08/07/2023
O braterstwie bez granic…
Niedawno miałem okazję poznać pewną panią, która jak deklarowała, jest w zupełnie innej frakcji Kościoła niż ja. Atmosfera gęstniała. Zaczęliśmy przerzucać się argumentami na to jak należy uczestniczyć w Liturgii i ją celebrować, który sobór kościoła był ważny a który nie itd. W „spotkaniu” było dużo wzajemnych osądów i budowaniu na stereotypach a po nim poczucie duszpasterskiej porażki. Jak się szybko okazało, owa pani również nie była z rozmowy dumna. Spotkaliśmy się ponownie. Przeprosiliśmy się i zaczęliśmy na spokojnie rozmawiać o wierze, Panu Jezusie i o tym, że naprawdę jest Panem naszego życia i poza Nim nie mamy gdzie szukać życia. Oboje odkryliśmy, że jednak łączy nas Duch. Mnie wręcz zachwycił heroizm wiary w historii życia mojej rozmówczyni, jej pokora (która wcześniej była przeze mnie postrzegana jako pyszałkowate skostniałe przywiązanie do rytuałów). Okazało się ostatecznie, że nie ma między nami granic. Są różnice ale jest jeden Duch, który pozwolił nam zobaczyć serce.
„Św. Franciszek, który czuł się bratem słońca, morza i wiatru, wiedział, że jest jeszcze bardziej zjednoczony z tymi, którzy tak samo żyją w ciele jak on. Wszędzie rozsiewał pokój i podążał u boku ubogich, opuszczonych, chorych, odrzuconych, ostatnich. Jest taki epizod w jego życiu, który ukazuje nam jego serce bez granic, zdolne do wyjścia poza dystanse wynikające z pochodzenia, narodowości, koloru skóry czy religii. To jego wizyta u sułtana Malik-al-Kamila w Egipcie, wizyta, która wymagała od niego wielkiego wysiłku ze względu na jego ubóstwo, niewielkie środki, jakimi dysponował, ze względu na oddalenie i na różnice językowe, kulturowe i religijne. Taka podróż, w tamtym historycznym momencie, naznaczonym wyprawami krzyżowymi, ukazała jeszcze bardziej wielkość miłości, którą chciał żyć, pragnąc objąć wszystkich. Wierność swemu Panu była proporcjonalna do jego miłości wobec braci i sióstr. Nie lekceważąc trudności i niebezpieczeństw, św. Franciszek poszedł na spotkanie z sułtanem z taką samą postawą, jakiej wymagał od swoich uczniów: aby, nie negując własnej toż- samości, „pośród saracenów i innych niewiernych [...] nie wdawać się w kłótnie ani w spory, lecz być poddanymi wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu ze względu na Boga”. W tamtym kontekście było to żądanie niezwykłe. Uderza nas, jak osiemset lat temu Franciszek zalecał, by unikać wszelkich form agresji czy sporów, a także by żyć pokornie i po bratersku „w poddaniu”, także wobec tych, którzy nie podzielają ich wiary.
Nie prowadził wojny dialektycznej, narzucając doktryny, ale przekazywał miłość Boga. Zrozumiał, że „Bóg jest miłością: kto trwa w miłości, trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim” (1J 4, 16). W ten sposób był płodnym ojcem, który wzbudził marzenie o braterskim społeczeństwie, ponieważ „tylko ten, kto godzi się zbliżyć do innych osób w ich własnym ruchu, nie po to, by utrzymać je w swoim, ale by pomóc im być bardziej sobą, naprawdę staje się ojcem”.
Franciszek - Fratelli Tutti
Niech Pan nas uwalnia od pogardy, stereotypów, uprzedzeń, oceny i uzdalnia do przekraczania wszelkich granic, które oddzielają nas od naszych braci i sióstr obok nas. Niech daje nam wrażliwość do patrzenia w serce.
/fot.: Jon Tyson/