Europa Tradycja

Europa Tradycja Św Jan Paweł II mówił nam, że Polska powinna wejść do Unii Europejskiej po to, by walczyć o ład cywilizacyjny, obronę i przywrócenie tradycyjnej moralności

Stowarzyszenie Europa Tradycja - konto bankowe nr: 66109025900000000149616847 Santander Bank S.A.

Prawdopodobnie nie ma bardziej odrażających postaci niż Paweł Kowal i Elżbieta Łukacijewska. Po tym, jak Łukacijewska ni...
06/01/2026

Prawdopodobnie nie ma bardziej odrażających postaci niż Paweł Kowal i Elżbieta Łukacijewska. Po tym, jak Łukacijewska nie miała żadnych problemów, by publicznie twierdzić, osoby broniące nauczania Kościoła, nie mają prawa pracować w instytucjach publicznych - a KO nie odcięła się od jej stanowiska - teraz robią sobie filmik, jak wpisują na drzwiach K+M+B.

Ciężar ideologicznych obowiązkówTekst Tomasza Terlikowskiego o „bardzo żydowskim Bożym Narodzeniu” (wp.pl, 24 grudnia) t...
27/12/2025

Ciężar ideologicznych obowiązków

Tekst Tomasza Terlikowskiego o „bardzo żydowskim Bożym Narodzeniu” (wp.pl, 24 grudnia) to oczywiście obowiązkowe dla autora zabranie głosu z pozycji polit-poprawnych w sprawie Chanuki. Żeby się tej poprawności utrzymać, Terlikowski musi nie przekroczyć linii oczywistości elementarnej, Jezus z Nazaretu był Żydem, żył w świecie judaizmu epoki Drugiej Świątyni, modlił się w Świątyni Jerozolimskiej i poruszał się w obrębie religijnego imaginarium Izraela. Z tej obserwacji autor wyprowadza wniosek szerszy – że chrześcijaństwo, skoro wyrasta z judaizmu, nie powinno reagować nerwowo ani wrogo na żydowskie święta i symbole, w tym na Chanukę, a sprzeciw wobec nich bywa raczej efektem nacjonalizmu, lęku lub resentymentu niż dojrzałej refleksji religijnej. Cały wywód utrzymany jest w tonie dialogu, pamięci i wrażliwości, a nie w języku precyzyjnej teologii. Terlikowski jeździ sobie rowerkiem wokół oczywistości żydowskiego pochodzenia Jezusa, żeby nie dotknąć istoty rzeczy.
Chanuka w swojej pierwotnej postaci, sprzed zburzenia Drugiej Świątyni, była świętem jednoznacznie osadzonym w porządku świątynnym. Jej sens nie był metaforyczny ani symboliczny w dzisiejszym rozumieniu. Był konkretny, instytucjonalny, kultowy. Upamiętniała oczyszczenie i ponowne poświęcenie Świątyni Jerozolimskiej po jej sprofanowaniu w czasach hellenistycznych oraz przywrócenie prawomocnego kultu ofiarniczego. Zapalenie menory nie było znakiem światła w sensie duchowej metafory, lecz realnym aktem przywrócenia funkcjonowania miejsca, w którym Bóg związał swoją obecność z określonym kultem, kapłaństwem i ofiarą. Chanuka była więc świętem miejsca, ołtarza i ciągłości kultu. Funkcjonowała w tym samym świecie religijnym, w którym nauczał Jezus, i w tym – ściśle historycznym – sensie można mówić o wspólnym kontekście judaizmu i rodzącego się chrześcijaństwa.
Zburzenie Drugiej Świątyni w 70 roku n.e. wszystko jednak zmieniło. Judaizm został zmuszony do radykalnej rekonstrukcji swojej struktury religijnej, bo utracił punkt odniesienia, bez którego nie mógł już funkcjonować w dotychczasowej formie. W tym procesie Chanuka uległa głębokiej reinterpretacji. Przestała być świętem realnego poświęcenia istniejącej Świątyni, a stała się świętem pamięci, znaku i symbolu. Zamiast ołtarza pojawiło się ognisko domowe, zamiast kapłańskiego rytuału – praktyka rodzinna i wspólnotowa, zamiast fizycznego światła menory świątynnej – światło świec zapalanych w oknach. Centralnym motywem stał się cud oliwy, który w epoce przedzburzeniowej nie odgrywał roli osiowej. Tak ukształtowała się Chanuka znana dziś: jako święto judaizmu rabinicznego i diasporycznego, a nie świątynnego.
Z perspektywy katolickiej ta cezura ma znaczenie zasadnicze. Chrześcijaństwo interpretuje zburzenie Świątyni nie jako dramat wymagający religijnej kompensacji, lecz jako wydarzenie teologicznie domknięte. Dla chrześcijaństwa, katolicyzmu, zburzenie świątyni to nie jest zdarzenie przypadkowe. Chrystus je zapowiedział, a proces, w wyniku którego poniósł śmierć, dotyczył właśnie tej zapowiedzi, która odczytana została jako groźba. Po zburzeniu świątyni w roku 70 jest już całkiem jasne, to On jest Świątynią, Kapłanem i Ofiarą. Kult nie został zawieszony – został spełniony i przekroczony. W tej logice sens świąt świątynnych nie trwa autonomicznie po wydarzeniach paschalnych, nawet jeśli trwają one w innych tradycjach religijnych. Dlatego Chanuka w swojej postaci po 70 roku n.e. nie posiada dla katolików sensu teologicznego. Nie dlatego, że jest żydowska, lecz dlatego, że celebruje religijną odpowiedź na brak Świątyni, której chrześcijaństwo – z definicji chrystologicznej – nie może podzielić. Katolicyzm może uznać jej znaczenie dla judaizmu, jej sens historyczny i kulturowy, ale nie może uznać jej sensu zbawczego ani wpisać jej w własną strukturę wiary.
Stwierdzenie, że chrześcijaństwo wyrasta z judaizmu, jest prawdziwe tylko w sensie ściśle historycznym. Chrześcijaństwo wyrasta z judaizmu epoki Drugiej Świątyni – z Prawa i Proroków, z religijnego świata sprzed 70 roku n.e. Nie wyrasta natomiast z judaizmu rabinicznego, który ukształtował się już po definitywnym rozdziale dróg obu religii. Chanuka w swojej dzisiejszej, teologicznie znaczącej postaci jest produktem właśnie tego późniejszego etapu. Jest zjawiskiem młodszym od chrześcijaństwa jako uformowanej religii i z tego powodu nie może być traktowana jako wspólne dziedzictwo w sensie religijnym.
Dlatego próba pogodzenia Chanuki po zburzeniu Drugiej Świątyni z katolicyzmem nie jest możliwa na poziomie teologicznym. Wymagałaby bowiem zawieszenia albo rozmycia chrystologicznej interpretacji historii zbawienia, a więc dotknięcia samego rdzenia wiary.
Czy Terlikowski może o tym nie wiedzieć? Nie, nie może. Nawet nie próbuje argumentować w tym obszarze. Po prostu rzuca propagandowy tytuł i kręci się wokół niego kilkanaście linijek, nie docierając do istoty rzeczy, niewątpliwie świadomie. Po co tak czynić? Jest jakiś powód, dla którego czuje się zmuszony używać tej niezbyt wyszukanej metody propagandowej. Co to za przyczyna? My wiemy, a czytelnik zapewne rozumie… Prawda teologiczna zostaje podporządkowana obowiązkowi ideologicznemu.

Kto naprawdę ma rządzić Kościołem według Terlikowskiego?W najnowszym odcinku „Czy KEP z nas drwi?” – podcast „Wciąż tak ...
06/12/2025

Kto naprawdę ma rządzić Kościołem według Terlikowskiego?

W najnowszym odcinku „Czy KEP z nas drwi?” – podcast „Wciąż tak myślę” (5 grudnia 2025 r.), Tomasz Terlikowski mówi dużo bardziej wprost coś, co można było podejrzewać od dawna. W trzech zdaniach, które układają się w spójną, programową deklarację:
„Jeśli chcemy jakichkolwiek zmian, świeccy prawnicy, prokuratorzy, adwokaci muszą wziąć sprawę we własne ręce. Trzeba wytaczać procesy Kościołowi, domagać się dokumentów i je ujawniać – ujawniać, ujawniać, ujawniać – zmuszać do płacenia odszkodowań. Innej drogi uzdrowienia Kościoła nie ma.”
To program działania, w którym autor rozpisuje rolę dla świeckich prawników: mają wytaczać procesy, zmuszać do płacenia odszkodowań, czyli w praktyce pozbawiać Kościół materialnych podstaw działania. W uchu każdego prawnika takie słowa brzmią jak zaproszenie do nowego paśnika. Odszkodowania? Wysokie? A Kościół – instytucja z majątkiem i rezerwami finansowymi – ma stać się łatwym źródłem zasilenia ma być wydana, z błogosławieństwem Terlikowskiego (i kogo jeszcze…) na łup?
Program Terlikowskiego jest jasny:
zubożyć Kościół → wymusić posłuszeństwo → zmienić strukturę.
Mechanizm przypomina rewolucyjną logikę: najpierw odciąć zasoby, potem dyktować warunki. Robespierre był adwokatem.
Terlikowski mówi: to aparat państwa niech się weźmie do systemowego nacisku na Kościół, z wykorzystaniem narzędzi finansowych, procesowych i śledczych. Kościół nie ma żadnej zdolności do wewnętrznej reformy i dlatego świeccy prawnicy muszą wziąć sprawę we własne ręce. Ale czy naprawdę polscy katolicy są przekonani, że największe dobro Kościoła zostanie osiągnięte wtedy, gdy przejmą go w praktyce – poprzez procesy i odszkodowania – kancelarie prawne oraz organy ścigania?
Tu rodzi się pytanie zasadnicze: czy Terlikowski rzeczywiście wierzy, że Polacy ufają prokuraturze, politykom i sądom bardziej niż własnym biskupom? Przecież według wszystkich badań zaufania społecznego instytucje państwowe – zwłaszcza aparat ścigania i wymiar sprawiedliwości – cieszą się w Polsce zaufaniem znacznie niższym niż Kościół, nawet po latach kampanii prowadzonej wg. programu Terlikowskiego. Jeśli więc ta konstrukcja miałaby się oprzeć na zaufaniu, to trudno znaleźć dla niej stabilny fundament. A jeśli nie na zaufaniu – to na czym? Kogo Terlikowski tak naprawdę ma na myśli? Na dodatek on przecież prawnikiem nie jest…
W tym właśnie miejscu zaczyna się prawdziwa zagadka. Bo jeżeli Polacy nie ufają biskupom (jak chce Terlikowski), nie ufają politykom, nie ufają prokuraturze (co wiedzą wszyscy), a mimo to Terlikowski chce, by to właśnie te instytucje – poprzez prawników, procesy i odszkodowania – przejęły kontrolę nad Kościołem, to należy zapytać: kto realnie miałby tę kontrolę sprawować? Ze szczerości serca jaką przemówił Terlikowski zaczyna bowiem wyzierać, że naprawdę może chodzić o jakieś inne siły, stojące nieco z tyłu…Jakie środowiska, jakie wpływy, jakie ośrodki decyzyjne korzystają na systemowym osłabieniu instytucji Kościoła pod pozorem jego „uzdrawiania”?
Tego Terlikowski już nie dopowiada. Ale jego program – rozpisany jasno w trzech zdaniach – wskazuje, że Kościół ma być podporządkowany nawet nie tyle wiernym (tak Kościół też nie naucza), co jakimś zewnętrznym w stosunku do Kościoła mechanizmom i strukturom.

14 października  2025 roku      PanManfred WeberPrzewodniczącyEuropejska Partia Ludowa (EPP)             Dwa lata temu z...
14/10/2025

14 października 2025 roku


Pan
Manfred Weber
Przewodniczący
Europejska Partia Ludowa (EPP)

Dwa lata temu zwracaliśmy się do Pana z apelem o reakcję na zachowanie europosłanki Elżbiety Łukacijewskiej, reprezentującej w Parlamencie Europejskim frakcję Europejskiej Partii Ludowej. Już wtedy zwracaliśmy uwagę na absurdalną sytuację, w której polityk należący do ugrupowania wywodzącego się z tradycji chrześcijańskiej demokracji atakował katolików za to, że bronią nauczania Kościoła, np. w sprawie statusu godności ludzkiego embrionu, procedur in vitro.

W czerwcu 2023 roku Stowarzyszenie Europa Tradycja skierowało do Pani Łukacijewskiej pismo zawierające szereg konkretnych pytań dotyczących procedury in vitro w świetle obowiązujących przepisów prawa polskiego.
Nie były to pytania retoryczne ani ideologiczne – dotyczyły one realnych problemów bioetycznych, takich jak selekcja embrionów, prawo dziecka do poznania swojego pochodzenia biologicznego, adopcja zarodków czy granice eksperymentów biotechnologicznych.

Oczekiwaliśmy merytorycznej odpowiedzi i gotowości do debaty, zwłaszcza że pani Łukacijewska wcześniej ostro skrytykowała katolików za zajmowanie stanowiska zgodnego z nauczaniem Kościoła. Należy to chyba rozumieć, wyraziła w ten sposób gotowość do debaty, a nie tylko ideologicznej cenzury?

Do dziś nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

Pani Łukacijewska nie podjęła dialogu, nie ustosunkowała się do treści pytań.
Zamiast tego, po dwóch latach, doprowadziła do sytuacji, w której prawnik związany z naszym stowarzyszeniem został zwolniony z pracy po tym, jak w mediach publicznie zaatakowała go właśnie za to, że przed laty uczestniczył w obywatelskiej inicjatywie ustawodawczej w obronie życia. Inicjatywa została podjęta wiele lat temu, w porozumieniu z Episkopatem Polski, w celu realizacji nauczania św. Jana Pawła II zawartego w punkcie 73 encykliki Evangelium Vitae.
Był to legalny, demokratyczny projekt obywatelski, oparty na wartościach, które stanowiły fundament europejskiej chadecji: poszanowaniu życia, godności człowieka i praw sumienia.

Tymczasem dziś europosłanka EPP wykorzystuje udział w tamtej inicjatywie jako powód do publicznego napiętnowania i faktycznego pozbawienia pracy osoby o światopoglądzie katolickim. Jakiej zajadłości i nienawiści trzeba, by wrócić do tego po latach po to, by eskalować nienawiść przeciw komuś, aż po wyrzucanie z pracy?

W wypowiedziach medialnych pani Łukacijewska stwierdziła obecnie, że

„osoby, dla których religia jest ważniejsza od zdrowia i życia pacjentów,
nigdy nie powinny być pracownikami szpitala”.

Taka deklaracja — wypowiedziana przez polityka z frakcji odwołującej się do wartości chrześcijańskich — jest nie tylko przejawem światopoglądowej nietolerancji, ale również jawnym wezwaniem do dyskryminacji katolików w zatrudnieniu.
To działanie niegodne tradycji, z której wyrosła Europejska Partia Ludowa, i sprzeczne z jej deklarowanymi zasadami.

Panie Przewodniczący,
czy Europejska Partia Ludowa akceptuje sytuację, w której jej przedstawicielka publicznie atakuje katolików za to, że realizują nauczanie Kościoła, a następnie doprowadza do zwolnienia z pracy człowieka, którego „winą” jest udział w inicjatywie pro-life zgodnej z Evangelium Vitae?
Czy w ocenie kierownictwa EPP takie działania są zgodne z zasadami chrześcijańskiej demokracji i poszanowania wolności sumienia?
I wreszcie — czy możemy spodziewać się jakiejkolwiek reakcji?
Podkarpacie, często nazywane „polską Bawarią”, to region głęboko zakorzeniony w wartościach, które EPP w swoich dokumentach uznaje za podstawowe.
Dziś właśnie tu — w sercu konserwatywnego katolicyzmu — europosłanka EPP staje się symbolem otwartej wrogości wobec ludzi wierzących.

Pytamy więc wprost: co jeszcze musi się wydarzyć, by kierownictwo EPP uznało, że granica została przekroczona?

Kierujemy również apel do Pana Donalda Tuska, przewodniczącego Platformy Obywatelskiej, partii należącej do rodziny EPP, o jednoznaczne stanowisko w tej sprawie.
Czy partia, która wciąż deklaruje przywiązanie do europejskich i chrześcijańsko-demokratycznych wartości, akceptuje sytuację, w której jej przedstawicielka publicznie domaga się wykluczania katolików z życia zawodowego?
Stowarzyszenie Europa Tradycja wciąż oczekuje odpowiedzi na pytania, które w 2023 roku skierowaliśmy do pani Łukacijewskiej.

Były to pytania merytoryczne i uczciwe.

Zamiast odpowiedzi – otrzymaliśmy zwolnienie z pracy prawnika za poglądy i za wierność nauczaniu Kościoła.

Z wyrazami szacunku,
Ryszard Skotniczny
Prezes Stowarzyszenia Europa Tradycja


dw.
Donald Tusk, Przewodniczący Platforma Obywatelska, ugrupowanie z rodziny EPP

Już dwa lata temu protestowaliśmy przeciwko temu, że europosłanka Elżbieta Łukacijewska publicznie atakuje katolików za ...
07/10/2025

Już dwa lata temu protestowaliśmy przeciwko temu, że europosłanka Elżbieta Łukacijewska publicznie atakuje katolików za ich poglądy. Wtedy powodem były jej obraźliwe komentarze wobec wiernych z rzeszowskiej katedry, którzy odważyli się przedstawić stanowisko Kościoła w sprawie procedury in vitro. W odpowiedzi na te słowa Stowarzyszenie Europa Tradycja skierowało list do przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej (EPP), Manfreda Webera, zwracając uwagę, że podobne zachowania stoją w sprzeczności z wartościami chrześcijańskiej demokracji, z której wywodzi się sama EPP.
Od pani Łukacijewskiej oczekiwaliśmy wówczas nie emocjonalnych reakcji i nieprzemyślanych oskarżeń, lecz merytorycznego stanowiska – uczciwej odpowiedzi na konkretne pytania dotyczące moralnych i prawnych konsekwencji procedury in vitro. Przygotowaliśmy i przekazaliśmy jej całą serię szczegółowych pytań, obejmujących kwestie bioetyczne, prawne i społeczne.
Do dziś nie doczekaliśmy się żadnej odpowiedzi.
Nie było refleksji, dialogu ani próby zrozumienia drugiej strony.
Zamiast tego nastąpiła eskalacja ataków – tym razem już nie tylko na poziomie dyskusji o poglądach, ale w formie czysto personalnych, dyskryminacyjnych wypowiedzi, w których pani Łukacijewska domaga się faktycznego wykluczania katolików z zatrudnienia w instytucjach publicznych.
Europosłanka, reprezentująca partię, która deklaruje przywiązanie do zasad równości i tolerancji, otwarcie głosi dziś pogląd, że osoby, „dla których religia jest ważniejsza od zdrowia i życia pacjentów”, nie powinny być pracownikami szpitali. To w istocie wezwanie do dyskryminacji światopoglądowej – do pozbawiania ludzi pracy tylko dlatego, że są katolikami i że odważnie bronią swoich przekonań.
W tej sytuacji uznaliśmy za konieczne ponownie opublikować nasze pismo z 2023 roku.
Niech każdy sam oceni, czy to my mieliśmy rację, ostrzegając przed narastającą nietolerancją wobec katolików, czy też ci, którzy dziś, dwa lata później, publicznie żądają ich wykluczania z życia zawodowego.

Szanowna Pani
Elżbieta Łukacijewska
Poseł do Parlamentu Europejskiego

“Nie rozumiem, skąd w ludziach jest tyle zła, zacietrzewienia i niezrozumienia” - była łaskawa napisać Pani Poseł komentując fakt, iż katolicy z rzeszowskiej Katedry ośmielili się wyrazić moralne wątpliwości w stosunku do procedury sztucznego zapłodnienia pozaustrojowego (tzw. in vitro).
Ne jest wielką tajemnicą, iż środowisko naszego stowarzyszenia uczestniczyło w formułowaniu zagadnień, które w formie projektu obywatelskiej uchwały podpartej stosowną ilością podpisów, została w ostatnich dniach przedstawiona prezydentowi Rzeszowa Konradowi Fijołkowi. Uważamy, iż jeśli polityk decyduje się na mocne zaangażowanie w kwestie, posiadające doniosłość moralną, jeśli czyni to odpowiedzialnie (a nie tylko dla medialnego poklasku), powinien być gotów nie tylko bronić, ale wręcz propagować swe stanowisko etyczne. Pani Poseł zdecydowała się w kategorycznych słowach potępić wiernych z rzeszowskiej Katedry. Czy w tej sytuacji zasadne jest oczekiwanie, iż również Pani Poseł zechce rozwinąć swe poglądy, przez odpowiedź na kilka pytań tych, dla których zagadnienie sztucznego zapłodnienia pozaustrojowego, nie jest aż tak oczywiste?

1. Czy przepisy dopuszczające procedurę in vitro jedynie do heteroseksualnych par ograniczają prawa osób homoseksualnych, w związku z czym za moralnie i prawnie dopuszczalne należy uznać stosowanie procedury in vitro dla związku dwóch kobiet, uznając ich prawo do poczęcia dziecka bez ojca?
2. Czy przepisy dopuszczające procedurę in vitro jedynie do heteroseksualnych par ograniczają prawa osób homoseksualnych, w związku z czym za moralnie i prawnie dopuszczalne należy uznać stosowanie procedury in vitro dla związku dwóch mężczyzn przy użyciu tzw. surogatki?
3. Czy przepisy dopuszczające procedurę in vitro jedynie do par, ograniczają prawa do rodzicielstwa indywidualnych osób, w związku z czym za moralnie i prawnie dopuszczalne należy uznać stosowanie procedury in vitro u kobiety, uznając ich prawo do poczęcia dziecka bez ojca?
4. Czy przepisy dopuszczające procedurę in vitro jedynie do par, ograniczają prawa do rodzicielstwa indywidualnych osób, w związku z czym za moralnie i prawnie dopuszczalne należy uznać stosowanie procedury in vitro w przypadku mężczyzny, przy użyciu tzw. surogatki?
5. Czy obecnie prowadzone procedury in vitro, doświadczenia i badania w związku z tym prowadzone, mogą stać się cześcią transhumanistycznego przedsięwzięcia w postaci tzw. sztucznej macicy (ektogeneza)? Czy jest to pożądany i dopuszczalny kierunek rozwoju technologii in vitro? Jeśli tak, komu powinno przysługiwać prawo korzystania z tej technologii? Poszczególnym osobom? Parom? Na jakich zasadach? Czy w tej koncepcji nadal będą osoby uznawane za rodziców, czy jest to część koncepcji całkowitego przebudowania społeczeństwa w kierunku wyeliminowania relacji międzypokoleniowych o treści obecnego rodzicielstwa i rodziny?
6. Czy za moralnie i prawnie dopuszczalne powinno być uznane preimplementacyjne diagnozowanie embrionów pod kątem selekcji płci, innych cech? Jeśli tak, to jakich, a w co należy uznać za niedopuszczalne?
7. Czy w wypadku niehomologicznego pochodzenia komórek rozrodczych, powstały w ten sposób człowiek powinien mieć prawo do poznania swojego pochodzenia? Na jakich zasadach? Czy powinny powstawać jakiś stosunki prawne na podstawie pochodzenia biologicznego (np. dziedziczenie), czy też zasadą powinno być, iż to osoby podejmujące decyzję o procedurze in vitro mogą skutecznie zdecydować o przyszłości człowieka, który przychodzi w ten sposób na świat (np. o jego wiedzy o biologicznym pochodzeniu)?
8. Czy adopcja zarodków powinna być dopuszczalna i na jakich zasadach? Obecne przepisy zdają się powodować skutki paradoksalne, skoro zarodek, jeśli pochodzi od kobiety, która stała się samotna, nie może sama podjąć się jego urodzenia, ale może przekazać go do adopcji. Co i dlaczego powinno być dopuszczalne w przypadku śmierci biologicznego ojca, gdy zarodek znajduje się w stanie zamrożenia? Matka powinna mieć możliwość dowolnego nim dysponowania? Możliwe powinno być wyrażenie woli w drodze testamentu, co do przyszłego losu zamrożonego zarodka?
9. Czy moralnie prawidłowe jest obecne rozwiązanie, iż możliwa jest tylko anonimowa adopcja? Dlaczego?
10. Co należy uczynić w związku z tym, iż nawet w sąsiadujących ze sobą krajach obowiązują odmienne przepisy regulujące procedury sztucznego zapłodnienia pozaustrojowego, co powoduje “turystykę” dla podejmowania działań, które ktoś uznaje za korzystne dla siebie - ale skutki, również prawne, następują na terenie kraju pierwotnego? Czy transgraniczne przemieszczanie zamrożonych zarodków powinno być dopuszczalne? Na jakich zasadach?
11. Czy niszczenie zarodków powinno być dopuszczalne i na jakich zasadach? Czy prawidłowe moralnie jest rozwiązanie, iż po dwudziestu latach następuje “nacjonalizacja” zamrożonych zarodków i można je oddać do adopcji bez względu na wolę osób, od których pochodzą biologicznie? Czy zarodki których badania wykażą ułomność powinny być niszczone niezależnie od woli osób, od których pochodzą biologicznie?
12. Jakie powinny być zasady (przepisy prawne) rozstrzygania sporów między osobami, od których biologicznie pochodzi zarodek, w wypadku sporu (w tym sądowego)? Np. o to, czy zarodki powinny być zniszczone?

Pan
Manfred Weber
Przewodniczący
Europejska Partia Ludowa

Minęło wiele lat od chwili, gdy św. Jan Paweł II zachęcał nas, Polaków, byśmy przyłączyli się do struktur Unii Europejskiej. Co powiedziałby dziś?
Projekt europejski, który miał na myśli św. Jan Paweł II, to niewątpliwie odwołanie do tradycji powojennej chrześcijańskiej demokracji. Ocena tego nurtu, z perspektywy czasu, może być dyskusyjna. Jedno jednak nadal wydaje się aktualne. Życie ludzkiej społeczności może trwać i rozwijać się tylko na fundamencie duchowym. Dla powstania Europy konstytutywne w tym zakresie było chrześcijaństwo.
Takie refleksje nachodzą dziś, gdy obserwujemy, jak Pan Przewodniczący, w obliczu zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego, usiłuje w europejskich stolicach doprowadzić do wzmocnienia, rozszerzenia obozu politycznego EPP. Jak powinniśmy się do tego odnosić my, Polacy? W świetle tego, co mówił nam św. Jan Paweł II? Jak nadać dzisiejszy wymiar jego słowom?
Teoretycznie, jest to zagadnienie bardzo interesujące. Czy praktyczną odpowiedzią jest, gdy czołowa posłanka EPP Elżbieta Łukacijewska angażuje się w lansowanie najbardziej dyskusyjnych etycznie postulatów lewicowej agendy?
To zastanawiające. Pan Przewodniczący zdaje się podejmować starania mogące sugerować, iż dostrzeżono konieczność powrotu EPP do korzeni. Akurat w Polsce, w tym samym czasie EPP radykalnie zmierza w lewo? Wręcz z rozbawieniem można było obserwować, gdy przed poprzednimi wyborami EPP udzielała w Polsce miejsca na swych listach politykom, o których wiadomo było z góry, iż zasilą bardziej lewicowe frakcje. Rzeczywiście jest tak, że teraz chcecie przekonywać Polaków głoszeniem lewicowych postulatów i bezpośrednimi atakami słownymi na katolików?
Odnosząc do niemieckich realiów czasem mówi się, iż Podkarpacie, to polska Bawaria. Niestety, przynajmniej gospodarczo, jest to na wyrost. Ale rzeczywiście, jeśli chodzi o kwestie moralne, przywiązania do nauczania Kościoła, sytuacyjnie niewątpliwie pełnimy taką rolę. Właśnie dlatego komuś może zależeć na przekazie: patrzcie, nawet na Podkarpaciu EPP atakuje katolików i nauczanie Kościoła.
Tych kilka myśli postanowiliśmy skierować do Pana Przewodniczącego, pozwalając sobie jednocześnie przesłać pismo, które skierowaliśmy do MEP EPP z Podkarpacia, pani poseł Elżbiety Łukacijewskiej.

Triada bez Piotra. Jak Terlikowski przepisuje mapę chrześcijaństwaWypowiedź Tomasza Terlikowskiego dotycząca mianowania ...
06/10/2025

Triada bez Piotra. Jak Terlikowski przepisuje mapę chrześcijaństwa

Wypowiedź Tomasza Terlikowskiego dotycząca mianowania Sarah Mullally na tzw. arcybiskupkę Canterbury ma pozornie charakter neutralnego komentarza religijno-kulturowego, w istocie jednak ujawnia zasadniczy kierunek jego myślenia o Kościele i o naturze władzy duchowej. Bezpośrednim kontekstem była decyzja Kościoła Anglii o powołaniu pierwszej kobiety na ten urząd — wydarzenie, które media odnotowały jako historyczne. Terlikowski, komentując to w swoich mediach społecznościowych, napisał:
„To, że arcybiskupem Canterbury została pierwsza w historii kobieta jest symboliczne. Wśród duchowych liderów świata chrześcijańskiego pojawiła się pierwsza kobieta i to – nawet w obrazie – zmienia świat religijny.”
Dalej doprecyzował, że choć „przed nią były zwierzchniczki Kościołów i wspólnot, były biskupki, i to oczywiście jest prawdą”, to jednak jego zdaniem jakościowa zmiana polega na tym, iż „arcybiskupka Sarah Mullally jako pierwsza kobieta stanie w trójcy przywódców kościelnych, którą – może nieoficjalnie (i zachowując pełną świadomość różnych pozycji, teologicznych umocowań i prawnego miejsca) – tworzą biskup Rzymu, patriarcha Konstantynopola i arcybiskup Canterbury.” Konkluzję zamknął prostym, ale wymownym zdaniem: „I to jest przełom.”
Z tych słów wynika jasno, że jego zasadnicza teza brzmi: wydarzenie to ma rangę „przełomu” dla symbolicznego układu przywództwa w świecie chrześcijańskim, bo po raz pierwszy w gronie najbardziej rozpoznawalnych liderów pojawia się kobieta. Choć Terlikowski zastrzega, że chodzi o „nieoficjalny” wymiar tej triady i że jest świadomy różnic teologiczno-prawnych, to jego komentarz ma charakter jednoznacznie afirmatywny. To nie tylko informacja o zmianie w Kościele anglikańskim, ale interpretacja o wymiarze duchowo-cywilizacyjnym — stwierdzenie, że w samym obrazie chrześcijaństwa nastąpiło przesunięcie, które zmienia świat religijny.
To myślenie jest charakterystyczne dla ostatnich lat działalności Terlikowskiego. Coraz wyraźniej odchodzi on od katolickiej teologii instytucjonalnej ku hermeneutyce symbolu i moralnego świadectwa. Uznaje, że w świecie współczesnym to nie sakrament i urząd, lecz wiarygodność osobista i prawda życia stanowią realne źródło autorytetu duchowego. Dlatego w jego języku biskup Rzymu, patriarcha Konstantynopola i arcybiskup Canterbury nie są trzema równorzędnymi hierarchami — są trzema figurami duchowego wpływu, które symbolicznie reprezentują trzy głosy chrześcijaństwa. W jego ujęciu to nie kwestia dogmatu, lecz „mapa znaczeń” w świecie, który utracił wspólny język wiary. Problem polega na tym, że taki sposób mówienia, nawet jeśli nie jest formalnie heretycki, w praktyce rozmywa tożsamość katolicką: podmienia prawdę teologiczną na konstrukcję kulturową, a hierarchię sakramentalną na demokratyczną scenę symboli.
Nie sposób oddzielić tego od sposobu, w jaki Terlikowski od kilku lat komentuje i kształtuje obraz Kościoła w Polsce. W jego publicystyce można dostrzec wyraźny schemat: stopniowe pozbawianie biskupów moralnej i duchowej wiarygodności. Nie robi tego wprost, nie atakuje dogmatu o sukcesji apostolskiej, nie kwestionuje samego sakramentu święceń. Zamiast tego pokazuje, że biskupi nie są w stanie pełnić swojej funkcji, bo zdradzili ducha Ewangelii, zamknęli się w instytucji, utracili kontakt z cierpieniem i prawdą. Ich urząd staje się w jego narracji pancerzem, w którym nie mieszka już żywa wiara. W ten sposób Terlikowski dokonuje operacji subtelnej, ale skutecznej: nie neguje struktury Kościoła, lecz odcina od niej moralne źródło autorytetu. To biskupi stają się „systemem”, a nie pasterzami; tym, co trzeba nie tyle obalić, ile unieważnić przez wyższy autorytet sumienia i świadectwa.
W tym sensie jego zachwyt nad tzw. arcybiskupką Canterbury nie jest pomyłką ani lapsusem. Jest logicznym dopełnieniem jego własnego projektu: przesunięcia centrum ciężkości Kościoła z hierarchii na osobiste świadectwo. W świecie, który utracił wiarę w urząd, autorytet ma mieć nie ten, kto został konsekrowany, lecz ten, kto przemawia w sposób wiarygodny dla ludzkiego doświadczenia. Kobieta na czele Kościoła anglikańskiego jest więc dla niego znakiem nowej formy duchowości — duchowości niehierarchicznej, pozbawionej sakralnego pośrednictwa, a przez to w jego odczuciu bardziej „ewangelicznej”. To właśnie tutaj spotykają się jego dwie tendencje: podziw dla religii, która się „ucieleśnia” w autentycznym człowieku, i nieufność wobec Kościoła, który pozostaje uwięziony w strukturach i tytułach.
W polskich warunkach ta narracja ma szczególnie wyraźny rezonans. Terlikowski wykorzystuje kryzys władzy episkopatu — skandale, zaniedbania, niezdolność do komunikacji — by przedstawić świeckiego publicystę jako głos bardziej proroczy niż głos pasterzy. Nie jest to już dziennikarstwo religijne, lecz forma równoległego magisterium, w którym interpretacja rzeczywistości zastępuje nauczanie, a osobista wiarygodność – święcenia. W tej logice każdy nowy przykład Kościoła „innego”, mniej instytucjonalnego, bardziej przejrzystego, staje się dla niego dowodem, że Duch Święty działa tam, gdzie nie sięga jurysdykcja biskupa.
Tak rozumiane chrześcijaństwo jest jednak coraz mniej katolickie w sensie ontologicznym, a coraz bardziej moralne i symboliczne. Wypowiedź o „trójcy przywódców chrześcijaństwa” nie jest więc błędem redakcyjnym, lecz manifestem: stwierdzeniem, że struktura hierarchiczna nie odpowiada już duchowej rzeczywistości świata. To teologia znaku, nie sakramentu; proroctwa, nie urzędu; moralnej prawdy, nie sukcesji apostolskiej. A zarazem — świadoma próba zmiany wyobraźni katolików: by zamiast patrzeć ku biskupom, zaczęli szukać autorytetu w tych, którzy „mówią prawdę” bez instytucjonalnego mandatu.
To, co Terlikowski robi w Polsce, jest więc procesem powolnej transformacji świadomości religijnej: od Kościoła posłuszeństwa ku Kościołowi sumienia. W tej transformacji biskup przestaje być znakiem jedności, a staje się funkcjonariuszem; sakrament kapłaństwa traci wymiar ontologiczny i staje się jedną z form społecznego zaangażowania; a wiara — nie tyle aktem przynależności, ile moralnym sprzeciwem wobec zepsucia. To rewolucja w katolickim języku — przeprowadzana nie przez teologa z zewnątrz, lecz przez człowieka, który używa znajomego kodu Kościoła, by go od środka rozbroić. W tym sensie jego komentarz o tzw. arcybiskupce Canterbury jest nie tylko błędny dogmatycznie, ale i symboliczny: jest obrazem Kościoła, jaki Terlikowski chciałby widzieć — Kościoła bez hierarchii, bez urzędu, z władzą rozproszoną między sumienia, emocje i moralne świadectwa. I właśnie dlatego jego wpływ, pozornie reformacyjny, w istocie prowadzi do czegoś głębszego: do unieważnienia sakramentalnego fundamentu katolickiej wiary.

Adres

Kombornia
Korczyna
38-420

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Europa Tradycja umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Europa Tradycja:

Udostępnij