26/06/2016
Czas na finał, epilog, wycyzelowanie czy jak kto nazwie ostatni rozdział popielgrzymkowego świadectwa Dawida. Dlaczego dopiero dziś? By przypomnieć o tym, co minione, ale też zaprosić na to, co będzie. Ale o tym kiedy indziej. A tymczasem za górami, za lasami... gdzieś pod Częstochową.
Co z powrotem? Myślałem, że powrót jest wpisany w umowę. A tu nic z tego. Dwa dni przed Częstochową musieliśmy wraz z Krzyśkiem coś wymyślić. W autobusie Katedry nie było już miejsc. Grupa Żuławy była dość nieliczna, więc mieli sporo wolnych miejsc w autobusie. Zapisaliśmy się u nich. Ale oni wracali od razu po apelu, a my chcieliśmy zostać do końca..
Dzień ostatni. Częstochowa. Bóg lubi zaskakiwać. Lunęło strasznie. Ale był to ciepły deszcz. I dzięki Ci Panie za natchnienie dnia powszedniego, by na ten ostatni dzień ubrać sandały.
Deszczak? Po co komu deszczak. Nie, inaczej. Kto ma przy sobie deszczak po półtorej tygodnia spiekoty? :-) Jeden się znalazł. Przezorna Julka miała, ale po co komu deszczak? Ano po to właśnie, by ratować nim gitarę! Jak dobrze mieć przy sobie drugiego człowieka.
Jasna Góra! Dotarliśmy! Przed wejściem do kościoła śpiewaliśmy dzielnie. Deszcz przestał padać, gitara w ruch i całym gardłem na chwałę Pana.
A w kościele? Emocje żadne. Człowiek przebywa Polskę, by doznać jakichś wielkich poruszeń przed obrazem Matki Boskiej, a tu nic z tego. Otóż nie! Dla mnie celem była droga. Gdyby celem była Częstochowa, pojechałbym autobusem. Na pielgrzymce liczy się droga. Każdy spotkany człowiek, każde świadectwo, każda katecheza, każda wspólna modlitwa, każda podróż trupiarką, gdy ktoś już się przewraca. Każda chwila słabości. Pielgrzymka to czas, gdy człowiek, chciał, nie chciał, w końcu prosi Boga o pomoc. Bo dla człowieka bez Boga ta podróż traci sens przy pierwszym bólu nóg, pierwszym bąblu. Dlatego tak ważna jest intencja, z jaką się idzie. Znaczy nie ważne jaka intencja, ważne, że jest, by w niej ofiarować każdy trud, wtedy cierpienie ma sens.
Polecam i zapraszam
Dawid Bukowski
A co z tym powrotem? Po apelu pokornie poszliśmy do autobusu grupy Żuławy, ale po drodze spotkaliśmy kochaną kwatermistrzynię Asię. Okazało się, że część osób chciała wracać szybciej, więc przepisali się do autobusu Żuław, i tym sposobem znalazły się miejsca dla nas w autobusie Katedry. Później, gdy już wracaliśmy, dotarła do nas wiadomość, że autobus Żuław stoi zepsuty gdzieś na trasie. I za nasz bezpieczny powrót do domu też...
CHWAŁA PANU!