11/05/2026
Niebezpieczeństwo czarnej magii, niebezpieczeństwo Kościoła Katolickiego. Bezpieczny ateizm, niebezpieczna religia. Tak się wszystko poukładało, że nie jesteśmy jednorodni. Nie jesteśmy społeczeństwem albo wierzącym albo niewierzącym. Takie ułatwienie mają państwa bliskiego wschodu, choć już Izrael się wymyka spod tego albo Skandynawowie, którzy w swoim ateizmie kultywują przywoływanie zła (black metal) pewnie po to, żeby je unicestwić, chyba, że z powodu braku swojego tożsamego kultu chcą to zło naocznie zobaczyć - nie wiem.
Katechizm… ostatni raz w kościele byłem z dwa tygodnie temu i rzesza turystów była trzy, cztery razy liczniejsza od tych, którzy przyszli po ciało Chrystusa i uczestniczyć w obrzędzie. Chociaż to dziwne, to w kościele w Pile, raz Jezus mnie poprosił o złożenie trzech obietnic: świętować życie wieczne, przyjmować chleb jego transmutacji i trzeciego nie pamiętam. I to właśnie, że tego trzeciego nie pamiętam, gryzie moje sumienie i raz na r***i rok przyjmuję to ciało Chrystusa. Czyż nie czuję się bezpieczniej, że jakaś magiczna, ponadmaterialna siła nie ukarze mnie? Pewnie tak.
Taki paradoks, że dziewczyna średniowieczna pragnęła mieć za swojego męża rycerza. Zapewne czuła się przy nim bezpiecznie, a poczucie bezpieczeństwa w piramidzie potrzeb jest wysoko punktowane. No, ale rycerz przecież wyruszał w bitwy, mam na myśli, miał niebezpieczne życie.
Gdy jest bójka na ulicy, zaczynamy czuć się bezpieczniej, gdy przyjeżdża policja, która posiada niebezpieczną broń. Społeczeństwo świata fantastycznego czuje się bezpieczniej, gdy wśród nich mieszka osoba posiadająca magiczną moc, dobrze żyje im się z superbohaterem.
Nigdy od tego nie uciekniemy - od tego kogoś, grupy, zagrożenia, które jest niebezpieczne. To odwieczne prawo, którego nie da się ominąć. Bezpieczeństwo kryje się pod pozorami. Żołnierz nie może mieć broni u siebie w mieszkaniu - bo pozornie może przypadkowo wystrzelić. Nie możemy posiadać bomb atomowych - bo pozornie mogą one wybuchnąć. Pozory zmieniają się z czasem i świadomie Nas nie obowiązują, ale z pewnością skrywają się głęboko w naszym korzeniu, źródle, DNA. Po co z resztą miałaby istnieć choroba lokomocyjna? Pierwsze co mi przychodzi na myśl, to szybka jazda, do której kiedyś upoważnieni byli tylko wojownicy lub Ci, którzy posiadali wojowników. Jaki wstyd żyć w niebezpieczeństwie przez pozory.