28/07/2026
🐉 O tym, jakośmy gród Kraka nawiedzili i dziwów jego zakosztowali...
Roku Pańskiego 2026, czasu wakacyjnego, gdy słońce łaskawie nad ziemią Makowiszczańską wzeszło, wyruszyliśmy do prastarego grodu Kraka, gdzie każdy kamień zda się pamiętać czasy dawno minione.
Naprzód kroki nasze na Wawel skierowaliśmy, ku królewskiej Katedrze, gdzie monarchowie polscy i mężowie znamienici snem wiecznym zmożeni spoczywają. Tam też ku Dzwonowi Zygmunta wysokośmy się wspięli, niemałej przy tym zażywając uciechy. Po wawelskich tajemnicach przewodził nam kleryk Kuba, młodzieniec do stanu kapłańskiego się sposobiący, który o dziejach tego świętego miejsca pięknie nam rozprawiał.
Z Wawelu zeszliśmy ulicą Kanoniczą, jedną z najdawniejszych ulic krakowskich, przy której od wieków domy swe mieli kanonicy katedralni, a dalej Grodzką ku wielkiemu Rynkowi podążyliśmy.
Tam, pod brukiem, którym dziś tłum mnogi przechadza się bez ustanku, kryje się drugi Kraków. Zstąpiwszy do Podziemi Rynku, jakobyśmy przez wrota czasu przeszli: ujrzeliśmy świat dawnych kupców, kramów, traktów i ludzi, których wieki zabrały, lecz ślady ich żywota przepaść czasu nie zdołała pochłonąć.
Nawiedziliśmy też kościół Mariacki, a po drodze mijaliśmy świątynie św. Andrzeja, Świętych Apostołów Piotra i Pawła oraz maleńki kościół św. Wojciecha, jeden z najstarszych w Krakowie, który pośród Rynku stoi niczym niemy świadek tysiąca lat dziejów. Zajrzeliśmy również ku św. Barbarze, skrytej niejako w cieniu Mariackiej wieży.
A gdy dzień chylić się począł, ruszyliśmy jeszcze na Podgórze, gdzie kościół św. Józefa strzelistymi wieżami ku niebiosom się wznosi.
…I tak zakończyła się nasza wędrówka po grodzie Kraka — pośród królewskich grobów, dzwonów, wież i bruków, pod którymi dawne wieki po dziś dzień głos swój zachowały.
A dziatwa nasza, trudami wędrowania niemało strudzona i głodem srodze trapiona, przy wspólnym stole zasiadłszy, plackiem włoskim, pizzą zwanym, ochoczo się posilała. A czy smok był i czy Krak go pokonał? O tym kroniki różnie prawią… 🐉📜