18/05/2025
Od lat rośnie zainteresowanie słowiańskością w popkulturze, co nas cieszy, ponieważ kultywowanie rodzimych tradycji i szacunek do korzeni są niezwykle istotne. Jednak przy okazji często dochodzi do korzystania z informacji, które z rzeczywistością mają niewiele wspólnego. Dlatego właśnie powstaje Świetlica Słowiańska, w której będziemy pokazywać kulturę i duchowość słowiańską taką, jaka jest i będziemy promować jej piękno niezakłócone przez różnej maści ezoteryków i fantastów, którzy na siłę muszą ją "podkolorować".
Pseudosłowiańskość na Eurowizji
Już dziś miliony osób usiądą przed telewizorami, aby oglądać finał konkursu Eurowizji. Finał szczególny dla Polaków z dwóch powodów. Polskę po raz drugi, na dodatek równo po 30 latach, będzie reprezentowała Justyna Steczkowska. Ta sama Justyna Steczkowska w swojej piosence "Gaja" zawarła następujące słowa: Zargo, Raga, Urra, Gara, Jarga, Jarun, Era, Czarodoro. Są to "Agmy" czyli rzekome starożytne słowiańskie słowa mocy.
Problem w tym, że ani to starożytne, ani to słowiańskie, ani to słowa, ani nie mają żadnej mocy.
Agmy to wymysł rosyjskiej sekty inglistów, ruchu założonego w latach 90. w Omsku przez Aleksandra Chiniewicza, który z rodzimą wiarą i słowiańskością ma tyle wspólnego, że usilnie próbuje podszyć się pod słowiańskie dziedzictwo duchowe. Co głoszą Ingliści? Chociażby to, że Omsk to tak naprawdę Asgard Iryjski, najstarsze miasto na Ziemi, założone przez przybyłą z kosmosu rasę aryjską (tak, w tekstach inglistów znajdziemy również śmierdzące rasową ezoteryką rodem z hitlerowskich Niemiec teksty o rasie aryjskiej). Sam Chiniewicz wymagał, aby jego wyznawcy tytułowali go "Pater Dyj" - Bóg Ojciec lub Niebiański Ojciec. Jest on również autorem tzw. Wed Słowiańsko-Aryjskich, którym wyznawcy inglizmu przypisują starożytny rodowód i przedstawiają jako "prawdziwą świętą księgę rasy białej". Innym dorobkiem tego nieciekawego towarzystwa są właśnie tak zwane Agmy, czyli rzekome słowiańskie mantry/słowa mocy, które ok. 2010 roku zaczęły pojawiać się na rosyjskich stronach internetowych związanych z inglizmem. Są to jednak bełkotliwe zbiory dźwięków, które w przeważającej części nie mają żadnego znaczenia i nigdy nie istniały w tradycji naszych Przodków. Bo przecież duchowość to mantry, medytacje i wszystko to, co Europejczykowi wydaje się, że jest duchowością indyjską/dalekowschodnią, więc duchowość słowiańska musi podążać tymi samymi ścieżkami. A jeżeli nie podąża to sobie ją wymyślimy od nowa.
Niestety, sekta inglistów od lat próbuje doczepić się do ruchu rodzimowierczego i przedstawić swoje wymysły jako autentyczną duchowość słowiańską. Również z pewnym smutkiem przyjmuję, że polska artystka chcąc w swojej twórczości nawiązać do korzeni sięga do wymysłów szarlatana z Omska.
Jest to również znak dla nas, że rzetelna wiedza o kulturze i duchowości Słowian musi być wciąż propagowana i jest na tym polu jeszcze wiele do zrobienia. Dlatego między innymi działamy prężnie w ramach Związek Wyznaniowy Rodzimowierców Polskich RÓD oraz tworzymy Świetlicę Słowiańską - miejsce, w którym będzie można poznać rodzimą wiarę z rzetelnej strony i samemu nauczyć się weryfikować fakty, aby nie dać się wpuścić w maliny różnego rodzaju oszustom monetyzującym swoje fantazje pod płaszczykiem słowiańskości.