29/04/2024
😇 na poniedziałek.
Dziś wspomnienie św. Katarzyny ze Sieny (1347-1380), włoskiej tercjarki dominikańskiej, pogromczyni niemoralnych polityków i przewodniczki pogubionych papieży, patronki Europy. Mimo że przez większość życia była analfabetką, została zaliczona do grona Doktorów Kościoła. Królom przypominała, że nie wolno im rządzić tak, jak gdyby państwo było ich własnością, a papieżom uległym wobec polityków, że stoją ponad doczesnymi władcami jako namiestnicy samego Chrystusa. Herbert powiedział o niej, że uprawiała politykę międzynarodową, ale chyba trafniej byłoby powiedzieć, że uprawiała międzynarodowe apostolstwo - potrafiła przykuć uwagę ówczesnych polityków, którzy łatwo zapominali o obowiązkach, jakie wynikały z ich przynależności do jedynego prawdziwego Kościoła katolickiego.
Urodziła się w 1347 r. w Sienie, jako dwudziesta trzecia z dwudziestu pięciorga dzieci farbiarza wełny Jakuba Benincasa i jego żony Lapy. Dojrzała bardzo wcześnie - w wieku 6 lat doznała przedziwnego objawienia, w którym spotkała Chrystusa w papieskich szatach pontyfikalnych, tiarze i w otoczeniu Apostołów Piotra, Pawła i Jana. Będąc pod ogromnym wrażeniem tego wydarzenia, już po upływie roku, siedmioletnia dziewczynka złożyła Bogu osobisty ślub dziewictwa. Mimo zainteresowania ze strony chłopców i pierwszych propozycji małżeńskich, jako nastolatka ścięła swoje długie, piękne włosy, potwierdzając chęć życia ascetycznego. W wieku lat 16 wstąpiła do tercjarek dominikańskich - trzeciej gałęzi zakonu dominikanów, która skupia osoby świeckie pragnące żyć duchowością dominikańską pośród świata, poza murami klasztoru (notabene Trzeci Zakon Kaznodziejski istnieje do dziś i może do niego przystąpić każdy pełnoletni katolik - zarówno mężczyźni, jak i kobiety, osoby żyjące w małżeństwie albo osoby samotne).
Już jako tercjarka służyła mieszkańcom swojej rodzinnej Sieny - zanosiła jedzenie i wino (tak! Słynną beczkę św. Katarzyny można obejrzeć w zabytkowym domu Benincasów w Sienie) biedakom, pielęgnowała chorych w miejskim szpitalu della Scalla oraz trędowatych w leprozorium św. Łazarza.
Szybko się okazało, że Katarzyna wyróżniała się nie tylko pobożnością i uczynnością, ale również błyskotliwym intelektem, który pozwalał jej w klarowny i przekonujący sposób ujmować prawdy wiary. Przyciągała do siebie duchownych i świeckich, zafascynowanych jej świadectwem, którzy towarzyszyli jej w podróżach po Toskanii, Lacjum i południowej Francji.
Dostrzegając talenty młodej dziewczyny, władze zakonne przydzieliły jej osobistego kierownika duchowego, o. Rajmunda z Kapui, który z czasem stał się też jej osobistym sekretarzem. Wtedy zaczęła angażować się w politykę, zabiegając o pokój między chrześcijańskimi władcami. Świat europejski był bowiem pogrążony w konfliktach i bezładzie: papież zamiast przebywać w Rzymie, Stolicy Piotrowej, rezydował w Awinionie, kontynuując niechlubną tradycję uzależnienia papiestwa od króla Francji; w Europie szalała epidemia dżumy; Włochy rozbite, podzielone i targane nieustannymi walkami wewnętrznymi; Królestwo Neapolu zdestabilizowane, a jego królowa Joanna oddająca się uciechom cielesnym; święte miasto Jerozolima w rękach muzułmanów; tureckie armie nadciągają na Anatolię – a tymczasem władcy wyznający tę samą świętą katolicką wiarę toczyli ze sobą spory!
Młoda dziewczyna pisała więc (mówiąc ściślej: dyktowała) listy do króla Francji Karola V, Karola z Durazzo, królowej Węgier Elżbiety Łokietkówny, króla Węgier i Polski Ludwika Wielkiego, królowej Neapolu Joanny I, a także papieża Grzegorza XI. Królom przypominała, że nie wolno im rządzić tak, jak gdyby państwo było ich «własnością»: świadomi, że będą musieli zdać sprawę przed Bogiem ze swoich rządów, władcy winni raczej zabiegać o zachowanie «świętej i prawdziwej sprawiedliwości» i stawać się «ojcami ubogich». Mediowała w sporze między Republiką Florencji a państwem papieskim. Katarzyna dowodziła, że w społeczeństwie kierującym się wartościami chrześcijańskimi żaden przedmiot sporu nie jest na tyle poważny, aby wolno było stawiać prawo siły ponad racjami rozumu. Zdecydowanie napominała papieża Grzegorza XI do powrotu z Awinionu, gdzie przebywał w faktycznej niewoli u króla Francji, do Rzymu, prawdziwej stolicy św. Piotra, w której mógłby swobodnie i godnie sprawować swoją posługę. Napomnienie przyniosło efekty, bo w 1376 r. papież wrócił do Rzymu.
Listy Katarzyny stanowią skarb kultury religijnej – zostały wydane w wielu językach, w tym również i w polskim. W Polsce część tych listów została opublikowana przez wydawnictwo „W Drodze”. W listach Świętej możemy znaleźć wiele cennych rad np. w liście do markiza Piotra del Monte z 1375 r. św. Katarzyna przypomina o potędze wolnej woli, co powinno skutecznie oduczyć nas od usprawiedliwiania własnych grzechów popełnionych z powodu „zbyt wielkiej pokusy”: „O najdroższy synu, przecież widzimy, iż Bóg uzbroił człowieka w tak potężną broń, że nie może go pokonać moc szatańska ani ludzka. Bronią tą jest wolna wola. Ze względu na tę wolność Bóg tak mówi do człowieka: «Stworzyłem cię bez ciebie, ale nie zbawię cię bez ciebie». Bóg chce, abyśmy użyli ofiarowanej nam broni przeciwko naszym trzech głównym nieprzyjaciołom: światu, ciału i szatanowi. Nie lękajmy się ich, gdyż opatrzność Boża doskonale nas uzbroiła. Mamy dobrą broń i silnego sprzymierzeńca, to znaczy Boga, którego nikt nie może pokonać, ani Mu się sprzeciwić. (...) Nikt nie może zmusić mnie do grzechu śmiertelnego, ani szatan, ani stworzenie, jeśli sam tego nie zechcę. Jeśli zatem człowiek nie zdejmie z ramienia tej broni i nie odda jej w ręce szatana za zgodą wolnej woli, to nigdy nie zostanie pokonany. Chociaż bowiem pokusy i ułudy szatana, ciała i świata atakują jego ciało zatrutymi strzałami, chociaż szatan atakuje go pokusami, podstępem i oszustwem, a świat – bogactwem, marnością i pychą, to jednak człowiek nigdy nie zgrzeszy, jeżeli wolna wola (a jest ona wielką panią, a nie prostą służącą) nie przyzwoli na owe nieuporządkowane, niemoralne zamiary. Grzech zależy tylko od wolnej woli, którą Bóg nas obdarzył nie z obowiązku, a z miłosierdzia.”
Pięknie uczyła też św. Katarzyna o powołaniu, odpowiadając na pytanie, czy małżeństwo lub bogactwo może być przeszkodą dla zbawienia duszy – w liście do Lorenzo del Pino (doktora praw Uniwersytetu Bolonii oraz rajcy tego miasta) z przełomu 1377/1378 r. pisała: „Ktoś mógłby jednak zapytać: «Co mam zrobić, skoro posiadam bogactwa i żyję w stanie małżeńskim, a rzeczy te mogą być szkodliwe dla mojej duszy?» Najdroższy bracie, w każdym stanie człowiek może zbawić swoją duszę i otrzymać życie łaski, byle tylko nie popełniał grzechu śmiertelnego. Każdy stan jest miły Bogu. Nie przyjmuje On od nas stanów, ale zważa tylko na święte pragnienia. Możemy zatem posiadać bogactwa, żyć w małżeństwie, ale tak jak należy, to znaczy – zgodnie z uporządkowaną wolą. Wszystko bowiem, co uczynił Bóg, jest dobre i doskonałe, oprócz grzechu. Bóg nie stworzył grzechu, a zatem grzech nie jest dobry ani godzien miłości. Człowiek, jeśli chce, może posiadać bogactwa i urzędy światowe, gdyż nie obraża przez to Boga, ani nie szkodzi swej duszy. Gdyby jednak porzucił wszystko, doszedłby do większej doskonałości, doskonalszą bowiem rzeczą jest porzucić niż posiadać. Jeśli jednak nie chce od razu wyrzec się tego, co posiada, to powinien uczynić to przynajmniej w świętym pragnieniu, nie przywiązując się do niczego, tylko do Boga. Człowiek powinien też używać posiadane rzeczy według potrzeb swoich i swojej rodziny jako rzeczy wypożyczone, a nie własne. Gdy tak postępuje, nie odczuwa przykrości z powodu utraty jakiejś rzeczy, nie cierpi się bowiem nigdy, tracąc rzecz niekochaną. (...) Widzisz, drogi bracie, że przemijają rzeczy tego świata. Należy je zatem posiadać mądrzę, ze światłem rozumu, kochając je tak, jak należy. Wtedy posiadamy je bez winy, ale z łaską, ze szczodrobliwością serca, a nie ze skąpstwem, z litością dla biednych, a nie z okrucieństwem, z pokorą, a nie z pychą, z wdzięcznością, a nie z zarozumiałością. Wtedy uznajemy, że wszystko zawdzięczamy naszemu Stwórcy, a nie samym sobie.”
Święta Katarzyna dostrzegała również pokutny i odkupieńczy wymiar kary śmierci, którą – chyba nieco pochopnie, powołując się wyłącznie na osobisty pogląd – potępił papież Franciszek. Święta Katarzyna asystowała przy wykonaniu wyroku śmierci na młodym mieszkańcu Perugii, Niccolo Tuldo, który dopuścił się spiskowania przeciwko republice. Katarzyna nie zabiegała o ułaskawienie skazańca albo zamianę kary śmierci na więzienie – wiedziała bowiem, że zgodnie z ówczesnym prawem zasłużył na śmierć. Natomiast troszczyła się o jego duszę – skłoniła go do spowiedzi, a następnie towarzyszyła mu w dniu egzekucji. Tak o tym pisała św. Katarzyna w liście do swego spowiednika o. Rajmunda z Kapui: „W dniu wykonania wyroku przyszłam do niego wczesnym rankiem, zanim jeszcze zaczęły bić dzwony, a on bardzo się ucieszył. Zaprowadziłam go na mszę świętą i przyjął komunię świętą, której już nigdy potem nie przyjął. Jego wola była uspokojona i poddana woli Bożej. Lękał się tylko tego, że nie potrafi być silny aż do ostatniej chwili. Jednak niezmierzona, niezgłębiona dobroć Boga wyprowadziła go z błędu, obdarzając go taką miłością i pragnieniem Boga, że nie mógł już dłużej żyć bez Niego. Mówił do mnie: «Bądź ze mną i nie opuszczaj mnie, a będzie mi dobrze i umrę szczęśliwy». Położył głowę na mej piersi, a ja poczułam wtedy radość i zapach jego krwi, którą pragnę przelać za słodkiego Oblubieńca, mego umiłowanego Oblubieńca, Jezusa Chrystusa. Gdy w mojej duszy rosło owo pragnienie, poczułam jego strach. Powiedziałam przeto: «Nie lękaj się, miły mój bracie, już niedługo przeżyjemy zaślubiny. Pójdziesz na nie skąpany w słodkiej Krwi Syna Bożego, z drogim imieniem Jezusa na ustach, a chciałabym, żeby to imię nigdy nie wyszło ci z pamięci. Będę na ciebie czekać w miejscu stracenia». I wyobraź sobie, ojcze i synu, że w tym momencie jego serce wyzwoliło się z wszelkiego lęku, a twarz ze smutnej stała się promienna. Cieszył się i radował, mówiąc: «Za cóż mi ta wielka łaska, że radość duszy mojej będzie na mnie czekać na świętym miejscu stracenia?». Zobacz, ojcze, otrzymał tak wielkie światło, że miejsce stracenia nazywał świętym! Potem rzekł: «Pójdę radosny i silny; skoro wiem, że na mnie czekasz, będzie mi się dłużyła droga i będzie mi się wydawało, że idę tysiąc lat». Powiedział tyle miłych słów, że serce me pęka z wdzięczności do Boga. Czekałam więc na niego na miejscu kaźni. Czekając, modliłam się nieustannie i jednoczyłam się z Maryją i Katarzyną, dziewicą i męczennicą. Zanim przyszedł, położyłam moją głowę na pniu katowskim (...). Błagałam Maryję i mówiłam Jej, że chcę, aby udzieliła mu łaski światła i pokoju serca i aby w ostatnim momencie zrozumiał, że dochodzi do swego celu. (...) Po chwili nadszedł skazaniec, pokorny jak baranek, a gdy mnie ujrzał, zaczął się uśmiechać. Chciał, żebym uczyniła nad nim znak krzyża, a ja przeżegnawszy go, powiedziałam: «Dalej, śmiało, na zaślubiny, miły mój bracie! Już wkrótce będziesz miał życie, co nie przemija». Schylił się bardzo pokornie, ja zaś położyłam jego głowę na pniu i pochyliwszy się nad nim, mówiłam mu o Krwi Baranka. Usta jego wymawiały dwa słowa: Jezus i Katarzyna. Gdy to mówił, przyjęłam jego głowę w moje dłonie i podniósłszy oczy ku Bożej dobroci, zawołałam: «Ja chcę!». Wtedy ukazał mi się Bóg-Człowiek, którego widziałam tak wyraźnie, jak widzi jasne słońce. DO swego przebitego boku przyjmował On krew skazańca i mieszał ją ze swoją Krwią. Ogień świętego pragnienia, zapalony i przechowywany w duszy tego człowieka dzięki łasce, łączył się z pożarem Bożej miłości. Przyjąwszy krew oraz pragnienie, Chrystus przyjął duszę i włożył ją do skarbca swego otwartego boku pełnego miłosierdzia. Pokazał w ten sposób, że pierwsza Prawda przyjmuje dusze tylko dzięki łasce i miłosierdziu, a nie dzięki jakiemuś innemu działaniu”.
W 1374 r. na wezwanie władz zakonnych posłusznie przybyła do Florencji, aby poddać się osądowi kapituły dominikanów, zaniepokojonych skargami wnoszonymi na jej nauczanie. Kapituła potwierdziła ortodoksyjność głoszonych przez nią poglądów. W 1375 r. podróżowała między Pizą i Lukką, próbując odwieść oba miasta od przystąpienia do ligi antypapieskiej. W tym samym roku, w Pizie, na jej ciele ukazały się stygmaty. W 1378 r. w imieniu papieża uczestniczyła w negocjacjach pokojowych między Państwem Kościelnym a ligą włoskich państewek pod wodzą Florencji.
Będąc już w Sienie, Katarzyna założyła w swojej okolicy klasztor Matki Bożej Anielskiej na zamku Belcaro. W lecie udała się do Val d’Orcia, aby zaprowadzić pokój między dwiema rywalizującymi gałęziami rodu Salimbenich. Tutaj otrzymała wizję-oświecenie, które legło u podstaw „Księgi Boskiej Nauki”, zwanej także „Dialogiem o Bożej Opatrzności”. W tym czasie nauczyła się także pisać. Niewiele już jednak zostało jej życia, aby nacieszyć się tą umiejętnością.
Po śmierci papieża Grzegorza doszło do buntu w kolegium kardynalskim, wskutek którego po wyborze papieża Urbana VI wybrano antypapieża Klemensa VII, popieranego m.in. przez Francję. Tak zaczęła się wielka schizma zachodnia. Św. Katarzyna na zaproszenie papieża Urbana VI przybyła do Rzymu, aby wspierać go radą i przekonywać kardynałów i lud rzymskich do prawowitego następcy św. Piotra. Mimo jej starań, do pojednania nie doszło – schizma miała potrwać jeszcze 40 lat, do 1417 r. Ona zaś zmarła w wieku 33 lat w 1380 r.
W 1461 r. została kanonizowana przez papieża Piusa II (notabene byłego biskupa Sieny). W 1866 r. papież Pius IX ogłosił św. Katarzynę współpatronką Rzymu, następnie w 1939 r. uczynił ją patronką Włoch (obok św. Franciszka z Asyżu), w 1970 r. papież Paweł VI ogłosił ją Doktorem Kościoła (jedyna analfabetka w tym gronie najwybitniejszych intelektualistów zasłużonych dla doktryny katolickiej), a w 1999 r. papież Jan Paweł II ogłosił ją współpatronką Europy.