09/08/2026
Dzisiejsza Ewangelia opowiada o Piotrze, który wychodzi z łodzi i idzie po wodzie do Jezusa. To niezwykła scena. Piotr robi coś, co po ludzku jest niemożliwe. Ale wystarczy chwila. Piotr zaczyna patrzeć na wiatr, na fale i zaczyna się bać. I wtedy zaczyna tonąć.
Woła: „Panie, ratuj mnie!”
A Jezus natychmiast wyciąga rękę.
Myślę, że ta scena bardzo dobrze pokazuje nasze życie. Bo każdy z nas ma swoje fale. Czasami jest to choroba, samotność, problemy rodzinne, przyszłość, pieniądze, praca, odpowiedzialność. Czasami jest to lęk przed podjęciem ważnej decyzji. I właśnie o lęku chciałbym dzisiaj powiedzieć kilka słów.
Dzisiaj, kiedy wróciłem do domu po Mszy Świętej i podczas kawy włączyłem Facebooka, trafiłem na pewien wpis.
Były tam takie słowa:
„Ślub, bo boję się samotności.
Zakon, bo boję się bliskiej relacji.”
A dalej:
„Lęki są realne. Są mocne. I potrafią napędzać nawet największe decyzje życiowe. Problem nie w tym, że się boimy. Problem w tym, kiedy lęk staje się motorem wyboru.”
To bardzo trafne. Bo czasami człowiek podejmuje decyzję nie dlatego, że naprawdę tego pragnie, ale dlatego, że przed czymś ucieka.
Ktoś może wejść w małżeństwo, bo panicznie boi się samotności.
Ktoś może wybrać życie zakonne, bo boi się relacji i bliskości.
Ktoś może wybrać konkretną pracę, miejsce czy drogę życiową tylko dlatego, że boi się czegoś innego.
A przecież ucieczka nie jest powołaniem. Powołanie nie polega na tym, żeby znaleźć bezpieczne miejsce, w którym niczego nie będziemy się bać.
Bóg powołuje nas do życia.
Do miłości.
Do odpowiedzialności.
Do służby.
Do zaufania.
Dlatego warto czasami zatrzymać się i zapytać:
„Czy ja naprawdę wybieram tę drogę dlatego, że prowadzi mnie Bóg, czy dlatego, że boję się innej drogi?”
To pytanie jest ważne szczególnie wtedy, kiedy podejmujemy najważniejsze decyzje naszego życia. Ale jest jeszcze jedna rzecz. Nie musimy czekać, aż przestaniemy się bać. Piotr też się bał… a jednak wyszedł z łodzi.
Odwaga nie polega na tym, że człowiek niczego się nie boi. Odwaga polega na tym, że robi właściwy krok mimo lęku. I pięknie pokazują to święci.
Święty Jan Paweł II jako młody człowiek przeżył wojnę, śmierć bliskich, trudne doświadczenia. A później, jako papież, powiedział światu: „Nie lękajcie się!”
Nie dlatego, że życie będzie łatwe. Ale dlatego, że Chrystus jest z nami.
Święty Franciszek z Asyżu również musiał zostawić swoje dotychczasowe życie. Mógł wybrać wygodę, bogactwo i spokojną przyszłość. Tymczasem odpowiedział na wezwanie Boga.
A święta Faustyna?
Ona również miała swoje trudności, cierpienie i niezrozumienie. A jednak nauczyła się powtarzać: „Jezu, ufam Tobie.”
I właśnie to jest przeciwieństwo życia kierowanego przez lęk.
Lęk mówi: Uciekaj.
Wiara mówi: Zaufaj.
Lęk mówi: Nie dasz rady.
Jezus mówi: Przyjdź.
Lęk każe Piotrowi patrzeć na fale.
Jezus mówi: Patrz na Mnie.
Może dzisiaj ktoś z nas stoi przed swoją własną decyzją.
Może ktoś zastanawia się nad małżeństwem.
Może ktoś rozeznaje kapłaństwo albo życie zakonne.
Może ktoś stoi przed zmianą pracy.
Może ktoś musi podjąć trudną decyzję w rodzinie.
I być może w sercu słyszy: Boję się.
Nie wstydź się tego.
Powiedz Jezusowi: Panie, boję się. Ale chcę zaufać Tobie.
Bo Jezus nie mówi Piotrowi: Najpierw przestań się bać, a potem przyjdź.
On mówi: Przyjdź.
A kiedy Piotr zaczyna tonąć, Jezus nie mówi: Sam sobie jesteś winien.
Wyciąga rękę.
To jest ogromna nadzieja także dla nas.
Możemy się bać.
Możemy się zachwiać.
Możemy nawet upaść.
Ale kiedy wołamy: Panie, ratuj mnie! — Jezus wyciąga rękę.
Dlatego prośmy dzisiaj o taką wiarę, która nie będzie ucieczką przed życiem.
Prośmy o odwagę, aby podejmować decyzje nie ze strachu, ale z miłości.
I kiedy przyjdzie wiatr, kiedy pojawią się fale, kiedy zaczniemy się bać, pamiętajmy: Nie patrz tylko na fale. Patrz na Jezusa.
Bo fale mogą być wielkie. Lęk może być ogromny.
Ale Jezus jest większy od naszego lęku.
I może właśnie dzisiaj mówi do każdego z nas: Nie bój się. Przyjdź. Ja jestem z tobą.