26/08/2026
W poprzednim poście zwróciliśmy uwagę na różnicę między grzechem jako aktem a grzechem jako stanem. Teraz warto zapytać: skąd wzięła się ta powszechna ludzka przypadłość?
Biblijna opowieść nie zaczyna się od upadku. Człowiek został stworzony na obraz Boga, do życia w bliskiej więzi z Nim:
„Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz” (Rdz 1:27).
Człowiek zdecydował się jednak na akt nieufności wobec Boga. Chciał być jak Bóg, ale niezależnie od Niego. W ten sposób zerwał nić ufności łączącą go ze źródłem życia i nabawił się śmiertelności.
Konsekwencje tej decyzji nie ograniczyły się do pierwszych ludzi. O Adamie czytamy:
„Adam żył sto trzydzieści lat i zrodził [syna] na swoje podobieństwo, na swój obraz, i nadał mu imię Set” (Rdz 5:3).
Kolejne pokolenia rodzą się już w rzeczywistości naznaczonej śmiertelnością i skażeniem. Skutki upadku obejmują nie tylko człowieka, lecz całe stworzenie:
„Wiemy bowiem, że całe stworzenie razem wzięte aż dotąd wzdycha i przeżywa bóle rodzenia” (Rz 8:22).
Upadłość stała się dla nas tak powszechna, że zaczęliśmy uważać ją za normalność. Nie mamy innego punktu odniesienia, dlatego często nie dostrzegamy, jak głęboko nieufność, śmiertelność i nasze ograniczenia wpływają na sposób, w jaki żyjemy.
Rozpoznanie tego stanu nie ma prowadzić do rozpaczy. Pomaga nam uczciwie spojrzeć na siebie i zrozumieć, dlaczego potrzebujemy Boga — źródła życia. Upadłość nie jest bowiem ostatnim słowem. W Chrystusie rozpoczęło się już coś nowego.
Na podstawie słowa zachęty: https://www.youtube.com/watch?v=WfesYpTptHo&t=1s