05/07/2026
Kolejna pielgrzymka za nami.
Tym razem 48 - osobowa grupa z naszej parafii udała się poprzez Biuro Podróży Arka Travel z Łowicza, do Włoch. Zwiedzaliśmy Rzym , Monte Cassino,Neapol,Manoppello, San Giovanni Rotondo, Pompeje. Wiele przygód, wrażeń i niezapomnianych chwil pozostanie na długo w naszej pamięci. Naszym modlitwom polecaliśmy zmarłego księdza Jana oraz całą naszą parafię.
Obok kilku zdjęć wrzucam relacje samych naszych pielgrzymów, dla których był to święty , dobry czas.
Dzień pierwszy
To była wyjątkowa noc, w której lęk przed palącym, dziennym upałem ustąpił miejsca niezwykłej odwadze i wierze. Pielgrzymi z Kiernozi wyruszali właśnie w swoją kilkudniową drogę, zostawiając za sobą bezpieczną codzienność pod osłoną nocnego nieba. W gęstej ciszy tamtych godzin, przerywanej jedynie rytmem miarowych kroków, każdy z nich niósł w sercu swój własny, głęboko skrywany świat – jedną lub kilka niezwykle osobistych intencji, które paliły mocniej niż słońce. Dla każdego ta noc stała się granicą, gdzie fizyczny trud i zmęczenie zatarły się w zderzeniu z potęgą ducha, tworząc przestrzeń na to, co niewytłumaczalne, święte i głęboko intymne.
Ranek powitał nas na lotnisku Chopina w Warszawie. Choć wszystko wydawało się dopięte na ostatni guzik, zły duch do samego końca próbował pokrzyżować nasze pątnicze plany, mącąc i siejąc chaos podczas odprawy pasażerów. Pełni lęku, niepewności i cichej modlitwy na ustach, ostatecznie przeszliśmy przez te trudy i oderwaliśmy się od ziemi, by ruszyć ku stolicy chrześcijaństwa.
Gdy dotarliśmy na miejsce, Rzym przywitał nas prawdziwym ogniem – żar lał się z nieba niemiłosiernie, wystawiając naszą wytrwałość na pierwszą wielką próbę. Jednak z każdym pątniczym krokiem zmęczenie ustępowało miejsca zachwytowi. Przed naszymi oczami ożywała historia: monumentalne Colosseum, gdzie krew przelewali pierwsi męczennicy, majestatyczny Panteon z otwartym ku niebu dachem, tętniący życiem Plac Navona oraz zjawiskowa Fontanna di Trevi i wiele wiele innych zabytków antycznych.
Utrudzeni, ale nieopisanie szczęśliwi, schroniliśmy się na chwilę w wąskich, klimatycznych uliczkach Zatybrza (Trastevere). Tam, w cieniu wiekowych kamienic, mogliśmy wreszcie złapać oddech i poczuć prawdziwą bliskość naszej wspólnoty.
Gdy słońce zaczęło zachodzić, opuściliśmy Rzym, by udać się na zasłużony spoczynek do uzdrowiskowego Fiuggi. Nogi bolą, serca drżą z emocji, ale wiemy jedno – ta pielgrzymka już teraz głęboko nas zmienia. Jutro kolejny dzień naszych rekolekcji w drodze!
Dzień drugi
Drugi dzień naszej pielgrzymki przyniósł chwile pełne głębokiego wzruszenia i zadumy. Mimo lejącego się z nieba żaru, wyruszyliśmy na Monte Cassino – na cmentarz żołnierzy polskich, którzy oddali życie za wolność naszą i całej Europy. Stanęliśmy w miejscu, gdzie przed laty, zamiast rosy, to maki piły polską krew.
Nasz ksiądz proboszcz odprawił na miejscu niezwykle poruszającą Mszę świętą w intencji poległych bohaterów. W pełnym skupieniu i modlitewnej ciszy oddaliśmy im hołd, czując ogromną wdzięczność za to, że możemy dziś żyć w prawdziwie wolnym kraju. Złożyliśmy kwiaty, zapaliliśmy znicze, a także zostawiliśmy tam wyjątkowy ślad – osobliwą pamiątkę z naszej rodzinnej Kiernozi.
Odwiedziliśmy również potężny klasztor benedyktynów. Jego niezwykłą, wielowiekową historię przybliżyła nam pani Grażynka, nasza niezastąpiona przewodniczka. Ilość wiedzy i ciekawostek, jakie nam przekazuje, jest po prostu nie do opisania – słuchaliśmy jej z zapartym tchem.
Pełni reflekscji i wzruszeń po wizycie na Monte Cassino, ruszyliśmy w dalszą drogę. Naszym kolejnym celem był tętniący życiem Neapol, który przywitał nas zupełnie inną, niezwykle radosną atmosferą.
Wieczorem czekał na nas wyjątkowy, bardzo rodzinny akcent. Podczas wspólnej kolacji świętowaliśmy imieniny naszej siostry Emilii. Cała grupa, z głębi serca i przy wtórze braw, zaśpiewała jej głośne „Sto lat!”. Był to moment pełen uśmiechu, życzliwości i prawdziwej integracji naszej kiernozkiej wspólnoty.
Prawdziwą wisienką na torcie tego intensywnego dnia okazał się jednak nocny spacer po urokliwych, wąskich uliczkach Neapolu. Oświetlone miasto, tętniące wieczornym życiem, miało w sobie coś magicznego. Zmęczeni, ale przeszczęśliwi i pełni wrażeń, wróciliśmy na odpoczynek, z niecierpliwością czekając na to, co przyniesie kolejny
A kolejny dzień to Neapol w pełnym, oślepiającym słońcu. Miasto tętniące życiem, przepełnione gwarem, zacieśnione ciasnymi, niezwykle urokliwymi uliczkami, w których zapachy lokalnych knajpek mieszają się z historią. Wokół nas tysiące ludzi – każdy gdzieś biegnie, dokądś spieszy, czegoś nerwowo szuka... dokładnie tak jak my.
My jednak mieliśmy w sercach zupełnie inny, święty cel. Szukaliśmy śladów stóp ojca Dolindo. Przemierzaliśmy te same zaułki, którymi kiedyś chodził ten niezwykły kapłan, spragnieni bliskości miejsca, gdzie przez lata odprawiał Mszę Świętą i gdzie ostatecznie spoczęło jego zmęczone ciało. Kto choć raz usłyszy historię tego skromnego zakonnika, ten bez pamięci zakocha się w jego bezgranicznym oddaniu i płomiennej miłości do Pana Boga. Drogi Pielgrzymie! Jeśli jeszcze nie znasz poruszającego życia ojca Dolindo, z całego serca błagam cię – sięgnij po literaturę o nim. To przecież On wyrył w naszych sercach najpiękniejszy, ratunkowy akt zawierzenia: „Jezu, Ty się tym zajmij”. To On sam, zza grobu, z czułością prosi nas, abyśmy odwiedzając go, zapukali w marmurową płytę trzy razy...
To, co działo się w naszych duszach, to przeżycia absolutnie nie do opisania. Ocean emocji! Każdy z nas chłonął te chwile na swój własny, intymny i niesamowicie głęboki sposób. Łzy wzruszenia same cisnęły się do oczu. Dziękujemy Ci, Panie Jezu, z całego serca dziękujemy, że pozwoliłeś nam stanąć przy grobie Twojego wiernego Sługi! Dziękujemy, że nas tam przyprowadziłeś. Mogliśmy oddychać powietrzem tej samej świątyni, w której ojciec Dolindo z miłością grał na organach, a Ty... Ty sam, Panie, śpiewałeś ukryty w Jego muzyce, podczas gdy zachwyceni ludzie zamierali z wrażenia, pytając, do kogo należy ten nieziemski, cudowny głos.
Wracamy odmienieni, ale ta podróż się nie kończy. Jakże dobrze byłoby teraz odrobić tę rozpoczętą w Neapolu lekcję miłości – zanurzyć się w książkach, doczytać i poznać jeszcze bliżej tego niezwykłego, cichego i tak potężnego w niebie zakonnika.
I znów kolejny dzień tego niezwykłego, błogosławionego i tak głęboko dotykającego duszę pielgrzymiego szlaku!Serce wręcz krzyczy z bezbrzeżnej wdzięczności za to, że mogę tu być. Dziękujemy Ci, Panie nasz, że dajesz nam siłę, by krok po kroku stawiać fizycznie zmęczone stopy. Tak, ciało mdleje ze zmęczenia, ale dusza... dusza wręcz rwie się do przodu! Niesie nas ponad każdym trudem, spragniona tej czystej, obmywającej serce duchowej radości.
Teraz nasze drogi prowadzą do San Giovanni Rotondo, do Ojca Pio – potężnego franciszkanina, którego zna cały świat, człowieka bez pamięci zatraconego w miłości do Pana Jezusa i Najświętszej Matki. Przyjechaliśmy, skromna, cicha grupa z naszego małego, miasteczka Kiernozi. Stajemy w długiej, pokornej kolejce do jego grobu. Każdy szept modlitwy, każdy przesuwany w drżących palcach paciorek różańca to krzyk o ratunek. Wypraszamy łaski dla nas, dla naszych rodzin, dla całego pogubionego świata. Przyjeżdżamy tu zrzucić z siebie ciężary, szukać utulenia w bólu i żebrząc o cud – o uzdrowienie poranionego ciała i sponiewieranej grzechem duszy.
Dzięki naszemu cudownemu przewodnikowi, ojcu Jackowi, tajemnica życia Ojca Pio dotyka nas do żywego. Słuchamy o życiu uderzająco prostym, skrajnie skromnym, a jednocześnie tak potwornie przepełnionym fizycznym cierpieniem, mistyczną udręką i... nieziemską, porywającą radością. Odkrywamy na nowo proroka, który przenikał ludzkie sumienia na wylot, który znał całego człowieka – jego ból i grzech – zanim ten w ogóle zdążył podejść i otworzyć usta. O kapłanie, który całe dnie i noce, do całkowitego omdlenia, spędzał uwięziony w ciasnej przestrzeni konfesjonału.
Ten konfesjonał... Boże, czym on tak naprawdę jest dla każdego z nas? Stojąc tam, w San Giovanni, człowiek czuje gwałtowny, niemal bolesny przymus, by zajrzeć w najgłębsze, najbardziej mroczne i ukryte zakamarki własnej duszy i umysłu. Czym jest dla nas ta drewniana kratka? To przecież nie mebel.
Każdy z nas jechał tu z jakąś wiedzą. Wiedzieliśmy o krwawiących stygmatach. Ale ile ich tak naprawdę było? Pięć czy może sześć, wliczając tę potężną, niewyobrażalnie bolesną ranę na ramieniu, która upodobniła go do niosącego krzyż Chrystusa? No właśnie... Bo ta pielgrzymka to nie są zwykłe wczasy. To pisane sercem rekolekcje w drodze.
Widok naszego drogiego księdza proboszcza, który odprawia Mszę Świętą dokładnie w tym samym miejscu, w którym przez dziesięciolecia celebrował ją Ojciec Pio – zwróconego twarzą do Ołtarza Pańskiego, w tym samym mistycznym, głębokim rycie... I ten stojący tuż obok, autentyczny konfesjonał Świętego. Gardło ściskało ze wzruszenia, a serce zamarło. Miało się porażające, namacalne wrażenie, że Ojciec Pio stoi tam tuż obok nas. Że jego przebita, ociekająca krwią dłoń unosi się nad naszą grupą w geście rozgrzeszenia, a jego zmęczony głos szepcze prosto do naszych serc: „Nie bój się, moje dziecko, ja trzymam cię za rękę przed tronem Boga”. Przywieźliśmy z Kiernozi całe nasze pokiereszowane życie, a wyjedziemy stąd podniesieni, uzdrowieni i otuleni miłością, której nie da się opisać żadnymi słowami świata!
To niesamowite, jak te rekolekcje głęboko zapadają w serce, ale to przecież jeszcze nie koniec naszej świętej podróży! Żegnając ze łzami w oczach przepełnione obecnością ojca Pio San Giovanni Rotondo, ruszamy dalej. Nasz szlak prowadzi teraz ku malowniczemu Gargano, do przepięknego, zawieszonego między niebem a ziemią włoskiego miasteczka.
W autobusie panuje niezwykła atmosfera. Nasza niezastąpiona pani Grażynka, z niesłabnącym zapałem i miłością w głosie, snuje dla nas kolejne opowieści. Słuchamy jej jak urzeczeni. Przenosi nas w czasie niczym najlepszy nauczyciel, odkrywając tajemnice sprzed ponad tysiąca lat.
I wreszcie jesteśmy na miejscu. Kiedy stajemy twarzą w twarz z monumentalnymi, tysiącletnimi drzwiami świątyni, czas dosłownie zamiera. Ogarnia nas głęboka cisza i wzruszenie. Zatrzymujemy się na tę jedną, a w naszych sercach rodzi się ogromne, wręcz mistyczne pytanie: jak to możliwe? Jak to po ludzku pojąć, że już za moment przekroczymy ten próg i ujrzymy miejsce dotknięte nieziemską obecnością – cudowną Grotę, którą wybrał i uświęcił sam Michał Archanioł?
Przecież to właśnie tutaj, w tym surowym kamieniu, czujemy potęgę Wodza Niebieskich Zastępów. Tego samego, który z okrzykiem „Któż jak Bóg!” stanął w obronie Bożej chwały. Stajemy w miejscu triumfu pokory nad najstraszliwszą pychą Lucyfera – niegdyś najpiękniejszego z aniołów, „Niosącego światło”, który przez egoizm zbuntował się i został strącony w otchłań. Tutaj, w Gargano, dotykamy żywej historii tej wielkiej, kosmicznej walki dobra ze złem. Wiemy jednak, że miecz św. Michała do dziś chroni każdego z nas przed zakusami upadłego anioła.
Serca biją nam mocniej z zachwytu i wdzięczności, gdy z pokorą wchodzimy do środka!
Słuchamy poruszającej prelekcji ojca o tym świętym miejscu. W sercach kilku pielgrzymów rodzi się głębokie pragnienie, by przyjąć i z dumą nosić szkaplerz Świętego Michała Archanioła. Jednocześnie inni, poruszeni do głębi usłyszanymi słowami, w ciszy i skupieniu czekają na moment, by oddać swoje troski w sakramencie pokuty i pojednania.
Jednak znalezienie spowiednika mówiącego po polsku na zagranicznym szlaku to często ogromne wyzwanie, które uczy nas pokory. To bolesne zderzenie z rzeczywistością uświadamia, że drogę do Boga warto zacząć znacznie wcześniej. Nie odkładajmy oczyszczenia na ostatnią chwilę, nie czekajmy z lękiem na cud – przygotujmy nasze dusze i serca jeszcze przed wyjściem z domu, by wyruszyć w drogę z czystą kartą. Zachwyceni i przepełnieni świętością tego niezwykłego miejsca, ruszamy w dalszą drogę. Zabieramy ze sobą słowa, które głęboko zapadły nam w pamięć, oraz podjęte w sercu zobowiązania, ciche przyrzeczenia i zadośćuczynienie. Przemienieni, z nową ufnością wkraczamy na kolejny etap naszej pielgrzymki.
Piąty dzień przyniósł upragnione wytchnienie dla zmęczonych ciał. Po porannej Mszy Świętej, która napełniła nas wewnętrznym pokojem, przyszedł czas na zasłużony odpoczynek nad brzegiem szumiącego Morza Śródziemnego. Wspólne kąpiele, łapanie ciepłych promieni słońca i beztroski śmiech pozwoliły nam całym sercem celebrować uciekającą chwilę. W te dni mocno dźwięczało nam w uszach surowe memento mori, ale to właśnie tam, na rozgrzanej plaży, w pełni zrozumieliśmy też drugie, zachwycające wezwanie: memento vivere – pamiętaj, by żyć i dziękować za dar każdej sekundy.
Dzień szósty.
Nasze serca skierowały się ku Manoppello – miejscu niezwykłemu, gdzie czas na chwilę się zatrzymuje. To właśnie tam, w sanktuarium, kryje się bezcenny skarb: Chusta św. Weroniki. Ta sama, którą ta odważna kobieta otarła zalaną krwią i potem Twarz umęczonego Chrystusa idącego na Golgotę. W gęstym, krzyczącym tłumie, pośród obojętności i wrogości świata, tylko Ona jedna zdobyła się na ten prosty, naskroś ludzki, a jednocześnie tak heroiczny gest miłości wobec cierpiącego Boga.
Gdy staliśmy przed tym niezwykłym Obliczem, tonąc w gąszczu własnych myśli i pytań, nasza pilotka, pani Grażynka, rozwiała wszelkie wątpliwości. Przypomniała nam, że według rygorystycznych badań naukowych, Twarz z Chusty w Manoppello i Twarz z Całunu Turyńskiego nakładają się na siebie w sposób idealny. To jest dokładnie ta sama Osoba. To Ta sama, pełna miłości i cierpienia Twarz naszego Zbawiciela! Ta świadomość sprawiła, że po plecach przeszły ciarki, a w oczach pojawiły się łzy wzruszenia.
Uwieńczeniem całego pątniczego trudu była uroczysta Msza Święta. Gdy wybrzmiały ostatnie pieśni, dotarło do nas, że ten fizyczny szlak właśnie dobiegł końca. Te niezwykłe, głębokie rekolekcje w drodze są już za nami. Choć wracamy do domów, ta pielgrzymka tak naprawdę nigdy się nie skończy. Zostaje w naszych sercach już na zawsze – wyryta głęboko, niezmywalna i żywa. Teraz wszystko zależy już tylko od nas. Od tego, jak bardzo pozwolimy tym przeżyciom pracować w naszej codzienności i jak obficie będziemy czerpać z tego czystego źródła łaski, które dane nam było odnaleźć.
Amen
Pozdrawiam x.r i pozostali pielgrzymi.
Ps. Jak Bóg pozwoli, za rok odbędzie się pielgrzymka do Grecji , śladami świętego Pawła 😀