07/04/2020
Witajcie w tym arcy dziwnym i trudnym czasie, który nas otacza. Z każdej strony dopada nas strach, bombardując i paraliżując każdego, kogo dopadnie. Jedni z nas boją się koronawirusa, inni boją się ekonomicznych konsekwencji tej sytuacji, jeszcze inni drżą przed wizją czasów końca, która staje się tym jaskrawsza im wiecej sprawdzimy filmów i wpisów, które krążą viralem w internecie . Myślę, że każdy z nas staje w tym trudnym momencie przed pytaniem, gdzie w tym wszystkim jest Jezus... O co chodzi, dlaczego On do tego dopuścił.
Nie dam Wam dziś odpowiedzi na to pytanie, myślę że nikt jednoznacznie na nie nie odpowie, ale jedno jest pewne. Jeśli chcemy przetrwać ten czas i to co nadchodzi bez uszczerbku, jest to moment by przylgnąć
Do Niego. Tak mocno, jak nigdy wcześniej, a może nawet, w końcu odkryć kim jest Ten, który ma moc zachować nas w tym czasie w pokoju i zatroszczyć się o nas?
Kilka tygodni temu, czytając wersety z ew. Marka Duch Święty powalił mnie na łopatki, a słowo to wciąż mega mocno rezonuje w moim sercu i postanowiłam podzielić się nim tutaj, skoro izolacja odcina nas na razie od możliwości spotkania się w realu, podczas uwielbienia.
Słowo to dotyczy momentu, w którym Jezus, będąc w szczytowej formie swojej posługi przychodzi do Nazaretu, do miasteczka, w którym się wychował. Znamy tą historię i słowa, które rzuca na koniec, że "prorok nie ma nigdy uznania w swoim domu". Mieszkańcy Nazaretu zwątpili w Jezusa, bo go uwaga - ZNALI!!!! Cóż za absurd! Czy wy widzicie to co ja? Ci ludzie zostali odcięci od MOCY, CUDÓW, MIŁOŚCI, UZDROWIENIA, DOBROCI, LITOŚCI Z NIEBA, tylko dlatego, że ZNALI Jezusa, widzieli go odkąd był dzieckiem i zamieszkiwał pośród nich. Jezus wyraźnie powiedział, że nie mógł uczynić tam zbyt wielu cudów dlatego, że spotkał ogromną opozycję w postaci NIEWIARY! Duch Święty tak ostro zwrócił moją uwagę na to, że to ludzie odcięli się od Jezusa. On był gotów działać między nimi tak samo, jak w innych miasteczkach, które odwiedzał. To nie On zdecydował, że ci ludzie nie są godni,czy cokolwiek innego. To była niewiara w czystej postaci. Niewiara, która zrodziła się z przekonania, że to wciąż ten sam Jezus, sąsiad, rowny gość, no ale jeden z nas. Jak się temu bliżej przyjrzeć, to niewiary, ktora zrodziła się z PYCHY, której źródłem było pewne, ukute zdanie na temat Jezusa.
No dobrze, ale jak to się ma do nas? A no bardzo mocno! Czy zadawałeś kiedyś Bogu pytania, dlaczego nie dzieją się pośród nas spektakularne cuda? Dlaczego zyjesz z Nim a jednak brak Ci tego co obiecał swoim naśladowcom, czyli pokoju, nieustającej radości i miłości? Dlaczego z pewnych siebie bohaterów wiary chrześcijanie w większości zmienili się w ciche myszki? I tu uwaga petarda - może właśnie dlatego, że - uwaga- ZNAMY Jezusa?
Coooo??
No właśnie. Może dlatego, że znamy Go tak, jak znali ludzie z Nazaretu. Znamy Go społecznie i kulturowo. Wiemy o nim odkąd nauczyliśmy się chodzić i mówić. Żyjemy w chrześcijańskim społeczeństwie. Różnie wyrażamy naszą wiarę, mamy różne denominacje ale generalnie wartości chrześcijańskie są nam wbite do glowy i wyryte w sercach od zawsze. Znamy Jezusa legendę, Jezusa, który czynił (w czasie przeszłym) lub czyni (ale gdzieś nie wiadomo gdzie) wielkie cuda. Wiemy o nim tak, jak Nazarejczycy. I nawet jeśli "przyjęliśmy" Jezusa do serca, często nie uporaliśmy się z poglądami głęboko ukutymi w naszej podświadomości. A niestety nie ma w niej Jezusa pelnego mocy, jest za to Jezusek z pocztówki. Jesteśmy spragnieni mocy, ale kiedy przychodzi czas spotkania twarzą w twarz, nagle brakuje nam wiary w to, że te cuda, ta obecność dotyczy mnie tu i teraz. I tak właśnie odwracamy się od Niego. Mimo iż wcale tego nie chcemy. Mimo tego, że wydaje nam się, że Go szukamy. Wciąż ten wyryty od dzieciństwa obraz Jezuska w żłobku, Jezusa na krzyżu, Jezusa milczącego, Jezusa który nie czyni cudów powstrzymuje wiarę w naszych sercach tak mocno, że nie wystarczy samo umysłowe chcenie by On był blisko.
Trudno ująć to wszystko w słowa, ale czuję tak mocno, że Duch Święty wzywa nas do tego, by zacząć wołać o objawienie żywego Boga ♥️ szczególnie w tym czasie, w jakim zostaliśmy powolani do życia. Że nadchodzi czas, w ktorym "lud, ktory ZNA swojego Boga, umocni się i będzie działał" (Dan 11.32)
Może to czas by z pokorą uniżyć sie przed Jezusem i powiedzieć z głębi serca - Jezu, wydaje mi się, że Cię znam. Wydaje się, że mam jakiś obraz tego, kim Jesteś. Ale wołam do Ciebie, objaw się i daj mi znaleźć siebie takim, jakim jesteś na prawdę, nawet, jeśli to sprawi, że runie wszystko co wydaje mi się, że o Tobie wiem...
Kochani, szukajmy Go, w Nim nie ma strachu. W Nim jest życie a nie śmierć.
Trzymajcie się ciepło ♥️
Jeśli te słowa poruszą twoje serce, wyślij je w świat, kilka jąć 'udostępnij'