24/05/2026
Po narodzeniu kluczowym momentem dla dziecka jest pierwszy oddech. Dzięki niemu noworodek rozpoczyna życie poza łonem matki. W ciągu przeciętnego życia człowiek oddycha 650 milionów razy, zanim weźmie ostatni oddech. Życie to jeden oddech za drugim.
Świat bierze początek od Boskiego oddechu - tchnienia życia. W Rdz 2,7 czytamy: „Wtedy to Pan Bóg ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”.
Dziś, w uroczystość Zesłania Ducha Świętego świętujemy nasz udział w boskim tchnieniu. Co dla nas oznacza bycie napełnionym oddechem Boga?
Alicja Lenczewska w swoim dzienniku zanotowała słowa Pana Jezusa: „Cały świat wypełniony jest Bogiem i zanurzony w Nim. Duszą się w sobie i umierają ci, którzy nie chcą oddychać Bogiem i wypełniać serca Jego miłością – jak giną ci, którzy nie oddychają powietrzem i którym brak tlenu w płucach”.
Tym powietrzem, którym mamy oddychać jest miłość, bo to ta cnota najbardziej upodabnia nas do Boga. Angielski dominikanin, Herbert McCabe lubił mawiać: „Jeżeli kochasz, będziesz zraniony. Może cię nawet spotkać śmierć. Ale jeżeli nie kochasz, to już jesteś martwy”.
Jak kochać Boga? Jezus powiedział nam jak: „Kto ma przykazania moje i je zachowuje, ten Mnie miłuje” (J 14,21).
A zatem kto zachowuje przykazania, ten miłuje Boga. Człowiek często ma problem z przykazaniami, ponieważ ma problem z Bogiem. Czy Bóg rzeczywiście istnieje? A co jeżeli po śmierci nic nie ma albo urodzę się ponownie w innym ciele? A skoro Bóg istnieje to dlaczego pozwala na wojny, na śmierć niewinnych, na głód? Tego typu pytania towarzyszą człowiekowi od zarania dziejów.
Dlatego Bóg przychodzi nam z pomocą posyłając nam Ducha Świętego. Jezus mówi nam, że gdy przyjdzie Duch Święty, „przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie” (J 16,8). I dalej tłumaczy dlaczego. Mówi: „O grzechu – bo nie wierzą we Mnie”.
Św. Jan Paweł II w swojej encyklice o Duchu Świętym – „Dominum et vivificantem” zgłębia te słowa i wskazuje nam, że największym grzechem jest odrzucenie Chrystusa i Jego odkupieńczej ofiary. Paradoksalnie właśnie w chwili największego odrzucenia Boga, czyli na Krzyżu, grzech zostaje pokonany.
Duch Święty przekonuje nas o grzechu niedowiarstwa, kiedy człowiek nie chce uwierzyć w Bożą miłość. Ale co jest ważne, Duch Święty nie oskarża, lecz przychodzi w sposób delikatny do ludzkiego sumienia. To przekonanie o grzechu nie jest po to, aby doprowadzić człowieka do rozpaczy, ale do nawrócenia i tym samym do otwarcia człowieka na łaskę odkupienia.
Stąd spośród licznych grzechów jest tylko jeden grzech, którego Pan Bóg nie może nam przebaczyć. Jest to grzech przeciwko Duchowi Świętemu. Na czym on polega? Grzech ten polega na odrzuceniu przez człowieka zbawienia, które Bóg mu ofiaruje przez Ducha Świętego. Dzieje się tak ze względu na ludzką zatwardziałość, a także dobrowolne i świadome odrzucanie Bożego przebaczenia. W takiej sytuacji Boże miłosierdzie, które mimo, iż jest nieograniczone, może okazać się bezowocne, ponieważ człowiek zamyka się na łaskę zbawienia.
Pierwsze działanie Ducha to doprowadzić człowieka do wiary i oczyścić duszę z grzechu. Naszym zadaniem jest oczyszczać się z brzydoty, którą wycisnęło zło i wracać do naturalnego piękna. Starożytny filozof Plotyn w III wieku zostawił nam przepiękną i jakże uniwersalną metaforę życia duchowego, która przemawia do nas dzisiaj nie w mniejszym stopniu niż do ówczesnych chrześcijan: „Wracaj do samego siebie i spójrz! I jeżeli zobaczysz, że nie jesteś jeszcze piękny, to tak, jak rzeźbisz posągu, który ma być piękny, jedno usuwa, a inne oskrobie, jedno wygładzi, a inne oczyści, aż objawi piękne oblicze na posągu, tak i ty usuwaj wszystko, co zbędne, prostuj, co opaczne, czyść i rób, by zalśniło, co ciemne, i nie ustawaj w pracy nad własnym posągiem, aż ci rozbłyśnie boskie światło cnoty”.
Jeżeli rzeźbiarstwo, jak mawiał Leonardo da Vinci, jest sztuką usuwania, to słusznie filozof porównuje oczyszczenie i świętość do tworzenia rzeźby. W przypadku chrześcijanina jednak chodzi nie o osiągnięcie jakiegoś abstrakcyjnego piękna, zbudowanie wspaniałego posągu, ale o wydobycie na światło i uczynienie coraz bardziej jaśniejącym Bożego obrazu, który grzech nieustannie usiłuje przykryć.
Mówi się, że pewnego dnia Michał Anioł, przechadzając się po dziedzińcu we Florencji, zobaczył wystający z ziemi nieociosany blok marmuru pokryty prochem i błotem. Nagle zatrzymał się, aby na niego popatrzeć, po czym - jakby olśniony znienacka jakimś błyskiem - powiedział do obecnych: „W tym głazie jest ukryty anioł, chcę go wydobyć na zewnątrz!”. I zaczął pracować dłutem, aby nadać kształt aniołowi, którego zobaczył.
Podobnie jest także z nami. Wciąż jeszcze jesteśmy nieociosanymi głazami z mnóstwem ziemi na sobie i z wieloma niepotrzebnymi kawałkami. Bóg Ojciec patrzy na nas i mówi: „W tym kamieniu jest ukryty obraz mojego Syna, chcę go wydobyć na zewnątrz, aby jaśniał na wieki obok Mnie w niebie”.
Jakie jest w tym nasze zadanie? Nie stawiać oporu Bogu, ale też samemu współpracować z Bożą łaską, aby ten materiał, który Bóg kruszy nie był twardy i nie do skruszenia. Dlatego Duch Święty przychodzi z wieloma darami, aby nam pomóc. Skąd bierze się u Apostołów ta niebywała gorliwość w ewangelizacji? Czy nie od Ducha Świętego? Kard. Cantalamessa zauważa, że „Apostołowie nie otrzymali Ducha w dniu Pięćdziesiątnicy dlatego, że stali się gorliwi. Oni stali się gorliwi, ponieważ otrzymali Ducha”.
ks. Paweł Szlezinger SCJ..........................................
🤝Wesprzyj nas w ewangelizacji:
👉 Link w komentarzu Wyświetl mniej