07/05/2026
Czas na świadectwo - s. Marietta 😇😇
„Wszystko dla Jezusa przez Bolejące Serce Maryi”
Z wielką radością pragnę się podzielić na temat mojego powołania do życia zakonnego. Tym bardziej, że w tym roku 2026 mija 50 lat od złożonej I Profesji Zakonnej. W związku z tym nasuwa się uczucie dziękczynienia i uwielbienia Boga za wszystkie dary, które otrzymałam od Niego.
Urodziłam się w wielodzietnej, religijnej rodzinie na Podkarpaciu. Wiara w Boga, życie według przykazań Bożych, modlitwa, praca, uczęszczanie na Mszy Święte w niedziele i święta, było dla wszystkich domowników normalną codziennością. Rodzice dawali przykład codziennie modlitwy.
Wspominając „widzę” Tatę klęczącego, modlącego się wieczorem przed obrazem Świętej Rodziny. Mama często odmawiała różaniec, śpiewała godzinki o Najświętszej Maryi Pannie. Również śpiewała nam różne pieśni religijne i patriotyczne, opowiadała o świętych.
Ważne też było dla mnie czytanie książek religijnych. Zachwycałam się między innymi pięknym życiorysem Sługi Bożego o. Wenantego Katarzyńca. Czytałam „o naśladowaniu Chrystusa” Tomasza A. Kempis.
To wszystko było takie normalne, ale kształtowało we mnie odpowiednie myślenie, postawę na dalsze życie.
Od dzieciństwa jako osoba wrażliwa z wielką radością reagowałam na ten piękny stworzony przez Boga świat. Widok pól, łąk, lasów, kwiatów, stworzeń, nieba z pięknymi obłoczkami, wywoływało u mnie jak również i dzisiaj wielkie uczucie radości, wdzięczności i uwielbienia Boga.
O życiu zakonnym zaczęłam myśleć w czasie szkoły średniej. Lubiłam dużo modlić się uczestnicząc we Mszy św., częstej Komunii świętej, ponieważ mieszkałam w internacie, przychodziłam do kościoła, w którym patronuje Pani Łańcucka – Matka Boża Szkaplerzna, Jej powierzałam swoje troski, radości i smutki. Myślę, że wpływ na moje dalsze decyzje miała też moja Siostra – s. Juranda – w której widziałam, że jest szczęśliwa w życiu zakonnym.
Także gdy byłam u Niej w klasztorze zauważyłam franciszkańską radość, szczęście, prostotę bycia u Sióstr Serafitek.
Widziałam, że prawdziwe szczęście daje tylko Bóg. Ciągle szukałam tego doskonałego życia. Tą radość, miłość i oddanie całkowite Bogu widziałam u św. Franciszka z Asyżu, którego obrazek był w domowej kapliczce. Widziałam, że moje miejsce jest w Zgromadzeniu Sióstr Serafitek. Tam będę szczęśliwa, służąc Bogu, wypełniając rady Ewangeliczne. Dlatego wybrała się do Domu Prowincjalnego w Przemyślu, gdzie rozpoczęłam Postulat. Potem jednoroczny Nowicjat w Krakowie. Później po ukończeniu Medycznego Studium Zawodowego w Przemyślu rozpoczęłam pracę jako pielęgniarka w DPS w Wysocku. Przez 9 lat uczyłam religii dzieci przedszkolne i w klasie pierwszej. Praca wśród dzieci, także ludzi chorych, starszych, niepełnosprawnych dawała mi wielkie zadowolenie. Cieszyłam się, że mogę mówić ludziom o Bogu, świadczyć o Jego Miłości i Miłosierdziu. O tym, że Bóg jest zawsze obecny wśród nas. Przebacza nam grzechy, daje potrzebne łaski, oczekując też na naszą wzajemną miłość i ufność. Dał nam Maryję, naszą Przewodniczkę do nieba.
Patrząc z perspektywy mojego dotychczasowego życia, od początku istnienia oraz 50 lat życia zakonnego, przez cały czas widzę wyraźnie – to Boże prowadzenie. Wszystko co było w moim życiu, te radosne i te trudne chwile były potrzebne, były po coś. Także zauważam, że codziennie na nowo muszę odpowiadać Bogu, na tak wielką łaskę powołania.
„Raz wybrawszy, codziennie na nowo wybierać muszę” Tak właśnie trzeba, by być autentyczną: bo to jest okazja, by codziennie na nowo mówić Panu Jezusowi mojemu Zbawicielowi, Najlepszemu Przyjacielowi o mojej miłości do Niego i całkowitym oddaniu się Jemu. Niech to moje świadectwo będzie też wyrazem mojej wdzięczności całemu Zgromadzeniu, wszystkim Matkom i Siostrom za wszelką pomoc w trudnościach i za wspólne przeżywanie powołania zakonnego.
s. Marietta Rączka