04/07/2026
XIV Niedziela Zwykła A
(Za 9,9-10; Rz 8,9.11-13; Mt 11,25-30)
Spróbuj sobie wyobrazić króla, który świętuje wygraną wojnę. Zapewne widzisz wielki orszak przejeżdżający przez miasto przy dźwiękach orkiestry wojskowej. Na ulicach tłumy wiwatujące na cześć władcy i jego zwycięzkich żołnierzy. W samym środku tego uroczystego pochodu jedzie piękna barokowa karoca z królem i jego rodziną. Scena prawie jak z bajki. A teraz porównaj ten obraz z proroctwem Zachariasza z pierwszego czytania. Król, który podbił ogromne tereny, wjeżdża do miasta na młodym osiołku, nie w pięknej karocy. Nie ma też obok niego orszaku wojska. Nie wjeżdża do miasta na czytej krwi koniu arabskim, ale na młodziutkim osiołku, który ledwie potrafi go unieść. Ten król to ktoś świadomy swoich dokonań, a mimo wszystko pokorny. „Cichy i pokorny sercem”, jak zapisze ewangelista Mateusz. Dzisiejsza niedziela każe nam się zastanowić nad naszą cichością, skromnością i pokorą.
W Kościele Katolickim istnieje tytuł „Doktora Kościoła”. Są nim określani święci, którzy wnieśli coś nowego w rozumienie misterium Boga lub powiększyli bogactwo doświadczenia chrześcijańskiego. Obecnie ten tytuł przysługuje 37-dmiu osobom, czyli bardzo wąskiemu gronu z całego obszernego katalogu świętych. Jeśli przyjrzymy się ich sylwetkom, to zauważymy, że ten jeden z najwyższych tytułów w Kościele noszą ludzie niezwykle pokorni i prości. Święta Katarzyna ze Sieny – analfabetka, która prowadziła niezwykle ascetyczne życie, pomagając przy tym biednym, chorym i trędowatym. Wykorzystując dany jej charyzmat apostolski wpływała na decyzje biskupów i samego papieża, pozostając przy tym ciągle w cieniu. Święty Tomasz z Akwinu, największy teolog wszech czasów, za swojego życia, mimo iż wielu poznało się na jego talencie, nazywany był „niemym wołem” ze względu na swoją cichość. Napisał setki tysięcy stron pism teologicznych, w których opisał prawie wszystko, co jako ludzie możemy dowiedzieć się o Bogu. Do dziś pozostaje niedościgniony nawet dla najtęższych umysłów. Podobno ów zakonnik na kilka godzin przed śmiercią poprosił o spowiedź. Kapłan, który Go spowiadał, miał po udzieleniu rozgrzeszenia wyjść z pokoju zdruzgotany i powiedzieć braciom, że właśnie wyspowiadał pięciolatka. Taką dziecięcą ufność względem Boga miał największy teolog w historii.
„Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom”. Kiedy czytamy ten wers, często mimowolnie rozumiemy go zupełnie inaczej - „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je głupcom”. Ale prostaczek a głupi to dwa zupełnie różne określenia. Przytoczyłem wyżej przykłady dwóch świętych. Święta Katarzyna, po ludzku głupia, bo bez zawodu, w dodatku niepiśmienna, lecz właśnie dzięki swojej dziecięcej ufności i prostocie zmieniła oblicze całego Kościoła. Z kolei święty Tomasz – człowiek ogromnej wiedzy, profesor na sławnych uniwersytetach, a mimo to człowiek wielkiej pokory względem tajemnic Bożych. W zakonie dominikańskim żywa jest pewna legenda o świętym Tomaszu, która nieustannie mnie urzeka. Otóż: kiedyś jeden z braci wszedł do kaplicy, bo wieczorem usłyszał w niej jakieś głosy. Zobaczył, jak Tomasz rozmawia z Ukrzyżowanym. Jezus z wielkiego krucyfiksu miał zwrócić się do teologa następująco: „Tomaszu, dobrze o mnie napisałeś. Czego chcesz w zamian?”. A Tomasz miał odpowiedzieć: „Niczego więcej jak tylko Ciebie, Panie”. Dominikanin nie poprosił o sławę, o wyższe stanowisko na uczelni albo o bycie przeorem lub generałem zakonu. Chciał tylko Jezusa - Tego, na kim oparł całe swoje życie; Tego, któremu z taką dziecięcą ufnością się oddał.
Świętość nie bierze się z mądrości, wysokich stanowisk, itd.. Świętość rodzi się w cichości, pokorze i ufności. Człowieka świętego charakteryzuje świadomość tego, że sam nie potrafi zapracować na swoje zbawienie, lecz otrzymał je w darze. Wie też, że nie jest doskonały i potrzebuje ciągłego oczyszczania i umocnienia sakramentami. „Przyjdźcie zatem do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. Każdy z nas jest w jakiś sposób utrudzony i obciążony swoimi grzechami. Wszyscy zaprzepaściliśmy wielokrotnie dawaną nam szansę. I pewnie wielu z nas, po kolejnym grzechowym upadku czuje, że bez Jezusa byłoby nikim. Świat próbuje nam dziś wmówić, że wiara, sakramenty czy modlitwa są kompletnie niepotrzebne. Twierdzi, że cała ta wiara, to bajka dla naiwnych. Świat nie znosi pokory i skrytości, ale ceni tych, którzy robią wokół siebie dużo hałasu, którzy brylują w blasku fleszy. Nie wzbudzasz zainteresowania? Dla świata już umarłeś. Przyznasz się do Jezusa? Świat cię wyśmieje. Zastanów się dzisiaj, czy w imię przypodobania się światu nie odrzuciłeś zaproszenia do wejścia w pokorną i intymną relację z Jezusem. Może chodzisz do kościoła w każdą niedzielę tylko po to, żeby rodzina i sąsiedzi krzywo nie patrzyli? Może przy kratkach konfesjonału klękasz co najwyżej raz do roku, bo tak wypada? Może modlitwa to dla ciebie co najwyżej element kulturowy czy inny relikt przeszłości? Czy nie tworzysz sobie w ten sposób „moralności”, która ma służyć tylko uspokojeniu własnego sumienia, bez jednoczesnego popadania w niełaskę u innych? Czy nie próbujesz sam zapracować na swoje zbawienie, odrzucając wyciągniętą rękę Jezusa? Wiedz jednak, że tylko w Jezusie jest „ukojenie dla dusz naszych”. Nie jesteś w stanie samemu zapracować na niebo. Każda próba przejścia przez życie po swojemu jest w pewnym sensie brakiem pokory wobec tego, od którego to życie otrzymałeś. Nie próbuj „po swojemu”, ale rzuć się w ramiona Tego, który nie nudzi się przebaczaniem, który uwielbia tych, co przychodzą do Niego z dziecięcą ufnością.
Może zdobyta wiedza, osiągnięcia czy władza sprawiły, że obce stały ci się pojęcia pokory, cichości czy ufności. Jeśli sumienie wyrzuca ci teraz pychę, bycie hałaśliwym i nieznośnym albo dążenie do bycia samowystarczalnym, to wiedz, że ta niedziela nie jest stracona. Jeżeli zechcesz, możesz dzisiaj zwrócić się do Boga słowami modlitwy, którą ułożył wspomniany wyżej święty Tomasz z Akwinu. Niech jej słowa, jak i słowa dzisiejszej Ewangelii w tobie pracują i przemieniają cię na lepsze.
Błogosławionej niedzieli!
„Panie, Ty wiesz lepiej, aniżeli ja sam, że się starzeję i pewnego dnia będę stary. Zachowaj mnie od zgubnego nawyku mniemania, że muszę coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Odbierz mi chęć prostowania każdemu jego ścieżek. Uczyń mnie poważnym, lecz nie ponurym; Uczynnym lecz nie narzucającym się. Szkoda mi nie spożytkować wielkich zasobów mądrości, jakie posiadam, ale Ty Panie wiesz, że chciałbym zachować do końca paru przyjaciół. Wyzwól mój umysł od nie kończącego się brnięcia w szczegóły i daj mi skrzydeł, bym w lot przechodził do rzeczy. Zamknij mi usta w przedmiocie mych niedomagań i cierpień w miarę jak ich przybywa, a chęć wyliczania ich staje się z upływem lat coraz słodsza. Nie proszę o łaskę rozkoszowania się opowieściami o cudzych cierpieniach, ale daj mi cierpliwość wysłuchania ich. Nie śmiem Cię prosić o lepszą pamięć, ale proszę Cię o większa pokorę i mniej niezachwianą pewność, gdy moje wspomnienia wydają się sprzeczne z cudzymi. Użycz mi chwalebnego poczucia, że czasami mogę się mylić. Zachowaj mnie miłym dla ludzi, choć z niektórymi z nich doprawdy trudno wytrzymać. Nie chcę być świętym, ale zgryźliwi starcy to jeden ze szczytów osiągnięć szatana. Daj mi zdolność dostrzegania dobrych rzeczy w nieoczekiwanych miejscach i niespodziewanych zalet w ludziach; daj mi Panie łaskę mówienia im o tym.”