19/07/2026
XVI Niedziela zwykła 19.07.2026
Aby nieco lepiej i głębiej wejść w temat dzisiejszych przypowieści Pana Jezusa o ziarnie, o gorczycy i o zaczynie przyglądnijmy się nieco bliżej pewnemu drzewu, które rośnie w strefie tropikalnej i subtropikalnej, głównie w Azji. Jest lekkie, ale bardzo wytrzymałe, a w dodatku ma naturalne własności antybakteryjne.
Dawno temu, gdy ten gatunek nie był jeszcze tak dobrze znany pewien rolnik w Chinach zasadził kilka nasion tego drzewa na swoim polu. Przez pierwszy rok staranie podlewał nasiona, ale nic nie urosło. W drugim roku też podlewał, ale z gleby nie wyrastało. W trzecim roku cierpliwie i regularnie nadal podlewał ziarna tego drzewa, ale dalej nic. Gleba nie wydała ani jednego pędu. Wszyscy sąsiedzi wokół niego śmiali się, że ten rolnik marnuje i czas i wodę. W czwartym roku nadal nic i dopiero w piątym roku drzewo puściło pędy i dosłownie w ciągu kilku tygodni drzewo urosło kilkanaście metrów. Oczywiście chodzi o drzewo bambusowe. Czy bambus urósł w ciągu kilku tygodni? Nie. Bambus przez pięć lat budował korzenie, po to by dopiero w piątym roku pokazać do potrafi. To drewno bambusowe to taka metafora cierpliwości Pana Boga do nas, grzeszników.
W Piśmie świętym jest wiele postaci, którzy nie byli grzesznikami, a jednak dosięgło ich cierpienie. Cierpienie nie zawsze jest karą za grzechy. Cierpienie oczyszcza. Wspomnijmy na Hioba. Hiob był człowiekiem sprawiedliwym, bogobojnym i zamożnym, cieszącym się wielkim szacunkiem. Szatan przez Panem Bogiem zakwestionował bezinteresowność jego pobożności i otrzymał od Pana Boga pozwolenie na wystawienie Hioba na próbę. W krótkim czasie Hiob stracił cały swój majątek, służbę, a ostatecznie nawet wszystkie dzieci. Mimo tak ogromnej tragedii, Hiob nie zgrzeszył przeciwko Bogu i wypowiedział te słowa: „Nagi wyszedłem z łona matki i nagi tam wrócę. Pan dał i Pan zabrał. Niech będzie błogosławione imię Pana”. Szatan nie ustąpił i uderzył w ciało Hioba, zsyłając na niego bolesne wrzody od stóp do głów. Hiob, siedząc na gnoju, obsypany popiołem, musiał zmierzyć się nie tylko z fizycznym bólem, ale także z niezrozumieniem żony, która namawiała go do złorzeczenia Bogu, oraz przyjaciół, którzy oskarżali go o ukryte grzechy. Mimo to, Hiob pozostał wierny, nieustannie szukając sprawiedliwości u Boga i ufając, że jego „Odkupiciel żyje”. Jego cierpliwość nie była biernością, lecz aktywnym trwaniem przy Bogu mimo niezrozumienia sensu cierpienia. Po zakończeniu prób, Bóg przemówił do Hioba i jego przyjaciół, karcąc tych ostatnich za ich błędne sądy. Hiob, modląc się za swoich przyjaciół, dostąpił przywrócenia swoich fortun. Bóg pobłogosławił jego ostatnie lata bardziej niż początkowe, dając mu dwukrotnie więcej majątku niż posiadał wcześniej, a także siedmiu synów i trzy córki.
Dlaczego warto dziś przywołać właśnie historię Hioba w kontekście dzisiejszych przypowieści biblijnych? Nagroda Hioba nie powinna być traktowana jako zachęta do „kupczenia” cierpliwością w nadziei na ziemski zysk. Dla Hioba fundamentem cierpliwości jest uznanie, że Bóg jest Panem życia i śmierci, a nie „usługodawcą”, który ma gwarantować nam pomyślność. Prawdziwa cierpliwość, w przeciwieństwie do chciwości, nie oczekuje nagrody w postaci zwrotu dóbr, lecz kocha Boga dla Niego samego. Dla Hioba cierpliwość to odwaga bycia szczerym przed Bogiem. Nie boi się on pytać, skarżyć i wołać o sprawiedliwość.
Choć często mówi się: "cierpliwy jak Hiob", warto zauważyć, że jego cierpliwość nie polegała na bezuczuciowym znoszeniu cierpienia. Hiob płakał, zadawał Bogu trudne pytania, skarżył się – ale nie odwrócił się od Boga. Wytrwał w relacji z Nim mimo utraty majątku, dzieci i zdrowia. To cierpliwość zakorzeniona w zaufaniu, a nie w płytkiej, powierzchownej obojętności. Najbardziej cierpliwi ludzie nie są tymi, którzy potrafią długo czekać. Najbardziej cierpliwi są ci, którzy podczas czekania nie przestają kochać.
Dzisiejsze czytania mszalne łączy słowo: cierpliwość. Świat robi wszystko, byśmy mieli wszystko od ręki, na zawołanie. Gdy posadzimy jakieś ziarna lub nasiona, to jest w nas pragnienie, by owoce zjeść na drugi dzień. Ale to tak nie działa.
Gdy Hiob stracił wszystko wszyscy wmawiali mu, że to koniec. Gdy Chrystus Pan przeszedł drogę krzyżową i gdy umarł na drzewie krzyża to wielu myślało, że to koniec. Wielu z nas myśli po ludzku. Po ludzku myśleli także Apostołowie, którym Pan Jezus tłumaczył sprawy Królestwa Bożego w przypowieściach.
Czy ma sens sianie ziarna do gleby, gdy mamy w sklepach spożywczych tyle rozmaitych gatunków mąki, z tylu różnych przemiałów ?
Czy ma sens sadzenie jakiś malutkich ziarenek gorczycy, gdy na półce w sklepach jest kilkanaście gatunków musztardy?
Czy ma sens przygotowanie zaczynu na chleb, gdy można iść do marketu, kupić zamrożone pieczywo i w ciągu kilku minut można mieść gotowy pachnący bochen chleba?
Tak, ma sens! Bo w tym czekaniu nie chodzi o produkt końcowy, ale o to, kim stajemy się w procesie oczekiwania. Cierpliwość to czas, w którym Pan Bóg buduje nasze „korzenie”, byśmy w odpowiednim momencie mogli wydać owoc.
Nie bójmy się tych naszych „pięciu lat bambusa”, jeśli nadejdzie taki czas w naszym życiu. Może właśnie teraz przechodzicie przez czas, w którym nic nie widać, w którym wydaje się, że wasza modlitwa nie przynosi owoców, a wasze starania są niezauważone. Nie zniechęcajcie się. Pan Bóg buduje wasze korzenie. On przygotowuje was na wzrost, który przyjdzie w Jego czasie. Nie dziwmy się temu, że gleba potrzebuje nawozu – czasem dosłownie gnoju naszych upadków, by na tym gnoju urosło coś dobrego. W dzisiejszych przypowieściach o ziarnie, gorczycy i zaczynie Pan Jezus zaprasza nas do refleksji nad tym, co małe, co niewidoczne, a jednak pełne Bożej mocy.
Często mylimy cierpliwość z biernością, z „przeczekaniem” trudności. Tego uczy nas historia Hioba. My niestety żyjemy już w takim świecie, który chce wszystkiego „od ręki”. Chcemy owoców, zanim jeszcze posadzimy ziarno. Chcemy chleba, nie czekając na zaczyn. Coraz rzadziej pada deszcz. Nie modlimy się ani o deszcz, ani o dobro zbiory, bo myślimy, że nawozy azotowe i randap załatwią całą sprawę. Ale natura i życie duchowe – tak nie działają.
Pięknie wyjaśnia to święty Jakub w swoim liście: Trwajcie więc cierpliwie, bracia, aż do przyjścia Pana. Oto rolnik czeka wytrwale na cenny plon ziemi, dopóki nie spadnie deszcz wczesny i późny. Tak i wy bądźcie cierpliwi i umacniajcie serca wasze, bo przyjście Pana jest już bliskie. Nie uskarżajcie się, bracia, jeden na drugiego, byście nie popadli pod sąd. Oto sędzia stoi przed drzwiami. Za przykład wytrwałości i cierpliwości weźcie, bracia, proroków, którzy przemawiali w imię Pańskie. Oto wychwalamy tych, co wytrwali. Słyszeliście o wytrwałości Hioba i widzieliście końcową nagrodę za nią od Pana; bo Pan pełen jest litości i miłosierdzia. [ Jk 5, 7-11]
Zauważmy jak bardzo nasz Pan jest cierpliwy i wyrozumiały. Bóg Ojciec wie, że jesteśmy grzesznikami. Wie, że sami grzeszymy. Pan Bóg daje nam czas. Można powiedzieć, że w tym jednym Pan Bóg jest niezmiennie uparty – w dawaniu nam kolejnych szans, na powstanie, na nawrócenie. Pan Bóg jest poza wszelkim czasem, ale nam daje jeszcze czas. Czeka do końca. My gdy widzimy chwast od razu go wyrywamy. Gdy rośliny są małe, to można delikatnie plewić, ale gdy zboże jest już dojrzałe to nie można usunąć chwastów nie niszcząc zboża. Wielu rolników ze wstydem przyznaje, że tuż przez zbiorami robi mieszankę chwastobójczą m. in. z randup’u i tym truje chwasty. Sprzedają dorodne ziarno do młyna, ale my to wszystko później jemy i nie dziwmy się skąd dziś tyle chorób nowotworowych…Pan Jezus działa inaczej. Codziennie daje nam szansę.
Pan Bóg nie jest takim najemnikiem wynagradzanym od prowizji handlowej lub „zarządcą”, który chce szybko posprzątać swój ogród. On jest Ojcem, który z nieskończoną cierpliwością czeka na to, by każde ziarno – nawet to, które wydaje się dziś chwastem – mogło w pełni dojrzeć.
Tu objawia się mądrość Bożego „Nie”. Kiedy słudzy pytają gospodarza: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?”, odpowiedź brzmi: „Nie” . To „Nie” jest wyrazem Bożej troski, która wykracza poza nasze ludzkie pragnienie natychmiastowego porządku. My, ludzie, często chcemy „wyrywać chwasty” – osądzać, wykluczać, karać, czyścić świat z tego, co nam przeszkadza. Ale Pan Bóg jednak widzi głębiej. Wie, że w naszej ludzkiej niecierpliwości, próbując wykorzenić zło, często niszczymy dobro, które jeszcze nie zdążyło się w pełni rozwinąć. Jak zauważa święty Augustyn, cierpliwość Boga polega na tym, że „czeka On na złych ludzi, aby się poprawili” . To czekanie nie jest biernością; to przestrzeń, którą Bóg daje każdemu z nas, byśmy mogli przejść przemianę. Bóg nie chce zniszczyć chwastu, On chce, by chwast – dzięki Jego łasce – stał się pszenicą.
Wielu Ojców Kościoła tłumaczyło, że cierpliwość Pana Boga jest „niewysłowiona” . Nie jest to obojętność na zło, ale radykalne pierwszeństwo miłosierdzia nad sprawiedliwością.
Bóg jest „uparty” w swoim pragnieniu naszego zbawienia. Podczas gdy my szukamy „szybkich rozwiązań” – tak jak herbicydy, które niszczą chwasty, ale zatruwają glebę i owoce – to Bóg wybiera drogę, która wydaje się wolniejsza, ale jest jedyną, która prowadzi do prawdziwego życia. On nie chce „truć” świata, by go oczyścić. On chce go przemienić od wewnątrz. Ta Boża cierpliwość jest „towarzyszką mądrości” i fundamentem naszej nadziei . Dlatego Pan Jezus przywołał metodę zaczynu. Nie od razu jakimiś ustawami, nakazami - … tak nie zmienimy świata. Zacznijmy od siebie, jeden do drugiego – tak działa metoda zaczynu.
My wszyscy chcemy mieć „czyste” życie, „czyste” relacje, „czyste” sumienie – natychmiast, bez wysiłku, bez czekania.
Kiedy jednak działamy w pośpiechu, często tracimy z oczu to, co najważniejsze: drugiego człowieka. Przypowieść o chwaście uczy nas, że sąd nie należy do nas. My nie potrafimy w pełni odróżnić pszenicy od chwastu, bo często sami jesteśmy mieszanką obu. Bóg, który zna serca, wie, że człowiek, który dziś wydaje się „chwastem”, jutro może stać się „pszenicą”. Nasza niecierpliwość jest często wyrazem pychy – przekonania, że to my wiemy lepiej, kto zasługuje na miejsce w spichlerzu, a kto na spalenie.
Bóg Ojciec czeka z otwartymi rękami, bo Jego cierpliwość jest „źródłem, z którego wypływa doskonałość” . Jeśli chcemy być synami Królestwa, musimy uczyć się tej samej „upartej” cierpliwości.
Upartej cierpliwości wobec siebie - nie zniechęcajmy się własnymi grzechami. Bóg daje nam czas. Jeśli dziś upadliśmy, On czeka, aż wstaniemy.
Upartej cierpliwości wobec siebie innych - nie wyrywajmy ludzi z naszego życia tylko dlatego, że nas zawodzą. Bóg daje im czas – może powinniśmy dać im go i my?
Upartej cierpliwości wobec siebie świata - nie rozpaczajmy, widząc zło. Bóg panuje nad historią. Żniwo przyjdzie w Jego czasie, a nie w naszym.
Prawdziwa cierpliwość, jak uczy święty Cyprian „umacnia fundamenty naszej wiary” . Niech ta świadomość, że Bóg czeka na nas z nieskończoną cierpliwością, będzie dla nas nie powodem do lenistwa, ale do głębokiej wdzięczności i mobilizacji. On czeka, aż dojrzejemy do miłości. Nie zmarnujmy tego czasu.
Niech ta cierpliwość, która jest towarzyszką mądrości, prowadzi nas do głębszego zaufania, że nawet w największym cierpieniu, nasz Odkupiciel żyje. Nasz Odkupiciel przeszedł przez śmierć, pokonał zło, wykupił nas z niewoli grzechu.
Niech naszą modlitwą na ten tydzień będą słowa świętego Pawła: Bądźcie płomiennego ducha! Pełnijcie służbę Panu! Weselcie się nadzieją! W ucisku bądźcie cierpliwi, w modlitwie - wytrwali! [Rz 12,12]