Centrum Duchowości Księży Jezuitów w Częstochowie

Centrum Duchowości Księży Jezuitów w Częstochowie Centrum Duchowości Księży Jezuitów proponuje Rekolekcje Ignacjańskie i tematyczne sesje formacyjne. Adres: https://czestochowa-jezuici.pl/

Dekalog VII - Miłość ubogich Święty Paweł wzywając do zerwania z procederem kradzieży, wskazuje na jeden z istotnych wym...
12/05/2026

Dekalog VII - Miłość ubogich

Święty Paweł wzywając do zerwania z procederem kradzieży, wskazuje na jeden z istotnych wymiarów pracy; ma ona służyć wspólnemu dobru, z wypracowanym dobrem należy dzielić się z potrzebującymi, ubogimi: Kto dotąd kradł, niech już przestanie kraść, lecz raczej niech pracuje uczciwie własnymi rękami, by miał z czego udzielać potrzebującemu (Ef 4, 28). Z kolei Apostoł Jakub obnaża iluzję miłości opartej na słowach, pomijającej solidarność i troskę o biednych: Jeśli na przykład brat lub siostra nie mają odzienia lub brak im codziennego chleba, a ktoś z was powie im: «Idźcie w pokoju, ogrzejcie się i najedzcie do syta!» – a nie dacie im tego, czego koniecznie potrzebują dla ciała – to na co się to przyda? (Jk 2, 15-16). Jeden z poematów afrykańskich trafnie parafrazuje ten dysonans: Byłem głodny, a wy stworzyliście organizację mającą cele humanitarne i prowadziliście długie dyskusje o moim głodzie. Dziękuję wam za to. Byłem w więzieniu, a wy pospieszyliście do kościoła, aby modlić się o moje uwolnienie. Dziękuję wam za to. Byłem nagi, a wy z całą powagą zastanawialiście się nad moralnymi konsekwencjami mojej nagości. Byłem chory, a wy padaliście na kolana, aby podziękować Panu za to, że dał wam zdrowie. Nie miałem dachu nad głową, a wy wychwalaliście Miłość Pana. Wydajecie się być tak pobożni… tak rozmodleni… tak blisko Boga! Ale ja ciągle jestem głodny, ciągle jestem samotny, nagi, chory, w wiezieniu i bez dachu nad głową. I… jest mi zimno (P. Descouvemont).

Miłość ubogich jest stałym posłannictwem Kościoła. Jezus urodził się i żył w ubóstwie i głosił Ewangelię przede wszystkim ludziom ubogim. Co więcej, w swoim nauczaniu utożsamia się z nimi: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25, 40).

W Starym Testamencie ubóstwo początkowo było postrzegane jako zło, brak Bożego błogosławieństwa. Ubodzy to słowo, które było synonimem żebraków, nędzarzy, opuszczonych, biednych w sensie materialnym. W języku biblijnym biednym jest również ten, kto nie ma żadnego znaczenia czy wpływu we wspólnocie czy społeczeństwie. Nikt się z nim nie liczy, nie interesuje, nie honoruje go, nie poważa. Jest lekceważony, pomijany, niejednokrotnie pogardzany. Człowiek po ludzku przegrany i bez jakiejkolwiek szansy życiowej.

Jednak ubóstwo nie zawsze jest winą człowieka. Może bowiem go doświadczać na skutek niesprawiedliwości społecznej. Święty Jakub piętnując niesprawiedliwość i wyzysk wypowiada mocne słowa: A teraz wy, bogacze, zapłaczcie wśród narzekań na utrapienia, jakie was czekają. Bogactwo wasze zbutwiało, szaty wasze stały się żerem dla moli, złoto wasze i srebro zardzewiało, a rdza ich będzie świadectwem przeciw wam i toczyć będzie ciała wasze niby ogień. Zebraliście w dniach ostatecznych skarby. Oto woła zapłata robotników, żniwiarzy pól waszych, którą zatrzymaliście, a krzyk ich doszedł do uszu Pana Zastępów. Żyliście beztrosko na ziemi i wśród dostatków tuczyliście serca wasze w dniu rzezi. Potępiliście i zabili sprawiedliwego: nie stawia wam oporu (Jk 5, 1-6). Obrońcą człowieka ubogiego staje się Bóg (por. Psalmy 9, 10, 22, 25, 37, 69, 73). Pismo święte nazywa ubogich „przyjaciółmi Boga” albo „ubogimi Pana”.

Ruth Pfau, lekarka i zakonnica, która długie lata pracowała w Afganistanie i Pakistanie, służąc chorym na trąd i gruźlicę, opisuje swoją drogę ewolucji rozumienia ubóstwa: Wówczas – ach, wówczas, w roku 1960 – kiedy wyprowadziłam się, aby „ żyć w ubóstwie”, myślałam sobie, że ubóstwo to dzielenie garści ryżu z potrzebującymi, spanie w nocy na podłodze, podróżowanie powszechnym i niewygodnym środkiem transportu. Miałam wszystko, co chciałam. Spędzałam noce owinięta w koc, przy dymiących ogniskach, z pasterzami na halach w Himalajach i w namiotach na pustyni. Bywałam głodna i marzłam, bywałam chora, nie mogłam dotrzeć do lekarza i nie wiedziałam, jak to się skończy – rozkoszowałam się, że mogę żyć nie ubóstwem, ale „solidarnością”, dziś wiem, że wtedy nie doświadczyłam, czym jest ubóstwo. Czym ono nie jest, dowiedziałam się wkrótce: dopóki zawiera ono w sobie element wolności, nie jest prawdziwym ubóstwem, ale ubóstwem „salonowym”. Miałam udane życie. Czym jest naprawdę ubóstwo, zaczynam rozumieć dopiero teraz, kiedy jestem starsza. Pozbycie się, odrzucenie, oddanie wszystkiego, zaparcie się siebie.

Jedną z misji współczesnego Kościoła jest „opcja preferencyjna na rzecz ubogich”. Nie jest to nowa misja, czerpie bowiem wzorce z Ewangelii i należy do tradycji, ale dzisiaj jest szczególnie aktualna i nagląca. Ubóstwo dzisiejszego świata staje się coraz bardziej powszechne. Niemal trzy czwarte ludzkości dotyka nędzy pod różnymi postaciami. Przypomniał nam o tym bł. Jan Paweł II w Ełku (8 czerwca 1999): «Krzyk biednych» (Hi 34, 28) całego świata podnosi się nieustannie z tej ziemi i dociera do Boga. Jest to krzyk dzieci, kobiet, starców, uchodźców, skrzywdzonych, ofiar wojen, bezrobotnych. Biedni są także wśród nas: ludzie bezdomni, żebracy, ludzie głodni, wzgardzeni, zapomnieni przez najbliższych, przez społeczeństwo, ludzie poniżeni i upokorzeni, ofiary różnych nałogów. Wielu z nich próbuje nawet ukryć swoją ludzką biedę, ale trzeba umieć ich dostrzec. Są także ludzie cierpiący w szpitalach, dzieci osierocone albo opuszczone przez rodziców czy młodzież przeżywająca trudności i problemy swego wieku.

Jeszcze szerzej temat ubóstwa podejmuje papież w dokumencie zawierającym jego wskazania (i testament) na trzecie tysiąclecie. Pisze w nim między innymi: wedle jednoznacznych słów Ewangelii [Jezus] jest w szczególny sposób obecny w ubogich, dlatego wobec nich Kościół winien stosować « opcję preferencyjną». W naszej epoce wiele jest bowiem potrzeb, które poruszają wrażliwość chrześcijan. Nasz świat wkracza w nowe tysiąclecie pełen sprzeczności, jakie niesie z sobą rozwój gospodarczy, kulturowy i techniczny, który niewielu wybranym udostępnia ogromne możliwości, natomiast miliony ludzi nie tylko pozostawia na uboczu postępu, ale każe się im zmagać z warunkami życia uwłaczającymi ludzkiej godności. Jak to możliwe, że w naszej epoce są jeszcze ludzie, którzy umierają z głodu, skazani na analfabetyzm, nie mający dostępu do najbardziej podstawowej opieki lekarskiej, pozbawieni domu, w którym mogliby znaleźć schronienie? Ten krajobraz ubóstwa może poszerzać się bez końca, jeśli do starych jego form dodamy nowe, dotykające często także środowisk i grup ludzi materialnie zasobnych, którym wszakże zagraża rozpacz płynąca z poczucia bezsensu życia, niebezpieczeństwo narkomanii, opuszczenie w starości i chorobie, degradacja lub dyskryminacja społeczna. Trzeba, aby w obliczu tej sytuacji chrześcijanin uczył się wyrażać swą wiarę w Chrystusa przez odczytywanie ukrytego wezwania, jakie On kieruje do niego ze świata ubóstwa. Winniśmy zatem postępować w taki sposób, aby w każdej chrześcijańskiej wspólnocie ubodzy czuli się «jak u siebie w domu». Czyż taki styl bycia nie stałby się największą i najbardziej skuteczną formą głoszenia dobrej nowiny o Królestwie Bożym? Bez tak rozumianej ewangelizacji, dokonującej się przez miłosierdzie i świadectwo chrześcijańskiego ubóstwa, głoszenie Ewangelii – będące przecież pierwszym nakazem miłosierdzia – może pozostać nie zrozumiane i utonąć w powodzi słów, którymi i tak jesteśmy nieustannie zalewani we współczesnym społeczeństwie przez środki przekazu (Novo Millenio Ineunte, 49-50).

Zakres biedy i ubóstwa woła i przynagla do konkretnego działania. Nie chodzi tu tylko o przelotne uczucie, o jakąś doraźną akcję, ale o rzeczywistą i trwałą wolę działania na rzecz dobra ludzi będących w potrzebie i pozbawionych niejednokrotnie nadziei na lepszą przyszłość (Jan Paweł II). Wśród różnorakich pomocy ludziom biednym i potrzebującym szczególnie uprzywilejowanymi są uczynki miłosierdzia. Dotyczą one zarówno sfery cielesnej jak i duchowej.

Tradycja Kościoła wyróżnia siedem dobrych uczynków dotyczących „ciała”: łaknących nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć, chorych nawiedzać, więźniów wspierać, umarłych pogrzebać. Katechizm wyróżnia również siedem uczynków „co do duszy”: grzeszących upominać, nieumiejętnych pouczać, wątpiącym dobrze radzić, strapionych pocieszać, krzywdy cierpliwie znosić, urazy chętnie darować, za żywych i umarłych modlić się.

Uczynki miłosierdzia mają swoje zakorzenienie w nauczaniu Jezusa. W przypowieści o sądzie utożsamia się On z najbardziej potrzebującymi: Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jednych [ludzi] od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie. Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata! Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie. Wówczas zapytają sprawiedliwi: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? A Król im odpowie: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili (Mt 25, 31-40). W obrazie sądu Jezus odwołuje się do praktyki stosowanej przez pasterzy w Palestynie. Owce i kozły w ciągu dnia pasły się razem. Jednak na zakończenie dnia pasterze je rozdzielali. Kozły potrzebowały cieplejszego pomieszczenia, owce, które bardziej ceniono, wolały świeże powietrze. W pogańskich sennikach owce kojarzono z pomyślnymi wydarzeniami, zaś kozły z nieszczęściem (C. Keener). Sąd ostateczny, który obejmie wszystkich (nie tylko chrześcijan), będzie symbolicznym aktem separacji, oddzielania. Jezus, Dobry Pasterz, ale także Sędzia, oddzieli „owce od kozłów”, dobro od zła, miłość od grzechu. Kryterium separacji nie będzie tylko wiara, ale praktyczne czyny miłosierdzia i miłości. Żaden gest dobroci i miłosierdzia wobec najmniejszych nie będzie zapomniany. Sąd będzie więc objawieniem ukrytych, pokornych, często niedocenianych gestów miłości, którymi było utkane (lub nie) ludzkie życie. Pod wieczór naszego życia będziemy sądzeni z miłości (Jan od Krzyża), gdyż tylko ona nadaje wartość i sens każdemu życiu.

Do przypowieści Jezusa odwołał się papież Franciszek w czasie pontyfikalnej Eucharystii. Deklarował wówczas, że pragnie przyjąć z miłością i czułością całą ludzkość, zwłaszcza najuboższych, najsłabszych, najmniejszych, tych, których święty Mateusz opisuje w sądzie ostatecznym z miłości: głodnych, spragnionych, przybyszów, nagich, chorych, w więzieniu. Z kolei podczas pierwszego spotkania z dziennikarzami wyznał: Och, jakże pragnę Kościoła ubogiego i dla ubogich. Franciszek nie tylko mówi o ubogich, ale również sam żyje ubogo. Zrezygnował z apartamentów papieskich, by zamieszkać w skromniejszym domu św. Marty, nie korzysta z limuzyn, żyje prosto, ewangelicznie. Imię, które przyjął świadczy, że pragnie naśladować Biedaczynę z Asyżu. Prostota i ubogi styl życia znamionowały również wcześniejsze życie papieża. Gdy został kardynałem Buenos Aires, pozostał wierny ewangelicznemu ubóstwu, tak mocno akcentowanemu w duchowości ignacjańskiej. Nie miał gospodyni, z gotowaniem, sprzątaniem i prowadzeniem pałacu biskupiego radził sobie sam. Osobiście odpowiadał na wszystkie telefony i ustalał kalendarz swoich spotkań. Po mieście najczęściej poruszał się komunikacją, aby być bliżej ludzi. […] Gdy mieszkał w Buenos Aires, często udawał się do slumsów. Bliskość z ludźmi, zwłaszcza z ubogimi, słabymi, biednymi, chorymi, była cechą wyróżniającą jego kapłańskie posłannictwo. „Sprawował niezliczone Msze dla zbieraczy makulatury wśród bezrobotnych. Zawsze miał dla nas dobre słowo” – mówi jeden z mieszkańców Argentyny (L. Smoliński). Papież Franciszek jest dziś najlepszym ambasadorem ubogich Pana.

St. Biel SJ/fot. Pixabay

Czytamy Apokalipsę (19) – Sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych (Ap 7,1-8)Otwarciu przez Baranka szóstej piecz...
12/05/2026

Czytamy Apokalipsę (19) – Sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych (Ap 7,1-8)

Otwarciu przez Baranka szóstej pieczęci towarzyszą kolejne wizje: „Potem ujrzałem czterech aniołów stojących na czterech narożnikach ziemi, jak powstrzymywali cztery wiatry ziemi, aby wiatr nie wiał na ziemi ani na morzu, ani na żadne drzewo” (Ap 7,1). Obraz ten wskazuje na starożytne pojęcia kosmologiczne. Według nich ziemia miała kształt czworoboku, czworokątnej tarczy i posiadała cztery narożniki. Zewsząd wiały ku niej wiatry. Wiatry wiejące z boków uważano za dobroczynne, przynosiły deszcz i ochłodę. Natomiast wiejące od narożników były szkodliwe, powodowały burze i huragany. Wiatrami zawiadywali aniołowie (podobnie jak innymi żywiołami, na przykład ogniem, wodą). Według żydowskich koncepcji byli to aniołowie służby. „Należą do najniższego rzędu aniołów, ponieważ stale muszą sprawować swoją służbę i dlatego nie mogą zachowywać szabatu jako dnia odpoczynku. Pobożni Izraelici, którzy zachowywali szabat, byli uważani za wyższych” (W. Barclay).

W języku hebrajskim słowo ruah oznacza „poruszające się powietrze”, „wiatr”, „oddech”, „duch” i jest rodzaju żeńskiego. Można by więc, personifikując wymienione wyżej dwa rodzaje wiatrów, mówić o duchach dobrych i złych. Pierwszy, przychylny człowiekowi, przynosi pokój, nadzieję, objawia miłosierdzie i miłość, pociąga człowieka do Boga. Drugi, zły, prowadzi do niepokoju, destrukcji, zniszczenia, stara się skłócić człowieka z Bogiem i odciągnąć od Niego.

W wizji Jana aniołowie powstrzymują złe wiatry, by nie szkodziły człowiekowi ani ziemi. Skąd taka zaskakująca decyzja wobec wcześniej opisanych katastrof? Odpowiedź przynosi inny anioł: „I ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, [a] mającego pieczęć Boga żywego” (Ap 7,2). Nowy anioł pojawia się od wschodu słońca. Wschód oznaczał światło, dzień, ale także Eden, raj. Był więc zapowiedzią zbawienia: „I oto chwała Boga Izraela przyszła od wschodu, a głos Jego był jak szum wielu wód, a ziemia jaśniała od Jego chwały” (Ez 43,2, por. też Ml 3,20; Mt 2,2). Anioł dzierży w ręku pieczęć. Owa pieczęć jest sygnetem, jakiego używali wschodni władcy w starożytności w celu pieczętowania dokumentów albo uniemożliwiania dostępu do zastrzeżonych przedmiotów. Był to więc znak autoryzacji. Na pieczęci anioła widnieje atrybut żywego Boga, a więc także paschalnego Baranka.

Anioł od Wschodu zawołał „donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: Nie wyrządzajcie szkody ziemi ni morzu, ni drzewom, aż opieczętujemy czoła sług Boga naszego” (Ap 7,3). Anioł wschodni posiada władzę nad aniołami czterech wiatrów. Wykorzystując ją „daje jakby chwilę odpoczynku, wprowadza prowizoryczne zawieszenie niszczącej kary, zarysowanej w poprzednim widzeniu, rozpoczyna przerwę wyznaczoną przez Boga, moment wytchnienia i skruchy, odroczenie wtargnięcia niszczącego gniewu Boga i Baranka” (G. Ravasi). Przerwa w wymierzaniu kary będzie trwać, dopóki nie zostaną opieczętowani wierni wyznawcy Boga.

Pieczętowanie albo tatuowanie ma długą historię, począwszy od starożytności. Pieczętowano bydło i niewolników, tatuaże nosili żołnierze i członkowie różnych bractw, wspólnot. Znaki nosili wyznawcy bóstw, na przykład liść bluszczu – czciciele Dionizosa. Również Ezechiel, od którego Jan zaczerpnął obraz opisuje podobny ryt (Ez 9,4-6). Na czole sprawiedliwych Izraelitów, którzy pozostali wierni Bogu Jahwe odciskano na czole znak Taw, ostatnią literę alfabetu hebrajskiego, mającą wówczas kształt krzyża równoramiennego. W ten sposób zostali oszczędzeni przed zagładą w tragicznym momencie zburzenia Jerozolimy w 586 roku przed Chrystusem. Było to znamię wierności przynależności do Boga żywego. Również oznaczeni przez anioła przynależą do Boga i Baranka, stąd mają na czołach wypisane ich imiona (Ap 14,1). „Można więc sobie wyobrazić sygnet lub cylinder pieczętny, w którym odciska się na wiernych Bogu imiona Chrystusa i Boga Ojca; na przykład imiona Jahwe i Christos” (M. Wojciechowski). Taki znak noszą na czołach do dziś niektórzy chrześcijanie etiopscy. Dlaczego na czołach? „Głowa i znajdujące się na niej czoło są w biblijnym języku znakiem całego człowieka. Nosić pieczęć Boga na swoim obliczu, na swoim czole, to nosić ją na całym swoim jestestwie. Być całym sobą przypisanym Bogu” (M. Miduch).

Znak na czole łączono w pierwszych wiekach chrześcijaństwa z sakramentem chrztu świętego, podczas którego nowoochrzczony otrzymuje pieczęć, niezatarte znamię Ducha Świętego. Ten znak sakramentalny ma wymiar duchowy. Święty Paweł poucza: „Tym zaś, który umacnia nas wespół z wami w Chrystusie i który nas namaścił, jest Bóg. On też wycisnął na nas pieczęć i zostawił zadatek Ducha w sercach naszych” (2 Kor 1,22-23; por. Ef 1,13; 4,30; 1 J 2,20.27). Pieczęć jest znakiem przynależności do Chrystusa i zapewnia Jego opiekę.

Jan usłyszał liczbę opieczętowanych: „sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela” (Ap 7,4). Jest to liczba symboliczna, powstała przez pomnożenie dwunastu pokoleń Izraela i dwunastu tysięcy przedstawicieli każdego pokolenia. Żydowski biblista David Stern tak ją objaśnia: „Jest 12 plemion Izraela i 12 wysłanników, jest Dziesięć Przykazań. Podniesienie tej pierwszej liczby do kwadratu, a tej ostatniej do sześcianu oznacza doskonałość – doskonałość i pełnię Izraela”. Należy jeszcze przypomnieć, że liczba tysiąc była największą w hebrajskiej numeracji. Liczba sto czterdzieści cztery tysiące wyrażała nieprzeliczalny ogrom. Na liście plemion zabrakło pokolenia Efraima, jest za to jego ojciec Józef. Natomiast brak pokolenia Dana tłumaczy się zazwyczaj jego negatywną opinią związaną z kultem bałwochwalczym. Z tego pokolenia miał według świętego Ireneusza (II wiek) pochodzić Antychryst.4

Swego czasu Świadkowie Jehowy twierdzili, że opieczętowanymi są jedynie ich zwolennicy. Gdy jednak liczba wyznawców przekroczyła tę cyfrę, zmienili swoją teologię. „To aroganckie żerowanie na pysze człowieka, mile połechtanego przynależnością do duchowej elity, to ulubione narzędzie sekt” (D. Stern). W rzeczywistości sto czterdzieści cztery tysiące reprezentują wszystkich zbawionych, zarówno Żydów jak i ochrzczonych, cały Kościół starego i nowego przymierza, Nowy Izrael.

Pytania do refleksji:

Co wiesz o duchach dobrych i złych? Czy dostrzegasz ich działanie w twoim życiu?
Czy masz jakiś szczególny znak albo tatuaż? Co on mówi o tobie?
Co uważasz za swój triumf? Dlaczego?
Jaka więź łączy cię dziś z Jezusem? Co mogłoby cię od niego oddzielić?
Które grzechy brudzą twoje „szaty”? Jak często „wybielasz” je we krwi Chrystusa ( w sakramencie pojednania)?
Jakie znaczenie ma dla ciebie opieczętowanie w sakramencie chrztu?
Co wiesz o chrzcie pragnienia i krwi?

St. Biel SJ/fot. Pixabay

Pan otworzył jej sercePierwszym miastem europejskim, do którego przybył Paweł ze swymi towarzyszami, Łukaszem, Tymoteusz...
11/05/2026

Pan otworzył jej serce

Pierwszym miastem europejskim, do którego przybył Paweł ze swymi towarzyszami, Łukaszem, Tymoteuszem i Sylasem było Filippi. Pobyt Pawła w Filippi był wprawdzie krótki, ale bogaty w wydarzenia. W najbliższą sobotę po przybyciu do Filippi Paweł wraz ze swoimi współpracownikami udał się nad rzekę, miejsce spotkań i modlitw (Dz 16, 11-15). Okazało się, że nie spotkali ani jednego mężczyzny, tylko bogobojne kobiety. Jedną z nich była Lidia. Pochodziła z Tiatyry w Lidii (Azja Mniejsza), leżącej na szlaku komunikacyjnym, który łączył Pergamon z Sardes. Tiatyra była ośrodkiem przemysłu tekstylno-farbiarskiego i słynęła z handlu purpurą. Purpura frygijska, której kolor nadawano barwnikiem pozyskiwanym z muszli ślimaków, była w owym czasie towarem luksusowym. Lidia trudniła się handlem. Jej zajęcie, zazwyczaj określane jako sprzedaż purpury, choć związane z produktem luksusowym, należało do zawodów pogardzanych. Zawód ten bowiem polegał nie tylko na handlu, ale też na produkcji farby, tkaniu materiału i jego farbowaniu. Była to więc praca ciężka i brudna, uznawana za niegodną „wolnego męża” – zajęcie dla niewolników lub wyzwolonych. Wykonywały je całe grupy, zazwyczaj mieszane – kobiet i mężczyzn, często przemieszczające się w celach handlowych. Tekst Dziejów Apostolskich wymienia Lidię, jako kierującą taką właśnie grupą zawodową, mówiąc o jej domu (E. Adamiak).
Lidia była kobietą ciekawą i otwartą. Przysłuchiwała się uważnie nauczaniu Pawła. Dlatego Pan otworzył jej serce (Dz 16, 14). Serce w języku biblijnym ma wielorakie znaczenie. Jest przede wszystkim miejscem uczuć i myśli. Otwarte serce Lidii oznacza przyjęcie Ewangelii głoszonej przez Apostoła nie tylko umysłem ale i wnętrzem. Lidia uznawała jego słowa za prawdę, ale też znajdowała w nich upodobanie (K. Romaniuk). Dzięki swoim duchowym predyspozycjom, bogobojności, uważnemu słuchaniu i otwarciu serca, stała się gotowa do przyjęcia nauki Jezusa. Była pierwszą kobietą europejską, która przyjęła chrzest i w dużym stopniu przyczyniła się do głoszenia słowa Bożego. Za przykładem Lidii poszedł jej cały dom, prawdopodobnie rodzina i służba. Do tej pory Lidia prawdopodobnie sprawowała kult domowy. Jego centrum stanowiło ognisko. Przy palenisku odmawiano modlitwy na początek i koniec dnia, dokonywano aktów libacji (ofiary płynne, zwykle złożone z mieszanki wody i wina), wylewając płyn na podłogę lub palenisko, pełniące rolę ołtarza domowego. Pan domu pełnił rolę domowego kapłana a ofiary składane były zwykle ku czci zmarłych przodków, którzy po śmierci zyskali status boski (D. Aune).
Po przyjęciu chrztu Lidia okazała się gorliwą chrześcijanką. Chcąc odwdzięczyć się Pawłowi, swoją natarczywością wręcz przymusiła go, by zamieszkał ze swymi towarzyszami w jej domu. Pobyt Pawła u Lidii nie trwał jednak długo ze względu na zaistniałe wkrótce okoliczności. Natomiast dom Lidii stał się Kościołem domowym. Służył za miejsce, w którym gromadzili się chrześcijanie, modlili się, rozważali słowo Boże, celebrowali Eucharystię i wspomagali misje (również Pawła) i ubogich.
Kościół gromadzący się w domostwie Lidii rozwijał się i zyskiwał coraz więcej przyjaciół i zwolenników. W liście, który Paweł skierował później do niego, wymienia niektórych z nich. Epafrodyt, imię to oznacza „uroczy”. Apostoł nazywa go swoim współpracownikiem i współbojownikiem, wysłańcem. Organizował on pomoc i zbiórki finansowe dla misji Pawła. Syzyg z kolei oznacza „współobciążony”, a także (jako rzeczownik) „współmałżonek”, „towarzysz”, „współpracownik”. Paweł prosi go w liście o mediację, zażegnanie sporu i zaprowadzenie zgody między dwiema kobietami, swoimi współpracownicami: Ewodią („człowiek dobrej drogi”) i Syntychą („szczęśliwe zdarzenie, spotkanie”). Prawdopodobnie przyjęły one chrzest z rąk Pawła i należały do „domu Lidii”. Ich zajęcia polegały, rzecz jasna, nie na głoszeniu ewangelii, lecz na trosce o materialno-bytowe sprawy misjonarzy, a może również na roztaczaniu opieki nad chorymi i ubogimi. Można by je nazwać diakonisami filipińskimi (K. Romaniuk). Paweł wzywa je do jedności. Musiało tu chodzić o rzecz niebłahą, skoro Paweł angażuje cały autorytet, by znów przywrócić spokój. Przy okazji wnosić można, że obydwie niewiasty należały do kategorii ludzi ważnych, bardziej wpływowych w mieście. Ich zły przykład powodował szczególne zgorszenie (K. Romaniuk). Warto jeszcze zauważyć, że imiona filipińskich współpracowników Pawła oddają trafnie jego drogę i misję.
Pytania do refleksji i modlitwy:
Czy jestem otwarty i tolerancyjny wobec innych?
Czego szczególnie nie akceptuję u bliźnich?
Czy nie jestem zbyt ambitny i dumny, by przyjmować pomoc innych?
Czy jestem gościnny?
W jaki sposób wspieram Kościół?
Jaki jest mój stosunek do pracy, którą wykonuję?
Która kobieta (kobiety) odegrała w moim życiu ważną rolę? Jaką?
Czy moje serce i umysł są otwarte na słuchanie słowa Bożego?
Czy moimi słowami i życiem zbliżam ludzi do siebie czy raczej dzielę?
Czy nie gorszę innych?
Co wyraża moje imię?

fot. autor

Dekalog VII - Kradzież Zakres grzechów przeciwko siódmemu przykazaniu jest bardzo szeroki. Nie dotyczy jedynie kradzieży...
11/05/2026

Dekalog VII - Kradzież

Zakres grzechów przeciwko siódmemu przykazaniu jest bardzo szeroki. Nie dotyczy jedynie kradzieży owoców z cudzego ogrodu, czy drobiazgów zabranych z zakładu pracy. Święty Augustyn podkreśla, że istota kradzieży polega przede wszystkim na wyborze nieetycznych środków. Człowiek kradnie, bo chce być bogaty i szczęśliwy. Ale w tym właśnie jest bezwstydny i błądzi, że chce znaleźć szczęście dzięki złu. Na tym polega jego przewrotność, że dobra szuka, a zło czyni.

Zakres grzechu kradzieży zależy od miejsca, czasu, sytuacji społecznej i politycznej, postępu cywilizacyjnego… Niemniej jego istota jest zawsze jednakowa: przywłaszczenie dobra drugiego człowieka wbrew racjonalnej woli właściciela (K*K, 2408). Katechizm wymienia następujące obszary kradzieży: świadome zatrzymywanie rzeczy pożyczonych lub znalezionych, oszustwa handlowe, niesprawiedliwe wynagrodzenia, spekulacja polegająca na sztucznym zawyżaniu cen towarów, korupcja, zawłaszczanie przedmiotów należących do przedsiębiorstw prywatnych bądź państwowych, buble i źle wykonywane prace, różnorodne formy przestępstw podatkowych, fałszowanie czeków i rachunków, nadmierne wydatki, marnotrawienie rzeczy. Do tego można dodać naruszanie praw autorskich czy pirackie ściąganie programów komputerowych.

Szczególnie rozpowszechnione są dziś formy kradzieży w polityce. Truizmem jest stwierdzenie, że polityka nigdy nie jest czysta, jednak korupcja, łapówkarstwo, manipulacje finansowe, kradzieże w białych rękawiczkach przybierają coraz szerszy zasięg. Potężne lobby gospodarcze i polityczne k**i sumami, które deprawują nieraz najbardziej przejrzystych polityków. Nagłaśniane od czasu do czasu przypadki korupcji i sukcesy CBA są zazwyczaj wierzchołkiem góry lodowej. Dla wielu polityków, łącznie z tymi, którzy chlubią się, że są tylko statystami i jako tacy chcą przejść do historii, władza jest bezkarną kradzieżą. Oni, bardziej niż do historii, przynależą do kroniki kryminalnej (A. Pronzato).

Kolejny szeroki obszar kradzieży stanowi „kradzież społeczna”. Dotyczy ona „ucieczki przed fiskusem”, zmniejszania i zaniżania podatków, kradzieży mienia społecznego, państwowego, czyli „niczyjego”, uchylania się od zobowiązań wobec społeczeństwa czy kraju. Kradzież społeczna w naszym kraju ma dodatkowe podłoże polityczne. W okresie systemu socjalistycznego przywłaszczanie wartości państwowych było nagminne. Motywowano je niskimi zarobkami i prawem do godnego wynagrodzenia. Ponadto uważano, że dobra wspólne można przywłaszczać bez jakichkolwiek ograniczeń czy wyrzutów sumienia. Kradzież mienia społecznego była tolerowana przez kapłanów; w czasie spowiedzi „przymykano na nią oko”. W efekcie, mimo zmiany systemu społeczno-politycznego, mentalność „homo sovieticus” towarzyszy nadal wielu współczesnym katolikom, a kradzież społeczna zwykle nie jest uważana za grzech.

Z punktu etycznego przywłaszczanie jakichkolwiek rzeczy i kradzież komukolwiek jest grzechem. Jedyny wyjątek stanowią sytuacje ekstremalne, w przypadku nagłej i oczywistej konieczności, gdy jedynym środkiem zapobiegającym pilnym i podstawowym potrzebom (pożywienie, mieszkanie, odzież…) jest przejęcie dóbr drugiego człowieka i skorzystanie z nich (K*K, 2408).

Szeroką gamę do nadużyć stanowi handel. Już w starożytności przestrzegał przed nimi prorok Amos: Słuchajcie tego wy, którzy gnębicie ubogiego i bezrolnego pozostawiacie bez pracy, którzy mówicie: Kiedyż minie nów księżyca, byśmy mogli sprzedawać zboże? Kiedyż szabat, byśmy mogli otworzyć spichlerz? A będziemy zmniejszać efę, powiększać sykl i wagę podstępnie fałszować. Będziemy kupować biednego za srebro, a ubogiego za parę sandałów i plewy pszeniczne będziemy sprzedawać (Am 8, 4-6). W czasach Amosa oszukiwali i kradli drobni wytwórcy, rzemieślnicy i handlowcy. Dziś czynią to na szeroką skalę wielkie koncerny i kartele. Nie licząc się z możliwościami klientów, bez skrupułów narzucają arbitralne, nieraz niebotyczne dla zwykłych śmiertelników ceny. Szczególnie bolesny jest wyzysk ludzi starych, schorowanych i biednych. Odziera się ich z głównego dobra: z nadziei (A. Pronzato).

Jak już wspomniałem, grzech kradzieży dotyczył pierwotnie osób. Nie jest on jednak zjawiskiem rzadkim współcześnie. Co więcej, istnieją gangi specjalizujące się w handlu ludźmi. Ich łupem padają młodzi ludzie, wykorzystywani w przemyśle erotycznym i pornograficznym. Istnieje handel dziećmi, które zmuszane są do ciężkiej pracy bądź na siłę wcielani do armii, grup partyzanckich bądź gangów. Kwitnie kradzież i handel ludzkimi organami, wykorzystywanymi nielegalnie w transplantacji. W Polsce młodzi ludzie, zwłaszcza studenci bywają zmuszani do bezpłatnych staży i praktyk. Ponad czterdzieści procent uważa je za współczesne niewolnictwo. Przykłady można mnożyć. Każda z form poniżania człowieka, jego wartości, godności osobistej, traktowania w sposób przedmiotowy, użytkowy, bądź handlowy jest poważnym grzechem przeciwko miłości bliźniego.

Spośród pozostałych form kradzieży zasygnalizuję krótko trzy. Gry hazardowe i zakłady są moralnie obojętne. Stanowią jednak przedmiot grzechu, gdy stają się powodem cierpienia. Właścicieli i organizatorów; gdy wiążą się z nadużyciami, oszustwami, brakiem uczciwości. Graczy; gdy prowadzą do uzależnienia. Zjawisko to jest coraz bardziej powszechne. Bywa, że hazardziści tracą cały, mozolnie zdobyty majątek, doprowadzają do rozpadu rodzin, a nawet kończą w więzieniach. Dobrze, że powstają grupy anonimowych hazardzistów, które wspierają bankrutów i pozwalają im na nowo odbudowywać wartości. W naszym domu rekolekcyjnym w Zakopanem istnieje Duszpasterstwo Trzeźwości, które między innymi przyjmuje ślubowania składane Bogu przez wstawiennictwo Matki Bożej Nieustającej Pomocy. Ich przedmiotem jest wstrzymanie się na określony czas od uzależnień. Początkowo był to alkohol. Dzisiaj zakres ślubowań znacznie się poszerza. Hazard należy do coraz częstszych.

Problemem dyskusyjnym z punktu etycznego jest kleptomania. Termin ten pochodzi z języka greckiego, od słów „kleptein” (kraść) i „mania”. Kleptomania to zaburzenie psychiczne, objawiające się jako trudna lub niemożliwa do powstrzymywania potrzeba kradzieży. Kradzieże nie są dokonywane z potrzeby posiadania określonego przedmiotu bądź chęci zysku; po jej dokonaniu przedmioty mogą zostać wyrzucone bądź oddane komuś innemu albo zbierane. Przed dokonaniem kradzieży u osoby cierpiącej na kleptomanię wzrasta uczucie napięcia, a w jej trakcie i po niej pojawia się uczucie nagrodzenia (Wikipedia). W Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób kleptomania występuje w grupie zaburzeń nawyków i popędów. Choroba ta trapi przede wszystkim kobiety, również o wysokim statusie materialnym, a także fetyszystów i upośledzonych umysłowo (N. Sillamy). W ocenie moralnej należy uwzględnić fakt, iż kleptomania jest chorobą; niemniej zmysł moralny kleptomana pozostaje nienaruszony: zaraz po popełnieniu kradzieży żałuje swego postępku (tamże). W takim przypadku winien wynagrodzić krzywdę. Nie do przyjęcia jest terapia, które całkowicie wycisza wyrzuty sumienia. W czasie rekolekcji ignacjańskich rozmawiałem z siostrą zakonną kleptomanką. Po terapii kradła nadal, ale z czystym sumieniem. Terapeuta bowiem przekonał ją, że jej choroba jest wynikiem lęków i nie powinna mieć z tego powodu żadnego poczucia winy. Trudno zgodzić się, że była to optymalna terapia.

Wymieniając niektóre obszary kradzieży należy jeszcze wspomnieć o bardzo delikatnym problemie… kradzieży w Kościele. Nie chodzi oczywiście o okradanie skarbon, chociaż nie jest to zjawisko rzadkie. Chodzi o pewną mentalność. Złodziejami są kapłani, którzy nie prowadzą wiernych do Boga, ale wiążą emocjonalnie z sobą; nie dbają o własny poziom duchowy, intelektualny; „nie mają czasu”, by troszczyć się o pogłębiony przekaz wiary, lecz ograniczają się do odczytania kazań znalezionych w Internecie. Złodziejami są również kapłani, którzy defraudują pieniądze złożone przez wiernych, albo przeznaczają je na cele prywatne, niezgodne z intencją ofiarodawców. Znak zapytania należy postawić wobec handlu świątynnego, który pobudził Jezusa do gniewu (por. J 2, 13nn). Czyż taki przypadek nie zalicza się do szczególnej kategorii grzechu, zwanego świętokupstwem? (A. Pronzato).

Listę obszarów kradzieży można mnożyć i uzupełniać o nowe formy. W zasadzie każdy obszar obecności i działalności człowieka może być nią naznaczony. Wystarczy wspomnieć o ekologii. Każda kradzież jest naruszeniem ludzkiej godności i wolności. Jest poniżeniem i zranieniem bliźnich. Umniejsza nie tylko stan posiadania, wypracowany w trudzie i pocie czoła, ale także osobę, jej wartość i integralność. Dlatego istnieje obowiązek naprawienia wyrządzonej krzywdy. Wzorem w tym względzie jest celnik Zacheusz, który ogłasza wspaniałomyślnie: oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie (Łk 19, 8). Ówczesne prawo nakazywało zwrot 1/5 wartości.

Obowiązek restytucji czyli naprawienia krzywdy, niesprawiedliwości i zwrotu rzeczy skradzionych należy do każdego, kto w sposób bezpośredni lub pośredni dopuścił się kradzieży. Jeżeli skradziona rzecz nie znajduje się w jego ręku, winien (tytułem sprawiedliwości) przekazać ją w naturze bądź w gotówce. Restytucja dotyczy również owoców i korzyści, które mógłby z niej uzyskać w sposób uprawniony jej właściciel (K*K, 2412). Obowiązkowi restytucji podlegają wszyscy współsprawcy, którzy w jakikolwiek sposób uczestniczyli w kradzieży bądź z niej korzystali, wiedząc o niej, na przykład ci, którzy ją nakazali, w niej pomagali lub ją ukrywali (K*K, 2412).

St. Biel SJ/fot. Pixabay

Adres

Ulica św. Kingi 74/84
Czestochowa
42-226

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 16:00
Wtorek 08:00 - 16:00
Środa 08:00 - 16:00
Czwartek 08:00 - 16:00
Piątek 09:00 - 16:00

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Centrum Duchowości Księży Jezuitów w Częstochowie umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Centrum Duchowości Księży Jezuitów w Częstochowie:

Udostępnij