Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach

Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach. Strona oficjalna. Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej
Obory 38
87-645 ZBÓJNO k. Rypina

"Z wiarą i ufnością zbliżmy się do Serca Jezusa" - homilia o. Piotra Męczyńskiego OCarm. wygłoszona w Oborskim Sanktuari...
18/08/2026

"Z wiarą i ufnością zbliżmy się do Serca Jezusa" - homilia o. Piotra Męczyńskiego OCarm. wygłoszona w Oborskim Sanktuarium w niedzielę 16 sierpnia 2026 r.

Drodzy bracia i siostry!

Nasz Pan Jezus Chrystus, miłosierny Zbawiciel wszystkich ludzi, podczas swojej publicznej działalności „głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu” (aklamacja).

Św. Mateusza Apostoł mówi nam dzisiaj (XX Niedziela Zwykła, Rok A) jak „Jezus podążył w okolice Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych stron, wołała: «Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha». Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.

Na to podeszli Jego uczniowie i prosili Go: «Odpraw ją, bo krzyczy za nami». Lecz On odpowiedział: «Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela».

A ona przyszła, padła Mu do nóg i prosiła: «Panie, dopomóż mi». On jednak odparł: «Niedobrze jest zabierać chleb dzieciom, a rzucać szczeniętom». A ona odrzekła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołu ich panów».

Wtedy Jezus jej odpowiedział: «O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!» Od tej chwili jej córka była zdrowa” (Mt 15, 21-28).

Drodzy bracia i siostry!

W odczytanym przed chwilą fragmencie Ewangelii według Św. Mateusza usłyszeliśmy słowa: «O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak pragniesz!»

Tymi słowami Jezus pochwalił wiarę kobiety kananejskiej, która mimo iż nie była Żydówką, wzywała Go jako obiecanego i oczekiwanego Mesjasza, wyznała w Nim swojego Pana i Zbawiciela, a padając przed Nim na kolana z pokorą i ufnością prosiła o uzdrowienie dla swojej córki.

Drodzy Moi! Wiele podobnych świadectw takiej właśnie ufnej i wytrwałej modlitwy pełnej wiary spotykamy także w Oborskim Sanktuarium.

W Księdze Łask i Cudów Matki Bożej Bolesnej znajdujemy takie świadectwo:

„Było to w 1751 roku. Pewna kobieta z Płonka, mając ciężko chorą córkę Teresę, przybyła do Obór. W czasie, gdy zakonnicy śpiewali litanię loretańską do NMP, ona ofiarowała Maryi swoje dziecko, leżąc krzyżem przed Cudowną Figurą Matki Bolesnej. Natychmiast też wielka choroba ustała i córka powróciła do zdrowia”.

W roku 1776 przybyła do Obór Marianna z Ruża i „zeznała, jako córka jej Agnieszka tak zapadła na ręce i nogi, iż ani stać, ani ruszyć się nie mogła. Zasmucona nie mając innego środka do uleczenia dziecka, ofiarowała je opiece Matki Bolesnej w kościele oborskim sławionej. W 3 dni, gdy dziecię zupełnie wyzdrowiało, pospieszyła na podziękowanie wraz z uzdrowioną córką i o zapisanie doznanego cudu prosiła”.

„Dnia 16 lipca 1779 r., czyli na odpust Matki Bożej Szkaplerznej, przybyła do naszego kościoła Marianna Drozdowska ze Skępego na podziękowanie Matce Bożej Bolesnej za ocalenie życia i powrót do zdrowia swej córki Elżbiety. Dziewczynka, 6-letnia, była nieuleczalnie chora na wrzód w gardle. Leżąca, prawie konająca, opłakiwana była tak od rodziców, jak i od krewnych, i sąsiadów. Wówczas matka pod natchnieniem Bożym, weszła na górę pod dach swego domu, gdzie obróciwszy się w stronę ku Oborom, Matce Bolesnej z wielką nadzieją i mocną wiarą, z jakim tylko mogła uczuciem i prośbą konającą córkę polecała. Wtem usłyszała głos mówiący do niej wyraźnie te słowa: Wstań, nie płacz, nic jej nie będzie. Pocieszona tymi słowami zeszła z góry, przyszła do izby i zobaczyła córkę uśmiechającą się i o własnych siłach z łóżka wstającą”.

Jakże głęboka była jej wiara i zaufanie w macierzyńską miłość i pomoc Maryi. Do Niej zwróciła się pełna nadziei. Wiedziała, że w Sercu Matki Bolesnej znajdzie największe zrozumienie i współczucie. Ta, która patrzyła na konanie Syna na krzyżu była jej szczególnie bliska.

Kolejne świadectwo z Księgi Łask i Cudów Oborskiego Sanktuarium dobitnie przypomina nam, że pełna i prawdziwa troska rodziców katolickich o dzieci dotyczyć powinna nie tylko ich zdrowia fizycznego, ale przede wszystkim ich zdrowia moralnego i zbawienia wiecznego.

Było to w roku 1585, gdy Pieta znajdowała się jeszcze w kościele karmelitów w Bydgoszczy.

Cytuję: „Mieszczka bydgoska z córki swej swawolnej będąc wielce strapioną, że się na żywot niechwalebny i sprośny udała, gdy jej ni prośby, ni groźby, ni karania macierzyńskie, odwieźć od złego nie mogły, idzie z płaczem do tej Ucieczki grzesznych, córkę Jej swoją zgubioną na cnocie i duszy zalecając. W krótkim czasie ujrzała odmianę i poprawę życia, żal serdeczny i pokutę za grzechy córki swej opłakanej z wielką pociechą duchowną. Co wszystko Pannie Najświętszej przypisała za dobrodziejstwo dziękując do zgonu życia”.

O. dr Albert Urbański, karmelita, urodzony w niedalekim Frankowie k. Zbójna, który od dziecka przychodził na to Święte Miejsce, napisał:

„Z woli Jezusa Maryja jest i naszą Matką. Jako najlepsza i najczulsza z Matek rozumie ból i cierpienie, pragnie i umie nieść pomoc i ulgę, leczyć i uzdrawiać ludzkie rany i niedomagania.

Ale nie tylko nad słabością naszych ciał pochyla się Matka Boża. Ze szczególniejszą troską i miłością pochyla się nad ranami i schorzeniami ludzkich dusz. Wszyscy jesteśmy duchowo słabi lub chorzy, wszyscy jako skutek grzechu pierworodnego nosimy w naszym człowieczeństwie skazy, blizny i rany, które wciąż trzeba opatrywać, pielęgnować i leczyć, by nie stały się groźne dla życia duszy, by nie spowodowały w nas śmierci łaski uświęcającej. Stąd też wszyscy powinniśmy zwracać się często do Jezusowej Matki, którą Kościół czci od wieków imieniem Uzdrowienia chorych, by zechciała ochraniać nasze życie duchowe i leczyć rany jakie duszy zadaje każdy grzech. Szczególniej zaś powinniśmy wzywać Jej pomocy wówczas, gdy te grzechowe rany są ciężkie i niebezpieczne”.

„Kiedy [Maryja] na nas spogląda, widzi nie grzeszników, ale dzieci – mówi Papież Franciszek. Oczy Matki Bożej potrafią rozświetlać każdą ciemność, rozpalając wszędzie na nowo nadzieję. Jej spojrzenie zwrócone na nas mówi: "Drogie dzieci, odwagi; jestem tutaj, wasza matka!".

Tutaj Mater Dolorosa obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i prowadzi do swego Syna, czekającego na nas w osobie kapłana przy kratkach konfesjonału, zawierza nas Jego Sercu i składa w ramionach Jego miłosierdzia.

Padając przed Nim na kolana z ufnością wołajmy: „Panie, ulituj się nade mną (…)”.

Święty Jan Maria Vianney w jednym ze swoich kazań poświęconych sakramentowi pojednania uczył: „Kiedy człowiek popadnie w grzech śmiertelny, musi szukać pomocy u lekarza, jakim jest kapłan, i musi zastosować lekarstwo w postaci spowiedzi. (…) Jak to dobrze, że mamy w zasięgu ręki sakrament leczący rany duszy”.

Piękne świadectwo wiary i zaufania Bogu oraz opiece Maryi pozostawiła nam także rodzina Dziewanowskich z niedalekiego Płonnego. We wszystkich sprawach życiowych, tych małych i wielkich, dotyczących rodziny i gospodarstwa oraz umiłowanej Ojczyzny, przychodzili zawsze do Oborskiego Sanktuarium i z ufnością powierzali się Opatrzności Ojca Niebieskiego oraz czułej opiece i orędownictwu Matki Bolesnej.

W 1740 roku przy kościele oborskim utworzone zostało Bractwo Opatrzności Bożej. Powstało ono z inicjatywy Juliusza Dziewanowskiego (1700 - 1772), właściciela dóbr Płonne, posła na sejm Rzeczypospolitej (w 1733 r.), kasztelana chełmińskiego i elbląskiego. Przy południowej ścianie nawy oborskiego kościoła ufundował kaplicę i ołtarz Opatrzności Bożej, jako wotum za cudowne uzdrowienie swej córki Teresy.

W księdze Łask i Cudów Oborskiego Sanktuarium znajdujemy liczne świadectwa ukazujące jak silna i żywa wiara była w tej rodzinie, jak wielkie zaufanie w pomoc i opiekę Matki Bożej Bolesnej.

W 1747 r. w dobrach Juliusza Dziewanowskiego niebezpiecznie chorowało bydło. Wówczas poradził on ludziom, aby się do Tej Lekarki w cudownej figurze oborskiej udali i złożyli się na wotum. Skoro to postanowili natychmiast choroba ustała.

Rok później w dobrach Dziewanowskiego w Płonnem, powstał pożar podczas nocy we dworze i już się len będący w pokoju zapalił. Wtedy krzyknął ten pan, pełen serdecznej ufności: «Bolesna Matko Oborska, ratuj!» i natychmiast gdzie się oczywistego spodziewano niebezpieczeństwa, łatwym sposobem ogień został ugaszony.

W 1750 roku Juliusz Dziewanowski zeznał, jak jego czteroletni syn Marcin bardzo ciężko zachorował i już prawie konając, nie dawał znaku życia. Będąc w tak ciężkim utrapieniu ojciec ofiarował go Najświętszej Matce Bolesnej, łaskami słynącej w Oborach, z taką oto intencją: «Matko Najświętsza! ofiaruję Ci to dziecię, któremu, jeżeli Bóg przejrzał dłuższe życie na chwałę swoją, uproś mu zdrowie, jeżeliby zaś żyć miało na obrazę Boską, uproś mu skonanie prędsze». Z taką intencją, wiarą i ufnością przyjechał do Obór, pozostawiwszy w domu chore dziecko. Tu intencję przed ołtarzem ponowił, nabożeństwa wysłuchał, a wróciwszy do domu zastał dziecko powracające szybko do zdrowia.

Drodzy Bracia i Siostry! Tak dobry Ojciec nasz niebieski w swej słodkiej Opatrzności czuwa i troszczy się o nas przez Maryję, naszą najmilszą Matkę. Sam Juliusz Dziewanowski na podziękowanie Matce Oborskiej złożył dodatkowe wotum w postaci ułożonej przez siebie pieśni do Maryi:

"Matko Bolesna słynąca cudami!
W Twojej opiece ufność pokładamy (...)
Twojej się wszyscy oddajem obronie
i Tego, który w niebie jest na tronie".

Należy podkreślić, że w rodzinie Dziewanowskich wielka była miłość do Ojczyzny, a ich wiara w Bożą Opatrzność obejmowała także sprawy narodowe. Dzisiaj szkoła podstawowa w Płonnem nosi imię „Rodziny Dziewanowskich”. Przypomina nam, że rodzina katolicka jest pierwszą szkołą patriotyzmu i strażą Niepodległej Polski, wiernej Bogu, Krzyżowi i Ewangelii.

Bł. Stefan Wyszyński podkreślał wielką godność powołania małżeńskiego i rodzicielskiego. Wiąże się z tym powołaniem ogromna odpowiedzialność i zadanie. Jeżeli rodzina nie wypełni swojego powołania rodzicielskiego i wychowawczego Naród zginie, przestanie istnieć. Jeżeli rodzina będzie rozbita – zdegradowane będzie także społeczeństwo.

Prymas Tysiąclecia świadomy zagrożeń wołał:

„Rodzicie, pamiętajcie! Przyszła w Polsce wasza godzina! Jesteśmy w tak trudnym położeniu, że często nie wiemy, jak ubezpieczyć nasz byt narodowy, jakich sił szukać, na jakiej skale się oprzeć. Jesteśmy wśród lotnych piasków zmieniających się sytuacji i koniunktur i nie znajdziemy ani dla naszego bytu narodowego, ani dla kultury chrześcijańskiej innego oparcia, jak tylko zdrową rodzinę. Rodzice! Wasza godzina w Polsce nadeszła. Nie myślcie, że kto inny uratuje nasz Naród. Nas uratuje zdrowa rodzina katolicka”.

Przez łaskę sakramentu małżeństwa rodzice otrzymali zadanie i przywilej ewangelizowania swoich dzieci. Powinni być zatem dla swoich dzieci: „pierwszymi zwiastunami” wiary, ucząc modlitwy i włączając je już od wczesnego dzieciństwa w życie Kościoła poprzez uczestnictwo w życiu parafii, która jest podstawowym miejscem katechizacji rodziców i dzieci. Rodzice są dla dzieci obrazem i świadectwem Bożej miłości, ucząc rodzinnego stylu życia zgodnego z Ewangelią i rozwijając przez to zdolność do miłości. Pomagają oni dzieciom w korzystaniu z łask płynących z sakramentów świętych, wyrabiając w nich dobre nawyki i wzbudzając pragnienie przyjmowania sakramentów.

Rodzice służą dzieciom także pomocą w wyborze i realizacji drogi życiowej, własnym zaś życiem dają świadectwo przyjmowania krzyża z pokorą i dziękczynieniem, jako nieodłącznego w życiu człowieka.

Drodzy bracia i siostry!

Pamiętajmy, że „rodzina to najwspanialsza, cudowna instytucja stworzona przez samego Pana Boga. Żadna ludzka organizacja, żadna ludzka wspólnota nie dorównuje rodzinie pięknem i znaczeniem. To naturalna wspólnota życia i miłości, o wiele ważniejsza od wszystkich tylko ludzkich związków, partii czy stowarzyszeń.

Rodzina daje początek życiu. Jest kolebką społeczeństwa i narodu. Jest też najwspanialszą szkołą życia, najważniejszym uniwersytetem. Odpowiedzialny ojciec i kochająca matka to najlepsi wychowawcy. W rodzinie młode pokolenie wzrasta w wierze, szlachetności, pracowitości, odpowiedzialności. Rodzina daje młodym moralny kompas, pozwalający odróżniać dobro od zła. Rodzina umożliwia pełny rozwój człowieka. Jest niczym kuźnia cnót moralnych, ale także tych społecznych i patriotycznych. (…)

Potrzeba nam dzisiaj rodzin odważnych, pięknych, dzielnie świadczących o swojej misji. Potrzeba nam rodzin budujących swoje szczęście na ewangelicznym fundamencie. Rodzin świętych, wiernych Bogu i przykazaniom. Rodzin, które będą domowymi Kościołami, w których panować będzie miłość, jedność i wzajemny szacunek. W których fundamentem życia będzie Eucharystia i wierność Chrystusowi” (Biskup Tadeusz Bronakowski).

Błogosławiony Stefan Wyszyński z przekonaniem powtarzał: „Jakie będą rodziny, taki będzie i Naród. Gdy rodziny będą zwarte, wierne, nierozerwalne – Narodu nikt nie zniszczy”.

Ciągle aktualne pozostaje też wezwanie Sługi Bożego Kardynała Augusta Hlonda:

„Trzeba usunąć z rodziny polskiej niewierność małżeńską, walkę z nie narodzonymi i rozwody. Niech się pojednają małżonkowie i członkowie rodzin. Niech zostaną naprawione krzywdy. Tylko te narody obronią się przed zagładą, które w rodzinach będą żyć Bogiem”.

Tej prawdy uczył nas św. Jan Paweł II gdy niestrudzenie powtarzał:

„Nie ma innej drogi ocale­nia ojczyzny, jak ochrona każdego życia ludzkiego, od poczęcia do naturalnej śmierci, jak gościnność dla dziecka, mającego począć się i narodzić, jak przy­jaźń dla człowieka odchodzącego do wieczności".

„Dziś potrzeba nam wierności: zarówno naszemu duchowi narodowemu, jak i Ewangelii Chrystusowej” – apelował Prymas Wyszyński.

Dziś i my także, pociągnięci przykładem kobiety kananejskiej i tych, którzy przed nami przychodzili na to Święte Miejsce, z wiarą i ufnością padamy do stóp Zbawiciela ukrytego w Świętej Hostii, zawierzamy Mu nasze rodziny i pokornie prosimy: „Panie, dopomóż nam!”. Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm.

13/08/2026

W Bibliotece Narodowej w Warszawie znajduje się rękopis cudów Matki Bożej Oborskiej z 1761 roku. Są w nim opisane wcześniejsze, bo jeszcze bydgoskie cuda od 1581 roku, opowieść o figurze Matki Bożej Bolesnej, jej historia w Oborach oraz zapisy cudów do lat 60. XIX w.
Być może już go znacie, ale teraz, po niedawnej konserwacji, rękopis (Rps 9047 II) został zeskanowany i jest teraz widoczny w Cyfrowej Bibliotece - Polona.
Oto link:

https://polona2.pl/item/informacya-o-cudownym-obrazie-n-marii-bolesney-w-oborach-y-opisanie-cudow-1761,MTIzNTQ4MzMw/17/ :metadata

Przyjdź! (por. Mt 14, 29) - homilia o. Piotra Męczyńskiego O.Carm. wygłoszona 9 sierpnia 2026 r. w Sanktuarium M. B. Bol...
09/08/2026

Przyjdź! (por. Mt 14, 29) - homilia o. Piotra Męczyńskiego O.Carm. wygłoszona 9 sierpnia 2026 r. w Sanktuarium M. B. Bolesnej w Oborach.

Posłuchajmy najpierw fragmentu Ewangelii według Świętego Mateusza.

„Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał.

Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze.

Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!»

Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!»

Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?»

Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».” (Mt 14, 22-33).

Drodzy bracia i siostry, kochani chorzy, zgromadzeni przy Eucharystycznym Sercu Jezusa, Niebieskiego Lekarza, w Oborskim Wieczerniku!

Życie to płynąca łódź, miotana falami z przeciwnym wiatrem. Chrześcijanin wie, że żyje nieustannie pośród pokus. Wie, że do chwili dopłynięcia do drugiego brzegu życia będzie zmagał się z cierpieniem, chorobą, krzyżem, samotnością, przeszkodami, starością i śmiercią.

Czy jest możliwe płynąć pośród fal, zwyciężać pokusy, wchodzić w cierpienie i mieć w sercu głęboki pokój? Jest możliwe! Bo chrześcijanin nigdy nie jest sam. Jezus jest z nim! Kiedy jesteśmy z Nim zjednoczeni, wtedy nawet o czwartej straży nocnej, słyszymy Jego zapewnienie: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.

W Gdyni blisko portu, przy ruchliwej ulicy w centrum miasta, znajduje się niewielki kościołek w którym od lat trwa wieczysta adoracja Najświętszego Sakramentu.

Złocista monstrancja ma kształt steru, jaki spotkać można na każdym statku i który trzyma w swoich rękach kapitan kierujący statkiem. W środku tej niezwykłej monstrancji znajduje się specjalne miejsce, gdzie kapłan umieszcza Świętą Hostię przypominając w ten sposób, że Jezus jest prawdziwym i jedynym Panem i Sternikiem naszego życia prowadzącym nas bezpiecznie przez wzburzone morze tego świata do portu zbawienia wiecznego.

Wcześniej przez wiele lat do adoracji wykorzystywana była złocista monstrancja, która miała kształt historycznego polskiego żaglowca „Daru Pomorza”. Na głównym maszcie żaglowca jaśniał - jak gwiazda – Pan Jezus ukryty w Świętej Hostii. Tutaj, w spotkaniu z żywym Jezusem, wierni odnajdywali i nadal odnajdują wewnętrzny pokój, radość i siłę do zmagania z trudami codziennego życia, tutaj spotykają żywego Boga, Tego, który z miłością kieruje łodzią ich życia, ucisza burze, wskazuje drogę jak latarnia morska i prowadzi do Portu zbawienia wiecznego.

Najmilsi bracia i siostry, pozwólcie że przywołam jeszcze jeden obraz. Blisko Gdańska na brzegu wyspy Sobieszewo znajdującej się przy ujściu Wisły do Bałtyku znajduje się mała kaplica wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu. Złocista monstrancja ma kształt wielkiej muszli, w której niczym drogocenna perła spoczywa Jezus ukryty w śnieżnobiałej Hostii. Tutaj na brzegu Wisły, w tej małej kaplicy, gromadzą się wierni na cichej adoracji. Tutaj każdy może wejść, aby odnaleźć tę drogocenna perłę, jaką jest nasz Pan Jezus Chrystus, obecny w sakramencie Miłości. Obok tej monstrancji zawierającej perłę Eucharystii umieszczony został na ścianie wizerunek Jezusa Miłosiernego stojącego na brzegu z darem błogosławieństwa dla wszystkich, którzy z ufnością zbliżają się do Jego stóp, aby spojrzeć w Jego oczy i uchwycić Jego prawicy jak tonący Piotr.

Drodzy bracia i siostry, kochani chorzy!

Z każdego ołtarza Najświętszej Ofiary, z każdego tabernakulum i z każdej monstrancji wieczystej adoracji miłosierny Zbawiciel ukryty w Świętej Hostii wyciąga do nas swoje ramiona i powtarza: «Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!» (Mt 14, 27).

Z wiarą i ufnością wyjdźmy Mu na spotkanie, przyjmujmy do serca w częstej Komunii świętej i uchwyćmy Jego dłoni wyciągniętej do nas z miłością.

Nasz Pan Jezus Chrystus obecny w sakramencie Eucharystii nie oślepia nas blaskiem swojego Boskiego Majestatu, nie przeraża nas, nie budzi lęku, nie jest jak „gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały (…) jak „trzęsienie ziemi” czy niszczący wszystko „ogień”, który widział prorok Eliasz na górze Horeb, ale przypomina raczej „szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty”. Eliasz spotkał żywego Boga, doświadczył Jego bliskości i troskliwej miłości, mimo, że nie ujrzał Go oczami ciała. Także i my nie widzimy Jezusa zmysłami ciała, ale oczami wiary rozpoznajemy Oblicze Zmartwychwstałego Pana przychodzącego do nas w pokorze konsekrowanej Hostii, zstępującego cicho i delikatnie na ołtarz, jak szmer łagodnego powiewu Bożej Obecności.

Drodzy Moi! Kochani Chorzy!

Gdy znajdziemy się w nocy cierpienia, gdy – jak Eliasz – przeżywać będziemy godzinę próby, trzeba nam wyjść z ciemnej groty naszego leku, aby z ufnością stanąć przed Obliczem Pana nieba i ziemi, obecnego w pokorze Świętej Hostii na ołtarzu i powierzyć się Jego Sercu. Gdy wiatr będzie nam przeciwny i łodzią naszego życia miotać będzie wzburzone morze, trzeba nam iść do Jezusa obecnego w Sakramencie Miłości, który mówi: „Przyjdź!”. Trzeba nam wyjść z łodzi naszego lęku i iść po wodzie jak Piotr, tzn. iść do Jezusa z wiarą i ufnością. W całkowitym oddaniu, posłuszeństwie i zawierzeniu Jego świętej woli i miłości Jego Serca. Iść z wiarą w Jego otwarte ramiona i śpiewać Mu całym sercem: „Pokładam nadzieję w Panu, ufam Jego słowu”. On nas nigdy nie opuści, On z każdego ołtarza mówi do nas: „Przyjdź”. On umie współczuć naszym słabościom doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo.

Gdy spadnie na nas ogrom cierpienia, poczujemy się bezradni i ogarnie nas zwątpienie, wołajmy do Niego: „Panie ratuj mnie!”. Miłosierny Zbawiciel szybko poda nam rękę, jak tonącemu Piotrowi i uciszy wzburzone fale. On jest pokojem w naszych lękach i mocą w naszych słabościach, On jest naszym ocaleniem i zwycięstwem w walce z pokusami Złego, naszymi słabościami i zniewoleniem wszelkim nałogiem. On jest wczoraj i dziś ten sam. To „Chrystus według ciała, który jest ponad wszystkim, Bóg błogosławiony na wieki”. On jest „ponad szum wód rozległych, od morskich fal mocniejszy” (Ps 93). To Ten, przed którym uczniowie upadli na kolana, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”. Także i my obecni w Piotrowej Łodzi Kościoła, zgromadzeni dzisiaj wokół Chrystusowego ołtarza, pragniemy patrząc na Świętą Hostię uniesioną w dłoniach kapłana wyznać z wiarą i pełnym miłości oddaniem: „Jezu, ufam Tobie. Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.

Bł. ks. Michał Sopoćko, spowiednik świętej siostry Faustyny, pisze: „W jakim celu Zbawiciel chodził po morzu? Przede wszystkim, by pocieszyć uczniów swoich i pomóc im w potrzebie. Chciał również zwiększyć ich wiarę w swoją potęgę nad żywiołami i prawami natury. Mocna wiara była dla nich konieczna wobec mającego nastąpić zapowiedzenia Przenajświętszego Sakramentu”.

O. James Manjackal, znany i ceniony ewangelizator z Indii, którego kilkakrotnie gościliśmy w Oborskim Sanktuarium, mówi: „Jezus uzdrawia bezpośrednio przez Swoją Boską Obecność [w Eucharystii], gdy przychodzi się do Niego z wiarą”. Kapłan ten podkreśla, że podczas swojej 50 – letniej posługi w ponad stu krajach świata najwięcej cudów i uzdrowień widział podczas Mszy świętej i Adoracji Najświętszego Sakramentu.

Drodzy bracia i siostry, kochani chorzy!

Z każdego ołtarza, z każdego tabernakulum Boski Zbawiciel wyciąga do nas swoje ramiona i powtarza: «Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się».

„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”.

Drodzy Moi! Kiedy czujemy się słabi, chorzy duchowo, gdy brak nam sił do życia, do wytrwania w łasce, gdy doświadczamy strapienia i zranienia przez innych ludzi, gdy lękamy się o nasze zbawienie, gdy przechodzimy próbę wiary i wierności zasadom chrześcijańskiej moralności, gdy dotyka nas ciężka choroba, idźmy do Jezusa obecnego w sakramencie Miłości.

On sam nas do tego zachęca, gdy mówi do św. Gertrudy: „Tu, w Eucharystii, w hojnej dobroci mego Serca, uzdrawiam rany każdego człowieka: podnoszę na duchu grzesznika, duchowe ubóstwo wzbogacam darem cnót i pocieszam każdego w jego utrapieniach”.

Z głębi swej wiary w uzdrawiającą moc Eucharystii św. Jan Chryzostom tak przemawiał do wiernych: „Przybliżając się do Eucharystii, niech każdy przystąpi ze swoją chorobą, ponieważ dostąpić tu możemy także uzdrowienia ciała”.

Niebieski Lekarz z każdego tabernakulum i z każdego ołtarza nieustannie zwraca się do nas z serdecznym wezwaniem: „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię”. On w chwili cichej adoracji i w komunii świętej da nam moc i siłę na trudy dalszej wędrówki „przez krzyż do Nieba”.

On, jak czuły i troskliwy Ojciec, będzie trzymał nas za rękę i przeprowadzi przez każdą próbę życia, doda odwagi i umocni nadzieją przyszłego zmartwychwstania.

Przykładem może być dla nas św. Siostra Faustyna. 20 kwietnia 1938 roku ciężko chora na gruźlicę płuc i przewody pokarmowego wyjechała do szpitala zakaźnego na Prądniku w Krakowie. Kiedy trochę poprawiło się jej zdrowie, próbowała chodzić na Mszę św. do kaplicy. Widząc, jak się męczyła w drodze, niektórzy donieśli o tym dyrektorowi szpitala, dr. Adamowi Silbergowi, który jednakże odpowiedział: – To jest nadzwyczajna siostra, widziałem, jak szła do kaplicy trzymając się muru. Inna by tak nie potrafiła, ale ja jej tego zabronić mogę.

Niezwykle wymowny będzie w tym miejscu fragment Rozmowy miłosiernego Boga z duszą cierpiącą, który święta Mistyczka umieściła w swoim Dzienniczku:

Dusza cierpiąca jest najbliżej Mego Serca – mówi Jezus. – Wiedz, że tę siłę, którą masz w sobie do znoszenia cierpień, musisz zawdzięczać częstej Komunii św., a więc przychodź często do tego źródła miłosierdzia i czerp naczyniem ufności cokolwiek ci potrzeba (Dz 1487).

Jezus Eucharystyczny, podobnie jak do Piotra, mówi dzisiaj do nas: „Przyjdź!”. Rozpoznaj Moją żywą obecność i przyjdź z wiarą i ufnością do Mego Serca otwartego dla Ciebie.

O. Emilien Tardif, dzieli się z nami takim świadectwem: „W lutym 1987 przeprowadzaliśmy trzydniowe rekolekcje charyzmatyczne w Vega, w Republice Dominikańskiej. Były to rekolekcje bardzo poruszające, które kończyły się na stadionie w obecności wielkiego tłumu. W niedzielne popołudnie celebrowana była końcowa Eucharystia, połączona z modlitwą o uzdrowienie. Pewna kobieta z sąsiedniej wioski chciała wziąć udział w Mszy i poprosić Boga o uzdrowienie z raka piersi. Aby tam przybyć, musiała przekroczyć rzekę w bród. Niestety, nocą ulewny deszcz sprawił, że rzeka niezwykle wezbrała. Kiedy kobieta ta przyszła nad rzekę, nie mogła już jej przekroczyć. Dlatego też nie była w stanie wziąć udziału w modlitwie za chorych. Jednak modliła się z wiarą, mówiąc Panu: - Ty jesteś obecny wszędzie, Ty możesz mnie uzdrowić tutaj. Trwała na modlitwie, zjednoczona w duchu z tłumem zgromadzonym na Mszy świętej osiem kilometrów dalej. Kobieta ta oddała swą chorobę Panu i wróciła do domu. Nazajutrz, kiedy się obudziła, nie czuła już bólu, gruczoły rakowe całkowicie zniknęły. W miesiąc później złożyła swoje świadectwo wszystkim, opowiadając o tym, jak nie mogła przejść przez rzekę i jak Pan sam ją przekroczył, aby ja odszukać i uzdrowić. Teraz wszyscy przekraczający tę rzekę wiedzą, że tędy przeszedł Pan ze swą miłością, dla której nie ma granic ani przeszkód”.

Drodzy Moi! To świadectwo jest piękną ilustracją do dzisiejszej Ewangelii. Pomaga nam zrozumieć co to znaczy wyjść na spotkanie Pana kroczącego po wodzie i zaufać Mu całkowicie.

Choć wiatr jest przeciwny i potężne fale uderzają w łódź naszego życia, naszego małżeństwa, naszej rodziny – wyjdźmy Mu na spotkanie, przez wiarę i całkowite zawierzenie Jego miłującemu Sercu, jak Piotr kroczący po falach. A w chwilach naszej ludzkiej słabości nie rozpaczajmy, nie rezygnujmy z walki o świętość i coraz większą miłość, ale z pokorą i ufnością przyjdźmy do Jezusa, który przy kratkach konfesjonału czeka na nas w osobie kapłana. Miłosierny Zbawiciel usłyszy nasze wołanie, jak usłyszał wołanie tonącego Piotra: „Panie, ratuj mnie!”. „Tylko w Tobie moja nadzieja i moje zbawienie”. Chrystus przez kapłana w sakramencie spowiedzi wyciągnie nad nami swoją prawicę, obdarzy miłosierdziem, nie pozwoli utonąć, ale ocali nas, przywróci chrzcielną szatę łaski i godność umiłowanego dziecka Bożego, uleczy rany serca, napełni pokojem i odwagą na drogę wiary do dalszego pięknego chrześcijańskiego życia. Pamiętajmy, że bez Chrystusa nic nie możemy uczynić. A zarazem jak mówi św. Paweł: „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”. Dlatego przez św. Faustynę Zbawiciel mówi do każdego z nas: „złączona z moją prawicą dokonasz wszystkiego" (Dz. 1374).

Przyjdźmy zatem do Boskiego Odkupiciela, który ze swoją zbawczą miłością czeka na nas w konfesjonale. Uchwyćmy się Jego miłosiernej prawicy i powiedzmy Mu: „Jezu, ufam Tobie!’.

Papież Franciszek kieruje naszą uwagę na miłosierne oblicze Zbawiciela mówiąc:

„Nie bójcie się spojrzeć Mu w oczy pełne nieskończonej miłości i pozwólcie, aby On ogarnął was swoim miłosiernym spojrzeniem gotowym przebaczyć każdy wasz grzech. Spojrzeniem, które może przemienić wasze życie i uleczyć rany waszych dusz. Przyjdźcie do Niego i nie bójcie się! Przyjdźcie, by powiedzieć Mu z głębi waszych serc: „Jezu ufam Tobie!”. Pozwólcie, by dotknęło was Jego bezgraniczne Miłosierdzie”.

Przez świętą Faustynę Chrystus mówi:

„Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci Mojej”.

„Dusza, która zaufa Mojemu miłosierdziu, jest najszczęśliwsza, bo Ja sam mam o nią staranie”.

Do tego zachęca nas św. Teresa z Karmelu w Lisieux. W chwilach doświadczania strasznych prób wiary i udręk duchowych oraz ogromnych cierpień związanym z gruźlicą, która coraz bardziej wyniszczała jej młody organizm, powie: „Dziś jedyną moją busolą jest zawierzenie Bogu”.

Podobnie nasza Święta Faustyna w godzinie życiowej Kalwarii napisze: Z ufnością dziecka rzucam się w objęcia Twoje, Ojcze miłosierdzia (…) Prowadź mnie, drogami jakimi Ci się podoba, zaufałam całkowicie woli Twojej, która jest dla mnie miłością i miłosierdziem samym. Od tej chwili żyję w najgłębszym spokoju, bo sam Pan niesie mnie na ręku swoim (Dz 1264).

Katarzyna z Tczewa wspomina sytuację, gdy znalazła się w obliczu głębokiego kryzysu duchowego, choroby i trudności życiowych: „Pamiętam dzień, (…) kiedy wyszłam na balkon mojego domu, spojrzałam w niebo i zawołałam na cały głos: „ Boże mój, czy Ty już całkowicie zapomniałeś o mnie...gdzie jesteś? Przecież to ja….nie pamiętasz mnie?” Nastała głucha cisza, przez którą przedzierał się tylko mój płacz. I wtedy poczułam w sercu pragnienie pójścia na wieczorną Eucharystię. Pomysł ten wydawał mi się trochę absurdalny ale potrzeba serca stawała się tak silna, ze postanowiłam posłuchać wewnętrznego pragnienia. Poszłam do kościoła ale Eucharystię przesiedziałam jako słuchacz, z oczu którego sączyły się łzy. Wychodząc z Kościoła pomyślałam, że tak naprawdę nic się nie wydarzyło, nic nie poczułam jednak w pewnej chwili mój wzrok przykuł pewien plakat wiszący w gablocie przy drzwiach wyjściowych. Był to obraz przedstawiający ślady stóp na piasku i słowa anonimowego autora: „Po każdym z minionych dni zostawały na piasku dwa ślady mój i Pana. Czasem jednak widziałem tylko jeden ślad odciśnięty w najcięższych dniach mego życia. I rzekłem: “Panie postanowiłem iść zawsze z Tobą przyrzekłeś być zawsze ze mną; czemu zatem zostawiłeś mnie samego wtedy, gdy mi było tak ciężko?” Odrzekł Pan: “Wiesz synu, że Cię kocham i nigdy Cię nie opuściłem. W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad ja niosłem Ciebie na moich ramionach.”

To był moment mojego nawrócenia. Zrozumiałam, ze to nie Bóg odwrócił się ode mnie zapominając o mnie ale że to Ja dokonałam tego wyboru odsunięcia się od Miłości Boga… Przez tyle lat mój Bóg, mój Ojciec, cierpliwie czekał na mnie z otwartymi ramionami i Sercem pełnym Miłości, żeby jak tylko zapragnę przemiany życia, przywrócić mi godność dziecka Bożego”.

Najmilsi bracia i siostry!

Za chwilę Jezus Żywy obecny w sakramencie Miłości, w darze Najświętszej Eucharystii, przyjdzie do naszego serca. Jak dziecko biegnie do matki, tak my biegnijmy w Jego ramiona, wołając dzisiaj, jutro i zawsze: „Jezu, ufam Tobie!”.

Spraw, abyśmy z miłością przyjmowali Twoją wolę, zawierzając się każdego dnia Twoim miłosiernym dłoniom.

Zachęca nas do tego Sługa Boży ks. Dolindo Ruotolo, neapolitański tercjarz franciszkański, charyzmatyczny kapłan, mistyk, który przekazuje nam słowa Pana:

„Zaprawdę powiadam wam, każdy akt prawdziwego oddania i zawierzenia mi przyniesie owoc i rozwiąże napięte sytuacje. (…) Wiele łask spływa na was, jeśli tylko modlitwa wasza staje się pełnym zawierzeniem i oddaniem się Mi. W bólu i cierpieniu prosisz, bym działał, ale tak jak ty tego chcesz... Nie zwracasz się do Mnie, a chcesz jedynie, bym się dopasował do twoich potrzeb i zamysłów. Nie jesteś chory, skoro prosząc lekarza o pomoc, sugerujesz mu leczenie.

Módlcie się tak, jak was nauczyłem: »Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi«, czyli to Ty wejdź i działaj w tej mojej potrzebie, (…) Jeśli powiesz mi naprawdę: »bądź wola Twoja«, czyli jakbyś mówił: »Ty się tym zajmij«, wkroczę z całą moją mocą i rozwiążę najtrudniejsze sytuacje. (…)

Powiadam ci, że się tym zajmę i podejmę działania jak lekarz. Uczynię nawet cud, jeśli będzie to potrzebne. Masz wrażenie, że sytuacja się pogarsza? Nie burz się; zamknij oczy i mów: »Jezu, Ty się tym zajmij«. Powtarzam ci, że się tym zajmę, że nie ma potężniejszego lekarstwa niż moje działanie z miłości”. Amen.

o. Piotr Męczyński O.Carm.

Obory, 9 sierpnia A. D. 2026

Adres

Obory 38
Obory
87-645

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach:

Skróty

Udostępnij