24/04/2026
24.04.2026r. – Tokio Ostatnie chwile w Japonii.
Posłuszeństwo. Chcę Kochanym Braciom opowiedzieć dwa wypadki z mego życia, w których ujrzycie, jak wielkie nieraz rzeczy Bóg przywiązuje do drobnych nawet aktów posłuszeństwa. Byłem podówczas klerykiem i przebywałem w Krakowie. Pewnego dnia ogłasza nam O. Magister 1, iż przyszło z Rzymu zapotrzebowanie na kilku kleryków.
Między wyznaczonymi znalazłem się i ja. Czując się
niezdrowym, udałem się do O. Magistra, by mu przedstawić swe racje. O. Magister już zamierzał mnie pozostawić w kraju, gdy przyszła mi na myśl wątpliwość: „Czy nie byłoby w tym mojej woli?”, i by się uwolnić od tego zarzutu,powiedziałem do O. Magistra:
– Ja tylko przedstawiam rację, a chcę zrobić tak, jak O.
Magister każe.
– W takim razie pojedziesz! – odrzekł O. Magister. I
pojechałem...
Tymczasem w Polsce wybuchła wojna. Tłumy Polaków-
patriotów zaciągnęły się do wojska. Ruch ten znalazł także odzew w klasztorze krakowskim; kilku kleryków zamieniło suknie zakonne na mundury żołnierskie. Niektórzy wrócili – a inni...
Gdybym pozostał w Krakowie, uczyniłbym z pewnością to samo, gdyż czułem silny pociąg do wojska.
Drugi znów wypadek miałem na letnisku pod Rzymem. O. Przełożony Kolegium Serafickiego w Rzymie 2, którego władzy wówczas podlegałem, wysłał mnie tam z powodu choroby płucnej. Kuracja nic jednak nie pomagała, wobec czego O. Przełożony, mając jeszcze inne racje, radził mi pojechać do Polski.
I tu znów, czując się poważnie chorym, napisałem list z
zapytaniem: czy mam pomimo tego jechać? Po wysłaniu listu nasunęła mi się myśl: czy nie lepiej ślepo posłuchać?
I posłuchałem...
Przyjeżdżam na stację kolejową. Ruch jakiś niezwykły...
Stoi tylko jeden pociąg, i to pospieszny Czerwonego Krzyża.
Pospieszyłem kupić bilet – a tu dowiaduję się, iż pociągi z powodu zamieszek wojennych nie kursują. – A ten, co stoi na stacji? – pytam zakłopotany.
– Ten jest już przepełniony! – brzmi odpowiedź.
Dzięki jednak wstawiennictwu dobrych osób otrzymałem bilet, i to drugiej klasy, gdyż pociąg był przeznaczony na przewożenie rannych. Za chwilę pociąg ruszył i poniósł mnie do Ojczyzny.
A teraz podziwiajmy dziwne drogi Opatrzności Bożej.
Gdybym pozostał na letnisku, byłbym zmuszony pozostać tam przez dłuższy czas, gdyż komunikacja kolejowa została na parę miesięcy wstrzymana. Stan mojego zdrowia tymczasem był poważnie zagrożony i niewiele mi brakowało do śmierci. I jeszcze inna okoliczność: wystarczyłoby parę chwil się spóźnić, by ostatni pociąg uciekł sprzed nosa; albo to: pociąg nie miał trzeciej klasy, którą zwykle franciszkanie jeżdżą, a tylko drugą, co było dla mnie chorego naprawdę opatrznościowe. Wróciłem do Ojczyzny, trzymając się prostej drogi wskazanej przez posłuszeństwo. I na tej to drodze czekała na mnie Niepokalana, by mi powierzyć swe plany – a powierzyć przez posłuszeństwo. Wszak z posłuszeństwa ukazał się „Rycerz Niepokalanej”, z posłuszeństwa przenieśliśmy wydawnictwo do Grodna, z posłuszeństwa powstał Niepokalanów, z posłuszeństwa powstał internat, z posłuszeństwa pojedziemy z czasem na misje i z posłuszeństwa będziemy wykonywali inne jeszcze plany Niepokalanej. Wypada tu także zaznaczyć, iż niejednokrotnie Przełożeni wydawali rozkazy wbrew własnym zamysłom, jak się rzecz miała na przykład przy budowie internatu. Jak widzicie, Kochani Bracia – wystarczyłoby jedno błahe zboczenie z drogi posłuszeństwa, by ominąć te wielkie rzeczy, które mi Bóg w swych planach przeznaczył. Bądźcie więc posłuszni ślepo w każdym wypadku, jeśli chcecie, by zamiary Boże względem Was się wykonały.
Niepokalanów, pod koniec 1929 r. Notował br. Kasjan Tetich, pseudonim br. G.