Fraternia św. Tomasza z Akwinu i św. Piusa V w Prudniku

Fraternia św. Tomasza z Akwinu i św. Piusa V w Prudniku Świeccy Dominikanie z Fraternii św. Tomasza z Akwinu i św. Piusa V w Prudniku.

X Niedziela Zwykła A(Mt 9, 9-13)Dzisiejsza Ewangelia wydaje się bardzo prosta: Jezus powołał celnika Mateusza, a potem p...
06/06/2026

X Niedziela Zwykła A
(Mt 9, 9-13)

Dzisiejsza Ewangelia wydaje się bardzo prosta: Jezus powołał celnika Mateusza, a potem poszedł na posiłek do jakiegoś domu, co nie spodobało się faryzeuszom. Żeby jednak zrozumieć cały skandal, jaki w tym fragmencie Ewangelii się rozgrywa, musimy przypatrzeć się też realiom historycznym i kulturowym.

Zacznijmy od Mateusza. Mateusz był celnikiem. Celnicy w czasach Jezusa pracowali dla Heroda Antypasa, który jawnie kolaborował z rzymskim okupantem. Byli zatem postrzegani jako zdrajcy ludu Bożego. Dodatkowo celnicy znani byli z tego, że żądali od ludzi więcej pieniędzy, niż rzeczywiście mieli zebrać. I do takiego celnika, odrzuconego i pogardzanego przez społeczeństwo, przychodzi Jezus i zaprasza go do naśladowania siebie. Tu rozgrywa się pierwszy skandal.

Drugi skandal rozgrywa się chwilę później, już w domu Mateusza, gdzie Jezus zasiada do stołu z celnikami i grzesznikami. W starożytnym judaizmie wspólne zasiadanie przy stole było wyrazem wspólnoty przymierza. Dzielenie się jedzeniem i piciem symbolizowało dzielenie życia. Jedząc wspólny posiłek z wieloma celnikami i grzesznikami, Jezus utożsamia się z tymi outsiderami przymierza i przyjmuje ich do swego królestwa.

Te sceny obserwują faryzeusze, którzy są oburzeni zachowaniem Jezusa. Z ich punktu widzenia Jezus zaprasza do swego ruchu nie tych ludzi, co trzeba. Konfrontacyjnie pytają uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?”. Innymi słowy: „Jaki nauczyciel zrobiłby coś takiego?”. Jezus daje dwojaką odpowiedź. Po pierwsze, wyjaśnia, że Jego misja odpuszczania grzechów obejmuje wychodzenie do grzeszników, dokładnie tak jak lekarz musi wychodzić do chorych. Po drugie, mówi faryzeuszom (szanowanym nauczycielom Prawa!), by powrócili do podstaw Pisma i zrozumieli, co oznacza werset z Księgi Ozeasza „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Pierwotnie fragment ten stanowił oskarżenie dla tych Izraelitów, którzy starali się ukryć swe ciężkie grzechy poprzez zewnętrzne akty pobożności, takie jak składanie ofiar. Jako że ofiara miała wyrażać właściwą przymierzu miłość i wierność, Ozeasz stwierdza, że Bóg pragnie miłosierdzia, a nie pustych ofiar. Hebrajskie „hesed” użyte przez Ozeasza, przetłumaczone jako „miłosierdzie”, oznacza wierną, wytrwałą miłość przymierza. Jezus wykorzystuje ten cytat z Ozeasza jako wezwanie dla faryzeuszy, by nie pozwolili, aby zewnętrzne praktyki, takie jak reguły odnoszące się do wspólnego zasiadania przy stole, zastąpiły wytrwałą miłość, która musi być okazywana Bogu i całemu Jego ludowi, w tym grzesznikom i celnikom, którzy zeszli na manowce. Wcielając w życie misję Izraela, polegającą na byciu światłem świata (Mt 5, 14), Jezus nie przyszedł, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

W tych kilku sytuacjach z dzisiejszej Ewangelii rozgrywa się wielki skandal miłosierdzia. W pierwszej scenie Jezus zauważa człowieka na dnie jego nocy, w „komorze celnej” odstępstwa, chciwości, pożądania. I takiemu człowiekowi mówi „Pójdź za mną”. I staje się cud miłosierdzia. Ten człowiek wyrywa się bez zwlekania z ciemności ku światłu, bez odkładania na później, na jutro, na następną okazję.

Drugi akt tego skandalu rozgrywa się przy stole, przy którym zasiadają miejscowi publiczni grzesznicy. Mimo kroków, które wykonali ostatni papieże, a za nimi wiele biskupów i kapłanów, wciąż trudno nam sobie wyobrazić np. kościelnego dostojnika, który na posiłek nie idzie do najpobożniejszych mieszkańców, ale szuka wspólnego stołu ze znanymi ze ździerstwa, chciwości czy zdrady idałów ludźmi. Przy takim stole siada Jezus. Nie dziwmy się oburzeniu i zgorszeniu publicznie sprawiedliwych. Jeszcze nie rozumieli, na czym polega miłosierdzie Boga. Musieli się nauczyć, że On daje szansę każdemu ludzkiemu sercu. Im bardziej to serce jest pogubione, tym bardziej miłosierdzie Boga je ściga. On naprawdę chce bardziej miłosierdzia niż ofiary. I wciąż powołuje grzeszników, bo ci, usprawiedliwieni Jego łaską, wiedzą, jak wiele im wybaczono.

Kiedyś zastanawiałem się, dlaczego Jezus na czele Kościoła postawił Piotra, a nie Jana, który z apostołów był tym najbardziej wiernym. Dzisiejsza Ewangelia jest trochę odpowiedzią na to pytanie. Piotr nosił w sobie doświadczenie zdrady, którego Jan nie miał. Piotr był na dnie, ale doświadczył mocy Jezusowego miłosierdzia. Podobnie jak Mateusz. Świadectwo kogoś, kogo Jezus podniósł z największego syfu jest znacznie bardziej wiarygodne niż kogoś, kto tego nigdy nie zaznał. To wskazówka dla nas. Wielu z nas ma tak, że boimy się dawać świadectwo o Jezusie, bo nosimy w sobie świadomość swojej przeszłości, swoich grzechów i ograniczeń. Do głoszenia dobrej nowiny najchętniej wysłalibyśmy tych nieskazitelnych, którzy zawsze byli pobożni, którym trudno cokolwiek zarzucić. Dzisiejsza Ewangelia pokazuje, że nie taka jest logika Jezusa. Jezus dostrzega człowieka z całym bagażem jego życiowych błędnych wyborów i zaprasza do pójścia za sobą tu i teraz. Z takich ludzi uwielbia robić apostołów, którzy zaniosą Jego Imię tam, gdzie ci „idealni” nigdy by nie poszli. Idźmy zatem i my.

Błogosławionej niedzieli!
D.

Niedziela Trójcy Świętej A(Wj 34,4b-6.8-9; 2Kor 13,11-13; J 3,16-18)W Piśmie Świętym ani razu nie pada sformułowanie „Tr...
30/05/2026

Niedziela Trójcy Świętej A
(Wj 34,4b-6.8-9; 2Kor 13,11-13; J 3,16-18)

W Piśmie Świętym ani razu nie pada sformułowanie „Trójca Święta”. Czy zatem Trójca Święta, którą dzisiaj czcimy jest wymysłem człowieka? Nic bardziej mylnego. Już od samego początku swojego istnienia chrześcijanie starali się zrozumieć Boga i pojąć Jego naturę. Judaizm przekazał nam, że Bóg jest jeden. Ludzie zaczęli jednak zauważać, że doświadczają Boga na różne sposoby, chociaż wciąż jest On tym samym bytem. Dostrzegli w Bogu: Stworzyciela, Odkupiciela i Uświęciciela – Ojca, Syna i Ducha Świętego. Mimo, iż dogmat o Trójcy Świętej ostatecznie sformułowano dopiero w 381 roku, Osoby–hypostazy Trójcy Świętej wymienia już św. Paweł w swoich listach. Jeden z takich fragmentów słyszymy w dzisiejszym drugim czytaniu: „Łaska Pana Jezusa Chrystusa, miłość Boga i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z wami wszystkimi”. Spróbujmy zastanowić się nad przymiotami każdej z tych Osób.

Pierwsza z Osób – Stworzyciel, którego nazywamy Ojcem. To, że żyjesz, że istniejesz, ma swoje źródło w Ojcu Stworzycielu. Święty Tomasz z Akwinu określa ten stan pojęciem „creatio continua”. Tłumaczy to w ten sposób, że Bóg nie „stworzył świat”, lecz „ciągle stwarza świat”. Co to oznacza dla każdego z nas? Mniej więcej tyle, że Bóg ciągle i w kółko podejmuje decyzję o naszym istnieniu. Gdyby przestał podejmować tą decyzję, po prostu byśmy zniknęli. Nam się wydaje, że urodziliśmy się i siłą rozpędu idziemy przez życie. A św. Tomasz mówi, że to nie tak. Bo to, że jesteś i nie znikasz wynika z tego, że Bóg Ojciec w każdej sekundzie podejmuje decyzję „chcę, żebyś był”. To niezwykłe, jak Bóg troszczy się o swoje stworzenie, nieustannie podtrzymując je w istnieniu.

Z Osobą Odkupiciela jest trochę łatwiej. Tę Osobę najlepiej tłumaczy dzisiejsza Ewangelia: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”. Co to oznacza dla nas? Jeśli masz jakiś grzech, to właśnie w Osobie Syna musisz szukać ratunku. Niektórzy się pewnie oburzą na to, co za chwilę przeczytają, ale w Ewangelii wg św. Mateusza czytamy, że współcześni Jezusowi mówili o Nim: „żarłok i pijak” (Mt 11,16). I paradoksalnie te dwa niewyszukane epitety bardzo dobrze określają Osobę Syna. W liście do Hebrajczyków czytamy, że „Bóg jest ogniem pożerającym” (Hbr 12,29), a w Apokalipsie zarysowana jest scena, kiedy postać zwana „Słowem Boga” pożera i wzywa innych do pożarcia sług szatana (Ap 18, 11-21). Pijak to oczywiście ten, który wypija winy świata. Nim to zrobił, modlił się do Ojca: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie” (Łk 22, 42). I Jezus ten kielich wypił. Na tym polega funkcja Odkupiciela. Jeśli masz jakieś grzechy, to jest tylko jeden, który może je pożreć i wypić.

Zrobiło się trudno, dlatego przy rozważeniu Osoby Ducha Świętego posłużmy się bardzo trywialnym przykładem. Przy deptaku w dużym mieście stał pan, który sprzedawał dzieciom balony. Kiedy zgromadziło się wokół niego kilkoro dzieci, pokazał im nienadmuchany brązowy balonik i zapytał „kto zgadnie, co mi wyjdzie, jak go nadmucham?”. Dzieci oczywiście prześcigały się w pomysłach, ale żadne z nich nie trafiło. Po nadmuchaniu balon był wiewiórką. Ale zaraz też pan wyciągnął drugi brązowy balonik i ponownie zadał dzieciom to samo pytanie. Tym razem wszystkie dzieci obstawiły wiewiórkę. I znów nie zgadły. Po nadmuchaniu balon przedstawiał niedźwiedzia. Morał z tej historii jest następujący: Duch Święty jest jak powietrze w baloniku. To powietrze jest potrzebne do tego, aby wydobyć z każdego to, kim jest. Jak nie ma w tobie Ducha Świętego, to jesteś jak ten pusty balonik - nikt nie ma pojęcia, o co w tobie chodzi. Ale jak Duch Święty w ciebie tchnie, to nagle się okażesz tym, kim powinieneś być. Krótko mówiąc: uświęca cię, doprowadza cię do pełni.

I to są te trzy twarze Boga, które może dostrzec człowiek: Stworzyciel, Odkupiciel i Uświęciciel – Ten, który nieustannie cię chce, Ten, który cię oczyszcza i Ten, który próbuje cię doprowadzić do pełni tego, kim możesz być.

Trzeba mieć jednak świadomość tego, że poza takim prostym przypisaniem pewnych cech każdej z Osób, niewiele więcej o Trójcy możemy powiedzieć. Nasza religia ma to do siebie, że składa się na nią objawienie i rozum. Zazwyczaj te dwa aspekty w jakiś sposób się przenikają. Możemy sobie na przykład rozumem wyobrazić, jak wyglądały narodziny Jezusa w Betlejem albo próbować zwizualizować scenę ukrzyżowania i wiele innych sytuacji opisanych w Piśmie Świętym. Rozum pomaga nam też zrozumieć zasady moralności. Mówi nam, dlaczego niektóre zachowania uznajemy za grzeszne, a inne pochwalamy. Ale w wierze, którą wyznajemy, jest kilka takich prawd, wobec których ograniczony rozum człowieka musi zamilknąć... Jedną z takich tajemnic jest właśnie tajemnica Trójcy Świętej.

Autentycznie wzrusza mnie postawa wielkich teologów, którzy próbowali zgłębić temat Trójcy Świętej. Największy współczesny nam teolog, papież Benedykt XVI, napisał tak: „dotykamy dziedziny, w której chrześcijańska teologia (…) musi uświadomić sobie swe granice. (…) Jest to dziedzina, w której prawdziwą wiedzą o Bogu może być tylko pokorne przyznanie się do niewiedzy i postawa pełna podziwu wobec niepojętej tajemnicy” (J. Ratzinger – „Wprowadzenie w chrześcijaństwo”). Uderzająca jest ta pokora, którą widzimy u papieża Benedykta. Zmusza nas ona niejako do zastanowienia się nad tym, jacy jesteśmy, gdzie jest nasza pokora wobec tajemnic Bożych. Czy nie jest z nami trochę tak, że wiemy wszystko i na każdy możliwy temat? Czy potrafimy przyznać się do własnej niewiedzy, ograniczoności? Czy przychodząc na Eucharystię mam świadomość tego, że wchodzę w sferę, której nigdy nawet w małej części nie zrozumiem, która pozostanie nieuchwytna dla mojej ograniczoności?

Człowiek okiełznał już wiele sił rządzących światem, wiele problemów rozwiązał, wiele rzeczy udało mu się naukowo wytłumaczyć. W pewnym momencie pomyślał, że wie już wszystko. Dzisiejsza uroczystość ma mu przypomnieć, że nie wie i nigdy nie pojmie wszystkiego, bo jest taka przestrzeń, która pozostanie dla niego już na zawsze niepojmowalną umysłem tajemnicą. Ale paradoks tego wszystkiego jest taki, że jest powołany do ciągłego poznawania Tego, który jest niepoznawalny.

Błogosławionej niedzieli!

29/05/2026

Wczorajsze Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana (28.05.26) było dla nas okazją do spotkania modlitewnego. Po Mszy św. odmówiliśmy nieszpory i pomodliliśmy się za zmarłych.

Zesłanie Ducha Świętego A(Dz 2,1-11; 1Kor 12,3b-7.12-13; J 20,19-23)W pierwszym czytaniu słyszymy o uczniach, którzy „zn...
23/05/2026

Zesłanie Ducha Świętego A
(Dz 2,1-11; 1Kor 12,3b-7.12-13; J 20,19-23)

W pierwszym czytaniu słyszymy o uczniach, którzy „znajdowali się wszyscy razem na tym samym miejscu”. Możemy się zastanawiać, co tam robili. Jedni zapewne powiedzą, że siedzieli ukryci z obawy przed Żydami. Ale może nie to było głównym powodem. Jezus obiecał im jakiś czas wcześniej, że ześle im Ducha Świętego. Być może siedzieli tam i oczekiwali na Niego. Oczekiwali na to, czego nie znali. W tą Niedzielę Zesłania Ducha Świętego podobnie jak uczniowie gromadzimy się razem i czekamy. Czekamy na Coś, czego nie rozumiemy. Ale czekamy też na Coś, czego nie możemy w sobie wypracować, na Co nie możemy zapracować. Możemy To tylko przyjąć jako dar… „Weźmijcie Ducha Świętego!”. Jesteś gotowy przyjąć ten Dar? Czekasz na Niego? Tęsknisz za Nim? On chce w Ciebie wejść, chce Cię przeniknąć. A jest Nim Ten, którego nazywamy Miłością w tajemnicy Trójcy Świętej. Jesteś otwarty na Miłość? Ile jest w Tobie postawy wołającej „Przyjdź! Wejdź! Przeniknij mnie całego! Poddaj mnie sobie!”?

Jeśli przesuniemy kilka kartek Ewangelii Janowej wcześniej, znajdziemy w niej takie słowa Jezusa:
„Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie - niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza”. I dodaje święty Jan: „A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” (por. J 7,37b-39). Duch Święty jest jak strumień wody. Woda daje życie. Bez wody nie jesteś w stanie długo przetrwać. Jeśli ktoś był w Izrealu, to wie, jak bardzo woda jest tam cenna. Nie masz wody, nie przeżyjesz. Jezus porównując Ducha Świętego do wody, wskazuje nam na Dar, który jest konieczny, bez którego będziesz martwy. Mówi o rzeczywistości, po otrzymaniu której człowiek może powiedzieć, że jest pewny tego, że żyje. Ale znów – możesz To tylko dostać, nie możesz Tego kupić, nie możesz na To zarobić, nie możesz Tego wyprodukować. Możesz to tylko otrzymać w Darze. O czym Jezus mówi? Czym jest ten Dar? Mówi o Miłości. Miłości się nie kupi. Jak ktoś próbuje kupić Miłość, staje się przedmiotem drwin. Tak mówi Pieśń nad Pieśniami: „jeśli ktoś wyda za miłość całe bogactwo swego domu, pogardzą nim tylko” (por. Pnp 8, 7). Miłości się nie kupuje, na Miłość się nie zapracowuje. Miłość się otrzymuje jako dar. Wszystko inne możesz kupić, zrobić. Ale Miłość musisz dostać.

Ten dzień ma nam powiedzieć, że jesteśmy obdarowani Miłością. Bo Duch Święty jest Miłością w tajemnicy Trójcy. Każdy z nas tęskni za Miłością. Każdy Jej pragnie. Bóg chce ci dzisiaj dać ją na nowo. Tylko czy jesteś gotowy usuwać z siebie to wszystko, co blokuje cię przed przyjęciem tej Miłości? Jesteś gotowy prosić Boga, aby rozwalił w tobie wszystkie blokady na tę Miłość? Wpuścisz Go do siebie? Bez tego nie będziesz żył.

„Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam”. Nikt nie będzie w stanie pójść do braci i sióstr i obdarowywać ich miłością, jeśli wpierw nie pozwoli ukochać Bogu samego siebie, jeśli nie odkryje w sobie tej prawdy, że jest przez Boga umiłowany, że jest potrzebny, że jest chciany, że nie jest przypadkiem. Nie mogę sobie Bożej Miłości kupić, nie mogę kupić Jezusowego Krzyża, muszę się na nią otworzyć, dostać ją i odkryć w sobie. On kocha każdego z nas takim, jaki jest. Cały świat może ci mówić, że jesteś bez sensu, że jesteś pomyłką, że nie powinno cię tu być. Jedynie Bóg ci tego nigdy nie powie. Powie ci za to: „chcę cię, kocham cię, jesteś ważny w moich oczach”. Uroczystość Zesłania Ducha Świętego jest po to, aby otworzyć się na doświadczenie Miłości Boga.
Czerpmy tę Miłość, otwórzmy się na ten Dar. Każdy osobiście i wszyscy razem jako wspólnota.

Błogosławionej niedzieli!
D.

Wniebowstąpienie Pańskie(Dz 1,1-11; Ef 1,17-23; Mt 28,16-20)To była piękna uroczystość. Ludziom szkliły się oczy ze wzru...
16/05/2026

Wniebowstąpienie Pańskie
(Dz 1,1-11; Ef 1,17-23; Mt 28,16-20)

To była piękna uroczystość. Ludziom szkliły się oczy ze wzruszenia. On był wpatrzony w nią, a ona w niego... Właśnie rozpoczynali swoją wspólną drogę. Pełni nadziei, pełni planów na przyszłość. Wszystko tak, jak sobie to wymarzyli. Lubimy, kiedy takie historie mają szczęśliwe zakończenie. Ale ta go nie ma. Rozwiedli się dwa lata później. On wpadł w nałóg alkoholowy, ona stała się nieznośnie zrzędliwa, a zamiast poświęcać czas rodzinie, wolała towarzystwo koleżanek. Na rozprawie rozwodowej byli zgodni, jeśli chodzi o powód rozstania: „zawiedzione oczekiwania”.

Myślę, że w podobny sposób zawiedzione były oczekiwania uczniów w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Spędzili z Jezusem trzy lata, chodząc z Nim wszędzie. Oczekiwali, że już wkrótce pogoni Rzymian z ich terenów. A tu trzy lata i na nic się nie zanosi. Apostołowie widzieli cuda, które Jezus czynił, oglądali Go po zmartwychwstaniu. Wiedzieli, że jeśli by chciał, to okupanta już dawno nie byłoby na ich ziemiach, a Izrael znów byłby samodzielnym królestwem. Tylko nie o to Jezusowi chodzi. Jezus nie jest przywódcą politycznym. To ciekawe, że nawet współcześnie niektórzy próbują wojować Jego osobą w polityce. A przecież Jemu na tym zupełnie nie zależało. Jego celem było to, aby ludzie usłyszeli o miłości Boga do człowieka. Dlatego wysyła dziś swoich uczniów na cały świat. Aby mówili ludziom o tym, że Bóg ich kocha i zależy Mu na każdym człowieku. Uczniowie w końcu zrozumieli, do czego posłał ich Jezus i jaki był tego cel. Poszli. Ostatecznie wszyscy oprócz św. Jana zginęli śmiercią męczeńską. Ale jak napisze św. Paweł do Tymoteusza: „słowo Boże nie uległo skrępowaniu”. I dodaje „Jeżeliśmy z Nim współumarli, wespół z Nim i żyć będziemy”. Uczniowie tracą życie lub są zamykani w więzieniach, ale przesłanie Bożej miłości jest wolne. Nikt na świecie nie potrafi go zatrzymać. Nikt nie potrafi go zdusić. Można zabić uczniów, ale miłość, którą głosili, będzie żyła wiecznie.

Słowa, które wypowiada do uczniów Jezus „Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody...”, są skierowane nie tylko do apostołów, ale do każdego z nas. Błogosławiony Humbert z Romans w swoim dziele „O głoszeniu i słuchaniu słowa Bożego” pisze, że głoszenie słowa Bożego jest jednym z najważniejszych dzieł miłosierdzia, które powinniśmy spełniać względem bliźnich. Zapewne pojawią się głosy, że od głoszenia to jest ksiądz na ambonie, katecheta na lekcji religii, ale nie ja. Tylko prawda jest taka, że do głoszenia jestem przeznaczony szczególnie ja, zwykły niewykształcony teologicznie człowiek. Sami apostołowie nie mieli szans nawrócić wszystkich. Oni mogli sobie gadać, nawoływać do nawrócenia i nic by z tego nie było, gdyby tej wiary ludzie nie zanieśli później do swoich rodzin, środowisk, miejsc pracy. Takie jest nasze zadanie: „idź i nauczaj”. Nie musisz słownie nawoływać do nawrócenia. Wykonuj jedynie sumiennie i z uśmiechem na twarzy swoje obowiązki, ofiaruj innym swój czas, wychowuj swoje dzieci na porządnych ludzi, kochaj męża, żonę, brata, siostrę, rodziców, dziadków, każdego, nawet tego, który chce cię zniszczyć. Tyle może wystarczyć, aby ludzie doświadczyli za twoją przyczyną Bożej miłości.

Dzisiejsze święto jest też ważne z innego powodu. Ono pokazuje nam wyraźnie perspektywę patrzenia chrześcijanina. Chrześcijanin nie przejmuje się niepowodzeniami, nie liczy lat, które mu pozostały, bo wie, że tam na górze czeka już na niego Jezus. Chrześcijanin wie, że człowiekowi nie jest pisana śmierć, lecz życie. Przy końcu mojej ziemskiej drogi nie odejdzie ode mnie życie. Odejdzie śmierć, bo mi jest pisane wyłącznie życie. Nie ja umrę, lecz śmierć, która jeszcze mi towarzyszy. Tą perspektywą mamy zarażać innych. Ona jest tak wspaniała dlatego, bo mówi, że śmierć będzie dopiero początkiem. Jezus rzuci śmierć pod twoje stopy, jeśli tylko będziesz z Nim szedł przez życie.

I już na sam koniec możemy się zastanowić, dlaczego mimo że ta perspektywa jest tak wspaniała, ludzie za nią nie idą. Może jest tak dlatego, że nie widzą tego w nas - chrześcijanach, że nie potrafimy się nią cieszyć. Może widzą, że nasze posłannictwo do głoszenia innym Boga zaprzepaściliśmy albo zaczęliśmy wykorzystywać dla własnych korzyści. Że zamiast głosić innym Chrystusa, zaczynamy Nim wojować, obrzucając innych epitetami.

Pan Jezus wśród radości wstępuje dziś do nieba. Z Nim nasza odkupiona ludzka natura. Dziękujmy Bogu i umiejmy się tym prawdziwe przejąć i zachwycić. Wyciągnijmy z tego konsekwencje, abyśmy nie tylko my, ale i wszyscy inni mogli się radować tym, co się stało. Aby się cieszyli i tęsknie wyczekiwali momentu, w którym nie życie zostanie pokonane przez śmierć – gdy będziemy odchodzić z tego świata – ale śmierć ostatecznie zostanie pokonana przez życie.

Błogosławionej niedzieli!

VI Niedziela Wielkanocna A(Dz 8,5-8.14-17; 1P 3,15-18; J 14,15-21)Słowo, którego słuchamy w dzisiejszą niedzielę, stanow...
09/05/2026

VI Niedziela Wielkanocna A
(Dz 8,5-8.14-17; 1P 3,15-18; J 14,15-21)

Słowo, którego słuchamy w dzisiejszą niedzielę, stanowi dość dziwne połączenie. Ma się wrażenie, że czytania nijak nie wiążą się ze sobą, przez co trudno o nich mówić. Rozmyślałem nad tymi tekstami przez dłuższy czas i nic nie przychodziło mi do głowy. Ale Duch Święty się nie poddał i podsunął mi takie teksty, które nagle ten nieoczywisty związek mi rozjaśniły. Może moje wypociny poniżej nie są jakoś super logicznie poukładane. Trudno przelać na tekst myśli z kilku dni. Dlatego wybaczcie, jeśli jakiś skrót myślowy sprawi, że trochę się pogubicie.

Zacznijmy od pierwszego czytania. Widzimy w nim Filipa, który naucza, uzdrawia i wypędza złe duchy. Ale autor Dziejów Apostolskich już w drugim zdaniu informuje nas o pewnym kruczku: „tłumy słuchały (…) słów Filipa, ponieważ widziały znaki, które czynił”. I w tym kontekście pomyślałem o tym, że my czasami robimy dokładnie to samo. Kiedy Bóg spełnia to, o co Go prosimy, łatwo jest nam być przy Nim, słuchamy Go, uwielbiamy, zachwycamy się Jego wszechmocą. Ale niech tylko spróbuje zrobić coś, co nie jest po naszej myśli, co według nas nie ma sensu, na co subiektywnie mamy lepszy plan. Niejednokrotnie nasza relacja do Niego zmienia się wtedy o 180 stopni. Zaczynamy Go odbierać jako kogoś nieczułego, kto się nami nie interesuje, kto być może nawet czerpie przyjemność z tego, że psuje nam humor. Skrajny przypadek to sytuacja, kiedy próbujemy negować istnienie Boga. Dopiero kiedy emocje opadną, zaczynamy się zastanawiać, co właściwie się wydarzyło. Dlaczego Bóg tym razem mnie nie wysłuchał, czyżby przestał mnie kochać? I może zabrzmię tu teraz jak jakaś wielka maruda. Ale zupełnie inaczej podchodzilibyśmy do takich sytuacji, gdyby przyszło nam żyć kilka wieków temu. Wtedy o Bogu mówiło się w trochę inny sposób. Wówaczas zawsze naukę wiary rozpoczynano od prawd, które wiemy o Bogu, a dopiero gdzieś znacznie dalej zastanawiano się nad człowiekiem. Współcześnie robimy całkowicie odwrotnie, zaczynamy od człowieka i idziemy w kierunku Boga. Trudno nam zatem czasami zrozumieć Boże działania, bo patrzymy na nie przez pryzmat ludzkich zachowań. Spróbujmy dziś na chwilę wyrwać się z tego naszego homocentrycznego myślenia.

Przytaczanie tekstów świętego Tomasza z Akwinu mogłoby się dla wielu skończyć drzemką, więc pominę cały tok jego rozważań. Chcę tylko powiedzieć, że doszedł on na drodze rozważań filozoficznych (nie czysto teologicznych!), że Bóg nie dość, że istnieje, to jeszcze jest niezmienny w swoich postanowieniach. A to już odpowiedź na pytania postawione wyżej. Skoro więc Bóg jest niezmienny, to zmienny musi być człowiek. Zatem to od nas zależy, jak postrzegamy Boga. Możemy Mu ufać bezgranicznie albo też nasze zachowanie wobec Niego może przypominać zachowanie małego rozkapryszonego dziecka, które jest wściekłe, bo rodzice nie kupili mu nowej zabawki. Dla mnie osobiście niedoścignionym wzorem takiego ogromnego zaufania względem Boga jest owy Hiob, który po serii nieszczęść, jakie go spotkały, ze spokojem mówi „Bóg dał, Bóg zabrał. Niech będzie błogosławiony Pan Bóg”.

Pierwszy krok na drodze prawdziwej wiary to zatem zaufanie Bogu, bez względu na to, co się dzieje wokół i nie traktowanie Go, jak maszynki do spełniania życzeń. Drugi krok to realizacja w swoim życiu tego, o czym poucza nas Jezus. Słyszymy o tym w Ewangelii. „Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania. Kto Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”. Kluczem do zobaczenia w swoim życiu Jezusa i uświadomienia sobie miłości Ojca, jest życie Ewangelią i Przykazaniami Miłości, w których się ona streszcza. No tak, łatwo powiedzieć, trudniej zrobić… Jeśli jednak myślisz, że dalej będzie już tylko z górki, to święty Piotr sprowadzi Cię na ziemię. W drugim czytaniu słyszymy fragment jego listu, w którym pisze nam wszystkim, że może być tak, że będziesz musiał bronić swojej wiary, że może będziesz za nią wyśmiany, być może nawet będziesz cierpiał fizycznie. I to będzie dopiero próba twojej wiary. Wtedy zobaczysz, jak prawdziwa jest twoja ufność. Jeśli przejdziesz z Bogiem przez wszystkie próby, które Cię czekają, to niedaleko jesteś królestwa Bożego.

Jest jeszcze jeden wątek w dzisiejszej Ewangelii. To wątek odejścia. Niektórzy mistycy pisali, że Bóg przychodzi i odchodzi, kiedy chce. Nawet wielcy święci, których dzisiaj powszechnie podziwiamy, tego doświadczali. Najlepszym przykładem jest tutaj Matka Teresa, której przez kilkadziesiąt lat wydawało się, że Boga przy niej już nie ma, że odszedł, że o niej zapomniał. Ale nigdy nie przestała ufać. Dziś ją podziwiamy. Święci to ludzie, którzy niczym nie odróżniali się od nas. Jedyne co zrobili w życiu, to zrealizowali te trzy punkty, o których dzisiaj napisałem: głęboka wiara w Bożą obecność i opatrzność, miłość wzajemna i niezachwiana nadzieja, że Bóg kiedyś wynagrodzi ponoszone cierpienia i upokorzenia. To wszystko razem otwiera człowieka na przepiękną relację ze Stwórcą. Kiedy zaczniemy realizować te punkty w naszym życiu, stanie się ono nagle wspaniałą modlitwą habitualną, którą przenika Duch Święty.

Błogosławionej niedzieli!

Spotkaliśmy się w Uroczystość św. Katarzyny ze Sieny (29.04.) na Mszy św. Wspominaliśmy życie i czyny naszej świętej. Od...
05/05/2026

Spotkaliśmy się w Uroczystość św. Katarzyny ze Sieny (29.04.) na Mszy św. Wspominaliśmy życie i czyny naszej świętej. Odmówiliśmy także nieszpory, po czym usiedliśmy wspólnie przy stole, żeby porozmawiać i poczęstować się smakołykami.

04/05/2026
V Niedziela Wielkanocna A(Dz 6,1-7; 1P 2,4-9; J 14,1-12)Być może zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest, że Chrystus obie...
02/05/2026

V Niedziela Wielkanocna A
(Dz 6,1-7; 1P 2,4-9; J 14,1-12)

Być może zastanawiałeś się kiedyś, jak to jest, że Chrystus obiecuje, iż każdy wierzący w Niego będzie dokonywał dzieł takich jak On, a nawet większych, a my, choćbyśmy się nie wiadomo jak spinali, nie potrafimy wskrzeszać umarłych, przywracać wzroku niewidomym, rozmnażać chleba, czy choćby zamieniać wody w wino. Czyżbyśmy wszyscy byli niewierzący? Jak to jest z tą naszą wiarą? Jak to jest z rozpoznawaniem w sobie obecności Boga? I jak to jest z dzieleniem się Ewangelią, która powinna być częścią naszego życia?

„Wy jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, ludem Bogu na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła”. Czy w tym fragmencie potrafisz zobaczyć siebie? Czy to jest charakterystyka twojej osoby? Czy czujesz się wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, świętym narodem, Bożą własnością?

Kiedy czytamy fragmenty Pisma Świętego, to pierwszą rzeczą, którą powinniśmy zrobić, jest próba odnalezienia siebie w tym tekście. I tutaj przychodzi nam z pomocą fragment w Dziejów Apostolskich, który usłyszeliśmy w pierwszym czytaniu. Słyszymy tam, że liczba uczniów wzrastała, ale ciągle między tymi, którzy szli za Ewangelią, były jakieś konflikty. Przez te 2000 lat wciąż niewiele się w tej kwestii zmieniło. Nadal o wiele łatwiej nam narzekać, o wiele łatwiej nam szemrać, o wiele łatwiej oceniać tych, którzy według naszego punktu widzenia żyją nie tak, jak powinni, a o wiele trudniej jest nam popatrzeć na swoją osobistą relację z Jezusem i uświadomić sobie, że to ode mnie zależy, czy ja Go rozpoznam w tym wszystkim, czego doświadczam, w tym co dobre, w drugim człowieku. Rozpoznajemy Boga w Eucharystii, rozpoznajemy Jego działanie w sakramentach, a wciąż mamy problemy z wiarą. Być może za bardzo przykładamy uwagę do innych zamiast do siebie? Może zatem musimy sobie uczciwie w głowie powiedzieć, że moje nawrócenie zależy tylko ode mnie. To, że Bóg mnie wybrał, że ustanowił mnie królewskim kapłaństwem, że widzi mnie w narodzie świętym, jest po to, abym w końcu uwierzył, że jestem dla Boga wartym bardzo wiele. A ile Bóg jest warty dla mnie? To smutne, że wciąż i na nowo jest On dla wielu z nas warty zaledwie 30 srebrników, podczas gdy człowiek dla Niego był warty śmierci własnego Syna. Czy potrafię przyjąć tę prawdę o sobie, że Bóg ukochał mnie do tego stopnia, że ofiaruje za mnie swoje życie? Jeżeli próbuję tę prawdę zrozumieć i przyjąć całym sercem, to wzrasta we mnie pokora, zaufanie do miłości Boga. Nawet to, co najgorszego potrafi zrobić człowiek, nie jest w stanie tej miłości przekreślić. Musimy usłyszeć głos Boga, który od dwóch tysięcy lat mówi człowiekowi o jego wartości.

„Jesteśmy wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świętym, ludem przeznaczonym na własność Bogu, abyśmy ogłaszali dzieła potęgi Tego, który nas wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła”. Niech zatem te ciemności szemrania i wiecznego niezadowolenia rozświetli światło Chrystusa zmartwychwstałego, który w sobie samym ukazuje miłość Ojca do każdego i bez żadnego wyjątku. Zaproś Go tak na serio na drogę swojego życia, dostrzeż w Nim prawdę o sobie i żyj tym, czego Cię naucza. Bo przez Niego prowadzi droga do Ojca. Znasz tą drogę. Musisz ją tylko wybrać spośród wielu innych, które oferuje świat i przyjąć za swoją. Wtedy u kresu tej drogi On wyjdzie Ci naprzeciw i zaprosi Cię do mieszkania, które przygotował od założenia świata.

Błogosławionej niedzieli!

IV Niedziela Wielkanocna A(Dz 2,14a.36-41; 1P 2,20b-25; J 10,1-10)W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że Jezus nazywa się ...
25/04/2026

IV Niedziela Wielkanocna A
(Dz 2,14a.36-41; 1P 2,20b-25; J 10,1-10)

W dzisiejszej Ewangelii słyszymy, że Jezus nazywa się „bramą owiec”. Brama to wejście prowadzące do jakiegoś miejsca. Nietrudno się domyślić, że Jezus mówi nam dziś o bramie prowadzącej do nieba. Nim jednak przejdziemy do dalszych rozważań, musimy sobie przypomnieć jeszcze jedno Jego zdanie: „Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie” (J 14, 6). Zatem Jezus jest jedyną (!) bramą prowadzącą do nieba. I od tej prawdy wyszedł święty Augustyn, wytyczając tym samym na lata ścieżkę rozważań nad tym fragmentem Janowej Ewangelii. Późniejsi egzegeci, jak Beda Czcigodny, Alkuin czy Raban Maur nie odważyli się zrobić nic innego, jak tylko skopiować Augustynowy pomysł.

Nikt inny nie jest bramą, jak tylko sam Jezus. Każdy, kto pretenduje do tej roli, jest złodziejem i rozbójnikiem. W czasach Augustyna było wielu takich, którzy chcieli być dla innych „bramą” - „mistrzem”. Przywoływali oni do siebie ludzi, twierdząc, że pouczą ich, jak dobrze żyć. Można w tym momencie zapytać, czy w chrześcijaństwie nie chodzi właśnie o to, by dobrze żyć? Otóż nie. Nie o to chodzi. Oczywiście dobre życie jawi nam się, jako pewnego rodzaju ideał, ale kiedy stawiamy je w centrum, znika nam z oczu ważniejsza prawda. Augustyn zawiera ją w pytaniu skierowanym do pogańskich filozofów: „Twierdzicie: dobrze żyjemy! Jeśli nie wchodzicie przez Bramę, na co wam się przyda to, czym się chlubicie?! Jaki pożytek z tego, że dobrze żyje, ma ten, który nie może żyć wiecznie?!”. I to jest perspektywa właściwa dla chrześcijaństwa. Nie chodzi o to, by żyć dobrze. Chodzi o to, by żyć wiecznie. Jeśli ktoś uczestniczył kiedyś w obrzędzie chrztu dorosłych, to w jego trakcie toczy się piękny dialog. „Czego żądasz od Kościoła Bożego? Wiary! Co daje ci wiara? Życie wieczne!”.

Często, kiedy myślimy o życiu wiecznym, skupiamy się na czasie jego trwania – jak to będzie żyć bez końca? I tu znów umyka nam jedna prawda. Bo życie wieczne, to życie Boże. Chodzi o doświadczenie życia, które jest właściwe dla samego tylko Boga. A Bóg jest miłością, jak zapisał święty Jan. Życie wieczne to nie „bycie dobrym”, ale życie prawdą, że Bóg mnie kocha, a moim zadaniem jest przekazywanie tej miłości dalej; kochanie innych tą miłością, której doświadczam od samego Boga.

Bramą do takiej postawy może być wyłącznie Chrystus. Tylko On jest Bramą życia wiecznego. Funkcją Kościoła jest wskazywać na tę Bramę. Święty Augustyn zwraca jednak uwagę, że nawet w Kościele nie każdy to czyni. Niektórzy wręcz odwodzą nas od tej Bramy. Wymienia tu schizmatyków i heretyków. Ale to nie oni są najgorsi. Najgorsi są Ci, którzy poprawnie i bez błędu Go przepowiadają, ale zamiast szukać Jego chwały, szukają jej dla siebie. Możesz pięknie mówić o Bogu, możesz porywać tłumy swoimi słowami, ale jeśli Twoje postępowanie nie pójdzie w ślad za tym, co głosisz, to na nic to wszystko.

Od śmierci Augustyna minęło już prawie 1600 lat, a świat się nadal nie zmienił. Ciągle żyjemy w czasach, kiedy słyszymy wokół siebie wiele głosów: głos mediów, głos lęku, głos własnego interesu. Dzisiejsza niedziela zachęca nas, abyśmy zastanowili się nad tym, którego głosu najczęściej słuchamy. Czyj głos wydaje się nam najbardziej znajomy, a który brzmi obco? Czy jest to głos Jezusa - „Bramy owiec” czy może jakiś inny głos? Jeśli w tym hałasie innych głosów i krzyków głos Jezusa został zagłuszony, to spróbujmy go dziś na nowo odszukać, bo On wciąż do nas mówi. Na różne sposoby. Nie zmarnujmy okazji usłyszenia Go i pójścia za Nim.

Błogosławionej niedzieli!

Adres

Plac Farny 2
Prudnik
48-200

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Fraternia św. Tomasza z Akwinu i św. Piusa V w Prudniku umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Udostępnij