16/08/2026
Dzisiaj, 16 sierpnia, Kościół katolicki daje nam za wzór do naśladowania kogoś niezwykłego – świętego Rocha. To postać, która w dzisiejszych, pełnych niepokoju czasach, może wlać w nasze serca ogromne morze pokoju i ufności w Bożą opiekę.
Wyobraźcie sobie młodego chłopaka, który rodzi się w bardzo bogatej, szanowanej rodzinie we Francji. Ma wszystko: pieniądze, pozycję, przed sobą wspaniałą przyszłość. Jednak kiedy ma zaledwie kilkanaście lat, traci oboje rodziców. Wtedy młody Roch odkrywa w swoim sercu słowa, które Pan Jezus kieruje do nas w Ewangelii: jeśli chcesz być doskonały, sprzedaj wszystko, co masz, rozdaj ubogim, a potem przyjdź i chodź za Mną. I wiecie, co robi Roch? Dokładnie to. Pozbywa się całego swojego wielkiego majątku. Zostawia bogactwo biednym, zakłada na siebie zniszczony, szorstki płaszcz pielgrzyma i rusza w drogę do Rzymu. Chce być bliżej Boga, chce żyć tylko dla Niego.
Kiedy tak wędruje przez włoskie miasteczka, wybucha coś strasznego – epidemia dżumy. Czarna śmierć. Ludzie wpadają w panikę, zamykają drzwi, uciekają przed zarażonymi, bojąc się o własne życie. A co robi nasz święty? Zamiast uciekać w bezpieczne miejsce, Roch zatrzymuje się w szpitalach. Z wielką miłością i czułością pochyla się nad chorymi, których wszyscy inni opuścili. Obmywa ich rany, pociesza, trzyma za rękę. Tradycja mówi nam, że Roch nie miał żadnych lekarstw, ale robił nad chorymi znak krzyża świętego, prosząc Boga o ratunek – i wielu z nich cudownie wracało do zdrowia. Znak krzyża, ten sam, który my tak często robimy w pośpiechu, w jego rękach był narzędziem Bożego uzdrowienia.
Ale przychodzi moment, w którym sam Roch zaraża się tą straszną chorobą. Zaczyna bardzo cierpieć. I tutaj znów pokazuje nam, jak wielkie ma serce. Nie chce być dla nikogo ciężarem, nie chce nikogo zarazić. Ostatnimi siłami wlecze się do pobliskiego lasu, by tam, w samotności i ukryciu, oddać duszę Bogu.
I w tym właśnie momencie, kochani, dzieje się coś najpiękniejszego. Pan Bóg pokazuje, że nigdy, absolutnie nigdy nie zostawia swoich dzieci w potrzebie. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że jesteśmy zupełnie sami w ciemnym lesie naszych problemów i chorób. Bóg posyła do Rocha... psa. Tak, zwykłego psa, który należał do pewnego bogatego człowieka z okolicy. Ten mądry pies każdego dnia przynosi w pyszczku bochenek chleba i kładzie go obok chorego Rocha, a tuż obok miejsca, w którym leży święty, w cudowny sposób wybija źródełko z czystą wodą. Dzięki temu chlebowi i wodzie Roch powoli odzyskuje siły. Zauważcie, jak czuły jest Pan Bóg – potrafi posłużyć się każdym swoim stworzeniem, by uratować człowieka!
Kiedy Roch wraca do zdrowia, postanawia wrócić w swoje rodzinne strony. Niestety, po latach wędrówki, chorób i trudów, jest tak wyniszczony i zmieniony, że nikt w jego rodzinnym mieście go nie poznaje. Zostaje wzięty za szpiega i wtrącony do ciemnego, zimnego lochu. Spędza tam ostatnie pięć lat swojego życia. Zamiast się buntować, krzyczeć o sprawiedliwość, Roch przyjmuje to z pokorą. Modli się za tych, którzy go skrzywdzili. Umiera cichutko w więzieniu, z imieniem Jezusa na ustach, ufając Panu do samego końca. Dopiero po jego śmierci, po specjalnym znamieniu w kształcie krzyża na jego klatce piersiowej, bliscy orientują się, kogo tak naprawdę zamknęli.
Kościół od wieków ucieka się do św. Rocha w czasach epidemii, zarazy i ciężkich chorób zakaźnych. Jest on wielkim orędownikiem dla wszystkich chorych, cierpiących, przebywających w szpitalach, a także dla lekarzy i pielęgniarek, którzy z narażeniem życia opiekują się słabszymi. Św. Roch jest również patronem osób niesłusznie oskarżonych, uwięzionych i odrzuconych przez bliskich. A ze względu na owego wiernego przyjaciela z lasu, jest także uznawany za patrona i opiekuna naszych domowych zwierząt, zwłaszcza psów.
Św. Roch uczy nas przede wszystkim tego, by nigdy nie tracić nadziei. Nawet jeśli czujesz się dzisiaj chory, samotny, opuszczony przez ludzi. Nawet jeśli zmagasz się z niesprawiedliwością albo martwisz się o zdrowie swoje i swoich bliskich – spójrz na św. Rocha. Bóg widział go w leśnej gęstwinie, widział go w ciemnym lochu. Bóg widzi też Ciebie. On zna Twój ból i zatroszczy się o Ciebie w sposób, którego może jeszcze teraz nie potrafisz sobie wyobrazić.
Święty Roch zaprasza nas także do tego, byśmy potrafili dzielić się miłością z innymi. Byśmy nie uciekali przed ludźmi, którzy potrzebują pomocy. Czasem wystarczy dobre słowo, telefon do kogoś samotnego, chwila poświęconego czasu.
Zatrzymajmy się dzisiaj na chwilę i poprośmy tego pięknego świętego o pomoc. Westchnijmy cicho:
„Święty Rochu, który tak bardzo kochałeś Boga i ludzi, opiekuj się nami. Oddal od nas choroby, chroń nasze rodziny, a w trudnych chwilach przypominaj nam, że Pan Bóg zawsze ma nas w swojej czułej opiece. Naucz nas kochać tak, jak Ty kochałeś. Amen.”