięte, bo mniejsza byłaby presja. Teraz żyjemy w zabójczym sprzężeniu zwrotnym – ponieważ nasza praca jest źle zorganizowana, nie mamy czasu na modlitwę, ponieważ nie mamy czasu na modlitwę, nasza praca staje się coraz gorsza. Modlitwa to cel bliski każdej wykonywanej pracy. To gleba, z której, podlewane łzami skruchy, wyrasta nasze wspólne człowieczeństwo. Praca bez modlitwy jest martwa. Modlitwa i praca to nie to samo – nie można jednej zastąpić drugą, bo popadnie się w herezję – albo tak zwanej dobroczynnej pracy, albo kwietyzmu. Praca potrzebuje modlitwy jak popękana skóra oliwy. Modlitwa wypełnia pory pracy i czyni ją elastyczną, użyteczną dla Boga.
John Senior
Upadek i odbudowa kultury chrześcijańskiej
➡ https://debogora.com/product-pol-1609-Upadek-i-odbudowa-kultury-chrzescijanskiej-John-Senior.html