31/10/2025
31 PAŹDZIERNIKA - ŚWIĘTO REFORMACJI 📖🎶✝️
Z tej okazji pragniemy wspomnieć Reformatora Kościoła – dra Marcina Lutra, ale tym razem przez muzyczny pryzmat. Jego największą miłością i pasją, zaraz po teologii, była muzyka.
✒️LUTER I MUZYKA
„Wszystkim, którzy miłują wolną sztukę muzyki, doktor Marcin Luter życzy łaski i pokoju od Boga Ojca i Pana Naszego Jezusa Chrystusa. Całym sercem pragnę wysławić wspaniałość daru Bożego szlachetność sztuki, jaką jest muzyka, ale nie wiem nawet jak zacząć i gdzie skończyć."
Październikowy czas jest dobrym momentem do wspomnienia sobie postaci Marcina Lutra, wielkiego reformatora kościoła, którego największym powołaniem i pasją była teologia.
Tym razem chciejmy spojrzeć na niego nie przez pryzmat teologii, ale sztuki. Malarstwo i architektura nie przemawiały do niego tak jak muzyka, która zajmowała bardzo ważne miejsce w jego życiu i podążała tuż za teologią „muzyce wyznaczam najwyższe miejsce i najwyższe zaszczyty - tuż za teologią. Nie zmieniłbym tej odrobiny wiedzy o muzyce na żadne wspaniałości”. Muzykę traktował jako niezwykłą moc, która nadaje naszemu życiu sens i inny wymiar, która potrafi dotrzeć do człowieka w najgłębsze pokłady jego uczuć, wyrywa go z melancholii i ze strachu, wnosi duszę ponad rzeczywistość, która staje się po Słowie Bożym, jego pocieszycielką. Widział w muzyce ogromne wartości terapeutyczne i to stało się jej zadaniem by iść przez kolejne wieki z radością i pocieszeniem „muzykę cenić należy najwyżej po samym jeno Słowie Bożym, ona to bowiem porusza wszelkie uczucia. Nic na świecie nie ma większej mocy rozweselania smutnych i zasmucania rozradowanych, dodawania serc upadłym na duchu, uciszania zbyt pewnych siebie, miarkowania niepowściągliwych czy łagodzenia mściwych. Moje serce podskakuje i doznaje radości, kiedy słyszy muzykę, która tylekroć przywraca mi siły i uwalnia od straszliwych udręk.”
Sztuka muzyczna dla Teologa to nie była tylko pieśń czy śpiew wiernych, jego muzyczne zainteresowania sięgały dalej. Znał doskonale wszystkie dzieła mistrzów swojej epoki. Jego ulubionym kompozytorem, cenionym ogromnie za mistrzowską kompozycję i wrażliwość, był monachijski kapelmistrz nadworny - Ludwik Senfl. Po śmierci innych muzycznych mistrzów takich jak Josquin de Pres, Pierre de la Rue czy Heinrich Finck mawiał, że świat „nie jest wart tak uczonych ludzi”( przez „uczonych” rozumiał mistrzostwo i artyzm kompozycji).
Marcin Luter sam potrafił grać na flecie i lutni, w tamtych czasach była ona znaczącym instrumentem w domowym muzykowaniu. Tę „odrobinę wiedzy muzycznej” starał się cały czas rozwijać. Podziwiał kontrapunktową muzykę Niderlandczyków i pisał „kiedy muzykę naturalną temperuje i wygładza sztuka, człowiek zaczyna ze zdumieniem dostrzegać wielką i doskonała mądrość Bożą, ujawniającą się we wspaniałym dziele Jego, jakim jest muzyka, gdzie jeden głos bierze partię prostą, zaś wokół niego bieżą inne głosy- trzy, cztery, pięć - cudownie upiększając ową prostą partię jakby w niebie taniec jakowyś tańczono (...).” To wielogłosowe śpiewanie przy akompaniamencie lutni i fletu było udziałem całego domu Lutra.
Reformator wittenberski nie wyobrażał sobie aby nabożeństwo istniało bez śpiewu i innych muzycznych akcentów. Pragnął by muzyka w kościele, a w szczególności w nabożeństwie odgrywała ważną rolę. Mówił o tym głośno i otwarcie, a także wiele w tym kierunku czynił. Mimo słów krytyki, muzykę w kościele zachował i ją utrzymał, a we wstępie do partytury z głosami chorałowymi Johanna Waltera, swojego przyjaciela, pisał: „Nie sądzę by przez Ewangelię zanikały wszelkie sztuki, by przez nią miały być zniweczone; chętnie widziałbym wszystkie sztuki, a szczególnie muzykę, w służbie tego, który Ewangelię dał i stworzył”.
Do muzyki kościelnej Luter wniósł wiele, był on nie tylko wielkiej klasy tłumaczem i ciekawym dysputantem ale był również poetą. Pozostawił przekłady łacińskich hymnów, pieśni liturgicznych i stworzył nowe, własne teksty. Kiedy prosił przyjaciół o napisanie pieśni kościelnych w języku niemieckim, a ich nie otrzymywał, to bardzo często robił to sam. W Wittenberdze z jego inicjatywy powstał amatorski chór kościelny, w którym działali: uzdolniony śpiewak, a później chórmistrz Johann Walter oraz wspaniały muzyk Rupff. Kantor z Lipska - Georg Rhaw założył drukarnię nut, a z pracowni Lucasa Cranacha pochodziły wycięte w drewnie czcionki do zapisu nutowego.
W czasie przygotowań pierwszego protestanckiego kancjonału współpracował z wcześniej wymienionymi muzykami. Siadali oni przy stole nad papierem nutowym, a Luter wędrował po pokoju i nucił lub wygrywał na flecie melodie, które przypominał sobie z czasów studenckich albo ze śpiewania w chórze. Najstarsze melodie były pochodzenia świeckiego, a często były to melodie ludowe, dopiero po upływie czasu nabrały kościelnego wyrazu i dostojeństwa. Sławna i wielka pieśń Lutra „Warownym grodem jest nasz Bóg” ( „Ein fester Burg ist unser Gott”) stała się Hymnem Reformacyjnym. Melodyka Lutra była novum, które także podlegało przemianom. Chorał miał swobodną rytmikę i luźną budowę, a u Bacha (wedle panującego ówcześnie gustu muzycznego) stał się znacznie krótszy i posiadał takty równomiernie podzielone. Melodia hymnu nabrała nowego charakteru, miała marszowy i energiczny rytm, dzisiejszy hymn tak też śpiewamy (powinniśmy śpiewać) wraz z towarzyszeniem mocnego brzmienia organów. Luterskie pieśni i jego muzycznych towarzyszy śpiewano nie tylko w świątyni dla której były przeznaczone, śpiewem szturmowano stopniowo wszystkie kościoły.
Reformator podkreślał aby cenić sobie ten muzyczny dar w kościele „Ojcowie zawsze pragnęli, aby muzyka zawsze przebywała w kościele. Oto dlaczego tyle pieśni i psalmów. Ów cenny dar dany jest tylko człowiekowi, aby przypominać mu, iż stworzony został by wielbił i wywyższał Pana. Muzyka to czysty, wspaniały dar Boży, który nie raz pobudzał mnie i prowadził do radości głoszenia. Gardzić muzyką to zwykłe dziwactwo - to przecie dar Boży.” On z tego daru wyjątkowo i chętnie korzystał, a zamiłowanie do muzyki przelewał na innych. Bardzo często śpiewał i powtarzał, że śpiewanie to podwójne modlenie się i bardzo gorąco wszystkich zachęcał, aby jak najwięcej śpiewać. Przez całą życiową wędrówkę Lutrowi towarzyszyło muzykowanie poprzez śpiew, grę na instrumentach i słuchanie muzyki. Swoją miłość do muzyki wyrażał w słowach „... chciałbym, ażeby bito we wszystkie dzwony i grano na wszystkich organach i pozwolono dźwięczeć wszystkiemu, co zdolne jest wydawać dźwięk”.
Dzisiaj kiedy siedzimy w swoich kościelnych ławkach podczas nabożeństwa, chyba rzadko zastanawiamy się i zdajemy sobie sprawę z tego, że możliwość muzykowania w Kościele zawdzięczamy naszemu Reformatorowi, który z determinacją o obecność muzyki walczył. Spróbujmy sobie wyobrazić, jak wyglądałoby nabożeństwo bez tego cudownego daru Bożego. Wchodząc do kościoła nie usłyszelibyśmy bicia dzwonów, potem w całym nabożeństwie nie zabrzmiałyby organy ani śpiew, tylko same słowa. Czyż nie byłoby ono smutne, uboższe i powiedzmy sobie szczerze mniej ciekawe? Zatem starajmy się lutrową prośbę wypełniać, doceniajmy sobie obecność muzyki, która została nam dana aby przez nią wielbić Boga, bo przecież „gardzić muzyką to zwykłe dziwactwo”.
Zachęceni postawą muzykującego Lutra i jego słowami, wsłuchujmy się w radośnie bijące dzwony...grajmy, śpiewajmy całym swoim sercem i „pozwólmy dźwięczeć wszystkiemu co zdolne jest wydawać dźwięk”.
🗞„Luter i Muzyka” / Nr 20/2003 / „Zwiastun Ewangelicki”
✒️Magdalena Hudzieczek - Cieślar