24/05/2026
Czy jeśli nie widać to znaczy że nie ma ?
Oglądałem ostatnio wywiad z pewnym lekarzem, który powiedział coś bardzo poruszającego. Powiedział, że wcale nie odosobnione są przypadki pacjentów mówiących:
„Wolałbym mieć raka niż depresję”.
Dla wielu ludzi brzmi to absurdalnie.
Ktoś z zewnątrz mógłby powiedzieć:
„Jak to? Przecież rak to śmiertelna choroba, a depresja to tylko smutek, gorszy okres albo jakieś wymysły”.
Problem polega na tym, że bardzo wielu ludzi kompletnie nie rozumie czym naprawdę jest depresja.
Depresja to nie zwykły smutek.
To nie „gorszy dzień”, to nie lenistwo, to nie brak charakteru, to nie „weź się w garść”.
Człowiek w depresji często każdego dnia toczy walkę o samo przetrwanie, o wykonanie najprostszych czynności, o sens życia, o jakąkolwiek nadzieję.
Najgorsze jest jednak coś innego.
Depresja bardzo często zabiera człowiekowi zdolność odczuwania sensu i radości.
Człowiek patrzy na swoje dzieci i nie potrafi czuć radości, patrzy na życie i nie widzi przyszłości.
Patrzy na siebie i widzi wyłącznie ciężar.
Kościół coraz lepiej rozumie dziś, jak ogromnie złożona jest to choroba. Wpływają na nią biologiczne mechanizmy mózgu, trauma, przewlekły stres, samotność, doświadczenia życiowe, przemęczenie i wiele innych czynników.
Nierzadko zaangażowane są w to również czynniki duchowe, zniewolenie, opętanie.
Właśnie dlatego tak bardzo boli mnie, kiedy ktoś sprowadza depresję do:
„Masz za mało wiary”.
„Za mało się modlisz”.
„Prawdziwy chrześcijanin nie powinien mieć takich problemów”.
To są czasami tragiczne słowa niosące śmierć, a nie życie i pomoc.
Biblia pokazuje ludzi Bożych przechodzących przez ogromne ciemności.
Eliasz chciał umrzeć.
Dawid pisał psalmy pełne bólu.
Jeremiasz nazywany jest płaczącym prorokiem.
Hiob siedział w popiele i rozpaczy.
Jednak Bóg ich nie odrzucił.
Mam wrażenie, że współczesny świat również bardzo źle rozumie cierpienie psychiczne, ponieważ nie widać go tak jak raka.
Kiedy człowiek ma nowotwór, ludzie często współczują, przynoszą pomoc, modlą się, otaczają troską.
Kiedy człowiek zmaga się psychicznie, często słyszy, że przesadza, że są tacy co mają gorzej i ma się weź w garść.
Przecież są rany, których nie widać na zdjęciu RTG. Są ludzie umierający wewnętrznie każdego dnia. Czasem bolą mięśnie, czasem kości, a czasem dusza. Kościół powinien być miejscem ogromnej wrażliwości, mądrości i współczucia. Nie miejscem potępienia, nie miejscem uproszczeń, ale miejscem obecności miłości do Boga i wzajemnej.
Jednocześnie chcę powiedzieć coś bardzo ważnego.
Tak samo jak rak nie jest większy od Boga, tak depresja również nie jest większa od Boga.
Nie chodzi tutaj o tanie religijne slogany.
Nie chodzi o udawanie, że wystarczy jeden werset i wszystko magicznie zniknie.
Chodzi o prawdę, że Jezus Chrystus nadal jest odpowiedzią dla człowieka.
Czasami uzdrawia natychmiast.
Czasami prowadzi przez proces.
Czasami działa przez lekarzy.
Czasami przez terapię.
Czasami przez modlitwę.
Czasami przez ludzi, którzy po prostu są obok.
Jednak nadal jest Tym, który przynosi życie.
„Pan jest blisko tych, których serce jest złamane, a wybawia utrapionych na duchu.”
Psalm 34:19
To jeden z najpiękniejszych fragmentów Biblii.
Bóg nie mówi:
„Radź sobie sam”.
Nie mówi:
„Weź się w garść”.
Nie mówi:
„Przestań cierpieć”.
Mówi:
„Jestem blisko”.
Właśnie tego najbardziej potrzebuje człowiek w depresji. Nie kolejnego kazania o byciu silnym, ale obecności, miłości i cierpliwości.
Nadziei, że nawet jeśli dziś wszystko wydaje się ciemne, światło Chrystusa nadal potrafi dotrzeć do miejsc, do których człowiek sam już nie umie dojść.
Jezus nadal uzdrawia.
Nadal uwalnia.
Nadal podnosi.
NADAL PRZYCHODZI DO LUDZI ZŁAMANYCH, A NIE PERFEKCYJNYCH.
Wspaniałości z Nieba.
Niech dobry Bóg błogosławi Ci obficie byś był błogosławieństwem dla drugiego człowieka.
Pastor Kurylas
www.kosciol-nntg.pl
www.wzn.media
[email protected]