13/09/2015
TAJEMNICE CEGLANEJ KAPLICY NA STRADOMIU
W jednym z Almanachów Częstochowy Tadeusza Starczewski przytacza legendę związaną z powstaniem kaplicy.
Otóż pod koniec XIX w. do jednego z domów zapukał zziębnięty mężczyzna. Gospodarze przygarnęli gościa i poczęstowali go alkoholem. Wraz z wypijanymi trunkami, nieznajomy mówił o sobie coraz chętniej. Opowiadał, że brał udział w powstaniu styczniowym i za to władze carskie zesłały go na Syberię. Po powrocie ze zsyłki nie miał środków do życia i sytuacja zmusza go do sięgnięcia po kosztowności ukryte przez walczących, na krótko przed klęską powstania. Nieznajomy zdradził swoim dobroczyńcom, że skarb, który zgromadzili powstańcy, ukryto w dziecięcej trumience i zakopano w miejscu, gdzie obecnie stoi kaplica.
Po wyczerpującym wieczorze, upojony alkoholem gość zasnął. Nazajutrz udał się na miejsce, gdzie przed laty zakopał trumienkę z kosztownościami, lecz skarbu tam nie było. Jego dobroczyńcy, którzy przygarnęli go poprzedniej nocy, sami zabrali kosztowności. Załamany powstaniec upadł na kolana i zwracając się w stronę Jasnej Góry zaczął się głośno modlić się o ukaranie złodziei. Rodzina, która zawłaszczyła skarb szybko zaczęła przejawiać oznaki bogactwa, lecz wkrótce zaczęły ich dotykać dolegliwości zdrowotne. Niektórzy z nich stracili wzrok, a innych dotykały liczne przypadłości. Przestraszona rodzina postanowiła za zagrabione pieniądze ufundować kaplicę w miejscu, z którego zabrali skarb powstańców.
Po lekturze tej historii opublikowanej w "Wyborczej" po uszkodzeniu kapliczki przez ciężarówkę, do redakcji zgłosiła się czytelniczka, która przedstawiła inną wersję powstania ceglanej budowli. Według niej, powstanie kaplicy ma związek z pożarem, który nawiedził pobliskie zabudowania. Czytelnicza opowiadała, że przed laty - na przełomie XIX i XX w. na ul. Kosynierskiej funkcjonowała karczma, gdzie poza trunkami i posiłkami podróżujący mogli znaleźć także miejsca noclegowe. Można przypuszczać, że schronienie znajdowali tam pątnicy pielgrzymujący na Jasną Górę. Pewnej nocy, karczmę przy Kosynierskiej nawiedził pożar. W jego wyniku nikt nie ucierpiał, a użytkownicy karczmy widzieli w tym boską łaskę i w podzięce za uratowanie życia zbudowali kaplicę. Niestety nie jest znana nawet przybliżona data pożaru.
O związku kaplicy na Stradomiu z pożarem świadczy obecność figury św. Floriana w niszy na ścianie frontowej. - Postacie św. Floriana nie były stawiane w przypadkowych miejscach - uważa Zbigniew Biernacki, częstochowski antykwariusz i przewodnik. - Prawdopodobnie w pobliżu kaplicy doszło do pożaru - dodaje.
Zdaniem antykwariusza bardziej prawdopodobne jest jednak, że kaplica w momencie pożaru już tam stała. Ocaleli z katastrofy uważali, że to właśnie dzięki bliskości kaplicy nikt nie zginął, a żeby pożary więcej się nie przytrafiły postawiono tam figurę św. Floriana.
W dalszym ciągu nie wiadomo więc dlaczego kaplicę wybudowano właśnie w tym miejscu. Wydaje się, że najbardziej prawdopodobna jest wersja, którą prezentowała Zofia Rozanow, zmarła niedawno znana historyk sztuki. - Takich kaplic w Częstochowie było więcej, ale do dziś zostało ich niewiele - mówiła "Wyborczej". - Ich obecność wyznaczała granice miasta - dodaje nasza rozmówczyni.
Administracyjne granice Częstochowy na przełomie XIX i XX w były bardzo rozciągnięte na północ, prawie pod Kiedrzyn - mimo, iż zabudowa kończyła się w zasadzie na ul. Jansogórskiej a dalej były pola i ogrody. Z kolei na południu tereny miejskie zamykała Stradomka, mimo, że gęsta zabudowa ciągnęła się przez Ostatni Grosz i Raków, które włączono do miasta dopiero w 1928 r. Z kolei do Częstochowy należała część obecnego Stradomia za rzeką - wyznaczona przez ul. Piastowską przy której znajduje się kaplica.
Jedyne co wiemy na pewno, to datę jej powstania: 1885 rok. Większy ogląd na sprawę dałoby badanie wieku figury św. Floriana, który znajduje się we wnęce na ścianie frontowej. Wówczas można by było określić czy jej wiek nie zbiega się z datą wybudowania kaplicy, to pozwoliłoby zweryfikować jedną z historii na temat kapiliczki. Oczywiście jeżeli nikt w międzyczasie nie wymienił św. Floriana na "nowego".
Kaplica do przeniesienia?
W kwietniu kaplicę uszkodziła nieznana ciężarówka a w ub. tygodniu na wniosek klubu radnych Mieszkańcy Częstochowy i z poparciem P*S rada miasta przegłosowała przyznanie w tym roku 1,2 mln zł na remont kaplicy oraz przygotowania do przebudowy skrzyżowania ul. Piastowskiej i Sabinowską (w sumie ma to kosztować ok. 4 mln zł). Projekty sprzed paru lat przewidywały przeniesienie kaplicy, ograniczającej widoczność na skrzyżowaniu: mówiło się najpierw o cmentarzu parafialnym, potem o przesunięciu obiektu o kilkanaście metrów. Czy tak się stanie, nie wiadomo.
A może w ogóle nie trzeba przenosić kaplicy?
Więcej na blogu http://42200.blox.pl/…/Po-co-przenosic-kapliczke-na-Stradom…
Źródło: Gazeta Wyborcza
Uszkodzona kilka miesięcy temu przez ciężarówkę kaplica u zbiegu ulic Piastowskiej i Sabinowskiej w Częstochowie nie należy do Kościoła - stoi na gruncie skarbu państwa. Ale to nie jedyne zaskoczenie: nikt nie wie dlaczego właśnie tam ją pobudowano. Wśród mieszkańców Stradomia krążą różne opowieści.…