26/04/2026
KOMENTARZ DO LITURGII SŁOWA
Czwarta Niedziela Wielkanocna
26 kwietnia 2026; Rok A, II
Czytania liturgiczne: Dz 2, 14a. 36-41; Ps 23 (22), 1b-3a. 3b-4. 5. 6 (R.: por. 1b); 1 P 2, 20b-25; J 10, 1-10
Niedziela pasterzy
Czytania, składające się na Liturgię Słowa Czwartej Niedzieli Wielkanocnej, wydawać się mogą, nawet, pełne sprzeczności. Oczywiście, choćby człowiek wiary nie miał jasności, co one mówią, bo wydają się niespójne wzajemnie ze sobą przy pierwszym ich wysłuchaniu, to z pokorą, zapewne, pogodzi się z tą sytuacją. Nie trzeba być przecież biblistą ani teologiem, by mieć świadomość tego, że człowiek wiary, głosu Boga powinien słuchać. I, co więcej: powie również, że winien za głosem Boga podążać. A, jeśli przyjmie to wezwanie, to również uzna z pokorą, że nie może słuchać innego głosu. A, już śmiertelnie poważnie o tym myśląc: nie może za innym głosem niż Bożym, podążać.
Przywracając swojej pamięci zapis biblijny, odnoszący się do rajskiej prehistorii człowieka, to zapewne też doda, że powinien słuchać głosu Boga, żadnego innego, dla swojego Dobra własnego. I to jest jednoznaczne odniesienie do powodu i uzasadnienia dla świętowania tej Niedzieli. Bowiem, dla swojego Dobra własnego, dobrze by człowiek słuchał Opiekuna, wiernego i wszechmocnego, Którego autorzy natchnieni teksów liturgicznych, wszyscy, nazywają Pasterzem i Którego mają za Pana.
Ta niedziela jest o panach, którzy winni być pasterzami, by postępować dobrze i zyskać nowe imię: dobry. Jest o pasterzach, doskonałych w pełnieniu swojej roli, którzy przez to są panami nie inaczej, jak Dobrem.
Pan, który nie jest pasterzem, nie może być dobry
Na tym, między innymi polega twierdzenie o Biblii jako żywym Słowie, że mimo wiedzy religijnej i biblijnej, to jakże często i jakże wielu uznaje, że poradzi sobie dobrze z tym, przed czym staje, bez podpowiedzi z zewnątrz. Jakże często i jakże wielu też uznaje, mimo świadomości popełnianych błędów w przeszłości, że radzi sobie wystarczająco dobrze w swoim życiu, by nadal poprzestawać tylko na sobie. Jakże często i jakże wielu uznaje, że jest na tyle efektywnie panem swojego losu, by nic w sobie, w swoim działaniu nie zmieniać. Taką postawę uosabia Saul, pierwszy z królów Izraela, czego dowiadujemy się ze starotestamentowej lektury Księgi Samuela. Bóg zaś, w Imię Którego sędzia i prorok Samuel namaścił Saula na pierwszego króla dla Ludu Wybranego, nie akceptuje odstępstwa od Dobra, Które przyobiecał Izraelowi się spełni. Stało się to już za dni Abrahama, gdy Bóg zapowiedział objęcie przez potomków Abrahama Ziemi Obiecanej, która miała być mlekiem i miodem płynącą i to aż na wieczność. Saul, korzystając z nadanej mu władzy, to prawda, że okazał się panem, ale nie pasterzem. Dlatego, Bóg nakazał Samuelowi obwieścić, że zostaje mu cofnięte błogosławieństwo Boże i mimo zasiadania na tronie przez Saula, nakazał namaścić na króla jednego z synów Jessego Betlejemity.
To, co jest kluczem do zrozumienia przez człowieka, tak myślącego o sobie i swoim życiu, jak Saul, że rozmija się z prawdą, jest przyjęcie przez niego za wiarygodne twierdzenie, że nie poznał jeszcze Dobra. Saul, za dobre dla siebie miał swoją władzę i swoje panowanie, sprawowane dla tego wyłącznie, by spełniało się to, co on sam uznał za takie albo co miał za dobre, dla siebie. Celem panowania i sprawowania władzy nie było dla Saula Dobro, Którym Bóg Jest. To Bóg, jak się zdaje, miałby Saula zaakceptować takim, jakim on chce być jako konsekwencja jednorazowego aktu mianowania go królem. Dobro Jest duchowe i osobowe, Jest poza człowiekiem, ale poszukiwanie Dobra poza sobą, nie było dla Saula istotą jego panowania i nie nadawało mu sensu.
Człowiek, Dobro własne, może odczuwać w swoim duchu, ale nie będzie miał Dobra w swoich rękach. I tak się stało z Saulem – sądził i tak działał, że jest panem tego, co dobre dla niego i nie poznał Dobra, nie doświadczył Go w swoim duchu. Choćby zabrzmiało to komukolwiek, jak coś, co się natychmiast odrzuca, bo jest zwyczajnie niewiarygodnie, albo zupełnie niecodziennie i niepraktyczne, to trzeba powiedzieć i to: Dobro Jest w rękach Pasterza. A On Jest duchowy i osobowy.
Doświadczenie Dobra jest wyborem Dawida
Wszystkie, niedzielne czytania liturgiczne prowadzą do tego samego wniosku: Dobro Jest w Bogu całe. Choć, Dobro może się spełnić w człowieku, Dobro może się z nim spełniać i Dobro może się spełniać dla niego, to dopiero, człowiek doświadczając Dobra w swoim duchu podobnie jak Dawid postępując, może z przekonaniem błogosławić swoje istnienie takie, jakie przeżywa. Może właśnie wtedy błogosławić Boga, odnajdując w sobie całą możliwą radość, mimo że codzienność człowieka jest taka, jak ją Dawid określił w psalmie, przywoływanym przez Kościół tej Niedzieli, to jest jakby: „... przechodził przez ciemną dolinę.”
Kogo z żyjących dziś przekona to do przeżywania codzienności tak, jak Dawid?
Niedzielny tekst psalmu, którego autorstwo przypisuje tradycja królowi Dawidowi, może być powodem niepokoju, albo i niezgody. Bo, jak ze spokojem umysłu i serca zestawić słowa błogosławieństwa Dawida wobec Boga, z kalendarzem zdarzeń i faktów z jego życia. Jego życie przecież, choć niewątpliwie chwalebne, wprost wysokie i historyczne, to jednocześnie było pełne tragizmu, niewolne od głębokiego bólu i lęku, wielkiego cierpienia i zawodu. Jak zatem, brać pozytywnie i bez wątpienia, pochwalne słowa Dawida wobec Boga, jak choćby te: „… niczego mi nie braknie, pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach. Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwia moją duszę.”, odnosząc je do dziesiątek nieszczęść, jakim Dawid musiał stawić czoła, jak to relacjonuje bardzo szczegółowo i wiarygodnie Samuel. On, ostatni sędzia Izraela i prorok, który wypełniając wolę i Słowo Boga, nie tylko namaścił syna Jessego na króla Izraela, ale też nieustannie aktualizował on swoją wiedzę o Dawidzie. Dzięki relacji biblijnej każdy dziś, poznając na podstawie starotestamentowej Księgi Samuela historię życia Dawida i Izraela za jego dni, zapewne może powiedzieć, że sformułowanie, jakiego właśnie Dawid użył w swoim psalmie: „Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę, …”, bardzo dobrze oddaje charakter jego, tak można to nazwać, królewskich losów.
Pamiętając tragiczną postać Dawida i przypominając sobie, nazywając to współczesną terminologią, jego życie w ciekawych czasach, niezwykle intrygujące są sformułowania z jego psalmu, jak choćby te: „Stół dla mnie zastawiasz na oczach mych wrogów. Namaszczasz mi głowę olejkiem, kielich mój pełny po brzegi.” Sam autor daje odpowiedź, z czego on czerpał radość, co powodowało, że on odczuwał w swoim duchu, wprost, radosny przymus błogosławienia Boga. Nazwał to tak: „Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach przez wzgląd na swoją chwałę.” Okazuje się, że Dawid nie czerpał satysfakcji z tego, że nieźle sobie radził w życiu, idąc od zwycięstwa do zwycięstwa nad wrogami Izraela, syty oddawanymi mu honorami i chwałą. On, jak się okazuje i do czego się przyznawał, czerpał głęboką radość z tego, że dokonywał w życiu dobrych wyborów. Że podejmował dobre decyzje, postępując dobrze i dla Dobra.
On, mimo, że król, to uznaje głos Boga, wzywający do Dobra, za najcenniejszą wskazówkę do swojego własnego postępowania. On słysząc ją, nie odrzuca jej, ale jej się poddaje. A, postępując zgodnie ze Słowem Boga, w tym znajduje radość. To prawda, że brzmieć to może, jak głos daleki od codzienności i wyborów codziennych człowieka, stąd: w to, albo człowiek uwierzy, albo nie pozna w swoim duchu Dobra, prawdziwie.
Jakie to odczucie, o którym zdaje relacje Dawid psalmami i, jak zmienić się może nastawienie człowieka do siebie, innych i własnego życia, nie można, co winno być dla wszystkich oczywiste, poznać dopóty człowiek nie spróbuje tego samego doświadczyć, tak samo postępując, jak Dawid.
A jeśli ktoś byłby podjął taką próbę, to musi w nią wchodzić z tą wiedzą biblijną, że nawet postępowanie takie, jak Dawida, nie uwalnia człowieka od bólu i cierpienia. Nie czyni nikogo wolnym od lęku i niepewności, które są owocem zła, duchowego i osobowego. Ono, duchowe i osobowe zajmuje myśli, wolę człowieka. Skłania do złego działania tak wielu ludzi, z odczuwalnym skutkiem przez jakże wielu. Mimo to, Dawid mówi w swoim psalmie o tym, czego doświadczał od innych ludzi w sposób, można uznać, zaskakujący i znów niecodzienny: „… zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.” Dawid mówi o niezwykłym przekonaniu, a może raczej o swoim doświadczeniu wewnętrznym w postaci Obecności Dobra, Obecności duchowej i osobowej, obrazując to jednym, krótkim zdaniem: „…, bo Ty jesteś ze mną.” Zgodnie z oświadczeniem się Dawida w sprawie tego, czego w duchu doświadczał, można uznać, że zła, jakiego Dawid doznawał od innych, nie brał za usprawiedliwienie do czynienia czegokolwiek, co byłoby złe lub do zła byłoby prowadziło. A to, jak można sądzić zasadnie, czyniło go w duchu, zaskakująco nawet radosnym autorem psalmów, wielbiących i błogosławiących Boga – trudne? Trudne, ale historia Dawida pokazuje, że możliwe i przekonujące nawet wielkiego króla do dobrego postępowania. No ale, kogo to przekona do przeżywania swojej codzienności tak, jak Dawid?
Motywacja Dawida, króla i pana w Izraelu
Na koniec tekstu liturgicznego, Dawid wyjawia powody, dla których tak właśnie czynił, dla których tak przeżywał swoją, królewską codzienność i spełniał się jako panujący: „Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną przez wszystkie dni życia i zamieszkam w domu Pana po najdłuższe czasy.” Dom Pana, Dawid uznawał za najlepsze miejsce dla siebie. Nie smakowanie władzy, nie kosztowanie panowania, ale to miał za motywację do znoszenia przeciwności i do stawania wobec nich, ufając w Dobro Boga.
Dawid miał świadomość tego, że Bóg Jedyny, co prawda przyobiecał już Mojżeszowi, że będzie mógł z Nim się spotkać w Namiocie Spotkania, ale jednocześnie, miał również świadomość, że nikt nie może związać Boga z żadnym miejscem na ziemi. Nikt nie może związać Boga wymiarem materialnym inaczej, jak tylko z człowiekiem, przeżywającym swoje istnienie Dobrem, Którym On Jest. Dawid pamiętał to, jak Bóg uwolnił Arkę Przymierza z niewoli filistyńskiej poprzez serię wielkich plag i zniszczenie posągu Dagona w Aszdodzie. Filistyni, zmuszeni strasznymi karami, doświadczając chorób i śmierci, sami odesłali Arkę do Izraela po siedmiu miesiącach. Tak uznali wyższość Boga Izraela nad swoimi bóstwami. Bóg Jest Panem tego, co świat stanowi i to sprawiało, że Dawid w Bogu uznał Pana jedynego, a przez opiekę nad nim, za dobrego pasterza.
W tym, przywołanym wyżej oświadczeniu się Dawida, w tak wyrażonej nadziei, w takim sformułowaniu celu swojego panowania, jakże się on okazał proroczy, wobec tego, co stało się dziesięć wieków później doświadczeniem Jezusa z Nazaretu, potomka jego rodu. Nie dość, że Jezus narodził się w rodzinnym dla Dawida Betlejem, króla Izraela, to zrobił krok dalej w logice panowania i królowania Dawida. Jezus Jest panującym nad śmiercią i Jezus Jest królem życia, wiecznego, każdego w Nowym Izraelu. Jezus, choć Człowiek, to Jest dysponentem pełni Dobra Boga, Którym się udzielić pragnie każdemu człowiekowi. Będąc tak Królem i Panem, Jezus Jest dobrym pasterzem.
Znając motywację starotestamentowego Dawida i patrząc na historię tego, jak Dawid przeżywał swoje istnienie, łatwo znaleźć każdemu człowiekowi, w każdym kolejnym pokoleniu, warunki do królowania i panowania przez każdego, kto pragnąłby zyskać takie samo, Dawidowe i duchowe doświadczenie i to na sposób i trwały, i codzienny. Warto sięgnąć po to starotestamentowe doświadczenie, gdyż zadziwiające może być dla człowieka wiary dziś, jak wielkie jest podobieństwo historii Dawida, zawierającej się w charakterystyce Jezusa, zaprezentowanej przez Jana w jego Liście, przywołanym przez Kościół tej Niedzieli. Może teraz, kogoś zainteresuje to, by przejąć motywację Dawida i jego doświadczenie życia, a w nim radości z tego, że człowiek czyni to, co konieczne do Dobra. Choć, naśladowanie doświadczenia Jezusa, dać może człowiekowi jeszcze więcej.
Czego oczekiwać od pasterza, który stał się królem
Dawid, swoim uwielbiającym Boga tekstem pieśni, poetycko, ale dosyć jasno mówi o powodach, dla których błogosławi Boga.
Dawida życie, zostało głęboko przemienione przez Boga. Kiedy Samuel, wiece szanowany w tamtym czasie w Izraelu Boży człowiek, powszechnie też zwany „widzącym”, w tajemnicy namaszczał Dawida na króla, był on pasterzem owiec, ostatnim z grona ośmiu synów Jessego. Co prawda, jego ojciec był znany ze sprawiedliwego postępowania, ale zapewne miał Dawid świadomość tego, co liczby mówiły też innym. On jako ósmy z synów, był poza gronem opisanym biblijną liczbą 7, oznaczającą pełnię, obrazującą coś, co jest skończone i kompletne. Nie mógłby zapewne liczyć, będąc ósmym z synów na cokolwiek w porządku, wyznaczanym przez następstwo krwi i kolejność narodzenia potomków. Pierworodny otrzymywał z dziedzictwa ojca w dwójnasób, ale ostatniemu mogłoby nie przypaść z niego w udziale nic. A choć był najmłodszym i ostatnim z grona braci, to on, nie oni, został przez Samuela namaszczony na króla. Potrzeba byłoby mieć prawdziwie głęboką i wiarę, i ducha proroczego, by wtedy przyjąć, że w przypadku Dawida spełni się symbolika biblijna liczby 8. A liczba ta zapowiada nowy początek, życie wieczne oraz nowy porządek stworzenia. Ta liczba bowiem, przekracza biblijny cykl siedmiodniowy, wskazując na rzeczywistość po-dziejową i Boską. Ta liczba, zapowiada inny wymiar życia, panowania i królowania. Dopiero dziesięć wieków później, poddani Nowego Dawida, rozpoznaliby w najmłodszym, ósmym synu Jessego i w jego życiu, biblijny pierwowzór Chrystusa, Który dla Izraelitów wierzących w Jezusa, zmartwychwstał właśnie ósmego dnia.
Dopiero przywołane wyżej fakty, rzucają nowe światło na tę, tak dobrze znaną historię z życia Dawida. W opinii jego starszych braci, Dawid jako tylko bardzo młody człowiek i tylko pasterz, stanął do walki ze sławnym żołnierzem filistyńskim. Goliat, bo o niego chodzi, był olbrzymim wojownikiem z G*t, opisanym w 1 Księdze Samuela. To niepokonany gigant, mierzący ponad 2,9 metra wzrostu. Wzywał on, daremnie, przez 40 dni Izraelitów do pojedynku. Nie znalazł jednak w Izraelu ani jednego odważnego, siejąc postrach zarówno ciężką zbroją, jak i ogromną włócznią. I to też symboliczna liczba w Biblii: 40. Symbolizuje ona najczęściej zamknięty okres próby, albo pokuty czy oczyszczenia, albo też rozpoczęcia nowego etapu. To czas, po którym następuje Boża interwencja, zbawienie lub osąd. I ten sławny żołnierz filistyński, po 40 dniach wołania o przeciwnika ze strony Izraela, został pokonany właśnie przez bardzo młodego pasterza, o imieniu Dawid, który trafił tamtego kamieniem z procy. A uczynił to, by tamten nie odbierał Bogu Izraela należnej Mu chwały.
Wtedy Dawid, choć wcześniej „tylko” pasterz, to wybawił Izraela od pewnej zguby i dał swojemu ludowi wielkie zwycięstwo. To prorocze wydarzenie z życia Dawida, zachowując nie tylko swoje życie, dało wtedy, tym jednym zwycięstwem, życie wszystkim w Izraelu. To prorocze wydarzenie z życia Dawida, zapowiedziało wyraźnie to, co się stało z Jezusem, dla Jezusa i dzięki Jezusowi.
To prorocze wydarzenie z życia Dawida, tłumaczy to, co miało się dopiero wydarzyć, pozwalając lepiej zrozumieć osobisty pożytek, jaki człowiek, każdy, może mieć z życia, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. I o tym właśnie i wprost opowiada historia Piotra, wyjęta z Dziejów Apostolskich, który wraz z towarzyszącymi mu uczniami Jezusa, przemawiał donośnym głosem do Judejczyków i Żydów, mieszkających w tym czasie w Jerozolimie, a którzy przechodzili właśnie obok wieczernika.
Sukces arcykapłanów: panów, ale nie pasterzy
Scena z Dziejów Apostolskich to wydarzenie, które nastąpiło jakże niewiele po tym dniu, gdy arcykapłani, mający się za duchowych liderów Izraela, a przez wielu za takich byli brani, rozpoczęli przygotowania do pojmania Tego, Którego nazywano już wtedy wielkim prorokiem, Sługą Boga, Bożym Człowiekiem, Eliaszem, a nawet Mesjaszem. Dlatego doszło do spotkania, opisanego przez Ewangelistę Mateusza tak: „Wówczas to zebrali się arcykapłani i starsi ludu w pałacu najwyższego kapłana, imieniem Kajfasz, i odbyli naradę, żeby Jezusa podstępnie pochwycić i zabić. Lecz mówili: «Tylko nie w czasie święta, żeby wzburzenie nie powstało wśród ludu (Mt 26, 3-5).” W tym, duchowi przywódcy odnieśli sukces: stało się wszystko, co zaplanowali przed dniem Pięćdziesiątnicy, dniem radości i dziękczynienia.
Tłumy były w Jerozolimie, gdzie składano w tym dniu w ofierze pierwociny z wszystkiego, co zrodziła ziemia. Księga Wyjścia nazwała ten dzień Pięćdziesiątnicą i „Świętem Tygodni” (Wj 34, 22), lokując je w kalendarzu w 7 tygodni po święcie Paschy i po złożeniu ofiary z pierwszych snopów (Kpł 23, 15). Wszyscy mężczyźni i chłopcy musieli pielgrzymować do Jerozolimy, gdyż wyłącznie tam była Świątynia Boga Jedynego, aby ofiarować Panu pierwociny plonów i „cieszyć się w obliczu Boga” (Pwt 16, 11). Pięćdziesiątnica, była też naturalną rocznicą Epifanii Synajskiej i zawarcia Przymierza Boga z całym Izraelem.
Plan kapłanów nie zawiódł, ale i lud nie zawiódł swoich liderów, gdyż na wątpliwości Piłata, w którego ręce oddano zabicie obrazoburczego, jak uznali, Jezusa z Nazaretu, to wydarzyło się i to: „A cały lud zawołał: «Krew Jego na nas i na dzieci nasze (Mt 27, 25).” Do tego tragicznego faktu odnosi się Piotra Apostoł w scenie, opisanej pierwszym czytaniem niedzielnym, gdy mówił tak: „Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których Pan, Bóg nasz, powoła.” I, do tego, jakże pozornego i chwilowego, bo dwudniowego sukcesu arcykapłanów, odnosił się Piotr w swojej niezwykłej przemowie o Jezusie, zmartwychwstałym Człowieku i Królu, Panu i Pasterzu.
Sukces Piotra, w Imię Króla i Pasterza
Piotr, tego dnia i tą przemową, ożywił w Judejczykach i tych, którzy w tym czasie mieszkali w Jerozolimie tę samą nadzieję, jaką wcześniej wiązali z Osobą Jezusa, Którego kilkadziesiąt dni wcześniej witali w głównej bramie swojego, świętego miasta Jerozolima. Opisał tamto zdarzenie Ewangelista Mateusz tak: „A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno: Hosanna Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie! Hosanna Synowi Dawidowemu (Mt 21, 8-9).” Wtedy, mieli go za wielkiego proroka, który nie tylko czynił cuda uzdrawiając, rozmnażając chleb i ryby, wyrzucając złe duchy z ludzi. On nawet, przywracał życie umarłym. Dobrze już znanym było wskrzeszenie córki Jaira, przełożonego synagogi w Kafarnaum, albo lepiej, bo Łazarza z nieodległej Betanii. Piotr razem z Jedenastoma zaś, mimo wielkiego ryzyka, że z powodu arcykapłanów i oni poniosą śmierć, podobnie, jak ich Nauczyciel, głośno świadczyli o zmartwychwstaniu z grobu Jezusa, Syna Bożego i czynili to wszystkimi językami, jakimi posługiwali się Żydzi, którzy przybyli ze wszystkich zakątków świata, by świętować dzień Pięćdziesiątnicy. Zachowywali się tak, jakby to oni byli królami, jakby to oni panowali nad Izraelem, a w większości byli zwykłymi, prostymi rybakami i to z Galilei.
Ci, którzy wtedy przystanęli przy wieczerniku, gdzie zbierali się uczniowie i sympatycy Jezusa, uznali za sprawą świadectwa Piotra, że zmartwychwstanie, życie wieczne jest warte tego, aby skłonić głowę przed Bogiem w taki sposób, jak to Piotr wskazywał: po pierwsze oczyszczając się z grzechów i po drugie, prosząc o Ducha Jezusowego, jak się okazuje, tożsamego z Duchem Boga Jedynego i wiecznego. A wszystko to, bo uwierzyli w zmartwychwstanie i obietnicę tego, że Jezus Jest żywym i dla żywych, że udziela się wolnością od grzechów i wolnością do życia wiecznego.
Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni. I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz.
Może warto przystanąć, w duchu, przy wieczerniku?