01/03/2026
W przestrzeni publicznej od kilku miesięcy toczy się zawzięta dyskusja o dzietności i zapaści demograficznej. Czytając ją ma się wrażenie że jest ona wojną mężczyzn młodych i w średnim wieku z młodymi kobietami które nie chcą być jak ich matki.
Dziś chciałabym się wypowiedzieć jako kobieta-matka trójki dzieci, jako żerca, jako osoba która ma udane życie osobiste i pasję i jako ktoś kto rozumie rodzimowierstwo i jego założenia odnośnie rodziny. Trzymajcie się zatem, będzie długo:
Od założeń rodzimowierczych zacznę, bo one są trzonem przynajmniej mojego życia: dla rodzimowiercy rodzina jest osią wierzeń a dzieci i przyszłe pokolenia gwarancją nieśmiertelności. Reinkarnujemy w rodach. Dzieci naszych dzieci będą naszymi rodzicami. To dzięki tej ciągłości mamy szansę na duchową wędrówkę i doskonalenie w kolejnych wcieleniach. Jak do tego doprowadzić? No przede wszystkim sprowadzając na świat potomstwo ale też dbając o dobrostan rodziny o jej jak najlepszy byt tak materialny jak intelektualny i emocjonalny, byśmy my sami mieli szansę odrodzić się w lepszym świecie.
Perspektywa żercy: opierając się na założeniach rodzimowierczych każdemu członkowi mojej grupy życzę potomstwa, nie tylko z przyczyn pragmatycznych ale właśnie w trosce o utrzymanie ich rodów a co za tym idzie w trosce o ich samych rozwój i nieśmiertelność. Dlatego też z perspektywy żercy jedynym pożądanym modelem rodziny jest związek kobiety i mężczyzny. Co więcej, zawarte w księdze Malali jedyne słowa Swaroga jakie znamy mówią o tym, że dał on prawo jakoby jeden mąż brał sobie jedną niewiastę. Nie ma zatem dla mnie jako żercy możliwości inwestowania duchowego w puste relacje. Jedyna swaćba jaka może się odbyć jest związkiem heteroseksualnym i to zdeklarowanym o posiadaniu potomstwa. Dla głosów o bezpłodności: po to są zabiegi płodnościowe na weselu żeby bezpłodności zapobiegać i ją z wolą Bogów odwracać. Jednak deklaracja o niechęci posiadania potomstwa dyskwalifikuje z procesu swaćby.
Perspektywa kobiety: Macierzyństwo jest trudne. Zmienia ciało i umysł, odbiera czas. Osobiście nie lubię okresu ciąży i pierwszych tygodni macierzyństwa bo są okropne fizycznie i higienicznie. Nasi przodkowie w swej mądrości czynili kobietę w ciąży i w pierwszych 6 tygodniach po porodzie tabu i chwała im za to, bo ograniczało to kontakty ze światem do minimum a opiekę bliskich maksymalizowało. Nie rozumiem podejścia kobiet, którym w głowie mieści się by w jednym zdaniu nazwać macierzyństwo trudnym i mało ambitnym. Jak rzecz trudna może być nieambitna? Z drugiej strony ambicja to chęć tworzenia czegoś więcej niż codzienność. Powiedzcie mi zatem jakim cudem praca w korpo jest ambitna i rozwijająca a macierzyństwo nie? Jak mieści się w mentalności że trzaskanie narzuconych odgórnie „tasków” i wykonywanie cudzych poleceń po to żeby przeżyć, zjeść i umrzeć bez jednego wspomnienia świata ma większą wartość niż ukształtowanie nowego człowieka? Czy w ambicji nie chodzi o to, żeby coś po sobie zostawić? Coś nieśmiertelnie dającego świadectwo naszego istnienia? No i jeszcze jedna cenna myśl która umyka współczesnemu człowiekowi: dzieci są małe i wymagające krótką chwilę. Większość waszego życia wasze dzieci będą dorosłe, będziecie patrzeć na owoce swojej pracy.
Perspektywa kobiety-matki : Często słyszę że ambitne kobiety nie mają dzieci. Jestem osobą z udanym życiem zawodowym, z pasją, którą można śledzić na moim profilu. Jestem żercą gromady i jestem matką. Spośród wszystkich tych rzeczy najbardziej ambitne jest macierzyństwo. Pewnie znacie mit o Pigmalionie który stworzył rzeźbę kobiety tak idealną, że ją pokochał a Bogowie widząc ideał pracy ożywili jego dzieło, które...opuściło go. Rodzic jest Pigmalionem. Każdego dnia, każdej godziny rzeźbimy nasze dzieci, kształtujemy młode osoby by utworzyć je najpiękniejszym co jesteśmy w stanie stworzyć i kochać swoje dzieło bez reszty. Wiemy też, że to nieskończenie doskonałe, nieskończenie kochane dzieło nas opuści by żyć swoim życiem. Nie zrobiłam nic ambitniejszego. Piastowałam kierownicze stanowiska, rozwinęłam pasję do etapu w którym może przynosić mi dochód. Kiedy trzeba było zmieniłam swoje życie rezygnując wbrew światu ze starego. Przewodzę gromadzie. A pomimo to najbardziej ambitnym przedsięwzięciem było wychowanie dzieci. Te momenty kiedy codziennie trzeba było wybierać swoje zachowania myśląc o przyszłości kształtowanego człowieka. To było i jest wyzwanie, które czyni mnie najlepszą wersją siebie, bo taką chcę pozostawić przyszłym pokoleniom a patrząc na moje dzieci wiem, że nie wszystka umrę a mój posąg będzie trwalszy niż ze spiżu.
Agnieszka Podemska żertyni gromady