18/04/2026
Jare Gody są świętem, które odmienia otaczającą nas rzeczywistość i pozwala na nowo zasiać w niej życie oraz poczucie sensu. Zima wprawiła w odrętwienie przyrodę, a wraz z nią ludzi. Potrzebne jest wybudzenie z tego letargu, przypomnienie sobie, że podlegamy nie tylko sile umierania (czy obumierania), ale też odrodzenia. Jeszcze kilka tygodni temu budząc się wcześnie, wychodząc na dwór i czując na skórze poranny chłód, wielu z nas nie dowierzało, że wkrótce świat wokół może rozbudzić się na nowo do pełni życia. Tymczasem proszę – mamy wiosnę. Witalność, którą skrywają w sobie bezlistne drzewa, śpiące w ziemi ziarna roślin oraz gotowe do wiosennych zalotów zwierzęta, pozostaje dla nas tajemnicą i wielkim, nieodgadnionym symbolem, brzemiennym w to, co dopiero ma nadejść.
Słowiańskie święta cyklu rocznego są wyznaczane przez Słońce. Jednym z szczególnych momentów jest równonoc wiosenna, kiedy doba dzieli się w naszej szerokości geograficznej dokładnie na dwie połowy - ciemną i jasną. My - rodzimowiercy uznajemy, że wtedy w świecie Bogów dochodzi do ważnych zdarzeń, które mają przełożenie na nasz, ludzki świat.
W piątek 20 marca dzień zrównał się z nocą. Wtedy to właśnie Chram Raróg świętował Jare Gody. Słońce przygrzewało lekko, gdy przygotowywaliśmy miejsce obrzędowe, słomianą Marzannę, Gaik i biesiadę. Wśród nas kłębiły się dzieci – nowe pokolenie, któremu chcemy przekazywać prastare tradycje. Członkowie Chramu Raróg pracowali razem z gośćmi, by godnie wyprawić święto. W końcu wyruszyliśmy korowodem nad płynącą wodę. Nieśliśmy słomianą kukłę, która miała zostać złożona do strumienia.
Słomiana postać stanowi wyobrażenie Marzanny. Jest to Bogini śmierci i przemiany. Z początkiem wiosny odchodzi ona w zaświaty, za sine morze, zabierając ze sobą nasze rozterki i błędy. Jej podobiźnie oddajemy słomki z zeszłorocznego Diducha, który spełnił swoją rolę podczas Plonów i Szczodrych Godów.
Puste, pozbawione ziaren, jałowe słomki, są znakiem tego, co chcemy odesłać razem z Boginią do krainy śmierci. To, co przeszkadza wzrosnąć na nowo, musi ustąpić miejsca budzącemu się potencjałowi. Prawo naturalne obowiązuje cały świat, w którym żyjemy – również nas samych. Nurt strumienia zabrał Marzannę w dal. Nikt nie oglądał się za siebie. Ruszyliśmy na dalsze obchody święta. Na miejscu obmyliśmy ręce i twarze. Ustawiliśmy się w kręgu, do którego wniesiony został zielony Gaik – symbol nowego życia. Obrzęd potoczył się swoim rytmem. Rozpaliliśmy święty ogień i złożyliśmy ofiary dla Bogów. Następnie przypomniana została scena mitu, gdy gromowładny Perun budzi ze snu boginię Mokosz, umożliwiając jej obrodzenie w nowym roku wszystkim tym, co dobre. Czy naszej wspólnocie udzieli się ta obfitość? Jestem przekonany, że tak.
Nieodłączną częścią Jarych Godów są pisanki – jajka gotowane na twardo, barwione w różne kolory, ozdobione wzorami przywodzącymi na myśl życie, siłę, dobro, pomyślność. Każdy zabrał jedną z koszyka niesionego przez żercę. Następnie zderzaliśmy się pisankami z sąsiadami w kręgu, by sprawdzić, czyja jest najtrwalsza. Śmiechy, żarty i wróżby pomyślności dla osób, których pisanki były najtwardsze, stanowiły płynne przejście do biesiady. Bez uczty, opowieści i przyjacielskich gestów święto nie byłoby pełne.
Tak jest co roku. Święty cykl musi zatoczyć koło, porządek świata musi się odnowić. Mogłoby się wydawać, że żyjemy w rzeczywistości, gdzie wszystko ma swoje miejsce, gdzie panuje samoistny ład, nie wymagający dalszej pracy nad raz wykutym boską ręką cudem. Niestety nie jest to prawdą. Tak, jak zaniedbany ogród zarasta chwastami, a nie sprzątany pokój kurzy się i zostaje opleciony pajęczyną, tak co roku rodzimowiercy powtarzają prastary mit odnowienia świata. Racjonalista powie, że nie trzeba, bo i bez tego przyjdzie wiosna. Może to prawda. Bogowie są potężni i sami wkładają swój wysiłek, by tak się stało. Lecz i my zbieramy się, czując potrzebę, by im w tym dopomóc. Pomagamy też samym sobie, ponieważ obchodzenie świąt z należną czcią i pieczołowitością pozwala dobrze zestroić się z siłami większymi od nas.
Nie wiem jak inni uczestnicy obrzędu, ale ja osobiście jestem zawsze natchniony Jarymi Godami. Choć nigdy nie postrzegałem siebie jako jedności z całym światem, to muszę przyznać, że coś w tym jest – coś musi sprawiać, że czuję wtedy w kościach zew życiowej siły, napełniającej mnie na nowo. Akurat wtedy, gdy świat wokół, a w szczególności przyroda, zdaje się również odżywać.
Grzegorz z Chramu Raróg