23/01/2026
"Była tam Matka Jezusa" (J 2,1) - konferencja o. Piotra Męczyńskiego OCarm. z Sanktuarium M. B. Bolesnej w Oborach.
I
Apostoł Jan, umiłowany uczeń Pana, zaraz na początku odczytanej przed chwilą Ewangelii informuje nas, że „Była tam Matka Jezusa” (J 2,1).
Te słowa Janowej Ewangelii odnoszące się do obecności Maryi na weselu w Kanie Galilejskiej, stały się radosnym wyznaniem jakże wielu pielgrzymów nawiedzających Oborskie Sanktuarium. Jakże wielu z nich powracając do domu i dzieląc się świadectwem tego co przeżyli w Domu Matki Bolesnej, może dziś ze wzruszeniem powiedzieć o tym miejscu: „Była tam Matka Jezusa”. Liczne świadectwa nawrócenia, wyzwolenia z nałogów, uzdrowienia i innych łask otrzymanych przez ręce Maryi Bolesnej wyrażają to doświadczenie Jej żywej obecności i macierzyńskiej miłości oraz mocy wstawiennictwa zjednującego błogosławieństwo Chrystusa dla wszystkich, którzy z ufnością gromadzą się pod Jej opiekuńczym płaszczem na oborskim wzgórzu.
Maryja, której serce zawsze jest zjednoczone z sercem Syna, zna nasze prawdziwe i najgłębsze potrzeby, wie czego nam brakuje.
Papież Franciszek mówi, że „Maryja jest czujna, jest zatroskana o potrzeby nowożeńców. Nie pogrąża się w zadumie, nie zamyka się w swoim świecie, jej miłość sprawia, że jest Ona „dla innych” (…) jest blisko, czujna i troskliwa”.
Tego właśnie doświadczamy w Oborskim Sanktuarium.
„Matko Boża Bolesna dzięki Tobie nawróciłam się i moja dusza została uleczona. Ty Matko uczyniłaś ten cud” – napisała Urszula.
„Dużo słyszałam o tym cudownym miejscu – pisze Karolina. Któregoś dnia babcia zaproponowała mi żebym się z nią wybrała. Matka Boża Bolesna dokonała we mnie zmiany, teraz modlę się codziennie, moja dusza jest spokojna, zmieniłam się, przestałam przeklinać i ranić najbliższych”.
Pamiętam jak kiedyś pewien mężczyzna podszedł do mnie w zakrystii i powiedział:
„Proszę Ojca, trzy miesiące temu pierwszy raz przyjechałem do Obór i przyjąłem brązowy szkaplerz Matki Bożej. Zacząłem modlić się codziennie na różańcu. Od tego czasu nie wypiłem ani kieliszka, jestem nałogowym alkoholikiem. Wiem, że to Maryja okryła mnie swoim macierzyńskim płaszczem i pomaga mi wytrwać w trzeźwości i stać się nowym człowiekiem”.
Drodzy bracia i siostry!
„Kiedy [Maryja] na nas spogląda, widzi nie grzeszników, ale dzieci – mówi Papież Franciszek. Oczy Matki Bożej potrafią rozświetlać każdą ciemność, rozpalając wszędzie na nowo nadzieję. Jej spojrzenie zwrócone na nas mówi: "Drogie dzieci, odwagi; jestem tutaj, wasza matka!".
Tutaj Mater Dolorosa obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i prowadzi do swego Syna, zawierza nas Jego Sercu i składa w ramionach Jego miłosierdzia.
Piotr z Warszawy napisał: „Mam 29 lat. Z zawodu jestem kucharzem. Pragnę podziękować Matce Bożej Bolesnej za to, że zajęła się mną zniewolonym narkotykami. Przez 6 lat zażywałem heroinę, byłem w niemocy. Podnosiłem się i upadałem.
Otrzymałem łaskę z Nieba - pragnienie pojechać na pielgrzymkę do Matki Boskiej Bolesnej, na którą wybierała się moja Mama. Uradowałem się bo było dla mnie miejsce w autokarze.
Gdy znalazłem się przed Oborską Pietą ogarnęło mnie wzruszenie, odczułem, że Matka Boża bierze mnie na Swoje kolana i przytula do Swego Serca. Zrozumiałem, że Matka Boża pragnie mi pomóc wyzwolić się z sideł zła. Przystąpiłem do Sakramentu Spowiedzi Świętej i z radością przyjąłem Szkaplerz Święty.
(…) Dziękuje Ci Matko że pomogłaś i pomagasz mi, prowadzisz do Jezusa przez Sakrament Pokuty, który jest moim uzdrowieniem. Stajesz na drodze mojej codzienności poprzez życzliwych wspomagających mnie ludzi, którzy ratują mnie od zagłady ciała i duszy.
Pragnę podziękować Matce Bożej Szkaplerznej za Jej opiekę, wyprowadzenie z nałogu i czuwanie nade mną. Jestem wolnym człowiekiem, Twoim dzieckiem Maryjo”.
Papież Franciszek, w jednej z homilii powiedział: „Kiedy jesteśmy utrudzeni, zniechęceni, przygnieceni problemami, spoglądamy na Maryję, odczuwamy Jej spojrzenie, które mówi naszemu sercu: „Odwagi, synu, ja ciebie wspieram!”. Matka Boża dobrze nas zna, jest Matką, dobrze wie, jakie są nasze radości i trudności, nasze nadzieje i rozczarowania. Gdy odczuwamy ciężar naszych słabości, grzechów, spoglądamy na Maryję, która mówi naszemu sercu: „Wstań, idź do mojego Syna, Jezusa, On cię przyjmie, okaże miłosierdzie i da nową siłę, by iść dalej”. Bracia i Siostry! „Miejmy odwagę, by powrócić do Jezusa, aby spotkać Jego miłość i miłosierdzie w sakramentach” (pap. Franciszek).
Święty Proboszcz z Ars w jednym ze swoich kazań poświęconych sakramentowi pojednania uczył: „Kiedy człowiek popadnie w grzech śmiertelny, musi szukać pomocy u lekarza, jakim jest kapłan, i musi zastosować lekarstwo w postaci spowiedzi. (…) Jak to dobrze, że mamy w zasięgu ręki sakrament leczący rany duszy”.
"Prawdziwie to zdrój chorych i cierpiących. Lekarze stwierdzają poprawę zdrowia u chorego po odbytej spowiedzi” – zauważa Bł. Ks. Michał Sopoćko.
Przypomina o tym świadectwo Marii z Poznania, która kilka lat temu nawiedziła Oborskie Sanktuarium. Chora na stwardnienie rozsiane ledwo poruszała się o kulach. Była załamana stanem swego zdrowia, ale miała wspaniałych przyjaciół, którzy w jedną z sobót przywieźli ją na Wieczernik do Matki Bolesnej.
Najpierw przystąpiła do spowiedzi generalnej z całego życia i jak podkreśla to było dla niej najważniejsze uzdrowienie – uzdrowienie duchowe, a popołudniu podczas liturgicznego obrzędu błogosławieństwa chorych Pan Jezus, Boski Lekarz, przyszedł do niej z drugą łaską – łaską uzdrowienia fizycznego. Po trzech miesiącach powróciła podziękować Matce Bożej ofiarując jako wotum dwie kule związane kokardą. Powiedziała: „Maryjo, weź te kule. One nie są mi już potrzebne”.
Drogi bracie, droga siostro! Ofiaruj swoje serce Temu, „który przytula, który przyjmuje, który pochyla się, by przebaczyć. Jezus powiedział, że nie przyszedł do sprawiedliwych, ale do grzeszników! Nie przyszedł do zdrowych, którzy nie potrzebują lekarza, ale do chorych!”.
Nie bój się Tego, który cię kocha. Zaufaj Mu! Pozwól Mu opatrzyć i uleczyć rany Twego serca.
Emilia z Chwaszczyna, pielgrzymująca do Matki Bolesnej, napisała: „Do 28 roku życia byłam osobą bardzo błądzącą. W moim życiu bogiem stał się pieniądz, wygląd i szukanie szczęścia w świecie. Tak bardzo pragnęłam miłości iż poddałam się operacjom plastycznym myśląc iż jeśli zmienię to czy tamto w końcu osiągnę szczęście. Idąc bez Pana Boga pogrążałam się tylko coraz bardziej. Mimo iż patrząc z boku prowadziłam życie, którego niejedni mi zazdrościli, w moim sercu panowała wielka rozpacz.
Pewnego dnia zupełnie niespodziewanie Bóg postawił na mojej drodze dziewczynę. Jedna rozmowa o Panu Bogu zmieniła moje życie. Kilka dni później udałam się do spowiedzi z całego życia. Podczas tej spowiedzi czułam jak przyszedł do mnie sam Pan Jezus mówiąc iż jestem tą zagubioną owieczką, której szukał”.
Drodzy bracia i siostry! „Pozwólmy się odnowić przez miłosierdzie Boga, pozwólmy, aby Jezus nas kochał, niech moc Jego miłości przekształci także nasze życie”.
Edward z Zielonej Góry przez wiele lat był zniewolony przez alkohol. Wiosną 2011 roku przyjechał z żoną do Obór. Doświadczył uzdrawiającej mocy sakramentu spowiedzi świętej.
„To była moja spowiedź po bardzo wielu latach – napisał. Przyjąłem Komunię Świętą, a potem przyjąłem szkaplerz Matki Bożej. Od tego dnia zacząłem z żoną chodzić do kościoła. Czułem, że Matka Boża Szkaplerzna mnie chroniła. Nie wziąłem do ust żadnego alkoholu i nie ciągnie mnie do niego do dziś. Jezus oczyszcza również moją mowę. Dziękuję Matce Bolesnej za Jej wstawiennictwo w moim uzdrowieniu z nałogu i uzdrowieniu mojej żony Marii z choroby Parkinsona”.
Św. Jan Vianney, Proboszcz z Ars, zachęca:
„We wszelkich potrzebach zwracajmy się do Boga za przyczyną Matki Chrystusowej, zwracajmy się z całą ufnością, a będziemy z pewnością wysłuchani. Jeżeli pragniemy powstać z grzechów, idźmy do Maryi, Ona nas weźmie za rękę. Poprowadzi do Syna swego i wyjedna przebaczenie. Jeżeli pragniemy wytrwać w dobru, również zwracajmy się do Matki Bożej. Ona nas okryje płaszczem swej opieki tak, iż nam piekło wcale nie zaszkodzi”.
Drodzy bracia i siostry!
Tej mocy macierzyńskiego wstawiennictwa Maryi doświadczają tutaj liczni pielgrzymi o czym wymownie zaświadczają wszystkie wota zdobiące ściany prezbiterium oraz Księga Łask i Cudów Oborskiego Sanktuarium. Ta Księga pozostaje ciągle otwarta – jak Serce Maryi – zapełniając się nowymi świadectwami prawdziwych cudów duchowej przemiany, otrzymanej łaski nawrócenia, uwolnienia z nałogu i uzdrowienia.
Halina z Warszawy napisała:
„Pragnę swoim świadectwem podziękować Matce Bożej Oborskiej za dar uzdrowienia ze złośliwego guza lewego płata tarczycy.
Był sierpień 2000 r., pewnego dnia poczułam się bardzo źle, oznaki przeziębienia. Pracowałam w przychodni lekarskiej i pomyślałam, wejdę do lekarza. Lekarka miała specjalizację z endokrynologii, zbadała tarczycę, zleciła zrobienie USG. Wynik wykazał na obu płatach tarczycy: lewym i prawym guzki. Zlecono wykonanie biopsji. Wynik – na lewym płacie tarczycy rak złośliwy. Byłam spokojna, ufałam Panu Bogu i Matce Najświętszej. Lekarze przygotowywali mnie do operacji.
W niedzielę po Mszy Św. spotkałam Panią, która organizowała pielgrzymki do Obór. We wrześniu 2000 roku pierwszy raz pojechałam do Matki Bożej Bolesnej. W czasie podróży czułam się bardzo szczęśliwa. W Sanktuarium uczestniczyłam w adoracji Najświętszego Sakramentu i modlitwie różańcowej. Po Mszy przyjęłam dar Matki – Szkaplerz Święty.
Po powrocie z pielgrzymki w wyznaczonym terminie zgłosiłam się do szpitala. Oczekując na operację odmawiałam różaniec, uczestniczyłam we Mszy Św. w Kaplicy Szpitalnej. Byłam bardzo spokojna. Lekarz zaprosił mnie do gabinetu. Powiedział, że odkąd pracuje 34 lata w zawodzie nie miał takiego przypadku. Oświadczył, że stał się cud. Guzek rakowy zaginął. Ostateczny wynik potwierdził, że nie ma komórek rakowych.
Od tego czasu minęło 15 lat. Nie ma nawrotu choroby. Jestem zdrowa, dzięki wstawiennictwu Matki Bożej Oborskiej” - kończy Halina.
Drodzy bracia i siostry!
Tutaj, w szczególny sposób doświadczamy czułej bliskości i opieki oraz mocy wstawiennictwa naszej Niebieskiej Matki. Tutaj, za Jej przyczyną, Miłosierny Zbawca, Boski Lekarz, nasz Pan Jezus Chrystus, nieustannie przychodzi nam z pomocą, lituje się nad nami, pociesza i uzdrawia nasze chore dusze i ciała.
Jerzy, lekarz z Zielonej Góry uzdrowiony z choroby nowotworowej, napisał:
„Był rok 2005. Po przyjeździe naszej grupy autokarowej do Obór uczestniczyłem we Mszy Świętej i adoracji Najświętszego Sakramentu.
Na koniec Adoracji kapłan szedł z Najświętszym Sakramentem między klęczącymi pielgrzymami, zatrzymując się przy kolejnych grupach i błogosławił. W ten sposób przybliżał się do mnie i do mojej żony klęczącej obok mnie. Wpatrywałem się cały czas w Hostię niesioną w monstrancji przez ojca karmelitę.
Gdy Najświętszy Sakrament był ok. 1,5 m ode mnie widziałem jedynie ogromny jasny blask i niczego więcej nie widziałem. Wtedy zacząłem się trząść i dygotać na całym ciele i oblał mnie rzęsisty pot, tak, że koszulka w którą byłem ubrany, była całkowicie mokra. Nagle osłabłem i prosiłem żonę, aby mnie podtrzymała. To trwało ok. 1-2 minuty.
Odzyskałem widzenie otaczającego mnie świata, a kapłan przeszedł z Najświętszym Sakramentem do następnej grupy pielgrzymów. W tym momencie miałem niezachwianą pewność, że jestem zdrowy. Od tamtego czasu minęło 19 lat i jestem ciągle pod obserwacją lekarzy, ale nie ma objawów choroby nowotworowej.”.
Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej, prowadzi nas do Swego Syna i zawierza Jego Najsłodszemu Sercu. Zachęceni przykładem naszej Niebieskiej Matki wołajmy:
„Jezu, pełen miłosierdzia i dobroci dla dźwigających krzyż choroby, starości lub niepełnosprawności, obdarz swoją łaską i błogosławieństwem wszystkich cierpiących oraz tych, którzy im pomagają i leczą.
Umacniaj wiarę w sercach doświadczanych bólem i samotnością. Spraw, aby chorzy z nadzieją oczekiwali ulgi w cierpieniu i pociechy. Udziel im łaski głębokiej radości, pokoju serca, i odwagi, by dźwiganie krzyża było dla nich czasem wzrastania w wierze i chrześcijańskiej nadziei.
Chroń nas wszystkich przed rezygnacją i zwątpieniem w miłość Bożą. Tobie cześć i chwała, przez wszystkie wieki wieków. Amen”.
II
Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni u stóp Matki Bożej Bolesnej!
Papież Leon XIV zwraca się do nas ze słowem serdecznej zachęty: „Wznieśmy naszą modlitwę do Najświętszej Maryi Panny, Uzdrowienia Chorych; prośmy o Jej pomoc dla wszystkich cierpiących, potrzebujących współczucia, wysłuchania i pocieszenia, i błagajmy o Jej wstawiennictwo.”.
Prośmy Maryję, Matkę Jezusa, aby pomagała nam wiernie towarzyszyć i służyć Mu z pełnym miłości oddaniem, gdy każdego dnia spotykamy Go w naszych cierpiących braciach i siostrach – chorych i starszych, samotnych i opuszczonych, dotkniętych biedą materialną i zranionych nałogami.
Oczami wiary rozpoznajmy w każdym z nich Cierpiącego Pana. Ocierajmy w nich Jego umęczone oblicze, pocieszajmy Jego Serce, „ofiarujmy wraz z naszym gestem miłości słowo ufności, i sprawmy, by bliźni poczuł się kochany przez Boga jak dziecko”. Podążajmy razem jako „Pielgrzymi Nadziei”.
Krystyna z Pułtuska w dniu 14 lipca 2012 roku nawiedziła sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Stojąc przy tej ambonce, wzruszonym głosem powiedziała: „Z chorobą skórną stóp walczyłam ponad 25 lat, a dłoni około 15 lat. Pękała mi skóra na stopach i dłoniach, wyciekała krew i ropa. Ból nie pozwalał chodzić, rękoma nie mogłam nic robić. Leczyłam się prywatnie i w różnych lecznicach. Stosowałam różne maści, zawijałam nogi bandażami, plastrem zaklejałam dłonie. Stosowałam wszystko co mi kto doradził. Nic nie pomagało. Zawsze chodziłam w skarpetkach. Przez sen drapałam chore miejsca aż do krwi bo strasznie swędziało. Najgorzej było w upalne lata bo maści cuchnęły. Moja koleżanka Janeczka znała moją chorobę i zaproponowała mi wyjazd z pielgrzymką do Sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej. Przyjechałam do Obór wiosną 2009 roku. Byłam blisko ołtarza Matki Boskiej, modliłam się gorąco i strasznie płakałam. Przyjęłam Komunię świętą oraz szkaplerz Maryi. Jej brązową szatę przyjął także mój mąż, moje dzieci i wnuki – czyli wszyscy, którzy ze mną byli. Po Mszy świętej ojciec karmelita udzielił chorym błogosławieństwa.
W ciągu pół roku zauważyłam jak ustępują mi rany na nogach i dłoniach. Odstawiłam wszystkie leki i maści, zdjęłam bandaże i plastry. 13 marca 2010 roku ponownie przyjechałam do Obór, aby złożyć podziękowanie. Wtedy ze łzami, które dławiły mi gardło przeczytałam przed Ołtarzem Matki Boskiej Bolesnej świadectwo mojego uzdrowienia jakiego doznałam od Tej Matki przez ręce kapłana. Mija już 3 lata jak choroba mnie opuściła”.
Bracia i Siostry! Zwróćmy uwagę, że wszystko zaczęło się od rozmowy z koleżanką, która pełna współczucia i miłości, zaproponowała Krystynie udział w pielgrzymce autokarowej do Obór.
„W trosce Maryi odzwierciedla się czułość Boga – mówi papież Franciszek. Ta czułość uobecnia się w życiu licznych osób, które są blisko chorych i potrafią zrozumieć ich potrzeby, nawet najbardziej niedostrzegalne, ponieważ patrzą oczami pełnymi miłości”.
Pielgrzym Andrzej uzdrowiony z depresji pisze: „O sanktuarium Matki Boskiej Bolesnej w Oborach dowiedziała się przypadkiem moja żona. Już po dwóch nawiedzeniach tego świętego miejsca objawy choroby ustąpiły. To prawdziwy cud! Nie biorę już leków i czuję się dobrze. Jestem ogromnie wdzięczny Matce Boskiej i noszę na sercu Jej brązowy szkaplerz”.
Maria z Warszawy napisała:
„Na moje pierwsze spotkanie z Matką Bożą Bolesną w Oborach, przyjechałam autokarem z grupą pielgrzymkową z Warszawy - Białołęki. Było to 13 października 2012 roku. Tego dnia przyjęłam Szkaplerz Matki Bożej.
Koleżanki widząc jak płaczę podpowiedziały mi abym przed błogosławieństwem chorych, powiedziała kapłanowi o tym co mnie gnębi. Wtedy ze łzami w oczach powiedziałam o swoim żalu i rozpaczy która mnie męczyła od ponad 20 lat.
Kiedyś miałam dwoje dzieci. Miałam, bo po 9 latach leczenia na białaczkę, Pan Bóg zabrał mi synka. Miał 12 lat. Mógł żyć, bo miał całe życie przed sobą. Gdy odszedł, chodziłam jak w amoku, moje serce napełniło się czarą goryczy. Wtedy zwątpiłam. Moje serce skamieniało bo nie potrafiłam nawet przytulić młodszej córki, która wtedy bardzo potrzebowała ciepła i miłości. Byłam tak zrozpaczona, że nie widziałam tego co ona przeżywa po odejściu brata. Kiedyś powiedziała mi, że też chciałaby być taka chora jak jej brat, to może wtedy bym ją przytulia do siebie. Wówczas nie zdawałam sobie z tego sprawy jaką ogromną krzywdę nieświadomie jej wyrządziłam. Żal do Pana Boga trochę ustąpił jak zostałam babcią. Mam dwie wspaniałe wnusie. A mimo to, jak zbliżał się dzień odejścia synka, wszystko wracało jak bumerang. Żal, rozpacz, zwątpienie i pytanie "dlaczego" na które nie ma odpowiedzi. Pielgrzymując do Sanktuarium w Oborach, prosiłam Matkę Bolesną o uwolnienie mnie z więzów rozpaczy.
Podczas modlitwy o uzdrowienie podeszłam do kapłana. Stojąc przede mną ojciec karmelita poprosił mnie abym z ufnością podała mu swoje dłonie i powtarzała za nim słowa modlitwy, której nie pamiętam, a która zaczynała się słowami "Jezu, ufam Tobie". Zasnęłam w Duchu Świętym. Od tego momentu czułam się lekką, jakby ktoś zdjął mi ciężar z pleców.
11 kwietnia ubiegłego roku minęło 25 lat od odejścia mojego synka. Pierwszy raz od 25 lat nie płakałam. Teraz wiem i wierzę w to że to Matka Bolesna w Oborach wysłuchała mojej modlitwy i zdjęła ze mnie kajdany rozpaczy”.
Papież Franciszek nawiązując do obecności Maryi na weselu w Kanie Galilejskiej pięknie napisał: „Ileż nadziei dla nas wszystkich w tym wydarzeniu! Mamy Matkę, której oczy są czujne i dobre jak oczy Syna; Jej macierzyńskie serce jest pełne miłosierdzia, jak On; Jej ręce chcą pomagać, jak ręce Jezusa, (…) które dotykały chorych i ich uzdrawiały. Napełnia nas to ufnością i otwiera na łaskę i miłosierdzie Chrystusa. Wstawiennictwo Maryi pozwala nam zaznać pociechy (…). Maryja jest Matką pocieszenia, która pociesza swoje dzieci”.
Drodzy Moi! Postawa Maryi w Kanie Galilejskiej, Jej słowa i gest, są dla nas wezwaniem: „Wszystkie troski wasze przerzućcie na Pana, złóżcie w Jego rękach, gdyż Jemu zależy na was (por. 1P 5, 7). On umie współczuć waszym słabościom. Zaufajcie Jezusowi! Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie! (por. J 2, 5)”.
Postawa Maryi jest wzorem dla nas wszystkich, wzorem czujnej obecności i troskliwej miłości, wzorem otwartego serca i prawdziwej wyobraźni miłosierdzia, wzorem serdecznej bliskości i pokornej służby bliźniemu.
„Jej Słowa: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (J 2,5) skierowane do sług, są także zachętą dla nas, abyśmy oddali się do dyspozycji Jezusowi, który przyszedł nie po to, aby mu służono, lecz aby służyć” – mówi papież Franciszek.
Ojciec Święty zwraca uwagę, że cud w Kanie „następuje za sprawą Chrystusa, jednakże do dokonania nadzwyczajnego znaku chce On posłużyć się ludzką pomocą. Mógłby sprawić, by wino pojawiło się bezpośrednio w stągwiach, lecz chce włączyć we współpracę ludzi i prosi sługi, by napełnili je wodą. Jak cenne i miłe Bogu jest bycie sługami drugich! Bardziej niż cokolwiek innego upodabnia nas to do Jezusa, który „nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć” (Mk 10, 45). Te bezimienne postaci z Ewangelii uczą nas bardzo wiele. Nie tylko okazują posłuszeństwo, ale okazują je wielkodusznie: napełniają stągwie po brzegi (por. J 2, 7). Ufają Matce Jezusa i wykonują szybko i dobrze to, o co są proszone, bez narzekania, bez kalkulacji. (…)
My także – mówi papież, możemy prosić Jezusa miłosiernego, przez wstawiennictwo Maryi, Jego i naszej Matki, aby obdarzył nas wszystkich gotowością służby potrzebującym, a konkretnie naszym braciom i siostrom chorym. Niekiedy posługa ta może być męcząca, ciężka, ale jesteśmy pewni, że Chrystus Pan nie omieszka przeobrazić naszego ludzkiego wysiłku w coś boskiego. My również możemy być rękami, ramionami, sercami, które pomagają Bogu w dokonywaniu cudów, często ukrytych. My również, zdrowi lub chorzy, możemy ofiarować nasze trudy i cierpienia, jak tę zwykłą wodę, która wypełniła stągwie na weselu w Kanie Galilejskiej i została przemieniona w najlepsze wino. (…)
Jeśli będziemy umieli słuchać głosu Tej, która mówi również do nas: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”, Jezus zawsze będzie przemieniał wodę naszego życia w wyborne wino”.
Maryja niestrudzenie swoim przykładem i wstawiennictwem uczy i pomaga nam być prawdziwymi świadkami codziennych małych cudów Bożej miłości i czułej bliskości Boga.
„Wszystkim, którzy służą chorym i cierpiącym, życzę, by ożywiał ich duch Maryi, Matki Miłosierdzia” – mówi papież Franciszek.
„Słodycz Jej spojrzenia niech nam towarzyszy, abyśmy wszyscy potrafili odkryć radość z czułości Boga i aby odzwierciedlała się ona w naszych sercach i w naszych gestach”.
Dlatego, drodzy bracia i siostry, odnówmy dzisiaj nasze całkowite oddanie Niepokalanemu Sercu Maryi i pozwólmy Jej działać w nas i przez nas. W jej wierze szukajmy oparcia i umocnienia dla naszej wiary, i naszej posługi bliźniemu. Bądźmy przedłużeniem Jej ramion, aby mogła wszystkie swoje dzieci przynieść w radości do Serca Jezusa, naszego Niebieskiego Lekarza i Zbawiciela.
III
Drodzy bracia i siostry! Pełni radości gromadzimy się dzisiaj w Oborskim Karmelu.
Ewangelia mówi nam, że na wesele w Kanie „zaproszono także Jezusa i Jego uczniów” (por. J 2, 1). Dzięki temu nowożeńcy zaraz na początku swojej wspólnej drogi doświadczyli troskliwej miłości i bliskości Boga, Jego czułej opieki i błogosławieństwa.
Tak było w Kanie, tak jest także dzisiaj. Zmartwychwstały Chrystus, Dobry Pasterz, przychodzi do nas w swoich kapłanach, aby przez ich namaszczone dłonie wylewać na nas swoje miłosierne błogosławieństwo. Pan Jezus przychodzi do naszego domu z „kolędowym” błogosławieństwem udzielanym przez naszych duszpasterzy. Obdarza nim nasze dzieci, uświęca małżonków i wspiera rodziców, uzdrawia i pociesza chorych, podtrzymuje starców napełniając ich pokojem i pogodną nadzieją sięgającą Nieba, ochrania nasze domostwa i uświęca naszą pracę. Pragnie, by to błogosławieństwo związane z wizytą duszpasterską kapłana towarzyszyło nam przez cały rok, aż do następnej „kolędy”. Tak bardzo my słabi ludzie potrzebujemy tego Chrystusowego błogosławieństwa, potrzebujemy Jego łaski, aby wiernie podążać Jego śladami „od betlejemskiej groty aż na szczyt Golgoty”, drogą doskonałej miłości Boga i ludzi. Bez Niego, bez pomocy Jego łaski, jest to niemożliwe. Dlatego też przez siostrę Faustynę mówi Pan Jezus do każdego z nas: „złączona z moją prawicą dokonasz wszystkiego" (Dz. 1374). Drodzy Moi! Podobnie jak Faustyna, także i my, uchwyćmy się mocno i ufnie Jego prawicy.
Błogosławiony ks. Michał Sopoćko, spowiednik i kierownik duchowy s. Faustyny, naucza:
„Błogosławić to znaczy wyjednywać łaski boskie dla ciała i duszy wiernych, dla ich doczesnego i wiecznego dobra. Błogosławić może tylko ten, kto jest zastępcą i przedstawicielem Boga. Kapłan jest właśnie takim zastępcą i dlatego błogosławi w takiej rozciągłości, że wierni cisną się do niego, by otrzymać te błogosławieństwa dla siebie i swoich. Jest to wielkie miłosierdzie Boże, o którym Kościół wspomina w modlitwach liturgicznych, odmawianych podczas tych czynności, np. modlitwy nad ciężko chorymi”.
Można powiedzieć, że kapłani, którzy udzielają chorym Chrystusowego błogosławieństwa są jak słudzy weselni z Kany do których Maryja rzekła: „Zróbcie wszystko, cokolwiek Syn mój wam powie”. Słudzy umocnieni wiarą Maryi i posłuszni Panu swoimi rękami napełnili stągwie wodą i zanieśli ucztującym, kapłani natomiast posłuszni Chrystusowi, w Jego imię kładą z wiarą swoje ręce na chorych. Tam Chrystus dokonał cudu przemiany wody w wino. Tutaj Boski lekarz dokonuje cudu uzdrowienia chorych. Słudzy napełniają stągwie wodą, kapłani kładą swoje ręce na chorych, a sam Chrystus Pan dokonuje przemiany swoją Boską mocą. Albowiem Jezus Boski Lekarz obiecał: „Tym zaś, którzy uwierzą te znaki towarzyszyć będą. W Imię Moje na chorych ręce kłaść będą, a ci odzyskają zdrowie”. Kapłan pełen miłości do chorego kładzie z wiarą swoje namaszczone dłonie, a Chrystus uzdrawia, pociesza i umacnia w niesieniu krzyża. Nie patrz zatem na kapłana, którym Jezus się jedynie zasłania i posługuje, ale oczami wiary rozpoznaj w przychodzącym do ciebie słudze ołtarza miłujące Oblicze Tego, który wyciąga ku tobie swoje miłosierne dłonie i mówi: Nie bój się, wierz tylko!
Nie bój się Tego, który cię kocha. Niech Cię nie przestraszy twoja słabość i słabość tego, którym miłosierny Zbawiciel jedynie się zasłania i posługuje. Przyjdź do Niego taki jaki jesteś, w całej prawdzie swego sumienia, z całą historią swego życia, ze wszystkimi swoimi brakami, całą swoją nędzą i swoim poranionym sercem. Dla Niego, tak jak dla Maryi, nie jesteś beznadziejnym przypadkiem, ale Jego umiłowanym dzieckiem. On kocha Ciebie i wszystko może przemienić, tak jak w Kanie, gdzie przemienił wodę w wino. Jego wszechmocna miłość i czuła troska to sprawiła, bezsilna wobec wiary i pokornej prośby niepokalanego serca Jego Matki, przynosząc wszystkim pokój i radość wspólnego świętowania. A zatem nie lękaj się niczego. Przyjdź do Jezusa i ofiaruj Mu swoje biedne serce, biegnij do Niego, jak dziecko do matki, aby wtulić się w Jego ramiona i zawołać: „Jezu, ufam Tobie!”. Czyń tak codziennie, a nie zabraknie Ci „wina” Jego miłości. Przyjmij dzisiaj Jego błogosławieństwo, przyjmij to nowe wylanie Ducha Świętego, Pocieszyciela, którym pragnie opatrzyć i uleczyć twoje zranione serce oraz udzielić Ci duchowego i fizycznego pokrzepienia.
Marianna z Baranowa napisała:
„Urodziłam się i mieszkam na Kurpiach. Należę do parafii pod wezwaniem św. Bartłomieja Apostoła w Baranowie, diecezja łomżyńska.
W 1999 roku miałam poważny wypadek. Tydzień po śmierci mojego ojca, razem z moją koleżanką szłyśmy publiczną drogą na parafialny cmentarz. Tego dnia nie osiągnęliśmy celu naszej drogi, ponieważ niespodziewanie uderzył w nas z tyłu szkolny autobus. Ja dostałam się pod środek tego pojazdu, a moja koleżanka dostała się pod same koła i zginęła na miejscu. Mnie przewieziono do szpitala.
Dziękuje Panu Bogu i Matce Najświętszej, że dane mi było żyć dalej. Zawsze modlę się za moją koleżankę. W mojej pamięci pozostał trwały obraz tego tragicznego zdarzenia.
Od chwili wypadku czułam niepokój, byłam bardzo płaczliwa, zamknięta w sobie, czułam lęk. Po wyjściu ze szpitala zaczął się w moim życiu koszmar. Od tego momentu już byłam osobą bardzo znerwicowaną. Jeździłam do wielu lekarzy, ale to nie pomogło mi. W końcu dostałam udaru głowy, niedowład lewostronny, a później doświadczyłam depresji.
Jestem osobą samotną. W pewnym momencie zdecydowałam brać udział w autokarowych pielgrzymkach. Znajomi zaproponowali mi Obory. Tutaj po gorącej modlitwie i błogosławieństwie z nałożeniem rąk kapłańskich „zasnęłam” w Duchu Świętym i doznałam łaski uzdrowienia. Głowa przestała boleć, minął niedowład i depresja. Teraz czuję się bardzo dobrze i nie biorę leków. Jestem bardzo szczęśliwa i dziękuję Panu Bogu i Matce Najświętszej za ten cud w moim życiu. Od tamtego pamiętnego czasu postanowiłam odwiedzać Obory każdego roku”. Pod świadectwem p. Marianny swój podpis umieścił ks. Proboszcz.
Małgorzata pisze: „Zachorowałam w styczniu 2010 roku. Na nogach pojawił się rumień guzowaty, bóle stawów, leczenie sterydami, potem 3 miesiące leczenia szpitalnego na trzech oddziałach. W końcu stwierdzono – sarkoidoza. Szybko się u mnie rozprzestrzeniała, było z czasem coraz gorzej. W Warszawie, w Poradni Sarkoidozy, poddano mnie badaniu mechaniki oddychania. Dr Saszka stwierdziła, że mam nieodwracalnie bardzo zniszczone oskrzela, a z czasem choroba zaatakuje cały organizm. Uznano, że mój stan jest na tyle krytyczny, że trzeba podawać najmocniejsze leki.
(…) W kwietniu 2012 roku pojechałam do Obór z pielgrzymką autokarową. Modliłam się gorąco o moje zdrowie. Podczas błogosławieństwa chorych dostąpiłam „zaśnięcia w Duchu Świętym” i poczułam ciepło w klatce piersiowej.
Po tym pojechałam do Warszawy na badania. Pani doktor była zaskoczona moimi wynikami, jak stwierdziła „są rewelacyjne”. Po dodatkowych badaniach dodała, że choroby nigdzie nie ma, a parametry oskrzeli uległy znacznemu polepszeniu. Już się nie dusiłam. Dla niej była to dziwna sytuacja. Dla mnie nie, to moc Boża.
Za wstawiennictwem Matki Bożej Bolesnej odzyskałam zdrowie. Staram się teraz co miesiąc przyjeżdżać do Obór i proszę o łaski uzdrowienia dla moich bliskich i znajomych, bo tu, w Oborach wszystko można wyprosić”.
Hanna, lekarz stomatolog z Gdańska, pisze:
„Od 2007 roku należę do Wspólnoty „Marana tha”. W pierwszą niedzielę marca 2013 roku nawiedziliśmy Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Oborach. Po Mszy świętej sprawowany był liturgiczny obrzęd błogosławieństwa chorych. Ojciec karmelita modlił się nad każdym indywidualnie, a przed modlitwą zachęcał, że jeśli ktoś na coś choruje może poprosić Pana Jezusa o uzdrowienie. Nie zamierzałam prosić o uleczenie, ale zachęcona słowami kapłana, zaraz na początku modlitwy powiedziałam: „Proszę Cię, Panie Jezu, o uzdrowienie z bólu kręgosłupa, bólu lewego stawu barkowego i łokciowego” Na bóle kręgosłupa uskarżałam się od wielu, wielu lat, a przez ostatnie miesiące brałam tabletki i stosowała maść na bark i staw łokciowy. I dalej mówiłam: „Panie Jezu, oddaję Ci moje życie, moją wolę, oddaję Ci się cała”. I wówczas po raz pierwszy zasnęłam w Duchu Świętym. Czułam niesamowitą Miłość, Dobroć, Błogość. Nie mogłam otworzyć oczu, a jednocześnie miałam zachowaną pełną świadomość. Słyszałam głosy modlących się osób, nawet zimno posadzki. Po 3 tygodniach zorientowałam się, że zupełnie nie boli mnie ani ręka, ani kręgosłup. Ale czekałam ze świadectwem, myśląc, że to może chwilowa poprawa. Ale już po miesiącu dawałam świadectwo, wiedząc, że zostałam uzdrowiona. Jest lipiec i ani razu nie bolało. Mam nowy kręgosłup i nową lewą rękę. Mogę dźwigać ciężary. Chwała Panu i dzięki Matce Przenajświętszej”.
Drodzy bracia i siostry!
To spotkanie z Matką Bolesną niesie zawsze łaskę duchowego pokrzepienia, przywraca pokój i nadzieję, umacnia i dodaje odwagi do dalszej drogi, przemienia i rozpala serca ogniem Bożej miłości, wprowadza na drogę przebaczenia i pojednania, a chorych obdarza łaską ufnego przyjęcia i poddania się woli Ojca Niebieskiego oraz uzdrawiającą mocą Jezusowego błogosławieństwa.
Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej, prowadzi nas do Swego Syna i zawierza Jego Najsłodszemu Sercu. Zachęceni przykładem i wstawiennictwem naszej Niebieskiej Matki wołajmy: Jezu, ufam Tobie!
„Od Niego uczymy się wrażliwości na człowieka chorego, niepełnosprawnego. To On pochylał się nad ich cierpieniem, uzdrawiał i wskrzeszał. To On utożsamiał się z chorymi i cierpiącymi, mówiąc: „Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (por. Mt 25, 40)” (Bp Stefan Regmunt).
„Tobie, Jezu, który poprzez swoją mękę obdarzyłeś nas nadzieją życia wiecznego, zawierzamy wszystkich chorych, starszych, niepełnosprawnych, słabych i opuszczonych.
Wspieraj swoją łaską i obdarzaj potrzebnymi mocami tych, którzy w domach, hospicjach i szpitalach, jednoczą się z Tobą przez cierpienia fizyczne lub duchowe.
Spraw, aby nie zabrakło im odwagi do dźwigania krzyża, tak by przeżywali swe cierpienia w duchu miłości i ofiary za zbawienie świata.
Błogosław, Panie, także wszystkim, którzy leczą chorych i opiekują się nimi. Wypełnij ich serca cierpliwością i łagodnością, aby w cierpiących odkrywali Twoje, pełne blasku i świętości, Oblicze”. Amen.
IV
Drodzy bracia i siostry!
Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej, zawsze przychodzi i prowadzi nas do swego Syna. Uczy nas całkowitego zaufania Jezusowi i Jego Ewangelii. Mówi: „zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie” (por. J 2, 5). „To ostatnie Jej słowa zapisane w Ewangeliach: są Jej testamentem, który przekazuje każdemu z nas. To jest spadek, jaki nam pozostawiła i jest on piękny!” – mówi papież Franciszek.
Maryja pragnie, by Jezus był zawsze na pierwszym miejscu w naszym sercu, w naszym życiu, w naszym małżeństwie, w naszym domu rodzinnym.
Sylwester i Luiza z Warszawy napisali:
„Do Sanktuarium Oborskiego przyjechaliśmy pierwszy raz w lipcu 2012 roku. Od tego dnia co miesiąc pielgrzymujemy do Matki Boskiej Bolesnej. Przyjęliśmy Ją do siebie, całą rodziną w znaku Szkaplerza Świętego, jesteśmy pod Jej płaszczem. Ona przemieniła nasze życie. Od wielu lat żyliśmy [bez ślubu kościelnego] w związku niesakramentalnym. W naszym życiu zaistniał „cud nad cudy” Matka Boska Szkaplerzna skutecznie zadziałała i zaradziła naszej grzeszności. Rozpaliła nasze serca i oczyściła jak dobra Mama i doprowadziła do momentu że 22 kwietnia 2013 r. zostaliśmy pobłogosławieni sakramentem małżeństwa w Sanktuarium Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki na Żoliborzu. Przyjęliśmy też Sakrament Bierzmowania. Na nowo zostaliśmy zrodzeni. Nie opuszczamy Mszy Św. niedzielnej. Jesteśmy szczęśliwą rodziną pod opieką Królowej Szkaplerza Świętego”.
Drodzy Moi! Nasza niebieska Matka pragnie byśmy zaprosili Jezusa i budowali nasz dom, nasze życie, na mocnej skale Jego Ewangelii: „zróbcie wszystko, cokolwiek [mój Syn] wam powie”. A wtedy niczego nam nie zabraknie, nie zabraknie „dobrego wina” wzajemnej miłości, bo będzie z nami Chrystus, będzie Jego łaska i błogosławieństwo.
Kilka lat temu zadzwonił do klasztoru Stefan z Braniewa informując, że razem ze swoją żoną pragną nawiedzić oborskie sanktuarium. Kiedy następnego dnia rano otwierałem kościół on już był pod drzwiami.
- Ojcze, przyjechaliśmy – powiedział.
- No to wejdźcie, zapraszam.
- Zaraz ją przyniosę.
- Pójdę z Panem.
Poszliśmy na plac przed bramę kościelną. W samochodzie siedziała Krystyna, drobna, szczuła osoba. Od dziesięciu lat chora na stwardnienie rozsiane. Stefan delikatnie wziął żonę na ręce i przyniósł do kościoła.
Mój Boże, jak oni się kochają – pomyślałem, patrząc jak niesie ją przez kościół do samego ołtarza.
Krystyna znalazła się na krześle u stóp Matki Bolesnej. Tutaj modliła się na różańcu, przyjęła sakramenty święte i szkaplerz Maryi. Pokrzepiona na duchu, pełna pokoju i nadziei wracała do domu, okryta płaszczem opieki Matki Bożej. Była szczęśliwa i wdzięczna mężowi, że przyniósł ją tutaj do Domu Maryi, ponad 200 kilometrów.
Drodzy Moi! Właśnie tutaj, przy Sercu Maryi Bolesnej, która z pełnym miłości oddaniem towarzyszyła swemu Ciepiącemu Synowi na kalwaryjskiej drodze, która pod Jego krzyżem wiernie stała (por. J 19,25), uczymy się tej pięknej miłości, prawdziwej miłości, wiernej i ofiarnej, tej ślubowanej przy ołtarzu: "...oraz, że cię nie opuszczę, aż do śmierci".
Dlatego wśród wotów dziękczynnych umieszczonych wokół Cudownej Figury Matki Bożej Bolesnej znajduje się tak wiele obrączek ślubnych, wiele z nich zostało wykorzystanych do wykonania złotych koron dla Pana Jezusa i Matki Bolesnej.
Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej niestrudzenie prowadzi nas do Jezusa, powierza Jego Sercu i zwraca z macierzyńskim wezwaniem: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie!”
Niedawno pewien młody chłopak pochodzący z naszej oborskiej parafii, obecnie od kilku lat mieszkający i pracujący w Anglii, poprosił mnie o egzemplarz Pisma Świętego. On tym Słowem Bożym żyje, czyta w domu i w kościele, jako lektor podczas niedzielnej Eucharystii w Polskiej Misji Katolickiej, pragnie by ono zawsze go prowadziło i kształtowało jego życie i życie jego młodej rodziny.
Papież Franciszek zachęca „do nawiązania bliskiej więzi z Ewangelią i noszenia jej przy sobie, aby była jak kompas wskazujący drogę, którą należy podążać”.
Piękne świadectwo życia Słowem Bożym spotkałem niedawno odwiedzając chorych w naszej Parafii. To starsze małżeństwo z Obór, które w tym roku przeżywa 65 rocznicę ślubu. Pani Genowefa podeszła do mnie, aby pokazać Biblię, którą otrzymali 40 lat temu od ojca karmelity z okazji srebrnego jubileuszu swego małżeństwa. Zauważyłem, że ich małżeńska Księga Pisma Świętego miała już mocno pociemniałe i wytarte karty i okładkę. Pani Genowefa ze szczęściem na twarzy mówiła, że często ją otwierali i wspólnie czytali. To Słowo Boże ich prowadziło, pocieszało i umacniało przez 40 lat wspólnej drogi.
Bracia i Siostry! Wsłuchując się w słowo Boże widzimy, jak ono wytycza i wyświetla nam niczym nadprzyrodzony GPS drogę zbawienia – drogę do świętego życia, a ostatecznie do Nieba.
Dobrze by było, gdybyśmy codziennie czytali, słuchali i rozważali Słowo Boże przez przynajmniej 15 min. Któryś ze świętych powiedział, że taka praktyka pomaga nam zrozumieć wszystkie problemy świata. Jeśli nie będę się wsłuchiwał w Słowo Boże, to będę na ślepo przyjmował to, co głosi świat. A dziś głosi on wiele rzeczy, które są niezgodne z Ewangelią. Dlatego muszę się zastanawiać: Ludzie tak mówią, ale czy Pan Bóg tak mówi i czy tego chce? Wtedy, gdy jesteśmy posłuszni Bożemu Słowu, ono prowadzi nas Bożymi drogami i stajemy się uczniami Chrystusowymi. Bł. Stefan Wyszyński przypomina: „Nie Kościół ma się przystosować do świata, tylko świat ma się przystosować do Ewangelii. Nie wystarczy w Boga wierzyć, trzeba jeszcze Bogu zawierzyć. Nie wystarczy o Bogu słyszeć, trzeba Go jeszcze usłyszeć.
Tego uczy nas Maryja, Matka Słowa Wcielonego, gdy zwraca się do nas z serdeczną zachętą: „Zróbcie wszystko, cokolwiek Mój Syn, wam powie!”. Tą matczyną zachętę potwierdziła całym swoim życiem, jako Jego pierwsza i najwierniejsza uczennica, jako Matka i Służebnica Słowa Wcielonego.
Do tego wzywa nas Piękna Pani z Medjugorie mówiąc: „Drogie dzieci, żyjcie radośnie przesłaniami Ewangelii, które powtarzam wam od czasu, kiedy jestem z wami”(25 grudnia 1996). „Wzywam was, byście w swoich domach każdego dnia czytali Biblię i niechaj będzie ona na widocznym miejscu, tak by was zawsze pobudzała do jej czytania i do modlitwy” (18 października 1984). „Umieśćcie Pismo święte na widocznym miejscu dla swojej rodziny, czytajcie je, rozmyślajcie i uczcie się jak Bóg miłuje swój lud” (25 stycznia 1999). „Każda rodzina powinna się wspólnie modlić i czytać Biblię” (14 luty 1985).
Ojciec Jozo Zovko, chorwacki franciszkanin, dawny proboszcz z Medjugorie, podczas spotkania z Polakami mówił:
„Kiedy wrócisz do domu, wtedy zetrzyj kurz zapomnienia z twojej Biblii i pojednaj się ze Słowem Jezusa, pojednaj się ze Słowem Bożym. Poproś, aby tobie przebaczył, że ty o nim zapomniałeś. I zacznij z miłością i ogniem czytać Biblię, tak jak tego pragnie Matka Boża. Ona pragnie, abyś umieścił Biblię na szczególnym miejscu. Abyś codziennie otworzył Biblię i udzielił głosu Jezusowi. A kiedy skończysz czytać, zawsze ją pocałuj. A kiedy twój synek zapyta: Tato, dlaczego pocałowałeś Biblie? Ty odpowiedz, że ten pocałunek jest dla Jezusa. My pragniemy dzisiaj powiedzieć: Panie Jezu, my kochamy Twoje Słowo. Będziemy go nosić w swoim sercu. Dziękujemy, że do nas mówisz”.
V
Drodzy bracia i siostry!
Odczytując uważnie ewangeliczną scenę z Kany Galilejskiej widzimy jak Maryja swoimi słowami i osobistym przykładem prowadzi wszystkich do Chrystusa. On – jako prawdziwy Syn Boży i jedyny Zbawiciel świata – jest w centrum całego wydarzenia.
Drodzy Moi! Także tutaj, w ciszy Oborskiego Karmelu, Mater Dolorosa obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i prowadzi do swego Najmilszego Syna, obecnego i działającego w Kościele, czekającego na nas w osobie kapłana przy kratkach konfesjonału. Zawierza nas Sercu Niebieskiego Lekarza i składa w ramionach Jego miłosierdzia. Wzywa do prawdziwej przemiany naszego serca i odnowy naszego życia, aż dojdziemy wraz z Chrystusem na szczyt Bożej Chwały.
Teresa z Warszawy o swoim pielgrzymowaniu do Matki Bolesnej napisała: „Mogę powiedzieć, że w Oborach narodziłam się dla Boga. To nie był przypadek, że trafiłam do Oborskiego Sanktuarium. To Matka Boża upomniała się o swoją „zabłąkaną owieczkę”, zaprosiła do Siebie i otuliła Swą karmelitańską szatą – Szkaplerzem świętym. Tu otrzymałam skuteczną pomoc.
Przez lata „zafascynowana byłam kulturą i filozofią Dalekiego Wschodu, co spowodowało, że oddaliłam się od Kościoła. (…)
W okultyzmie tkwiłam po uszy, nie mając świadomości, że te bezwartościowe i szkodliwe starania niosą duchowe zagrożenia. (…)
Jestem pewna, że od złego chroniły mnie modlitwy Mamy, która jak się później dowiedziałam, modliła się i zamawiała nawet msze św. w moich intencjach. (…)
W niedługim czasie [po jej śmierci] otrzymałam propozycję autokarowej pielgrzymki do Sanktuarium w Oborach. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tym miejscu. (…)
Oczywiście odbyłam spowiedź świętą z mojej „przygody” z okultyzmem, pozbyłam się licznych książek i gadżetów typu pierścienie Atlantów, amulety, posążki. (…)
Pielgrzymowanie do Matki Bolesnej przyniosło zmianę mojego życia, (…) wkroczyłam na drogę ku dojrzałości chrześcijańskiej, uczestniczę we mszach świętych, regularnie przystępuje do sakramentów św., szczególnie Pokuty i Eucharystii, dołączam wytrwałą modlitwę różańcową, czytam Pismo Święte, staram się być użyteczna dla innych.
Teraz już wiem, że nie ma drogi na skróty, jak czyniłam to wcześniej, szukając technik do szczęścia. Zewnętrzny świat nie jest w stanie zaspokoić naszych najgłębszych pragnień. Prawdziwego szczęścia i pokoju nie da się uzyskać przez stosowanie zewnętrznych metod udoskonalających. Tylko Bóg może dać nam pociechę i wewnętrzny pokój. To Bóg ma najlepszy plan na nasze życie. Musi jednak nastąpić przemiana naszego serca i sposobu myślenia, a w konsekwencji przemiana naszego postępowania. Podjęłam ten trud przemiany, trud duchowej wędrówki z Bogiem. Nigdy nie jest za późno, aby poprawić swoją relację z Panem Bogiem i bliźnimi. To Maryja jest Matką mojej duchowej odnowy, to Maryja jest drogą do Chrystusa, Jej prowadzenie czuję nieustannie. (…)
Maryjo, bądź mi nadal Przewodniczką na drodze wiary!”.
Drodzy bracia i siostry, zgromadzeni w Oborskim Sanktuarium! Maryja, tak jak w Kanie Galilejskiej, obejmuje nas swoim czułym spojrzeniem i miłością swego serca, oręduje za nami i wzywa do wiernego podążania śladami Jej Syna: „Zróbcie wszystko cokolwiek wam powie”.
Możemy z całym przekonaniem stwierdzić, że to wezwanie Maryi dotyczy nie tylko wszystkich słów Jezusa zapisanych na kartach Ewangelii, ale także Jego czynów, a w sposób szczególny i najbardziej istotny odnosi się ono do „misterium paschalnego Chrystusa”, a więc do „godziny” Jego zbawczej męki, śmierci i chwalebnego zmartwychwstania. Nasza Niebieska Matka niestrudzenie wzywa nas do wierności naszemu chrzcielnemu powołaniu – do codziennego podążania śladami Jej Syna: „przez krzyż do Nieba”. Ona pierwsza przeszła tę jedyną drogę i bramę zbawienia, zjednoczona z Ofiarą Miłości swego najdroższego Syna, o czym w przejmujący sposób przypomina nam Pieta umieszczona w ołtarzowym tronie Oborskiego Sanktuarium.
Na jednym z kamieni ofiarowanych i umieszczonych u stóp Ukrzyżowanego Zbawiciela przy XII Stacji na Oborskiej Kalwarii umieszczono napis: „W łączności z Chrystusem Cierpiącym – Pielgrzymi z Gdańska”.
Bracia i Siostry! To jest bardzo ważne, aby podczas naszych życiowych doświadczeń za przykładem Maryi łączyć się z Chrystusem i Jego zbawczą Ofiarą Krzyża, która uobecnia się sakramentalnie na ołtarzu w każdej Mszy świętej, aby z wiarą i miłością łączyć się ze Zbawicielem dźwigającym krzyż na Kalwarię, aby trwać w zjednoczeniu z Nim, jak latorośl w winnym krzewie, poprzez codzienną modlitwę i sakramenty święte – szczególnie regularną spowiedź i częstą komunię świętą. Nigdy sami, ale zawsze z Jezusem, podtrzymywani Jego ramionami i pocieszeni czułością Jego Serca. Prowadzeni przez światło Jego Krzyża pod płaszczem opieki naszej Niebieskiej Matki.
Matka Bolesna jest naszą najczulszą Matką i pewną Przewodniczką w wędrówce śladami ofiarnej miłości Jezusa na szczyt Bożej Chwały, i przypomina obietnicę Syna: „Smutek wasz przemieni się w radość, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać” (por. J 16, 20.22). Ku tej radości paschalnej prowadzi nas Maryja, gdy mówi: „Zróbcie wszystko cokolwiek mój Syn wam powie”. Amen.
o. Piotr Męczyński OCarm.