10/07/2026
MOJE SPOTKANIE Z BOGIEM
Pochodzę z rodziny katolickiej, od dziecka byłam jedyną osobą religijną w swojej rodzinie, pamiętam jak nie raz modliłam się o rodziców, o to by zaczęli chodzić do kościoła katolickiego. Z czasem moja religijność zaczęła słabnąć. Około 16 roku życia zaangażowałam się w ruch hippisowski, z grupą moich znajomych zaczęłam jeździć na zloty hippisowskie (prowadzone przez Księdza), koncerty. Nie był to bardzo długi okres w moim życiu, ale z dzisiejszej perspektywy mogę powiedzieć, że te środowisko, a raczej ta kultura miała na mnie bardzo duży wpływ.
Muzyka,ludzie, wydawało mi się że to kwintesencja hasła – miłość, wolność, pokój, byłam zafascynowana tym ruchem. Na tamten moment nie przeszkadzało mi, że normalne w tym ruchu jest branie narkotyków, jednak doświadczałam jakby jakaś ponad naturalna siła powstrzymywała mnie, chociaż zapewne gdybym tam pozostała doszłoby by do spróbowania i nie wiadomo jak by potoczyło się moje życie, czy jeszcze bym żyła.
Do zdarzeń z ruchem hippisowskim jeszcze wrócę.
Na drodze do spotkania z Bogiem istotnym zdarzeniem było nawrócenie mojego kolegi z paczki, metalowca. Któregoś dnia opowiedział historię swego nawrócenia, wydawała mi się bardzo ciekawa, ale na tamten moment nie rozumiałam sedna tego o czym on mówił.
I teraz wrócę do ruchu hippisowskiego, kiedy miałam 17 lat postanowiłam wybrać się na pielgrzymkę do Częstochowy, organizowaną przez księdza od zlotów hippie, na tej pielgrzymce wydarzyła się kolejna rzecz, która miała wpływ na moje spotkanie z Bogiem. Ten ksiądz jak na tamte czasy (rok 1988) był bardzo rewolucyjny, ponieważ pozwalał osobom z kościoła zielonoświątkowego dzielić się swoimi świadectwami nawrócenia i to w czasie mszy. Tak jak poprzednio, jak przy opowiadaniu o swoim nawróceniu przez mojego kolegę, czułam, że coś mnie porusza, ale prawda przesłania nie docierała do mnie.
Po wakacjach 1988 roku wróciłam do szkoły, uczyłam się wtedy w Białymstoku i mieszkałam w internacie. Mój kolega o którym pisałam już wcześniej, poprosił bym pozdrowiła jego znajomą, która też mieszkała w tym samym internacie. Dodał , że ona jest z kościoła zielonoświątkowego, na tamtą chwilę praktycznie nic nie wiedziałam na temat tego kościoła.
Przekazałam pozdrowienia i zaczęłam wypytywać o ten kościół. Ewa , bo tak nazywała się ta dziewczyna właściwie powiedziała mi tylko jedną rzecz, że oni modlą się na językach, nie wiedziałam kompletnie o co chodzi, a ponieważ byłam dosyć odważna (i ciekawa ;)) powiedziałam że chcę to zobaczyć. Była to mała grupa, która spotykała się w domu, kiedy zaczęli się modlić- wszyscy naraz, nikt za bardzo na nikogo nie zwracał uwagi doświadczyłam czegoś ponad naturalnego, prawda o zbawieniu z grzechów przez krzyż Jezusa Chrystusa dotarła do mnie osobiście, to co wcześniej słyszałam nagle stało się tylko dla mnie, tak jakby Jezus umarł tylko za mnie. Moją reakcją (nikt mnie w tym nie prowadził) było,że ja chcę dla Niego żyć, oddać Mu swoje serce, życie, wszystko, żeby był moim Panem. Dopiero później odkryłam w Słowie Bożym, że zrobiłam dokładnie jak w liście do Rzymian 10/9-10- BO JEŚLI USTAMI WYZNASZ, ŻE JEZUS JEST PANEM I UWIERZYSZ W SERCU SWOIM, ŻE BÓG WZBUDZIŁ GO Z MARTWYCH, BĘDZIESZ ZBAWIONY. Wierzę,że wtedy narodziłam się nowo jako duchowa istota , wg tego co powiedział Jezus- musicie się nowo narodzić ( Ewangelia wg św. Jana rozdział 3).
I tak od tego czasu zaczął się nowy rozdział w moim życiu, chodzenie z Bogiem, słuchanie Go, a nie tylko wiedza o Nim. Wcześniej próbowałam czytać Pismo Święte (jak pamiętacie byłam religijną katoliczką), ale nic nie rozumiałam, po tym doświadczeniu z Bogiem jakby ktoś otworzył mi oczy, wszystko rozumiałam i nie mogłam oderwać się od czytania tej księgi. Zaczęło się nie tylko czytanie Bożych słów, ale życie nimi. Zadawałam pytania Ewie ( zaprzyjaźniłyśmy się) na temat katolicyzmu, ale ona nie chciała mi odpowiadać , mówiła tylko czytaj Biblię, szukaj odpowiedzi. No i czytając znajdowałam. To co znalazłam doprowadziło mnie do decyzji o odejściu z kościoła katolickiego.
Za jakiś czas minie 40 lat podążania drogą z Panem Jezusem, ta droga jest różna, raz na „górze” raz w „dolinie”, ale to jest najlepsze co mogło mi się przydarzyć w życiu. Z pewnością gdybym wtedy nie spotkała żywego Boga na swojej drodze, nie wiadomo jak by potoczyło się moje życie. Dzisiaj jestem osobą wolną od nałogów, mogę cieszyć się życiem bez „wspomagaczy”.
Tą historią chcę oddać chwałę Bogu, za to, że to On mnie odnalazł , jest ze mną codziennie i obiecał, że nigdy mnie nie opuści. Kiedyś Iza (osoba z mojego kościoła) mówiła do nas ,trzymaj się Jezusa. Kończąc moją historię – TRZYMAJ SIĘ JEZUSA.
Ania