03/08/2016
Jak zapewne wszyscy wiemy, tematem tegorocznych Światowych Dni Młodzieży było Ewangeliczne hasło „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Rozpoczynając cykl wspomnień, postanowiłam połączyć fragmenty swej pamięci z pewnymi przemyśleniami, a konkretniej – pochylić się nad tematem spotkania w Krakowie.
Kiedy po raz pierwszy wracałam wraz z kolegą z krakowskich Błoni, nie byliśmy jeszcze na tyle zorientowani, aby w ogromnym tłumie sprawnie odnaleźć odpowiedni tramwaj. Zapytaliśmy więc dwóch starszych pań o drogę do najbliższego przystanku, z którego odjeżdża upragniona „10”. Spodziewaliśmy się, że kobiety wytłumaczą nam, gdzie skręcić czy w którą stronę iść, jednak jedna z nich powiedziała, że ona nas zaprowadzi. Odprowadziła nas dokładnie na miejsce, po drodze pytała o samopoczucie i inne rzeczy związane z naszym pobytem na ŚDM, była zwyczajnie miła, ale przy tym emanowało od niej niezwykłe dobro. Kiedy jej podziękowaliśmy i obiecaliśmy modlitwę za nią, powiedziała, że to nic takiego, ze trzeba sobie pomagać. Mogła od razu powiedzieć, że nie wie. Mogła nas zbyć. Mogła wsiąść do nadjeżdżającego tramwaju (na który czekała), mówiąc, że się śpieszy. Mogła, ale tego nie zrobiła.
Ostatniego dnia wybrałam się do sklepu, aby kupić sobie coś do jedzenia na siedmiogodzinną podróż, która nas czekała. Na dworze trochę padało, więc wraz z kilkoma koleżankami stałyśmy w progu, gdy nagle weszła pewna kobieta. Zapytała czy jesteśmy pielgrzymami, czy dziś wracamy do domu, jak długo będziemy jechać, a kiedy uzyskała już wszystkie odpowiedzi, zadała ostatnie pytanie, które mnie rozsypało na kawałki: „czy macie jedzenie na drogę? Jeśli nie to chodźcie, wybierzcie sobie, co chcecie, a ja wam kupię.” Niby nic. Niby zwykłe pytanie, ale do mnie bardzo mocno trafiło. Kto z nas zdobyłby się na coś takiego? Większość pewnie zdenerwowałaby kolejka, która przez nas powstała, a nawet, gdybyśmy to jeszcze zrozumieli, zapewne przeszlibyśmy dalej, śpiesząc się do swoich własnych problemów czy zajęć.
To jest właśnie moja definicja miłosierdzia. To jest właśnie miłosierdzie w praktyce. Z pozoru zwykłe sytuacje, które nie wpływają znacznie na losy tego świata, a jednak coś niesamowitego, niepowtarzalnego, coś, co wyryło się trwale w mojej pamięci i wierzę, że w przyszłości zaowocuje. Nie dziesięciokrotnie, nie trzydziestokrotnie, lecz stokrotnie. Jestem pewna, że ty również doświadczasz podobnych sytuacji na co dzień, może jedynie tego nie zauważasz. Spróbuj postanowić sobie choć przez jeden dzień, że będziesz miał oczy otwarte na dobro, na drugiego człowieka, a ujrzysz wtedy, ile zawdzięczasz osobom ze swojego otocznia. Jak mówi Jezus, „darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. Czy życie nie staje się od razu piękniejsze?
„Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili.” (Mt 25,40)
Monika Tarnowska