23/08/2026
W 2026 roku wspomnienie św. Róży z Limy przypada w niedzielę, dlatego w liturgii ustępuje miejsca XXI Niedzieli Zwykłej. Mimo to warto poznać życie tej niezwykłej świętej, pierwszej kanonizowanej świętej obu Ameryk. „Bóg jest pięknem najwyższym i jedynym, które nigdy nie przemija.” Święta Róża z Limy urodziła się w 1586 roku w Limie, stolicy Peru. Na chrzcie otrzymała imię Izabela Flores de Oliva, jednak już jako dziecko zaczęto nazywać ją Różą, ponieważ zachwycała wszystkich swoją urodą i łagodnością. To właśnie pod tym imieniem przeszła do historii Kościoła. Od najmłodszych lat pragnęła całkowicie należeć do Chrystusa. Odrzuciła propozycje małżeństwa i złożyła ślub czystości, wybierając życie poświęcone Bogu. Została tercjarką dominikańską i, pozostając w rodzinnym domu, prowadziła życie pełne modlitwy, pokuty i miłości bliźniego. W ogrodzie przy swoim domu zbudowała niewielką pustelnię, gdzie spędzała długie godziny na modlitwie i kontemplacji. Jednocześnie z wielką troską opiekowała się ubogimi, chorymi i opuszczonymi, widząc w każdym z nich samego Chrystusa. Jej codzienność była pełna prostych gestów miłości, cichej służby i bezgranicznego zaufania Bogu. Choć zachwycała urodą, nie szukała podziwu ani uznania. Pragnęła, aby ludzie dostrzegali nie jej piękno, lecz piękno Boga odbijające się w życiu człowieka wiernego Ewangelii. Swoją pokorą i wiernością przypomina nam, że prawdziwe piękno rodzi się w sercu, które kocha Boga i drugiego człowieka. Święta Róża zmarła 24 sierpnia 1617 roku, mając zaledwie 31 lat. Kilkadziesiąt lat później papież Klemens X ogłosił ją świętą. Stała się pierwszą kanonizowaną świętą Nowego Świata i do dziś pozostaje patronką Peru, Ameryki Łacińskiej, Filipin, miasta Limy oraz osób związanych z ogrodnictwem i kwiaciarstwem. To, co najbardziej porusza w życiu św. Róży, to fakt, że przez około piętnaście lat przeżywała głęboką noc duchową. Nie czuła obecności Boga ani żadnej pociechy. Modlitwa nie przynosiła jej radości, nie odczuwała nawet pociągu do niej. Dzień i noc zmagała się z myślą, że Bóg ją odrzucił. Była także niezrozumiana przez ludzi, wyśmiewana i doświadczała samotności. Mimo to nie porzuciła Chrystusa. Trwała przy Nim nie dlatego, że czuła Jego obecność, ale dlatego, że wierzyła, iż nawet w największej ciemności On jej nie opuścił. Po latach tej próby Bóg obdarzył ją łaską głębokiego zjednoczenia z sobą. Jej życie pokazuje, że świętość nie rodzi się z nadzwyczajnych wydarzeń, lecz z codziennej wierności, modlitwy, pokory i miłości okazywanej bliźnim. Czy bardziej dbasz o wygląd zewnętrzny, czy o piękno swojego serca? Napisz w komentarzu.
Treści i grafiki są mojego autorstwa.
Można je udostępniać wyłącznie przez opcję „Udostępnij”.
Nie wyrażam zgody na kopiowanie i ponowne publikowanie w innych miejscach.