22/08/2026
Chciałbym zaprosić Was dziś do refleksji nad scrollowaniem.
Scrollowanie jest chyba pierwszą czynnością w historii, podczas której człowiek może przez godzinę coś robić i po godzinie nie umie powiedzieć, co właściwie robił. Palec przesunął ekran setki razy, oczy zobaczyły dziesiątki twarzy, wiadomości, tragedii, żartów, reklam i cudzych wakacji, a w głowie zostało zaskakująco niewiele. To nie jest zwykłe marnowanie czasu. Dzieje się coś bardziej subtelnego: przyzwyczajamy umysł, że nic nie zasługuje na zatrzymanie. Film ma kilka sekund, zdjęcie sekundę, zdanie jeszcze mniej. Jeśli coś natychmiast nie zainteresuje, następne. W końcu ten odruch zaczyna wychodzić poza ekran. Trudniej przeczytać kilka stron książki, wysłuchać człowieka, który opowiada za długo, zostać przy jednej myśli, wytrzymać ciszę. Scrollowanie nie tylko zabiera uwagę. Ono powoli uczy, że zawsze może istnieć coś ciekawszego od tego, co właśnie jest przed nami.
Najdziwniejsze jest jednak to, że scrollujemy często nie dlatego, że czegoś szukamy, ale dlatego, że nie chcemy przez chwilę niczego znaleźć w sobie. Wystarczy kilka sekund bez zajęcia: kolejka, winda, przystanek, łóżko przed snem. Ręka niemal sama sięga po telefon. Jakby cisza stała się czymś podejrzanym, pustym miejscem, które trzeba natychmiast czymś wypełnić. A przecież właśnie w takich pozornie niepotrzebnych chwilach człowiek kiedyś spotykał własne myśli. Przypominał sobie kogoś, patrzył przez okno, nudził się, zadawał sobie pytanie, którego nie dało się uciszyć jednym ruchem palca.
Dzisiaj można bardzo skutecznie przeżyć cały dzień, nie zostając samemu ze sobą nawet przez pięć minut. Może dlatego bywamy jednocześnie tak przepełnieni treścią i tak dziwnie puści. Dostaliśmy narzędzie, dzięki któremu niemal bez końca możemy zaglądać w życie innych, a coraz łatwiej przeoczyć własne.
Największym problemem scrollowania nie jest to, ile minut odbiera. Czas można policzyć w statystykach telefonu i próbować odzyskać. Trudniej policzyć wszystkie chwile, w których nie byliśmy naprawdę obecni: czyjąś twarz naprzeciwko, wieczorne światło wpadające przez okno, własny niepokój domagający się nazwania, modlitwę, która mogła zacząć się właśnie od nudy.
Człowiek przesuwa ekran, bo chce zobaczyć jeszcze coś, jeszcze jedną rzecz, jeszcze jeden świat. Tymczasem być może najważniejsze rzeczy w życiu mają dokładnie odwrotną naturę. Nie pojawiają się po kolejnym przesunięciu, lecz dopiero wtedy, kiedy przestajemy przesuwać. Miłość potrzebuje zatrzymania. Myślenie potrzebuje zatrzymania. Bóg również najczęściej nie krzyczy z następnego ekranu. I jest w tym bolesny paradoks naszych czasów: nigdy wcześniej człowiek nie mógł zobaczyć tak wiele, a chyba nigdy nie musiał tak bardzo walczyć o to, żeby naprawdę coś zobaczyć.